Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Poster:WHITEOUT

WHITEOUT

Zamieć

ocena:3
Rok prod.:2009
Reżyser:Dominic Sena
Kraj prod.:USA / Kanada / Francja
Obsada:Kate Beckinsale, Gabriel Macht, Shawn Doyle, Patrick Sabongui, Nicolas Wright
Autor recenzji:Ireneusz Gajek
Ocena autora:3
Ocena użytkowników:6.67
Głosów:3
Inne oceny redakcji:
Adach - 4

W filmie Dominica Seny w kilkunastu ujęciach możemy oglądać piękny, wręcz zapierający dech w piersiach, urzekający swą surowością górski krajobraz bieguna południowego. Rzecz w tym, iż na Antarktydzie, nie ma żadnych gór. Przez setki kilometrów rozciąga się Płaskowyż Polarny, co prawda fascynujący, lecz na dłuższa metę niczym niewyróżniający się, skąpany w bezkresnej bieli teren. Ów szczegół, dotyczący ukształtowania obszaru Antarktydy, jest tylko pierwszą z brzegu, może nawet nie najważniejszą, bzdurą, jakimi w nieprawdopodobnych wręcz ilościach wypełniony jest „Whiteout”. Dzięki niezłym zdjęciom Christophera Soosa można go porównać do efektownego, lecz wypełnionego pustką pudełka, w którym miał być obiecany nam prezent.

Film Seny opowiada historię pięknej policjantki, Carrie Stetko, która po traumatycznych wydarzeniach z przeszłości postanawia zostać stróżem prawa w oazie spokoju, jakim jest amerykańska baza badawcza na Antarktydzie. Przez dwa lata jej praca sprowadzała się do łapania sprawców bardzo drobnych wykroczeń. Jednak kilka dni przez ewakuacją członków stacji, odkryta zostaje zbrodnia na jednym z naukowców prowadzących badania w terenie. Dla pani policjant wszczęte śledztwo staje sie nagle źródłem gigantycznych kłopotów, bowiem komuś ze stacji bardzo zależy, by nie odkryła ona tajemniczej zguby, jaka w połowie lat pięćdziesiątych XX wieku na skutek katastrofy radzieckiego samolotu wojskowego znalazła się pod lodami Antarktydy.

Trudno spodziewać się po takim filmie epokowego dzieła i z takim nastawieniem usiadłem do jego projekcji. Spodziewałem się kina lekkiego, profesjonalnie zrobionego, a przede wszystkim zajmującego i tak skonstruowanego, by na czas seansu nic innego nie zaprzątało mojej wyobraźni. Niestety, otrzymałem niedorzeczną popłuczynę, która niezłymi zdjęciami i dynamicznym chwilami montażem imitowała intrygujące kino. Początek zapowiadał się nieźle. W prologu bowiem obserwujemy radziecki samolot wojskowy, który nad Antarktydą przewozi zagadkowy ładunek. Na skutek osnutej tajemnicą intrygi w samolocie dochodzi do strzelaniny. Po czasowym przeskoku do teraźniejszości obserwujemy zmagania ślicznej Kate Beckinsale nie tylko z bezwzględnym oprawcą mordującym członków amerykańskiej ekspedycji, lecz także z ekstremalnymi warunkami, czyli ponad sześćdziesięciostopniowym mrozem, ograniczającymi pole widzenia do kilku centymetrów zamieciami oraz zbliżającą się sześciomiesięczną nocą polarną. Film potencjał więc miał. Co bardziej obeznanym z gatunkiem widzom od razu zapewne nasunęły się skojarzenia z „Thing” Carpentera oraz „30 Days of Night” Davida Slade’a. Co jednak z tego, kiedy już po jakimś czasie widzimy, iż ekstremalne warunki atmosferyczne wygrane są niezwykle sztucznie i nieprawdopodobnie, zaś aktorstwo oraz dialogi pomiędzy poszczególnymi postaciami mają tyle wdzięku i powabu, co rzucony bezwładnie na piwniczną posadzkę worek kartofli. Kate Beckinsale może i jest atrakcyjną kobietą, lecz jej uroda ma w sobie coś z lalki, ślicznej, ale niepotrafiącej uzewnętrznić targających postacią uczuć i emocji. O innych aktorach wspominać nie będę, bo oni jej tylko statystują, zresztą w bardzo podobnym stylu.

Kredyt zaufania, jakim widz obdarza film Seny po kilku pierwszych minutach, w dalszej części zostaje bardzo szybko roztrwoniony. Nie tylko przez nieudolne aktorstwo oraz piętrzące się bzdury, lecz przede wszystkim za sprawą braku umiejętności w budowaniu napięcia, a więc jednego z najważniejszych elementów kina z pogranicza horroru i thrillera. Z każdą minutą film dłuży się niemiłosiernie, a mające dramaturgiczny potencjał sceny przez zawarte w nich nielogiczności śmieszą oraz irytują zamiast wywoływać dreszczyk emocji. Kiedy wreszcie w finale dane nam jest poznać tajemnicę całej polarnej intrygi, trudno nie ucieszyć się z powodu rychłego końca seansu, z drugiej zaś strony rozwikłanie zagadki jest chyba najbardziej frustrującym przeżyciem, jakiego widz może doświadczyć podczas projekcji filmu „Whiteout”. Jej banał, błahość i trywialność wręcz obezwładniają.

Film Dominica Seny nie jest horrorem sensu stricto. Nie mamy w nim do czynienia z hordami mutantów czy innymi rządnymi krwi monstrami najróżniejszej proweniencji. To konstrukcja „Whiteout” wykorzystująca schematy po wielokroć wykorzystane w filmach grozy, skazuje go na istnienie w szufladce z etykietą „horror”. Mamy więc do czynienia z zagadkową, niosącą śmierć skrzynią, której tajemnicę poznajemy w finale obrazu. Pragnącym raz na zawsze uciszyć wszystkich, którzy o ładunku wiedzą, jest zamaskowany morderca, niezwykle sprawnie władający czekanem. Główną bohaterką filmu jest kobieta, która otoczona mężczyznami, musi prawie samotnie stawić czoło czyhającym na nią niebezpieczeństwom. Jest nim nie tylko wspomniany wyżej morderca, lecz także ekstremalnie trudne warunki, w których człowiek jest nic nieznaczącą częścią ekosystemu. Wreszcie miejsce akcji skazuje bohaterkę na prawie całkowite odcięcie od cywilizacji, co przyczynia się do stworzenia atmosfery izolacji tak przecież istotnej w wielu produkcjach grozy. Tak naprawdę jednak żaden z tych elementów nie został choćby w części wykorzystany, więc „Whiteout” nie sprawdza się zarówno jako budzący lęk horror, jak również jako mający trzymać nas w napięciu thriller.

Patrząc na niebędący przecież remake’m obraz Dominica Seny, z dwojga złego wolę kolejne przeróbki, sequele i prequele znanych i uznanych dzieł gatunkowo bliskich kinu grozy. Te przynajmniej, mając za fundament dobry scenariusz, nie kpią sobie z nikogo, pokazując delikatną panienkę radośnie biegającą z odsłoniętą głową w temperaturze sześćdziesięciu pięciu stopni na minusie. Najgorsze są bowiem grzeczne, ugładzone filmy, które tylko pewną dawką komiksowo, a więc niespecjalnie przejmująco pokazanej przemocy, starają się przypodobać mało wybrednym widzom, nic oprócz tego nie mając do zaoferowania. No chyba że jest to „Whiteout”, w którym w pewnym momencie widać prawe nagą Kate Beckinsale.

Screeny

HO, WHITEOUT HO, WHITEOUT HO, WHITEOUT HO, WHITEOUT HO, WHITEOUT HO, WHITEOUT

Zaloguj się aby móc oddać swój głos na film.
Plusy:

+ kilka ładnych ujęć
+ praca kamery
+ naga Kate Beckinsale

Minusy:

- idiotyczna i banalna historia
- rozczarowujący finał
- mało ciekawe postacie z nijakimi motywacjami
- słabe aktorstwo
- ogromne stężenie bzdur na każdą minutę filmu
- niewykorzystanie potencjału dramaturgicznego tkwiącego w miejscu akcji filmu
- środkowa część akcji nudna jak diabli
- prawie zero napięcia

Na forum:

Podyskutuj o filmie tutaj: Forum HO

DVD:

Zobacz recenzję wydania DVD

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -