Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Poster:MONSTER?

MONSTER?

Potwór?

ocena:9
Rok prod.:1984
Reżyser:Lars von Trier
Kraj prod.:Dania
Obsada:Werner Hedman, Jens Nilsen, Clara Keller, Ben Haley
Autor recenzji:Ireneusz Gajek
Ocena autora:9
Ocena użytkowników:--
Głosów:0
Inne oceny redakcji:

UWAGA! PONIŻSZY TEKST JEST PRIMAAPRILISOWYM ŻARTEM. WSZELAKIE PODOBIEŃSTWO DO PRAWDZIWYCH FILMÓW JEST PRZYPADKOWE

Jakiś czas temu, sporządzając recenzję dla Horror Online, dość ostro potraktowałem ostatnią produkcję Larsa von Triera, film „Antychryst”. Okazuje się jednak, iż wspomniane wyżej dzieło oraz „Królestwo” to nie jedyne obrazy, które duński reżyser zrealizował, posiłkując się konwencją grozy. Czytając ostatnio książkę poświęconą skandynawskiej kinematografii, natknąłem się na wzmiankę o filmie „Monster?”, który von Trier w 1984 roku nakręcił dla duńskiej telewizji. W „Dogmatyku” autor „Idiotów” nic nie wspomina o tej produkcji, ale nie ma się co dziwić, wszak laureat Złotej Palmy w Cannes niezbyt wysoko ceni sobie pracę dla telewizji. Niemniej jednak warto zwrócić uwagę na jeden z jego najwcześniejszych filmów, bowiem można powiedzieć, iż gatunkowo blisko pięćdziesięciominutowy obraz jest slasherem w stanie prawie czystym. Piszę „prawie”, bo jeśli za kamerą „kina gatunków” siada von Trier, wtedy można być pewnym, iż reżyser zapewne dość ostro będzie chciał sobie pograć na konwencji.

Markus jest żyjącym samotnie agentem ubezpieczeniowym. Jest dobry w tym, co robi, jednak w swojej pracy wielokrotnie zetknął się zarówno z ignorancją, jak i z brakiem szacunku wobec kogoś, kto zajmuje sie sprzedażą bezpośrednią. Pewnego dnia, podczas wymaganej przez pracodawcę kontroli zdrowotnej, bohater dowiaduje się, iż jest chory na raka mózgu. Początkowo stara się przejść nad tym do porządku dziennego, jednak z czasem boleśnie uświadamia sobie, iż jego czas jest policzony. W akcie desperacji, a może buntu wobec nieuchronnej śmierci, postanawia wymierzyć karę wszystkim ludziom, którzy kiedykolwiek i w jakikolwiek sposób go skrzywdzili. Z racji swej profesji Markus sporo wie o tych, których będzie chciał unieszkodliwić. Nic więc dziwnego, iż kolejne morderstwa przychodzą mu nader łatwo. Oprócz tego, z każdym kolejnym zabitym rośnie w nim satysfakcja z uprawianego procederu. Upajając się zbrodnią oraz cierpieniem swych ofiar, mężczyzna znaczna zapominać o mieczu Damoklesa wiszącym nad jego głową. Z czasem umyka mu także świadomość wagi bycia ostrożnym. Nie dostrzega, iż od dłuższego czasu jest obiektem dochodzenia kogoś, kogo w przeszłości publicznie znieważył. Markus, ku swojemu przerażeniu, w jednej chwili z myśliwego przeistacza się w ścigane zwierzę.

Pierwszą rzeczą, która zwróci uwagę każdego fana horroru będzie konstrukcja głównego bohatera. W pierwszej części filmu obserwujemy życie typowego everymana sumiennie pracującego na swoją emeryturę. Markus jest typowym mieszczuchem, który po pracy albo przesiaduje z piwem przed telewizorem, albo bez celu jeździ samochodem po ulicach Kopenhagi. Ani razu nie widzimy go cieszącego się z czegoś, trudno także powiedzieć, by toczyła jego psychikę jakaś depresja. Nie licząc pojedynczych spotkań przy piwie z „ludźmi z branży”, Marcus nie widuje się z nikim. Po raz pierwszy prawdziwe emocje na jego twarzy dostrzegamy w chwili, kiedy dowiaduje się o nieuleczalnej chorobie. Mając świadomość rychłego końca, bohater zaczyna inaczej spoglądać na świat. W innym świetle widzi swoich znajomych, wreszcie w jego kręgu zainteresowań pojawiają się kobiety. Chyba najbardziej znaczącą zmianą jest próba nawiązania kontaktu z sąsiadami, którzy razem z nim mieszkają w kamienicy. Wszystko to jednak okazuje się ułudą, rozpaczliwą i nic nieznaczącą szarpaniną wobec nieuchronnej śmierci.

Von Trier nie daje jednoznacznej odpowiedzi na pytanie, dlaczego Marcus postanawia w wymyślny i okrutny sposób pozbyć się nielubianych przez siebie osób. Może chciał wreszcie zaistnieć w powszechnej świadomości, nie licząc się z tym, iż będzie zapamiętany jako zbrodniarz i psychopata. Można także przypuszczać, iż żądza mordu tkwiła w nim od dawna, tyle że jakieś wewnętrzne hamulce nie pozwalały mu zaspokajać swoich najskrytszych potrzeb. Wreszcie niegłupi wydaje się pomysł, iż Marcus mordując, chciał zamanifestować swoją rozpacz i bezradność wobec zrządzenia losu, jakie zdeterminowało jego życie.

Ale to nie konwencja horroru ani motyw polowania są, moim zdaniem, w filmie von Triera najciekawsze. Mnie szczególnie utkwiła w pamięci forma, jaką Duńczyk posłużył się w „Monster?”. Obraz, co później stanie się „dogmatem”, funkcjonuje bez muzyki. Pierwsze minuty, przedstawiające nam głównego bohatera, przypominają film obyczajowy albo dokument portretujący jakiegoś człowieka. Klasyczne ujęcia tylko od czasu do czasu przeplatane są zdjęciami kręconymi „z ręki”. W momencie, kiedy bohater dowiaduje się o swoje chorobie, zmienia się sposób filmowania. Narracja staje się bardziej dynamiczna. Więcej w niej zarówno dźwięków, jak i krótszych, rozedrganych ujęć przydających historii specyficznej nerwowości. Wreszcie, kiedy bohater przywdziewa czarny płaszcz i wyrusza na polowanie, po raz kolejny widzimy zmianę w twórczej strategii reżysera. Od tej pory ani razu nie zobaczymy twarzy Markusa. Jego postać widzimy najczęściej od tyłu, a jeśli pojawia się w kadrze od przodu, to z „uciętą” głową. Również w sposobie kręcenia zachodzi subtelna zmiana. Co prawda zdjęcia dalej kręcone są „z ręki”, jednak bez szczególnej nerwowości oraz irytującej nieostrości.

W tej „odsłonie” filmu pojawia się także nowy bohater. Okazuje się bowiem, iż Markus jest przez kogoś śledzony. Dynamiczne sceny jego zabójstw przerywane są statycznym ujęciem obserwującej Marcusa persony. Za każdym razem, kiedy w kadrze pojawia się tajemnicza postać, znajduje się ona coraz bliższej swojego antagonisty. Bardzo szybko uświadamiamy sobie, iż konfrontacja między nimi jest nieunikniona.

Nie trzeba być szczególnie bystrym, by domyślić się, iż von Trierowi nie tyle zależało na zrobieniu filmu o seryjnym zabójcy, co o położeniu człowieka w ekstremalnej sytuacji. Duńczyk już w początkowej fazie swojej twórczości starał się wstrząsnąć systemami wartości widzów. Najpierw bowiem bardzo współczujemy bohaterowi, na którego niczym grom z jasnego nieba spada nieszczęście. Później czynione przez niego zło próbujemy wytłumaczyć tragizmem nieuchronnej śmierci. Kiedy jednak Markus nie poprzestaje na jednym morderstwie, a na horyzoncie pojawia się ktoś, kto może przerwać zbrodniczy proceder bohatera, pragniemy, aby to jak najszybciej się skończyło. Bez względu na podjęte przez nieznanego osobnika kroki. W ciągu niecałej godziny von Trier wydobywa z nas całe spektrum emocji – od współczucia i litości, po życzenie bohaterowi jak najgorzej. Okazuje się, iż dzięki znakomitemu scenariuszowi i oszczędnej, choć niezwykle sugestywnej formie, reżyser poniekąd wymusza na nas przeżywanie tego wszystkiego, co czuje Markus.

„Monster?” jest filmem, który doskonale pasuje do artystycznej układanki, jaką kolejnymi produkcjami buduje von Trier. Z drugiej jednak strony reżyser, ograniczony ramami czasowymi filmu telewizyjnego, został przez nie zmuszony do skupienia się tylko na opowiadanej historii, dzięki czemu powstał obraz nie tylko precyzyjny niczym skalpel chirurgiczny, lecz także pozbawiony charakterystycznego dla najnowszych produkcji Duńczyka efekciarstwa.

Screeny

HO, MONSTER? HO, MONSTER? HO, MONSTER? HO, MONSTER? HO, MONSTER? HO, MONSTER?

Zaloguj się aby móc oddać swój głos na film.
Plusy:

+ rewelacyjna, wieloznaczna historia
+ inteligenta gra z konwencją
+ precyzyjna konstrukcja fabuły
+ kreacje aktorskie
+ wzbudza ogromne emocje
+ momentami naprawdę straszy
+ zmusza do refleksji
+ kilka bardzo intrygujących spostrzeżeń dotyczących natury człowieka

Minusy:

- za krótki

Na forum:

Podyskutuj o filmie tutaj: Forum HO

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -