Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Poster:FOURTH KIND, THE

FOURTH KIND, THE

Czwarty stopień

ocena:7
Rok prod.:2009
Reżyser:Olatunde Osunsanmi
Kraj prod.:USA
Obsada:Milla Jovovich, Corey Johnson, Elias Koteas, Hakeem Kae-Kazim, Will Patton
Autor recenzji:Ireneusz Gajek
Ocena autora:7
Ocena użytkowników:6.29
Głosów:7
Inne oceny redakcji:

Kogoś, kto nic nie czytał na temat najnowszego filmu z Millą Jovovich początek „The Fourth Kind” Olatunde Osunsanmi może nieźle zaskoczyć. Na pierwszym planie widzimy bowiem urodzoną na Ukrainie aktorkę, która przedstawia się swoim rzeczywistym imieniem i nazwiskiem. Następnie informuje widzów, iż w filmie „The Fourth Kind” gra postać dr Abbey Tyler i wszystkie wydarzenia, które bohaterkę spotkały są autentyczne. Co więcej, w filmie wykorzystano wiele oryginalnych nagrań audiowizualnych będących dokumentacją wydarzeń, jakie w roku 2000 miały miejsce w miasteczku Nome na Alasce. Na koniec pani Jovovich przekonuje, iż w produkcji Olatunde Osunsanmi nic nie zostało zmyślone ani zmanipulowane.

W ostatnich latach już niejednokrotnie byliśmy przekonywani, iż to, co widzimy na ekranach kin, nie jest tylko i wyłącznie artystyczną konfabulacją, ale przypadkowo znalezionym zapisem prawdziwych wydarzeń. Najgłośniejszą tego typu historią były rzekomo znalezione taśmy z dokumentem o poszukiwaniu czarownicy Blair, które później wykorzystane zostały w filmie „Blair Witch Project”. Podobnie rzecz miała się z obrazem „Paranormal Activity”, który miał być autentycznym dokumentem nakręconym przez uczestnika niezwykłych i przerażających wydarzeń. Teraz mamy „The Fourth Kind”, który według twórców jest połączeniem autentycznego zapisu sesji psychoterapeutycznych dr Tyler oraz ich wierną rekonstrukcją.

Akcja filmu dzieje się w miasteczku Nome położonym na Alasce. Jego bohaterką jest pani psycholog, dr Abbey Tyler, która po zagadkowej śmierci męża postanawia dalej prowadzić praktykę w odciętej od świata miejscowości. Podczas rozmów ze swoimi pacjentami odkrywa, iż ich schorzenia mają wiele wspólnego z badaniami, jakie prowadził jej małżonek. Wszystkie dotyczą zwierzęcego wręcz strachu, jaki ogrania ich podczas bezsennych nocy. Pomimo niezwykle trudnej sytuacji rodzinnej (dwoje dzieci bardzo cierpi z powodu braku ojca), dr Tyler postanawia odkryć, co stoi za lękiem jej podopiecznych oraz jaki związek ma on ze śmiercią jej ukochanego. W pewnym momencie jednak wydarzenia wymykają się spod kontroli pani psycholog i naznaczona bólem rzeczywistość w jednym momencie zamienia się piekło.

Jeśli ktoś po przeczytaniu niniejszego tekstu będzie chciał sprawdzić, czy rzeczywiście wydarzenia przedstawione przez twórców w „The Fourth Kind” miały miejsce, proszę się nie trudzić, ponieważ produkcja Osunsanmi od początku do końca jest fikcją filmową. Zarówno początkowe wystąpienie Milli Jovovich, jak i końcowe wyjaśnienia reżysera, są najzwyklejszymi zabiegami marketingowymi mającymi na celu już na początku filmu zaskoczyć widza i wprawić go w stan zdezorientowania. Podobnie rzecz się ma z rzekomo autentycznymi nagraniami z archiwum pani psycholog pomysłowo i z wprawą wplecionymi w film. I one są, co prawda efektownymi, ale falsyfikatami, mającymi uprawdopodobnić przedstawianą na ekranie historię. Filmowcy doskonale znający uwielbienie milionów widzów do przeżywania strachu podczas sensów filmowych, robią wszystko, by swoim odbiorcom dostarczyć jak największą dawkę emocji. Wielu na przemoc, hektolitry krwi czy istoty z zaświatów po prostu uodporniło się. Fikcja filmowa, choćby okraszona najlepszymi i najdroższymi efektami specjalnymi, zawsze pozostanie tylko fabularnym zmyśleniem. Nic więc dziwnego, iż od jakiegoś czasu artyści starają się nas przekonać, iż dysponują autentycznymi, dokumentalnymi zapisami ludzkich cierpień dziejących się na skutek ingerencji nadnaturalnych czy demonicznych, zawsze jednak wymykających się poznaniu, mocy. W konwencji dokumentu zrobione zostały nie tylko wyżej wymienione przeze mnie filmy, lecz także cieszące się ogromną popularnością „[REC]” i „[REC]2” oraz mniej znane „The Poughkeepsie Tapes” i azjatycki „Noroi”.

Pomimo artystycznej hucpy obliczonej przede wszystkim na komercyjny zysk, „The Fourth Kind” ogląda się wyśmienicie. Niezwykle intrygujący jest już sam początek filmowej opowieści. Dzięki strukturze szkatułkowej powoli zaczynamy orientować się, na ilu planach narracyjnych będzie rozgrywała się akcja obrazu Olatunde Osunsanmi. Najpierw bowiem mamy do czynienia ze scenami, w których pierwsze skrzypce gra rzekomo prawdziwa dr Abbey Tyler. Później poznajemy Millę Jovovich, która panią psycholog gra w fabularnej rekonstrukcji wydarzeń. Wreszcie niezwykle istotne są retrospekcje rzucające światło na przeszłość bohaterki. Co ważne, bardzo często reżyser dzieli ekran na kilka części pokazując nam jednocześnie albo dwa różne plany narracyjne, albo jedno wydarzenie z kilku punktów widzenia. Kiedy akcja przyspiesza lub mamy do czynienia z jakimś nagłym wydarzeniem, wyżej wspomniany chwyt robi naprawdę duże wrażenie. Wyczucie, z jakim robią to twórcy, sprawia, iż są takie chwile, kiedy zapomina się, że tak naprawdę mamy do czynienia tylko i wyłącznie z fikcją filmową.

Bardzo podobało mi się także rozłożenie napięcia w całym filmie. Na początku co i rusz zaskakiwani jesteśmy nowymi faktami, które stanowią tajemnicę zarówno dla nas, jak i dla próbującej zgłębić ich istotę bohaterki. Atmosfera narastającego zagrożenia potęgowana jest eskalacją przemocy, do jakiej dopuszczają się spokojni dotąd pacjenci doktor Tyler. Miejscowy policjant nie wierzy w to, iż zagrożenie czyhające na mieszkańców małego Nome na charakter zewnętrzny. Prosty gliniarz, rdzenny mieszkaniec Alaski, uważa, iż to Tyler wraz z mężem namieszała w głowach tubylców, na skutek czego ci, nie mogąc poradzić sobie z tkwiącymi w ich głowach demonami, zaczynają stanowić bardzo poważne zagrożenie. Kiedy w niewyjaśnionych okolicznościach ginie córka pani doktor, miejscowy gliniarz aresztuje Tyler. Zdesperowana, doprowadzona do ostateczności, na wpół oszalała z bólu kobieta decyduje się stanąć oko w oko z prześladującymi ją demonami. Czyni to zdając sobie sprawę, iż owego kontaktu nikt jeszcze nie przeżył.

Na szczęście „The Fourth Kind” nie próbuje schlebiać gustom mniej wyrobionych widzów prezentując na ekranie tanie chwyty w postaci cukierkowych animacji komputerowych albo obecnych w większości współczesnych horrorów ogromnej dawki przemocy. Nie było celem reżysera zszokować widza, ale sprawić, by razem z bohaterką filmu dochodził on do sedna tajemnicy spowijającej senne miasteczko na końcu świata. Nie może więc być miejsca w filmie Olatunde Osunsanmi ani na lejącą się zewsząd posokę, ani na psychopatów wyrywających wnętrzności swym ofiarom. Zresztą w chwilach, kiedy na ekranie dzieje się coś naprawdę emocjonującego, przez zastosowywanie najróżniejszych zabiegów formalnych (zniekształcenia obrazu, subiektywne ujęcia, zakłócenia w rzekomo autentycznych nagraniach, relacje dźwiękowe) twórcy nie tyle szokują jednoznacznym konkretem, co próbują sugestią wpłynąć na naszą wyobraźnię. Momentami ów chwyt okazuje się strzałem w dziesiątkę.

Już teraz wśród wielu widzów „The Fourth Kind” wzbudza wiele kontrowersji. Nie mogą oni bowiem zaakceptować, iż twórcy wykorzystując konwencję filmu dokumentalnego poniekąd robią nas w bambuko. Z drugiej jednak strony dobrze jest, jeśli kino rozrywkowe szuka nowych sposobów, by choć trochę zdezorientować widza. Jeśli więc komuś nie przeszkadza trochę bezczelny zabieg marketingowy, na seansie najnowszego filmu Olatunde Osunsanmi będzie bawił się znakomicie. Wszak przecież o to chodzi w tego typu kinie. Zresztą wątpię, by po projekcji „The Fourth Kind” znalazł się ktoś, kto uwierzyłby w prawdziwość całej historii.

Screeny

HO, FOURTH KIND, THE HO, FOURTH KIND, THE HO, FOURTH KIND, THE HO, FOURTH KIND, THE HO, FOURTH KIND, THE HO, FOURTH KIND, THE HO, FOURTH KIND, THE HO, FOURTH KIND, THE

Zaloguj się aby móc oddać swój głos na film.
Plusy:

+ interesująca, momentami trzymająca w napięciu historia
+ świetnie nakręcony film
+ kilka rozwiązań realizacyjnych
+ aura tajemniczości kojarząca się z klimatem „Miasteczka Twin Peaks”
+ bark interpretacyjnej „kawy na ławę”
+ postacie grane przez Millę Jovovich i Eliasa Koteasa

Minusy:

- bujda na resorach dla niektórych mogąca stanowić „fakty autentyczne”
- tytuł sugerujący, o czym będzie film
- Alaska filmowana w Bułgarii
- tym razem Mila Jovovich nie pokazuje swoich najważniejszych atrybutów

Na forum:

Podyskutuj o filmie tutaj: Forum HO

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -