Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Poster:OH! MY ZOMBIE MERMAID a.k.a Â! Ikkenya puroresu

OH! MY ZOMBIE MERMAID a.k.a Â! Ikkenya puroresu

Zapaśnik i syrena

ocena:7
Rok prod.:2004
Reżyser:Naoki Kudo / Terry Ito
Kraj prod.:Japonia
Obsada:Shinya Hashimoto, Sonim, Shirô Sano, Nicholas Pettas, Urara Awata, April Hunter
Autor recenzji:Adach
Ocena autora:7
Ocena użytkowników:1
Głosów:1
Inne oceny redakcji:

Współczesny świat to bieganina, wyścig szczurów. Miejsce, w którym ciężko jest się zatrzymać. Powiedzieć dość, coś w sobie zmienić, zmienić w ogóle. Współczesny człowiek zewsząd jest bombardowany przemocą, najczęściej pokazywaną telewizji. Nie chodzi tylko o krwawe i brutalne filmy, ale programy informacyjne, czy też spektakle polegające na podglądaniu ludzi wykonujących najdziwniejsze zadania, czasem te najbardziej ohydne. A my? Cóż, chętnie na to patrzymy, a telewizje równie chętnie to pokazują, licząc na zyski ze sprzedaży reklam. Co to ma wspólnego z recenzowanym filmem? Bohatera, który zmuszony przez tragiczną sytuację, godzi się na udział w takiej rozrywce. Prezentowany obraz nie jest jednak dramatem usiłującym skierować widza w stronę refleksji nad grzechami współczesnego świata, a zwariowaną, absurdalną komedią, w której nie zabraknie krwi. „Oh! My Zombie Mermaid” niedaleko do takich japońskich „wynalazków” jak „Wild Zero” oraz „Battlefield Baseball”. Co zatem stanie się z głównym bohaterem? Czy warto przejmować się jego losem?

Shiosio jest mistrzem wrestlingu, posiada własny zespół o nazwie „Zero”. Małżonek, ojciec dwójki dzieci, który spełnia marzenie Asami - ukochanej kobiety o posiadaniu wspaniałego domu. Wydaje się, że człowiek kompletny, posiadający wszystko, czego można zapragnąć. Jednak do czasu. Pewnego dnia organizuje w swoim domu imprezę dla przyjaciół. W czasie jej trwania przyjęcie odwiedza Ichijo, który kpi z gospodarza i wszczyna bójkę. Awantura przeradza się w totalną walkę każdego z każdym. Nikt nie zważa na meble na cienkie ściany. Z minuty na minutę posiadłość jest coraz bardziej zdemolowana. Kiedy przychodzi opamiętanie, wydaje się, iż to już koniec, dochodzi do pożaru i niespodziewanej eksplozji budynku. Jakby tego było mało Asami nie zostaje wprawdzie mocno poparzona, ale doznaje groźnego urazu głowy skutkującego śpiączką. Mimo iż lekarze nie dają zbyt wielkich nadziei kobieta wybudza się z letargu. Jednak zapada na tajemniczą chorobę, dzięki której jej ciało zaczynają pokrywać łuski, a ona coraz bardziej przypomina syrenę. Shiosio postanawia odbudować posiadłość. Chce by była większa i lepsza. Niestety to wymaga dużej ilości pieniędzy, których nie udaje mu się zdobyć walkami, pożyczką z banku i od przestępców. W spłacie długów pomóc może tylko udział w śmiertelnych zawodach, które odbędą się w olbrzymiej posiadłości i będą transmitowane w telewizji. Jego rywale to pięciu brutalnych i dziwnych zawodników klanu DDD. Walka się rozpoczyna...


Fabuła recenzowanego filmu do skomplikowanych nie należy, tak jak we wspomnianych wcześniej „Wild Zero” i „Battlefield Baseball” oraz wielu innych wariackich i absurdalnych japońskich komediach. Podobnie jak one, a także pokrewne stylistycznie azjatyckie komedie sportowe, typu „Shaolin Soccer”, występuje miks gatunków filmowych. „Zapaśnik i syrena” zbudowana jest na połączeniu komedii z kinem walki, w tym wypadku wrestlingiem. Dodatkowo domieszano szczyptę, między innymi dramatu, thrillera, fantastyki. Właśnie, a gdzie podziała się groza? Anglojęzyczny tytuł sugeruje obecność syreny zombie. To jednak nie jest prawda. Żona głównego bohatera wprawdzie przeistacza się w nimfę morską, ale nie ma nic wspólnego z żywymi trupami. „Oh! My Zombie Mermaid” należy do tego typu kina, które właściwie trudno zmieścić w konkretne szufladki gatunkowe – komedia – tak, ale poza tym również wszystko inne. Groza – jest, ale bardziej jako fetysz, dodatek, niż danie główne. Jeżeli szukać elementów horroru, to znajdziemy zombie, ale jako jednego z przeciwników Shiosio. W dodatku fani klasycznych żywych trupów powinni być zadowoleni z jego wyglądu. Tradycyjny zombie, o świetnej, jak na tego typu film, charakteryzacji. Innym elementem przynależnym grozie, choć nie tylko jej, to brutalność i krwawość scen walk. Choć nie tak wielka, jak w „Ichi. The Killer” Takashi Miike'ego.

Wracając do fabuły i scenariusza niewątpliwie najmocniejszej strony filmu, którego współautorem, obok Naoki Kudo, jest Izo Hashimoto, znany fanom japońskiej ekstremy z wyreżyserowania „Evil Dead Trap 2” oraz „Lucky Sky Diamond”. Zazwyczaj w tego typu obrazach akcja jest ciągła, a bohaterowie, ich życie, charaktery, przybliżane są w postaci wątków pobocznych, wplecionych w główny ciąg zdarzeń. Tym razem tak nie jest. „Zapaśnika i syrenę” podzielono na dwie części. W pierwszej poznajemy głównych bohaterów, motywy ich postępowania. W drugiej jest już tylko walka dobrych ze złymi. Był to niewątpliwie strzał w dziesiątkę. Dzięki temu łatwo przychodzi nam polubić tych pozytywnych i znienawidzić negatywnych bohaterów. Ponadto to wspaniałe uzasadnienie dla brutalności i krwi z drugiej połowy filmu.

Świetny scenariusz, który nie ma większych błędów, będący podstawą dynamicznej akcji, wymagał odpowiedniego doboru aktorów, umożliwiających stworzenie postaci autentycznych i wielowymiarowych. Co się udało. W rolę głównego bohatera wcielił się Shinya Hashimoto, zmarły w 2005 roku, który w prawdziwym życiu był zawodowym wrestlerem. Jednak to nie jedyny sportowiec w obsadzie "Zapaśnika i syreny". W międzynarodowej ekipie znaleźli się również Nicholas Pettas – tak naprawdę zawodnik karate Kyokushin i K1 oraz April Hunter – zawodowa zapaśniczka. Wymieniona trójka posiadała już wcześniejsze filmowe doświadczenia, ale bądźmy szczerzy, aktorzy z nich marni. Może poza Shinya Hashimoto, który niemal perfekcyjnie zagrał Shiosio, dzieki czemu jego postać zyskuje naszą sympatię, los intryguje, a kiedy dostaje wycisk od przeciwników, to cierpimy razem z nim. Pozostała dwójka wypada nieźle, ale to zasługa przede wszystkim rozwiązań fabularnych, wskutek których ich postacie są barwne i pamięć o nich nie znika zaraz po seansie. Warto w tym kontekście powrócić jeszcze raz do scenariusza. Zadaniem aktorów zagranie postaci zachowujących się poważnie, nie komicznie. W filmie nie zobaczymy również zabawnych gagów, może z nielicznymi wyjątkami, jak choćby ten, w którym szwagierka odwiedza Shiosio na sali gimnastycznej. Chcąc go pocieszyć zdejmuje koszulkę. Jeżeli myślicie, że ciąg dalszy to zwykła scena erotyczna, to się mylicie. Przekonajcie się sami. Prawie cały komizm obecny w filmie wynika z żartu sytuacyjnego. Przestrzegam – tego typu poczucie humoru nie spodoba się każdemu. Dobrym reprezentantem takiej rozrywki jest chociażby pierwsza walka głównego bohatera z jednym z członków klanu DDD. Całość wygląda bardzo poważnie, brutalnie, krwawo. Panowie bynajmniej nie żartują. Wszystko byłoby normalnie, gdyby nie arena walki – nieco powiększona ubikacja. Oczywiście można wychwycić i bardziej klasyczne metody rozśmieszania widza. Choćby zaraźliwy, dla widza, uśmiech jednego z przyjaciół głównego bohatera – zakazana gęba i ten szczerbaty uśmiech.

Dynamiczną akcję odpowiednio wspiera świetnie dobrana muzyka. Niestety, atut przede wszystkim pierwszej części filmu, w której jest urozmaicona – ostra, łagodna, wykorzystująca różne instrumentarium. W drugiej połowie ten pozytyw jest w znacznej mierze wytracony na rzecz jednej stylistyki muzycznej. Mocną stroną recenzowanego obrazu są także praca kamer, dobrze ilustrująca pomieszczenia oraz bohaterów. Ponieważ „zapaśnik i syrena” nastawiony jest na sceny walki wypada o nich wspomnieć. Odpowiedzialność za ich aranżacje ponosi Kenji Tanigaki, aktor i kaskader związany z kinem walki. Swoją pracę wykonał przyzwoicie. Oczywiście można było lepiej. Pojedynki przede wszystkim nie są za długie, ale za pomysłowe, dobrze pokazane i zaaranżowane, znakomicie wpisujące się w rozrywkowy kontekst obrazu. Zawodnicy posługują się również odmiennymi sztukami walki.

„Zapaśnik i syrena” to świetny film. Oczywiście, jeżeli nie oczekuje się zbyt górnolotnej fabuły i zaakceptuje specyficzne poczucie humoru jego twórców. Podobnie jak w innych tego typu produkcjach świat jest czarno – biały, a dobro musi zatriumfować. Co oznacza brak suspensu, ale przecież bywa tak, że sama podróż jest ciekawsza, niż jej cel. Czy w filmie można odnaleźć coś więcej niż rozrywkę? To już zależy od widza.

Screeny

HO, OH! MY ZOMBIE MERMAID a.k.a Â! Ikkenya puroresu HO, OH! MY ZOMBIE MERMAID a.k.a Â! Ikkenya puroresu HO, OH! MY ZOMBIE MERMAID a.k.a Â! Ikkenya puroresu HO, OH! MY ZOMBIE MERMAID a.k.a Â! Ikkenya puroresu HO, OH! MY ZOMBIE MERMAID a.k.a Â! Ikkenya puroresu HO, OH! MY ZOMBIE MERMAID a.k.a Â! Ikkenya puroresu HO, OH! MY ZOMBIE MERMAID a.k.a Â! Ikkenya puroresu HO, OH! MY ZOMBIE MERMAID a.k.a Â! Ikkenya puroresu HO, OH! MY ZOMBIE MERMAID a.k.a Â! Ikkenya puroresu HO, OH! MY ZOMBIE MERMAID a.k.a Â! Ikkenya puroresu HO, OH! MY ZOMBIE MERMAID a.k.a Â! Ikkenya puroresu HO, OH! MY ZOMBIE MERMAID a.k.a Â! Ikkenya puroresu HO, OH! MY ZOMBIE MERMAID a.k.a Â! Ikkenya puroresu

Zaloguj się aby móc oddać swój głos na film.
Plusy:

+ scenariusz
+ fabuła
+ absurd i humor
+ pomysłowość
+ aktorzy

Minusy:

- gra aktorska sportowców
- to nie jest horror
- częściowo muzyka

Na forum:

Podyskutuj o filmie tutaj: Forum HO

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -