Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Poster:COMA  (serial)

COMA (serial)

Koma

ocena:7
Rok prod.:2006
Reżyser:Su-chang Kong i inni
Kraj prod.:Korea Południowa
Obsada:Lee Se-eun, Myeong Ji-yeon, Im Won-hee, Lee Yeong-jin, Lee Jeong-heon
Autor recenzji:Krzysztof Gonerski
Ocena autora:7
Ocena użytkowników:--
Głosów:0
Inne oceny redakcji:

OCN to najpopularniejsza koreańska telewizja kablowa, a zarazem także producent telewizyjny. Dorobek producencki nie jest póki co nazbyt imponujący. W 2004 r. OCN wyprodukowała serial „Same Bed, Different Dreams” w 2004 r., a dwa lata później była współproducentem razem z Sio Film („Crying Fist”) pięcioodcinkowego serialu „Coma”. Gdy w kwietniu 2006 r. produkcja została zaprezentowana na Jeonju International Film Festiwal, zebrała bardzo dobre opinie. Twórca serialu, a zarazem reżyser części pierwszej i piątej, Kong Su-chang (znany z reżyserii „R-Point”) stworzył bowiem koreańską wersję słynnego serialu Larsa von Triera, „Królestwo”, tyle tylko że w tonie jak najbardziej poważnym. Inspiracji nie dostarczył jednak ten duński serial, lecz japońska ghost story z jej charakterystycznymi długowłosymi, pełnymi gniewu, duchami.

Film składa się z pięciu oddzielnych opowieści, które łączy zarówno miejsce wydarzeń – szpital Namwon, jak też główni bohaterowie, pojawiający się w wszystkich kolejnych częściach. Yoon-young jest agentką ubezpieczeniową, która przybywa do Namwon, by sprawdzić polisę ubezpieczeniową znajdującej się w stanie śpiączki pacjentki, So-hee. Dziewczyna musi zostać przeniesiona do innego szpitala, bowiem ten zostaje zamknięty. Większość personelu opuściła już placówkę, a na miejscu pozostało tylko dwóch lekarzy, dwie pielęgniarki oraz dozorca. Dyrektor szpitala wydaje zgodę na przeniesienie pacjentki, lecz opiekujący się nią dr Jang jest temu przeciwny. Yoon-young zauważa, że jest on obsesyjnie przywiązany do So-hee. Lekarz natomiast rozpoznaje w agentce ubezpieczeniowej dziewczynkę, która dziesięć lat temu przebywała w tym szpitalu. Nastoletnia Yoon-yong opiekowała się młodszą siostrą Hye-young, cierpiącą na poważną przewlekłą chorobę. Bohaterka wspomina ten okres jak najgorzej. Matka musiała wyjechać do pracy, by zarobić na opłaty zza szpital, więc cały ciężar spadł na Yoon-young. Przykuta do łożka chorej siostry nie mogła prowadzić normalnego życia, typowego dla jej rówieśniczek. Pozbawiona przyjaciół, zawsze w cieniu Hye-young miała dość opieki nad nią. Chciała, żeby uciążliwa siostra zniknęła z jej życia. Ku przerażeniu nastoletniej bohaterki dziewczynka…znika. Minęło dziesięć lat. Yoon-young wyrosła na piękną kobietę, lecz to, co stało się z Hye-young nadal pozostaje tajemnicą. Ponowne odwiedziny w szpitalu Namwon uruchomiają wspomnienia i …dziwne, a nawet przerażające zjawiska.

Po seansie „Comy” jeden wniosek nasuwa się z całą natarczywością. Za wszelką cenę powinniśmy wystrzegać się koreańskich szpitali, zwłaszcza jeśli prezentują one taki poziom jak placówka ukazana w filmie. Gdybyśmy mieli nieszczęście trafić do szpitala Namwon, nasz pobyt mógłby się skończyć z dużą dozą prawdopodobieństwa śmiercią. Nie, nie wskutek, przyczyny dla których byśmy do niego trafili, lecz w rezultacie działań personelu medycznego, tudzież błąkającego się po korytarzach ducha. Jeśli bowiem chodzi o personel, to cóż się okazuje? Szef placówki jest narkomanem, którym dłonie drżą tak wielce, iż widok tryskającej krwi z przypadkowo przeciętej aorty operowanego pacjenta nie jest bynajmniej rzadkością. Ale znacznie gorszym dla nas wyjściem byłoby trafienie pod skrzydła młodego dr Yanga. Wtedy bowiem stalibyśmy się obiektem badań, gwałcącym wszelkie kodeksy lekarskie i etyczne, nad naturalnym lekiem znieczulającym ze substancji produkowanych przez nasz mózg. Co więcej możliwe nawet, że zamiast cieszyć się zdrowiem i długim życiem, nasze martwe ciało wylądowałoby w pobliskim lasku. Jeśli udałoby się nam uniknąć spotkania z obydwoma panami doktorami, to moglibyśmy wpaść w ręce pielęgniarki Kang. Czyli nic lepszego. Ze strony pielęgniarki groziłby nam zrzucenie do szpitalnego wsypu (przypadkowe), a nawet zadźganie strzykawkami ze śmiertelną dawką leków. Ale to nie koniec czyhających na nas w filmowym szpitalu niebezpieczeństw. Jest jeszcze duch-dziewczynki, która rozstała się z życiem w stanowczo zbyt gwałtowny sposób, pełnym bólu i gniewu. Zjawa dziewczynki jest niezwykle pamiętliwa, a posiadając zdolność wcielania się w ciała różnych osób, jest bardziej niebezpieczna niż cały szalony i niekompetentny personel szpitala. Na szczęście raczej niewielu z nas wybiera się do Korei Południowej, by tam spędzić czas, w którymś z miejscowych szpitali. Ale popatrzeć, że nawet bogaci Koreańczycy mają problemy ze służbą zdrowia, może nam poprawić nastrój.

„Coma” nie jest jednak serialem o trudnościach finansowych koreańskich szpitali. To rasowa ghost story, pełna duchów, dziwnych zdarzeń i ludzkiej krzywdy, która domaga się naprawienia nawet po wielu latach. Pierwszy odcinek, wyreżyserowany przez Kong Su-Changa, jest znakomitym wprowadzeniem do serialu. Wciąga widza w przedstawianą historię niczym oceaniczny wir, którego moc co prawda w następnych epizodach nieco słabnie, ale i tak nie jest na tyle silna, że nie pozwoli się nam wyrwać z objęć tej misternie utkanej opowieści o nawiedzonym szpitalu. A czy można sobie życzyć lepszej rekomendacji niż intrygująca serialowa historia, która wzbudza w widzach ciekawość?

To, że udaje się utrzymać przez pięć kolejnych części uwagę widza, jest zasługą przede wszystkim wielowątkowej opowieści, ukazywanej z perspektywy kolejnych filmowych postaci. Mozaikowa narracja wymaga bowiem od widza skupienia i dobrej pamięci, dlatego warto obejrzeć ten serial w krótkim odstępie czasu. Metoda ukazywania wydarzeń z perspektywy określonych postaci mą tę jeszcze zaletę, że musimy zapoznać się z oglądem sytuacji ze wszystkich jej strony, by poznać ostateczną prawdę. Wiemy zatem, że na sali operacyjnej znajdującej się w suterenie doszło to tragicznego wydarzenia. I że od tego czasu miejsce to budzi powszechną grozę w pracownikach szpitala. Podobnie jest ze sceną znalezienia martwego ciała dyrektora, najpewniej zabitego. W filmie wielokrotnie się ona powtarza, jak zresztą wiele innych scen (rozmowa przy łóżku So-hee, scena w archiwum szpitala, scena wypadku samochodowego itp). Na rozwiązanie wszystkich tajemnic szpitala i jego pacjentów i na ich poskładanie w całość trzeba poczekać aż do ostatniego, odcinka również wyreżyserowanego przez Konga.

Twórcy „Comy” w mistrzowski sposób wygrywają również scenerie olbrzymiego szpitala, którego niekończące się korytarze, liczne sale i pomieszczenia tworzą labirynt z nocnego koszmaru. Tym bardziej, że w budynku elektryczność z tajemniczych powodów nieustannie płata figle. Dotyczy to świateł na korytarzach a także szpitalnych wind, które z dziwnym uporem zwożą pasażerów do ponurej, obskurnej piwnicy albo ruszają gwałtownie i odcinają głowy. Scenograf zadbał nie tylko o wyeksponowanie zawodnej elektryki, ale o stosowną dekorację. Pod tym względem niesamowite wrażenia sprawia przeklęta sala operacyjna, pełna zakrwawionych ścian, wielkich kałuży krwi na podłodze, zacieków na suficie i budzących grozę chirurgicznych narzędzi.

Do listy zalet dodajmy też tradycyjnie już bezbłędną grę aktorską. Na wyróżnienie zasługuje śliczna Lee Se-eun w roli Yoon-young, chłodnej, oddanej pracy profesjonalistki, która będzie musiała – dosłownie- zmierzyć się z duchami przeszłości. Uwagę przekuwają również Myung Yi-joun w roli demonicznej pielęgniarki Kang oraz Lee Jung-hung jako szalony doktor Jang. Gwiazdą film, przynajmniej dla mnie, jest jednak kolejne cudowne dziecko koreańskiego kina, dziesięcioletnia Bae So-yean, grająca z wdziękiem i dużą naturalnością najważniejszą postać w filmie. Rola Hye-young dla młodej aktorki musiała być niezwykle trudna, skoro jej bohaterka cierpiała z powodu choroby, poddawana była okrutnym zabiegom a w końcu jako mściwy duch zabijała swych oprawców.

Na koniec wyliczenia wspomnijmy też o realizacji, która nie ma nic wspólnego z tym, czym powszechnie kojarzy się produkcja telewizyjna. Film od strony realizacyjnej to imponujący obraz filmowej grozy, ze wspaniałymi stylowymi zdjęciami, nastrojową muzyka i wspomnianą, kreującą posępną atmosferę przeklętego miejsca scenografię. Śmiało można stwierdzić, że „Coma” w niczym nie ustępuje, a nawet przewyższa poziomem realizacji wiele pełnometrażowych kinowych produkcji. Tylko zazdrościć!

Niestety nie obyło się jednak bez potknięć. Największa dotyczy wtórności, a nawet wręcz kopiowanie konwencji J-horroru. Film aż ugina się od ciężaru ujęć znanych z takich klasyków japońskiej ghost story jak „The Ring- Krąg” (np. wygląd ducha, połamany chód zjawy) czy „Klątwa Ju-on” (np. postać dziecka-ducha). Może jestem ostatnim naiwnym, oczekując po horrorze oryginalności, ale nie lubię po raz setny oglądać ręki chwytającej znienacka bohatera czy przebiegającej zza plecami filmowej postaci zjawy. Moje rozczarowanie było tym większe, że w pierwszym odcinku „Birthday Party” otrzymaliśmy mistrzowsko budowaną atmosferę grozy zwieńczoną niesamowitym, autentycznie przerażającym finałem. Na szczęście „strasznych scen” w serialu jest tak dużo, że znajdziemy co najmniej kilka, które pozostawią po sobie bardzo dobre wrażenie. Dodajmy też „Coma” nadrabia przyzwoitą a na serial telewizyjny wręcz zaskakującą dawką przemocy i ilością krwawych atrakcji. I krew wygląda jak krew.

Uciekanie się do zgranych chwytów w straszeniu widzów to nie jedyny mankament filmu. Twórcy filmu stworzyli tak narracyjnie wyrafinowaną opowieść (retrospekcje, introspekcje, inwersja czasowa itp.), żeby nie ustrzegli się kilku logicznych wpadek. Największa z nich to wątek znajdującej się w śpiączce So-hee. Jej historia nie pozostaje w żadnym znaczącym związku z głównym wątkiem, tajemniczego zniknięcia dziewczynki. Jest też kilka innych budzących moje uzasadnione wątpliwości scen (m.in., przebieg eksperymentu dr Janga, finał). Obniżają one ogólną ocenę serialu.

Mimo wymienionych potknięć jest to niezwykle solidna produkcja. Fani azjatyckich opowieści o duchach powinni być w pełni usatysfakcjonowani, a pozostali miłośnicy horroru? Jeśli przymkną oczy na wtórność oraz na kilka scenariuszowych niedociągnięć również powinni znaleźć coś dla siebie.

Screeny

HO, COMA  (serial) HO, COMA  (serial) HO, COMA  (serial) HO, COMA  (serial) HO, COMA  (serial) HO, COMA  (serial) HO, COMA  (serial) HO, COMA  (serial) HO, COMA  (serial) HO, COMA  (serial) HO, COMA  (serial) HO, COMA  (serial)

Zaloguj się aby móc oddać swój głos na film.
Plusy:

+ znakomita, w niczym nie przypominając telewizyjnej, realizacja
+ intrygująca, pełna tajemnic historia
+ mozaikowa narracja
+ sceneria nawiedzonego szpitala
+ atmosfera
+ kilka scen grozy
+ jest krwawo
+ cały pierwszy odcinek, „Bithday Party” z uwzględnieniem przerażającego finału
+ aktorzy
+ śliczna Lee Se-eun
+ przekonująca Bae So-yean w roli dziewczynki ducha

Minusy:

- wtórne, konwencjonalne straszenie widza
- i w związku z tym nie straszy tak jakby mógł
- dziurawy scenariusz

Na forum:

Podyskutuj o filmie tutaj: Forum HO

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -