Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Poster:DORIAN GRAY

DORIAN GRAY

Dorian Gray

ocena:6
Rok prod.:2009
Reżyser:Oliver Parker
Kraj prod.:Wielka Brytania
Obsada:Ben Barnes, Colin Firth, Emilia Fox, Rachel Hurd-Wood, Fiona Shaw, Caroline Goodall, Rebecca Hall, Ben Chaplin
Autor recenzji:Ireneusz Gajek
Ocena autora:6
Ocena użytkowników:5.86
Głosów:7
Inne oceny redakcji:

„Uczucia tych, których przestaliśmy kochać, są zawsze śmieszne.”
Oskar Wilde „Portret Doriana Graya”

W kanonie literatury światowej istnieją dzieła, które nigdy nie przestaną inspirować twórców filmowych. Wielu znawców uważa, iż zarówno teatr, jak i kino nie mogłyby zaistnieć bez literatury, nic więc dziwnego, iż ta, według nich, zawsze stanowić będzie najdoskonalsze źródło pomysłów i na dramaty sceniczne, i scenariusze filmowe. Zawężając powyższe konstatacje do X Muzy, najlepszym przykładem niezwykłego wpływu słowa na twórczość filmową są dzieła angielskiego geniusza pióra, Williama Szekspira. Na utworach pisarza ze Stratford opartych jest około 420 pełnometrażowych filmów. Z każdym rokiem jest ich coraz więcej. Kolejni reżyserzy sięgają po dramaty Anglika nie tylko po to, by zrealizować jeszcze jedną adaptację. Zarówno tradycyjne, jak i nowatorskie, a czasami nawet eksperymentalne odczytania Szekspirowych dzieł mają na celu pokazanie uniwersalności i żywotności kwestii poruszanych w utworach mających przecież kilkaset lat. Podobnie rzecz się ma z tekstem innego angielskiego pisarza, mianowicie z „Portretem Doriana Graya” Oscara Wilde'a. Powstała ponad 100 lat temu powieść stanowiła inspirację dla co najmniej kilkunastu pozycji kinowych. Najnowszą ekranizacją skandalizującej ongiś powieści jest produkcja Olivera Parkera zatytułowana „Dorian Grey”.

Nie sposób dziwić się temu, iż kontrowersyjna powieść Wilde'a, podobnie jak dzieła Szekspira, posłużyła jako literacki pierwowzór dla wielu adaptacji zarówno scenicznych, jak i filmowych. Anglik bowiem w swoim tekście zawarł nie tylko uniwersalną koncepcję sztuki, według której autor nie powinien borykać się z żadnymi ograniczeniami, lecz także poruszył ponadczasową kwestię wpływu moralności na postępowanie człowieka. Można nawet zaryzykować tezę, iż w dzisiejszych czasach wypunktowane przez niego problemy mają jeszcze większą wagę niźli było to sto lat temu. Obecnie bowiem w każdej dziedzinie sztuki mamy do czynienia z konfliktem dwóch postaw, w której jedna sprowadza artystyczne dokonania człowieka do roli mającego się sprzedać produktu, druga zaś widzi w nich istotę człowieczeństwa, czyli umiejętność wykorzystania formy do przekazania niezwykle ważnych dla każdego treści. Podobnie rzecz się ma z rolą moralności i sumienia w codziennym funkcjonowaniu XXI-wiecznego mieszkańca zachodniego kręgu kulturowego. Coraz dobitniejsze stają się głosy, iż powyższe wartości szkodzą tylko w realizacji tego, co ponad wszystko chce się osiągnąć.

Wątpię, czy Oliver Parker szczególnie wnikliwie zapoznał się z koncepcją wyrazu artystycznego człowieka ogłoszoną ponad sto lat temu przez Oskara Wilde'a. Mam wrażenie bowiem, iż jego ekranizacja powstała nie z chęci powiedzenia czegoś nowego na temat tez głoszonych przez angielskiego pisarza, lecz w celu wykorzystania koniunktury na horror, z jaką niewątpliwie mamy do czynienia od kilku sezonów. Spotwornienie duszy, które u Wilde'a zobrazowane zostało metaforycznie, u Parkera potraktowane zostaje jak najbardziej dosłownie, sprowadzając tym samym całą historię do opowieści o nadnaturalnym monstrum, które główny bohater ukrywa przed światem na strychu. Co więcej, zmiany, jakie w trakcie procesu adaptacyjnego reżyser poczynił względem literackiego pierwowzoru, nie mają charakteru twórczego rozwinięcia, a ograniczają się jedynie do przystosowania dzieła filmowego do niezbyt wyrafinowanych gustów współczesnego widza. Mam tu na myśli pomysł z mroczną przeszłością Doriana Graya oraz wprowadzenie nowej postaci, Emily Wooton, córki lorda Henry’ego Wootona, dzięki której postawa głównego bohatera miała ulec diametralnej zmianie, a która w rzeczywistości doprowadziła do nieistniejącego w powieści konfliktu między Grayem a Wootonem.

Przedstawienie przez Parkera życia Doriana Graya, ubóstwianego przez reprezentantów obu płci młodego mężczyzny, który na skutek namów znanego londyńskiego hedonisty, lorda Wootona, bez opamiętania oddaje się wszystkim możliwym przyjemnościom cielesnym, rozczarowuje więc zarówno jako mocny, a przez to celny obraz pewnych postaw ludzkich, jak również jako mający dostarczyć niebanalnej rozrywki horror. Reżyser nie zamierzał lub najzwyczajniej nie potrafił pokazać złożoności całej galerii niezwykle barwnych postaci, z jakimi mieliśmy do czynienia podczas lektury „Portretu Doriana Graya”. Parker nie zagłębił się ani w związek między wzbudzającym zachwyt młodzieńcem a jego „opiekunem”, lordem Wootonem, jak również w motywacje tytułowego bohatera będące przecież kluczem do rozważań nad genezą rodzącej się w człowieku moralnej degeneracji. Dla angielskiego reżysera liczyło się zło jako takie, jak najbardziej dosłowne i namacalne, bo tylko takie oddziaływać może na współczesnego widza. Zaakcentowanie tylko tych motywów mogących bezpośrednio odnieść się do konwencji grozy, jak również dodanie wątków mających uatrakcyjnić dla wielu zbyt trudny wywód zaproponowany przez Oskara Wilde'a sprawia, iż „Dorian Gray” jest tylko dość ładnie sfotografowaną, momentami banalną i średnio ciekawą opowieścią o człowieku, którego grzeszna przeszłość dopada w najmniej dla niego odpowiednim momencie. Nie ma w niej miejsca ani na głębszą refleksję, ani na prawdziwy dramat, jak również na nieodzowne w mrocznych historiach napięcie. Parkerowi zabrakło pomysłu na ekranizację albo odwagi na dokonanie, jak to nazwała Alicja Helman, „twórczej zdrady” wobec literackiego pierwowzoru, dzięki której powstałoby dzieło w jakiś sposób nowatorskie, a tym samym skłaniające do nowych odczytań powieściowego oryginału.

Nie można powiedzieć, iż „Dorian Gray” jest niedanym filmem, ponieważ absolutnie nic nie można zarzucić takim elementom filmowego rzemiosła jak aktorstwo czy scenografia, dzięki której udało się odtworzyć londyńskie realia z kilku epok. Podobnie jest z niektórymi ujęciami. Dzięki dynamicznemu sposobowi filmowania cieszą one oko i intrygują pewnymi niedopowiedzeniami. Na pewno warto także zwrócić uwagę na plejadę gwiazd, jakie udało się zaangażować do swojego projektu Oliverowi Parkerowi. Może Ben Barnes nie do końca poradził sobie z trudną przez swą wielowymiarowość postacią Doriana Graya, ale na pewno wiele dobrego można powiedzieć o rolach Colina Firtha (lord Wooton), jak również Rebeccy Hall (Emily Wooton). Nie zmienia to jednak faktu, iż mnie, czytelnika dobrze znającego „Portret Doriana Graya”, film rozczarował. Nie wykorzystał bowiem potencjału, jaki drzemie w powieści Oskara Wilde'a. W kreacji twórczej Parkera zabrakło po prostu zdecydowania i konsekwencji. Jak na dramat obyczajowy film jest za bardzo dosłowny, znowu w kontekście konwencji grozy wypada co najwyżej średnio z powodu zbyt delikatnego pokazania konsekwencji zepsucia, jakiemu uległa osobowość tytułowego bohatera.

Screeny

HO, DORIAN GRAY HO, DORIAN GRAY HO, DORIAN GRAY HO, DORIAN GRAY HO, DORIAN GRAY HO, DORIAN GRAY HO, DORIAN GRAY HO, DORIAN GRAY HO, DORIAN GRAY

Zaloguj się aby móc oddać swój głos na film.
Plusy:

+ plenery i scenografia
+ zdjęcia
+ montaż
+ kreacja Colina Firtha

Minusy:

- niewykorzystany potencjał, jaki niesie z sobą literacki pierwowzór
- jak na dramat zbyt prosta historia, jak na horror za mało odważna
- za długi
- słabe, mało dające do myślenia zakończenie

Na forum:

Podyskutuj o filmie tutaj: Forum HO

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -