Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Poster:BLOEDBROEDERS

BLOEDBROEDERS

Braterstwo krwi

ocena:8
Rok prod.:2008
Reżyser:Arno Dierickx
Kraj prod.:Holandia
Obsada:Erik van Heijningen, Matthijs van de Sande Bakhuyzen, Derk Stenvers, Sander van Amsterdam, Carolien Spoor, Pierre Bokma, Betty Schurmann
Autor recenzji:Drakul
Ocena autora:8
Ocena użytkowników:5.33
Głosów:3
Inne oceny redakcji:

Zastanawialiście się kiedyś, czy morderstwa dokonywane przez młodych ludzi, czasem jeszcze dzieci, są bardziej bezduszne i okrutne niż zbrodnie zaplanowane i wykonane przez tzw. dorosłych ludzi? Zdaję sobie sprawę, że może być to pytanie pozbawione elementarnego sensu, bo zbrodnia to zawsze zbrodnia, niezależnie od jej wykonawcy, ale im częściej czytam lub oglądam materiały dotyczące mordów dokonywanych przez bardzo młodych ludzi, tym bardziej utwierdzam się w przeświadczeniu, że mechanizmy planowania i postępowania takich czynów rządzą się w przypadku młodych umysłów całkowicie innymi prawami. Jest przecież coś niewiarygodnie odpychającego i przerażająco zimnego w dziecku, które dopuściło się zabójstwa. Nasz kręgosłup kulturowy i społeczny każde nam postrzegać młodocianych przestępców jako aberrację, a ich mordercze skłonności jak uleczalną anomalię, błąd wychowawczy, który można jeszcze cofnąć. Ten paradoksalny i irracjonalny rodzaj współczucia dla dzieci-zabójców miesza się u nas, dorosłych, z bezradnością wobec takich zachowań. Nie wiemy właściwie jak postępować z dziećmi, które dopuściły się zbrodni – odmawiamy im prawa do rozumienia tego, co zrobiły, sami wmawiając sobie, że waga ich czynów jest pomniejszona od ich wiek. Studium morderstwa z Holandii pokazuje, że dzieci potrafią mordować w sposób planowy i pozbawiony emocji, a zabójstwo staje się czynem równie zwyczajnym, co zwykłe dokuczanie sobie w szkole.

Twórcy filmu, jak podają źródła, nigdy nie zapoznali się z aktami prawdziwej sprawy sądowej dotyczącej zabójstwa Theo Mastwijka. Stąd film to zabawa z faktami i podążanie w świat pogłębionej fikcji, choć trzon akcji jest opowieścią o bezsensownym mordzie dokonanym przez trzech młodocianych uczniów liceum na swoim koledze. Film wprowadza, wedle znawców prawdziwego przebiegu zdarzeń, kilka zupełnie fikcyjnych postaci i wątków, co oczywiście wystawia twórcom negatywną ocenę, bo, jak się wydaje, niezadanie sobie trudu zapoznania się z aktami sprawy to elementarna skucha, która nie powinna się przytrafić poważnym twórcom kina. Paradoksalnie w niczym to jednak nie przeszkadza, ponieważ film jest próbą przeanalizowania zdarzeń prowadzących do zbrodni i nie ma znaczenia, czy poszczególne elementy układanki miały rzeczywiście miejsce, czy też zostały zmyślone, dopóki film trzyma się wewnętrznej logiki i pokazuje cały proces w sposób spójny i konsekwentny. W mojej ocenie ten aspekt filmu został wykonany najlepiej. Zajrzyjmy zatem nieco głębiej pod zasłonę zbrodni.

Mamy lata 60-te w Holandii. Lato jest upalne, a rok szkolny w lokalnym liceum zbliża się do końca. Akcja filmu od samego początku skupia się na trzech postaciach: zdolnego i pilnego ucznia Simona, który pochodzi z ubogiej rodziny i sprawia wrażenie grzecznego kujona, oraz braciach Arnoucie i Wiktorze, synach bajecznie bogatego właściciela firmy ubezpieczeniowej. Bracia mieszkają w zabytkowej posiadłości (właściwie można to zakwalifikować jako pałac), mają w domu służbę, a ich świat kręci się wokół zabijania czasu rozrabianiem i szukaniem rozrywki. Od razu więc widzimy zderzenie dwóch światów: świata prostych ludzi, którzy nie są bogaci, ale tworzą kochającą się rodzinę (Bakkerowie, rodzina Simona) oraz świata bogatych (van Riebeeckowie), którzy wprawdzie dorobili się na pracy ojca rodziny, ale w ich domu panuje chłód i zmanierowanie. Matka bracie van Riebeecków cierpi na jakiś rodzaj, jakbyśmy to kiedyś powiedzieli, melancholii połączonej z chorobą psychiczną, co powoduje, że nie jest dla swoich synów żadnym oparciem. Ojciec stosuje natomiast pruską metodę wychowawczą, która wymaga posłuszeństwa i podążania za jego wzorem. Nie ma tu miejsca na uczucia i ciepło. W naturalny sposób bracia Arnout i Wiktor są dla wielu wzorem do naśladowania i podziwiania, co sprawia, że Simon usilnie zabiega o ich uznanie. Udaje mu się to poprzez złamanie własnych zasad, które z pewnością wpoili mu rodzice. Inicjacja polega na kradzieży płyt dla Wiktora, czynu, który zjednuje Simonowi uznanie obu braci, a jego samego wciąga w świat gry pozorów, fałszu i zepsucia. Katalizatorem dla nowo zawiązanej znajomości staje się wyrzutek Ronnie, szkolny rozrabiaka, który pochodzi z patologicznego domu – o nim dowiadujemy się w czasie filmu stosunkowo najmniej, ale można wnioskować, że rodzice nie ofiarują mu zbyt wiele miłości, a w szkole nie idzie mu najlepiej. Gdy te trzy światy się spotykają uruchamia się mechanizm, który doprowadzi wkrótce do tragedii. Ronnie dopuszcza się niebawem poważnej kradzieży mopedu (w rzeczywistości ukradł samochód), za co grozi mu kara więzienia. Wie, że nie może wrócić do domu, bo ojciec zatłucze go do nieprzytomności, więc decyduje się na schronienie na strychu w domu van Riebeecków zmyślając na poczekaniu historię o tym, że ojciec groził mu śmiercią. Od tego momentu film staje się nie tyle opowieścią o Ronniem, co próbą analizy motywów, które doprowadziły do zbrodni.

Akcja filmu przenosi się niemal w całości do świata widzianego oczami rodziny van Riebeeck. Jest to schematyczny świat, w którym panują patriarchalne stosunki zdominowane przez posłuszeństwo ojcu i niezdolność do pogłębionych emocji, którą widać u niemal każdego członka tej rodziny. Bracia wyrastają w atmosferze zimnego i nieco paranoicznego domu, w którym widać przede wszystkim służbę. Matka jest chora i jeśli w ogóle wstaje z łóżka zachowuje się jakby była z innego świata, całkowicie oderwana od realiów. Ojciec jest równie nieobecny i nie zdradza prawie żadnego zainteresowania synami. Oczekuje od nich perfekcji i upodabniania się do niego. Wszystko to powoduje, że Arnout i Wiktor stają się niezdolni do okazywania emocji, a wszystko co robią traktują jako przelotną uciechę – dotyczy to nawet związków z dziewczynami (Arnout odstępuje swoją dziewczynę Simonowi). Wszystko jest warte uwagi tak długo jak dostarcza rozrywki, a gdy się nudzi, po prostu przestaje mieć znaczenie. Obaj bracia kierują się dokładnie tym schematem, gdy pozwalają Ronniemu schronić się na ich poddaszu, w tajemnicy przed wszystkimi – rodzicami, służbą, a nawet znajomymi. Silnym kontrastem na tle tego bezdusznego i matowego świata jest Simon, który wydaje się zafascynowany bogactwem i pozorną swobodą, jaka cechuje życie braci van Riebeecków. Jest to znany od dawien dawna schemat przyciągania się skrajnie różnych światów, co jest szczególnie silne w przypadku młodych, nie do końca wykształconych charakterów. Dla Simona wszystko jest tu pociągające, a jego fascynacja przesłania mu cały świat do tego stopnia, że do domu wraca niemal tylko po to, aby spędzić w nim noc i kolejnego ranka ponownie wrócić do swoich nowych przyjaciół. Bracie van Riebeeckowie kupują sobie lojalność Simona bardzo tanim kosztem, dopuszczając go do ich zabaw i znajomych, wspólnych kolacji z rodziną, ale nade wszystko wtajemniczając go w „zabawę z Ronniem”. Simon błyskawicznie wsiąka w ten świat intryg i tajemnic, co nie jest trudne dla kilkunastoletniego chłopca, bo czyż każdy z nas, chłopców, nie robił maślanych oczu na myśl o sekretach, tajemnych spiskach itp.? Twórcy filmu poświęcili ponad godzinę na odmalowywanie świata skoncentrowanego wokół posiadłości van Riebeecków i tajnej kryjówki Ronniego na poddaszu domu. Może się to z początku wydawać nużące, ale jest to zamysł celowy – widzimy proces inicjacji Simona, który nie przestaje zabiegać o uznanie i awans społeczny. Tak głęboko wsiąka w codzienność domu van Riebeecków, że staje się niemal trzecim bratem, a jego zaangażowanie w ukrywanie uciekiniera niemal przerasta zaangażowanie Arnouta i Wiktora. Na tym polega w gruncie rzeczy cała oś dramaturgiczna akcji – dla braci van Riebeecków od samego początku jest to dobra zabawa, jakże inna od gry w tenisa czy chodzenia do szkoły, natomiast dla Simona to trampolina do innego, lepszego świata. Jak już wcześniej napisałem, Ronnie jest katalizatorem dla tej przyjaźni, najpierw doprowadzając do jej nawiązania, a później do jej tragicznego finału. Problemy zaczynają się niemal od samego początku, gdy Ronnie zaczyna mieć żądania, a to nowych komiksów do czytania, a to innego jedzenia, wreszcie piwa. Zabawa w spisek zaczyna powoli stawać się nużąca, a przedłużająca się obecność Ronniego ciężarem (od pewnego czasu jest on już poszukiwany przez policję). Wszelkie próby polubownego pozbycia się nieproszonego gościa (a są to zaiste niezwykłe pomysły związane z fałszowaniem paszportu i wywiezieniem Ronniego do Marsylii, aby wstąpił do Legii Cudzoziemskiej) kończą się jednak fiaskiem, ponieważ Ronnie ucieka się do szantażu grożąc, że ujawni, że cała trójka pomagała mu w kradzieży mopedu (samochodu). Los Ronniego przypieczętowuje zupełnie błahe wydarzenie, którym jest wakacyjny wyjazd na Capri całej rodziny van Riebeecków. Ronnie chce zostać na ten czas sam na poddaszu, ale jest to w oczywisty sposób niemożliwe, ponieważ w domu obecna będzie służba, która w końcu zorientuje się, że w domu ktoś jest. Cała trójka spiskowców dochodzi więc do wniosku, że jedynym rozwiązaniem problemu jest zamordowanie Ronniego.

Od tej chwili rusza lawina, która doprowadzi do tragedii. Obserwowanie planowania, przygotowań i wreszcie wykonania powziętego zamiaru to zdecydowanie najciekawsza część filmu. Na myśl przychodzi mi dzieło pt. Funny Games, choć omawiany film nie dorównuje mu bezdusznością i okrucieństwem. Zdecydowanie wielu widzów może się jednak przerazić widząc, jak zwyczajne i pozbawione emocji było to zabójstwo. W filmie nie oglądamy zabójstwa, a raczej usunięcie męczącego problemu, w który zamienił się pobyt Ronniego. To była, która straciła już swój urok, ale jeden z graczy nie zdołał tego zrozumieć. Zachowanie wszystkich trzech morderców jest do tego stopnia beznamiętne, że od razu zakładamy, że pod pozorami dobrego wychowania i wykształcenia kryją się psychopaci. To bardzo mocny akcent pokazujący jak kruche są stereotypy i jak łatwo można się im wymknąć. Dzieci z dobrych i bogatych domów nie są przecież zawsze aniołkami, a często raczej przegniłymi moralnie jednostkami, które nie są w stanie egzystować w realnym świecie pełnym rzeczywistych problemów. Z drugiej strony na przykładzie Simona widzimy, że dom oparty na miłości i skromności nie stanowi obrony przed złem. Słowem, nie ma żadnych reguł i musimy o tym pamiętać na każdym kroku. Nie możemy narzucić wszystkim tego samego gorsetu zasad i moralności sądząc, że zmieści się w nim każdy z nas. Istotą zasad są odstępstwa od nich, a im ich więcej tym bardziej podważają sens samych zasad. Paradoks polega na tym, że zasady definiują się przed wyjątki, a wyjątki nie mają racji bytu poza światem zasad. I tak właśnie widzę to, co stało się owego upalnego lata w Holandii – było to dotknięcie chaosu na idealnym obrazku, skaza, która wstrząsnęła społeczeństwem, ale odsłoniła jednocześnie głębsze pokłady zgnilizny. Ludzie nie są z gruntu dobrzy czy źli. To nasze czyny i wybory przyciągają raz w jedną, a raz w drugą stronę. Im dłużej pozostaniemy pośrodku, tym bliżej będziemy istoty człowieczeństwa.

Po tej wzniosłej i filozoficznej konkluzji wrócę na ziemię i wspomnę o tym, co się w tym filmie nie udało. Myślę, że nie udała się kluczowa rzecz: nie dowiemy się z niego dlaczego właściwie Ronnie musiał umrzeć. Czy był to kaprys trójki kolegów? Czy uznali, że to będzie równie dobra zabawa jak próba podrobienia paszportu? A może po prostu byli na tyle zdeprawowani, że nie widzieli w tym niczego zdrożnego? Szkoda, że nie ma tu żadnej przekonującej diagnozy, a same domysły. Być może byłoby inaczej, gdyby twórcy filmu zapoznali się z aktami sprawy. Być może jednak, że nic w nich na ten temat nie ma. Tego nie rozstrzygniemy, ale przyznać muszę, że niedosyt zostaje. Film ma zacięcie psychoanalityczne, ale nie dopisuje przysłowiowej kropki nad i. Mimo tego mankamentu i nieco ślimaczego tempa akcji bez wielkich fajerwerków jest to paradoksalnie bardzo przerażający film.

Screeny

HO, BLOEDBROEDERS HO, BLOEDBROEDERS HO, BLOEDBROEDERS HO, BLOEDBROEDERS HO, BLOEDBROEDERS HO, BLOEDBROEDERS HO, BLOEDBROEDERS HO, BLOEDBROEDERS

Zaloguj się aby móc oddać swój głos na film.
Plusy:

+ bardzo dobrze odmalowana pustka świata, w którym egzystują bohaterowie
+ aktorom udało się pokazać brak emocji i bezduszność postaci, które odgrywali
+ ciekawy portret społeczeństwa Holandii lat 60-tych
+ interesujące, choć niepełne studium planowej i pozbawionej emocji zbrodni
+ kolejny, mocny dowód na to, że dzieci nie są tak niewinne, jak chcielibyśmy je widzieć
+ miło widzieć, że Holendrzy także potrafią zrobić dobry thriller

Minusy:

- pierwsza godzina filmu wymaga wytrwałości i zrozumienia, że jest to wielki wstęp do dość małego finału
- brak puenty i podsumowania wniosków

Na forum:

Podyskutuj o filmie tutaj: Forum HO

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -