Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Poster:LEGION

LEGION

Legion

ocena:5
Rok prod.:2010
Reżyser:Scott Stewart
Kraj prod.:USA
Obsada:Paul Bettany, Dennis Quaid, Kevin Durand, Kate Walsh, Lucas Black, Doug Jones, Tyrese Gibson, Willa Holland, Adrianne Palicki
Autor recenzji:Ireneusz Gajek
Ocena autora:5
Ocena użytkowników:4.89
Głosów:9
Inne oceny redakcji:
Adach - 4

I zgromadziły ich na miejsce, zwane po hebrajsku Har-Magedon.
Apokalipsa św. Jana 16:16

Pustynia Mojave. W przydrożnym barze, położonym gdzieś przy rzadko uczęszczanej drodze, spotyka się kilkoro ludzi. Oprócz czworga pracowników każdy z nich ma swoje problemy, które u celu podróży ma nadzieję rozwiązać. Nigdy jednak nie będzie im dane dotrzeć tam, gdzie zamierzali. Tego dnia bowiem Bóg postanowił po raz kolejny rozprawić się z ukochanymi stworzeniami, które znowu srodze go zawiodły. Na wykonawców rzezi nie wybrał jednak piekielnej hordy, lecz swoich zaufanych aniołów pod dowództwem Gabriela. Sęk w tym, iż jeden z nieśmiertelnych postanowił wyłamać się spod boskiej woli. Przybywszy na Ziemię, Michał rezygnuje ze swoich anielskich atrybutów i podąża na pustynię, do zapomnianego przez świat przydrożnego baru, by chronić nienarodzone dziecko mające w przyszłości stanąć na czele odradzającej się po apokalipsie ludzkości.

Najzabawniejsze jest to, iż streszczenie debiutanckiego obrazu Scotta Stewarta jest ciekawsze niż sam film. Tak naprawdę bowiem, pomimo dość ciekawego wątku apokalipsy, której sprawcami są anioły, „Legion” przypomina bardziej kino akcji niż rasowy horror z religijnymi podtekstami. Obraz Stewarta to kolejny przykład kulturowego recyklingu, w którym łącząc kilka znanych i ogranych motywów próbuje stworzyć się coś nowego. Dzięki takiemu sposobowi pracy Quentinowi Tarantino nie tylko udaje się tworzyć kapitalne opowieści, lecz także jego dzieła, będące swojego rodzaju filmowym patchworkiem, często kreują nową jakość w do cna skomercjalizowanym amerykańskim przemyśle filmowym. Jednak nie każdy hollywoodzkich reżyser jest artystą na miarę Quentina T. Próbując opowiedzieć historię opartą na jakimś rzekomo oryginalnym pomyśle, wpadają oni w pułapkę banalności. Jak to się ma do „Legionu”?

Możliwe jest, iż twórcy chcieli podejść poważnie do poruszanego w swoim filmie tematu. Wymyślili bowiem, iż Bóg widząc poczynania ludzkie postanowił po raz kolejny doświadczyć człowieka karą (wcześniej zrobił to zsyłając potop), tym razem ostateczną, bo pozbywają się go. Jednak to nie Szatan wraz ze swoimi pomagierami mają dokonać eksterminacji, lecz bezkrytycznie poddani swojemu Stwórcy aniołowie. Wcielają się oni w ludzi i zabijają tych, którzy jakimś cudem opanowani przez niebieskie stworzenia nie zostali (niestety, nie wyjaśnione zostało, dlaczego jednych aniołowie „zarażają” momentalnie bez względu, gdzie oni się znajdują, innych zaś muszą ścigać niczym drapieżniki swe ofiary). Jednym z najlepszych pomysłów twórców „Legionu” jest pokazanie apokalipsy w wersji mikro. Widząc bowiem ogólnoświatową hekatombę nie sposób jest przejąć się ginącymi milionami. Patrząc na desperacko walczącą o swoje życie grupę ludzi, powinniśmy emocjonować się każdą odniesioną przez nich raną.

Powinniśmy, ale szczerze wątpię, czy ktokolwiek wzruszy się losem ciężarnej Charlie i kilkoma straceńcami pragnącymi chronić jej nienarodzone dziecko (tu po raz kolejny scenarzyści wraz z reżyserem zapomnieli nas poinformować, dlaczego latorośl młodej kelnerki odegra tak znaczącą rolę w przetrwaniu resztek rasy ludzkiej). Trudno bowiem wśród uwięzionych na stacji benzynowej grupy ludzi znaleźć kogoś, kto zostałby pokazany w sposób nieszablonowy. Pracę aktorów zaś można podsumować powiedzeniem, iż „tak krawiec kraje, jak mu materiał staje”. Aktorzy nie mając nic ciekawego do zagrania, plączą się po planie, ew. uciekają, jeśli ktoś ich goni albo po prostu stoją i opowiadają sobie trywialne historie z ich życia. Nawet anioły, Gabriel i Michał, przedstawieni zostali jako zwyczajni kilerzy, którzy niczym bohaterowie „Matrixa” rozwiązują konflikty za pomocą kopniaków albo broni maszynowej.

Wspominany wyżej przeze mnie zbiór znanych i po raz kolejny przetworzonych motywów filmowych co u poniektórych może wywołać uśmiech politowania. Bo cóż nam Scott Stewart serwuje? Przede wszystkim wątek dwóch potężnych, obdarzonych niezwykłymi mocami istot, z których jeden przybywa z innego świata, by unicestwić człowieczego wybrańca, drugi zaś będzie chciał go za wszelką cenę bronić. Znane? Oczywiście! Fani „Terminatora” zapewne od razu podłapali ów trop. Filmowe, nienarodzone jeszcze dziecko w przyszłości mające być kimś szczególnym, może Mesjaszem, a może obdarzonym charyzmą przywódcą, który poprowadzi zdziesiątkowaną ludzkość ku świetlanej przyszłości, znowu przywodzi na myśl „Terminatora” albo chociażby „Matrix”. Ale także maleństwo, jego matka oraz opiekujący się nimi Jeep mogą kojarzyć się ze Świętą Rodziną, w której przecież Józef, podobnie jak bohater grany przez Lucasa Blacka, nie był biologicznym ojcem Jezusa.

Oprócz wyżej wzmiankowanych filmowych niedociągnięć oraz zbyt oczywistych inspiracji zabrakło mi także w filmie Scotta Stewarta artystycznej konsekwencji. Z jednej bowiem strony reżyser postanowił przez „małą apokalipsę” pokazać dramat całej ludzkości nagle postawionej u progu totalnej zagłady, z drugiej zaś sytuacje znamionujące konflikt rozwiązuje za pomocą scen walki oraz długich pokazów możliwości najróżniejszego rodzaju broni palnej. Średnio przekonująca i raczej mało sugestywna atmosfera osaczenia przez nadciągające zewsząd zagrożenie skutecznie utopiona zostaje przez wypełniających swą misję macho z karabinami maszynowymi.

Nie znaczy to jednak, iż „Legion” jest jakimś strasznym gniotem, którego seans może doprowadzić do trwałych uszkodzeń w strukturze tkanek mózgowych. Jak większość zahaczających o fantastykę produkcji zza oceanu, jest on porządnie nakręcony i całkiem przywozicie udźwiękowiony. Od technicznej strony trudno do czegokolwiek się przyczepić. Ale nikt niczego nie straci, jeśli „Legion” po prostu ominie. Jest to bowiem jeden z tych filmów, o których zaraz po seansie natychmiast się zapomina.

Screeny

HO, LEGION HO, LEGION HO, LEGION HO, LEGION HO, LEGION HO, LEGION

Zaloguj się aby móc oddać swój głos na film.
Plusy:

+ motyw pokazania apokalipsy przez pryzmat kilkorga zagubionych na pustyni ludzi
+ zdjęcia
+ udźwiękowienie
+ kilka efektów specjalnych
+ uroda Adrianne Palicki

Minusy:

- brak jakiejkolwiek grozy
- bardzo słabe aktorstwo
- niewykorzystany potencjał na opowiedzenie ciekawej historii z niebanalnych przesłaniem
- dziury i nielogiczności scenariuszowe
- fatalne dialogi
- w kilku momentach staje się nudny
- rozwiązywanie konfliktów za pomocą walki wręcz

Na forum:

Podyskutuj o filmie tutaj: Forum HO

DVD:

Zobacz recenzję wydania DVD

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -