Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Poster:DEAD OCEAN

DEAD OCEAN

Zombie nie potrafią pływać

ocena:9
Rok prod.:2010
Reżyser:Rob Zombie
Kraj prod.:USA
Obsada:Samuel L. Jackson, Joseph Fiennes, Melissa George, Ellen Page, Ben Foster
Autor recenzji:Radosław Mazurek
Ocena autora:9
Ocena użytkowników:--
Głosów:0
Inne oceny redakcji:

UWAGA! PONIŻSZY TEKST JEST PRIMAAPRILISOWYM ŻARTEM. WSZELAKIE PODOBIEŃSTWO DO PRAWDZIWYCH FILMÓW JEST PRZYPADKOWE

Rob Zombie rozczarował swoich fanów swoim ostatnim fabularnym dokonaniem. „Halloween 2” dość zaskakująco, po całkiem niezłej części pierwszej, okazał się filmem słabym. Wielbiciele „Domu 1000 trupów” zaczęli z obawą spoglądać na pojawiające się w sieci informacje dotyczące kolejnych projektów reżysera. Tymczasem swoim najnowszym filmem „Dead Ocean”, Zombie nie pozostawia wątpliwości, że w gatunku, jakim jest horror, czuje się znakomicie i ma jeszcze wiele do opowiedzenia.

Akcja filmu rozgrywa się na luksusowym statku wycieczkowym, który wypływa w rejs wzdłuż wybrzeża Afryki. Dla wielu pasażerów jest to idealny sposób na spędzenie wakacji. Poznajemy prawnika Jacka (Joseph Fiennes), jego żonę Juliet (Melissa George) i córkę Kate (Ellen Page), pastora Desmonda (Samuel L. Jackson) i pałającego się nielegalnymi interesami, oszusta Franka (Ben Foster). Losy bohaterów, którzy do tej pory są sobie obcy, splatają się w momencie, kiedy liczący ponad 2 tysiące pasażerów statek traci łączność ze światem a jego silniki przestają pracować. Wszelkie próby wykrycia przyczyny usterek nie przynoszą spodziewanych rezultatów. Załoga i pasażerowie feralnego rejsu zostają uwięzieni na otwartych wodach oceanu Atlantyckiego z dala od stałego lądu. Po dwóch tygodniach zaczyna powoli umierać nadzieja na ocalenie – mimo iż statek znajduje się na często uczęszczanym szlaku, jak dotąd nie zauważono żadnego przepływającego okrętu. Grozy sytuacji dopełnia też brak jakichkolwiek oznak życia w postaci zwierząt - ptaków, bądź też ryb. Odcięci od świata ludzie powoli zaczynają popadać w szaleństwo. Sprawa wymyka się spod kontroli, kiedy dochodzi do gwałtu, w wyniku którego śmierć ponosi napastnik – cwaniaczek Ben. Dochodzi do konfrontacji dwóch grup, na których czele stoją Jack i pastor Desmond - giną dziesiątki osób, a zwolennicy pastora przejmują władzę nad statkiem. Rządy zatracającego się w szaleństwie Desmonda przynoszą coraz bardziej tragiczne skutki – szerzy się przemoc, gwałty, grabieże. W związku z kurczącymi się zapasami żywności, zostaje wprowadzony w życie plan mający na celu eliminację słabszych. Kobiety, dzieci, a nawet „niewygodni” pastorowi jego właśni wyznawcy zostają zamknięci w przystosowanych do celów więziennych salach i pozostawieni tam na śmierć. Przy życiu zostają tylko ci, którzy są dla Desmonda w jakiś sposób „użyteczni” i ci, jak rodzina Jacka, którym udało się ukryć gdzieś na statku. Pozostawieni w „celach śmierci” ludzie zaczynają stopniowo umierać. Nie dane jest im jednak spoczywać w spokoju, zaczynają się bowiem przemieniać w drapieżne zombie. Kiedy wszyscy uwięzieni przeistaczają się w krwiożercze istoty, tylko kwestią czasu pozostaje aż uda im się uwolnić. Rozpoczyna się walka o przetrwanie, w której to niedawni oprawcy stają się celem swoich ofiar.

To pierwszy film Roba Zombiego nakręcony z takim rozmachem. Nic dziwnego – dysponował on budżetem w wysokości 60 milionów dolarów, co widać na ekranie. Na szczególną uwagę zasługują sceny z dużą ilością statystów. Do historii kinematografii przejdzie zapewne wspaniale zrealizowana sekwencja scen ukazująca wydostanie się i rozprzestrzenianie zombie po statku (szczególnie atrakcyjnie prezentuje się część rozgrywająca się w sali balowej). Widać, że Zombie miał pomysł jak skonstruować niebanalne i ciekawe dla widza sceny. Nie ograniczył się tu jedynie do szybkiego montażu, rodem z teledysków muzycznych, lecz uraczył widza dłuższymi ujęciami często używając do tego szerokich kadrów. Nadaje to obrazowi widowiskowości i rozmachu. Duża w tym zasługa znakomitego operatora Christophera Doyle’a. Sielankowy początek filmu utrzymuje on w pogodnej kolorystyce, aby wraz z rozwojem akcji przejść w bardziej stonowane i wyblakłe barwy. Śmiem twierdzić, że „Dead Ocean” to jeden z najlepszych wizualnie filmów grozy.

Sama warstwa wizualna nie zapewni jednak filmowi sukcesu. Siłą obrazu Zombiego jest jego wielowymiarowość. Nie jest to kolejny ociekający krwią, pełen wartkiej akcji survival horror. W pierwszej, dramatycznej części filmu, obserwujemy stopniowy zanik norm społecznych i moralnych. Pozostawieni sami sobie, odcięci od świata ludzie, są świadkiem powstawania nowej hierarchii, nowego ładu. Zombie pokazuje, jak niewiele trzeba, aby człowiek przemienił się w bestię (i nie mam tu na myśli dosłownego znaczenia tego słowa). Oczywiście nie jest to żadna nowość – można to było zobaczyć już w kinie wiele razy – Zombie czyni to jednak w sposób interesujący. Choć film jest dość brutalny, to nie jest to brutalność ukazana bezsensownie. Warto tu kolejny raz podkreślić wyczucie reżysera w ukazywaniu przemocy – raz jedynie sugeruje on widzowi co za chwilę będzie miało miejsce, resztę pozostawiając wyobraźni, innym razem (głównie w drugiej części filmu) zalewa nas litrami krwi i kilogramami mięsa. Następuje tutaj pewnego rodzaju przewrotność – otóż ofiary represji, postaci, które w filmie były, upraszczając, tymi dobrymi, mogą w końcu dokonać zemsty na katach, którzy wprowadzili „nowy porządek”, i to z nawiązką, zważywszy na zaakcentowanie brutalności ich poczynań.

Dobrze film prezentuje się od strony aktorskiej. Wyróżnia się szczególnie Ben Foster, jako prawa ręka pastora Desmonda - wzbudza odrazę na długo przed tym zanim przeistoczy się w gnijącą bestię. Także Samuel L. Jackson, w roli człowieka, którym zawładnęło szaleństwo, spisuje się wyśmienicie. Drobne zastrzeżenia można mieć odnośnie postaci Jacka, która jest trochę zbyt jednowymiarowa i nieciekawa dla widza. Wynagradza nam to Ellen Page, wcielająca się w pełną wigoru siedemnastolatkę, która nawet w trudnych momentach potrafi w humorystyczny sposób skwitować sytuację.

Obraz Roba Zombiego to powiew świeżości do, zdawało by się wyeksploatowanego ostatnio, gatunku filmów o zombie. Świetnym posunięciem było umiejscowienie akcji na spowitym mgłą statku, tkwiącym gdzieś niedaleko wybrzeża afrykańskiego, w czymś przypominającym owiany złą sławą Trójkąt Bermudzki. Twórcy filmowi, zapewne ze względów finansowych, częściej wybierają opuszczone domostwa niż statki. Zombie udowodnił też, że ma wyczucie w serwowaniu ekranowej grozy – jej dawki są odpowiednie i zwiększają się z każdą kolejną minutą tak, że widz, niczym uzależniony, ciągle chce więcej. Zaskakujący finał sugeruje, że możemy liczyć na ciąg dalszy, co wcale mnie nie martwi, lecz każe z utęsknieniem czekać na premierę. Przyczepić można się natomiast do niezbyt trafnego, w stosunku do oryginału, tytułu ustalonego przez polskich dystrybutorów. „Zombie nie potrafią pływać” odnosi się do zabawnej sceny, w której Kate wpycha potwora do wody, z którą ten nijak nie potrafi sobie poradzić, co dziewczyna podsumowuje tytułową kwestią. Humor zresztą dopisywał Robowi podczas pracy nad filmem – puszcza on oczko do widza w kilkusekundowej scenie, w której jako łysiejący sprzedawca ubezpieczeń, jest rozszarpywany przez hordę zombie.

Screeny

HO, DEAD OCEAN HO, DEAD OCEAN HO, DEAD OCEAN HO, DEAD OCEAN HO, DEAD OCEAN HO, DEAD OCEAN HO, DEAD OCEAN HO, DEAD OCEAN

Zaloguj się aby móc oddać swój głos na film.
Plusy:

+ wielogatunkowość, to nie jest kolejny film o zombie
+ świetne zdjęcia
+ niestandardowe zakończenie
+ na przekór wyświechtanym rozwiązaniom fabularnym
+ ciekawie skonstruowane sceny
+ Rob Zombie rozszarpywany na kawałki

Minusy:

- nieciekawa postać Jacka

Na forum:

Podyskutuj o filmie tutaj: Forum HO

Horror Online 2003-2014 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -