Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Poster:SAW VI

SAW VI

Piła 6

ocena:5
Rok prod.:2009
Reżyser:Kevin Greutert
Kraj prod.:USA / Kanada
Obsada:Tobin Bell, Costas Mandylor, Betsy Russell, Mark Rolston, Shawnee Smith
Autor recenzji:Drakul
Ocena autora:5
Ocena użytkowników:5.89
Głosów:9
Inne oceny redakcji:

You think it's the living that will have ultimate judgment over you, because the dead will have no claim over your soul. But you may be mistaken. (tłum.: „Zakładasz, że to żywi będą cię oceniać, ponieważ martwi nie mają prawa do twojej duszy. Możesz się jednak mylić.”)
Jigsaw

Cykl Piła stał się w ostatnich latach (pierwsza część pojawiła się w 2004 roku) jedną z najbardziej rozpoznawalnych marek w świecie horroru, zyskując rozgłos zarówno dzięki oryginalnemu pomysłowi na seryjnego zabójcę, którym kierują szlachetne, acz nieprzystające do dzisiejszych standardów moralnych pobudki, a także na rozpoznawalną symbolikę zastosowaną w filmie. Przyznam, że pierwsza odsłona serii zrobiła na mnie niemałe wrażenie, a także wprowadziła niemałe zamieszanie do nieco skostniałego rynku horrorów amerykańskich. Jako sceptyk z natury miałem jednak obawy, czy kolejne odsłony serii dorównają pierwowzorowi i czy twórcy nie postawią na kasę zamiast na rzetelne prowadzenie fabuły i sięganie po oryginale rozwiązania. Spotkałem się z teorią, że serię dzieli się na pierwszą i drugą „trójkę”, które znacznie różnią się od siebie jakością. Części 1-3 są w obiegowej opinii przykładem udanej kontynuacji i rozwinięcia makabrycznej krucjaty moralnej niejakiego Jigsawa, a odsłony 4-6 jedynie żałosnym odcinaniem kuponów. Nie wiem i nie zamierzam odnosić się do zasadności tego podziału, ale mam nieodparte wrażenie, że seria powinna skończyć się wraz ze śmiercią Jigsawa. Wszelkie dalsze wątki są zbędne i niszczą wszystko to, co mozolnie zbudował jego pokrętny umysł.

Już we wstępie widać, że recenzja będzie tendencyjna i mocno subiektywna. Wiem, że można tak powiedzieć w zasadzie o każdej opinii recenzenta, ale w moim przypadku sprawa jest bardziej złożona: ja z natury swej nie lubię rozwleczonych i numerycznie zbyt wysokich kontynuacji. Jestem w stanie znieść 3, no może 4 części danej serii (chociaż ta czwarta jest rzadko udana), ale powyżej tego numeru automatycznie tracę zainteresowanie i od razu podejrzewam, że kolejne z rzędu nurzanie się w tej samej serii jest jak picie herbaty zaparzonej po raz kolejny z tej samej torebki. Na pewno domyślacie się, jak to smakuje. Uczciwie przyznam, że „piątkę” Piły całkowicie zignorowałem, nie tylko w związku z powyższym, ale także z uwagi na falę krytyki i gromy, jakie posypały się na głowy jej twórców. Próbowałem wielokrotnie zmusić się do jej obejrzenia, ale za każdym razem brakowało mi tego finalnego impulsu. Napisałem we wstępie, że wraz ze śmiercią Jigsawa film nieodwołalnie się dla mnie skończył. Dlaczego więc sięgnąłem po część numer sześć? Przypuszczam, że przez przewrotność. Minęła odpowiednia ilość czasu od projekcji „czwórki” i coś w mojej głowie kazało mi powrócić do mrocznego i niezwykle matematycznego świata Jigsawa, który da się lubić jako współczesny obrońca moralności, choć jego metody na odkupienie win są, co by nie mówić, powszechnie uznawane za niedopuszczalne.

Cóż dostajemy w kolejnej odsłonie przygód naszego dzielnego niepokalanego rycerza i stróża moralności? Przede wszystkim złudzenie, że Jigsaw wciąż żyje i zza grobu kieruje swoją skomplikowaną i krwawą grą. Jeśli mnie zapytacie, to powiem, że to nieustanne nawiązywanie do jego postaci jest tyleż naciągane, co nużące. Czy twórcom serii zabrakło odwagi na przeniesienie historii na zupełnie nową postać – niech będzie, że kontynuatora dzieła Jigsawa – ale jednak w oderwaniu od jego pierwotnej idei, co wprowadziłoby powiew świeżego powietrza do mocno zużytego pomysłu? Wydaje się niemożliwością, aby jeden człowiek tak dalece zaplanował swoją krucjatę odnowy duchowej, aby móc przewidzieć wszystko aż tak bardzo w przód? W jaki sposób można zaplanować każdy detal gry dla każdej postaci z osoba, gdy rzeczywistość jest tak zmienna, że trudno przewidzieć, co będzie jutro? Wydaje się, że na potrzeby intrygi sztucznie spowolniono upływ czasu w świecie Jigsawa, dając mu możliwość skondensowania swojego zamysłu w krótkiej przestrzeni czasu przy maksymalnie rozdętej liczbie ofiar. Cała seria stwarza wrażenie ściśnięcia w bardzo krótkim czasie, a gry wydarzają się jedna po drugiej. Nie inaczej jest w części nr 6, gdzie pierwsze skrzypce odgrywa agent Hoffman, który, jak dotąd, uniknął uczestnictwa w grze Jigsawa i stał się pełnoprawnym następcą genialnego seryjnego zabójcy. Po wyeliminowaniu agenta Strahma i zaszantażowaniu Amandy, która, jak pamiętamy, także miała stać się następcą Jigsawa, Hoffman staje się wykonawcą ostatniej woli Jigsawa, którą przekazała mu jego żona, Jill. Rozpoczyna się kolejna gra.

Wygląda na to, że cała fabuła zaczyna wreszcie swoją rekapitulację. W filmie obserwujemy bowiem zarówno rywalizację pomiędzy Amandą, agentem Hoffmanem oraz Jill, żoną Jigsawa, która opiera się na retrospekcji i nawiązaniach do wcześniejszych wydarzeń w serii, a także śledztwo, w którym niepoślednią rolę odgrywa agentka Lindsey Perez, która przeżyła uczestnictwo w grze Jigsawa. Testament pozostawiony przez Jigsawa wskazywał kolejne osoby, które mają wziąć udział w grze. Okazują się one bezpośrednio powiązane z osobą samego Jigsawa i wydaje się, że tym razem mamy do czynienia nie tylko z krucjatą moralną, ale także prywatną wendettą. Cały film toczy się wokół śledztwa dotyczącego śmierci agenta Strahma, które zagraża zdekonspirowaniem Hoffmana, oraz wokół finalnej gry Jigsawa, która, oczywiście, okazuje się mieć drugie dno. W swoim testamencie Jigsaw pozostawił bowiem sześć kopert, które wskazywały postaci mające wziąć udział w kolejnej grze. Jill przekazuje jednak Hoffmanowi tylko pięć kopert, ponieważ szósta przeznaczona była wyłącznie dla niej. Znajduje się w niej zdjęcie, które może ujrzeć wyłącznie ona sama. Kto znajduje się na zdjęciu? Cóż, musicie zobaczyć sami.

Warstwa mięsna filmu zasadza się, naturalnie, na kolejnej grze, która dotyczy tym razem pracowników firm ubezpieczeniowych i banków, czyli ludzi, którzy są z definicji źli i zepsuci. Nie wiem jakie oddziaływanie ma film w USA, ale na miejscu pracowników tych instytucji poważnie zastanowiłbym się nad kampanią odczerniającą, bowiem ukazany w filmie wizerunek firm ubezpieczeniowych ma bardzo jednoznacznie negatywny wyraz. Obserwujemy więc szefa jednej z takich firm, Dana Ericksona, który musi odpokutować swoje winy. Jego decyzje o niewypłaceniu ubezpieczenia choremu człowiekowi doprowadziła do jego śmierci, a pracujący dla niego sztab specjalistów ma za zadanie wyszukiwanie błędów i nieścisłości we wnioskach o ubezpieczenie tak, aby w przyszłości można było odmówić jego wypłacenia. Słowem, straszne z nich wszystkich gnoje. Jakby tego było mało, Dan miał także niebagatelny wpływ na życie samego Jigsawa, co dodatkowo przesądza o jego losie. W swojej grze będzie musiał ponownie decydować o życiu i śmierci, ale tym razem nie będzie to dotyczyć obcych mu ludzi, ale jego własnych pracowników. Przez większość filmu obserwujemy więc mozolne przedzieranie się Dana przez kolejne etapy gry oraz panoszącą się wszędzie śmierć, która jest efektem podejmowanych przez niego wyborów, a każdy z nich, jest, jak wiadomo, zły.

Szósta część serii jest zaskakująco mało krwawa. Reżyser nie epatuje przemocą, a z ekranu nie wylewa się nadmierna ilość juchy i mięsa. Wydaje się, że ostrze fabularne miało być tym razem skierowane na przeżycia duchowe, a nie na dręczenie nas kolejnymi pomysłami na uśmiercenie człowieka. Szkoda jedynie, że w miejsce krwawej jatki nie wprowadzono nieco głębszej analizy psychiki bohaterów, np. Dana czy Hoffmana, którzy zachowują się nieco automatycznie i bezrefleksyjnie. Może takie było założenie, ale nie widać w tym filmie ani autentycznego strachu, ani spustoszenia, jakie takie przeżycia muszą wprowadzać do psychiki bohaterów. Wszystko zdaje się jakieś wymuszone, sztuczne i plecione na siłę, niczym 9467 odcinek Mody na sukces. Może przemawia przeze mnie niechęć do nadmiernie rozdętej i zamęczonej serii, ale część szósta dobitnie udowadnia, że czas najwyższy kończyć. Film jest plastikowy, pozbawiony adrenaliny i polotu, a jedynym uzasadnieniem dla jego nakręcenia wydaje się wprowadzenie testamentu Jigsawa, który zapewnia paliwo do nakręcenia spirali fabularnej do granic logiki i zdrowego rozsądku. Niemożliwością jest, aby nawet najbardziej wyszukane pomysły na tortury, którym poddawani są uczestnicy kolejnej gry, wzbudziły w nas jakiekolwiek zainteresowanie, bo cała seria zaoferowała w tym względzie już tyle, że nie sposób brnąć w tym dalej. Aktorstwo także wydaje się nieco sztuczne i pozbawione zainteresowania. Może aktorzy są po prostu już znużeni serią? Ja w każdym razie byłe tym filmem na tyle wynudzony i rozczarowany, że błagam wręcz, aby nie kręcono kolejnej części. Niestety, zakończenie wskazuje niebezpiecznie, że ktoś już założył sobie kontynuację. Jeśli tak będzie, to ja serdecznie dziękuję. Ja na tym przystanku wysiadam. Nie chcę obserwować upadku i pohańbienia kolejnej serii (patrz Hellraiser, Koszmar z Ulicy Wiązów, Egzorcysta, Halloween).

Na koniec uderzę się asekuracyjnie w pierś. Rozumiem, że patrząc przez pryzmat całości, wszystkich sześciu części serii, opowieść może być składna i zgrabnie połączona w pełne koło, ale, jak dla mnie, to samo można pewnie powiedzieć o Modzie na sukces czy Dynastii. Trzeba, panie i panowie, wiedzieć kiedy skończyć i pozwolić dziełu umrzeć, a nie bawić się w ożywiciela trupów, ponieważ wciąż znajdą się ludzie, którzy pójdą na to do kina. Jeśli ktoś chciał po prostu obejrzeć zakończenie całej historii, „szóstka” pewnie będzie dla niego satysfakcjonująca jako dopowiedzenie finału. Dla tych jednak, którzy szukali w filmie porządnej dawki gore czy skomplikowanej, zawiłej i niejednoznacznej historii, muszę srodze zmartwić: plastik i nędza.

Screeny

HO, SAW VI HO, SAW VI HO, SAW VI HO, SAW VI HO, SAW VI HO, SAW VI

Zaloguj się aby móc oddać swój głos na film.
Plusy:

+ przypuszczalnie składne i sensowne zakończenie całej historii
+ da się to wytrzymać bez bólu mózgu
+ film nie stawia na bezsensowną przemoc, a skupia się na logicznym łączeniu poszczególnych wątków

Minusy:

- nuda, nuda, nuda...
- totalny brak suspensu i dramaturgii
- przykład zamęczenia i sztucznego rozdęcia serii
- nie kręćcie części siódmej!

Na forum:

Podyskutuj o filmie tutaj: Forum HO

Ciekawostki:

Zobacz ciekawostki do filmu

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -