Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Poster:PONTYPOOL

PONTYPOOL

Pontypool

ocena:8
Rok prod.:2008
Reżyser:Bruce McDonald
Kraj prod.:Kanada
Obsada:Stephen McHattie, Lisa Houle, Georgina Reilly, Hrant Alianak, Rick Roberts
Autor recenzji:Ireneusz Gajek
Ocena autora:8
Ocena użytkowników:5.2
Głosów:5
Inne oceny redakcji:

Horror jako jeden z najbardziej skonwencjonalizowanych, można by nawet rzec konserwatywnych, gatunków filmowych realizowany był często jako opowieść o konfrontacji dobra ze złem. Widz miał się identyfikować z pozytywnymi bohaterami (lub bohaterem), dzięki czemu filmowy czarny charakter stawał się wrogiem nie tylko fikcyjnej postaci, lecz również jego, rzeczywistego człowieka siedzącego w ciemnej sali kinowej. Początkowo ludzi przerażały istoty mające charakter nadnaturalny. Należały do nich wampiry, wilkołaki, wszelkiego rodzaju potwory oraz nawiedzające opuszczone domostwa duchy i demony. Pod koniec lat 60. za sprawą „Night of the Living Dead” Georga A. Romero do panteonu filmowych koszmarów dołączyły żywe trupy, istoty, które dzisiaj nazywamy zombie. Twory te przedstawiano najczęściej jako działające w grupie monstra całkowicie poddane instynktowi mordowania i zjadania wszystkiego, co żywe. Zombie przerażały ludzi, wywoływały obrzydzenie i lęk. Większość bowiem widziała w nich odrażający wizerunek siebie sprowadzony do najbardziej prymitywnych, ale niezwykle silnych instynktów. W późniejszych filmach Romero zombie stanowiły metaforę społeczeństwa stale żyjącego pod gigantyczną presją konsumpcji. Presja owa jest tak silna, iż jego członkowie zapominają o wszelakich wartościach wyróżniających człowieka spośród innych istot żyjących na Ziemi.

Inne filmy, oprócz tych tworzonych przez Romero, albo wykorzystywały wykreowane przez niego monstrum, albo na swój sposób je przetwarzały, by uczynić zombie istotą jeszcze bardziej ekspansywną i przerażającą (na uwagę w tej materii zasługują brytyjskie „Dead Set” i „28 Days Later”). Wyżej wymienione przez mnie dzieła nie uciekały od ciekawych refleksji dotyczących natury istoty ludzkiej, dominowały w nich jednak sceny przemocy oraz niestroniące od gore sekwencje. W zupełnie inną stronę poszli twórcy kanadyjskiego horroru „Pontypool”. Zapewne mając na uwadze, iż w historii światowej kinematografii powstało mnóstwo filmów prezentujących makabryczne dokonania hord zombie, Bruce McDonald, reżyser filmu, postanowił skupić się na reakcjach ludzkich w obliczu konfrontacji z czymś, co dotąd widziano tylko w kinach.

Bohaterem tego niezwykłego filmu jest Grant Mazzy, popularny i niezwykle charyzmatyczny prezenter lokalnej stacji radiowej w Pontypool. Jak co dzień przychodzi on wcześnie rano do pracy, by razem z dwiema współpracowniczkami poprowadzić cieszącą się ogromną popularnością poranną audycję. Pewnego razu jednak rutynowe nagranie zawierające muzykę, wiadomości, prognozę pogody czy raport z dróg zamienia się koszmar. Dzwoniący bowiem do radia stali współpracownicy, jak również przypadkowi ludzie, informują, iż w miasteczku dochodzi do rozruchów. Początkowo pracownicy stacji radiowej ignorują doniesienia, traktując je jak żart. Kiedy jednak ich najbardziej zaufany korespondent donosi o mających miejsce w Pontypool przerażających i makabrycznych aktach terroru, Mazzy i jego koleżanki zaczynają wpadać w panikę.

Całe novum filmu Bruce’a McDonalda polega na tym, iż jego akcja osadzona jest tylko w jednym miejscu, mianowicie w studiu radiowym. W przeciwieństwie do innych filmów poruszających tematykę zombie, w „Pontypool” nie widzimy wyludnionych ulic wielkich metropolii ani legionów nieumarłych przeczesujących teren w poszukiwaniu resztek ocalałej z hekatomby ludzkości. Tylko przez moment będzie nam dane zobaczyć monstra łaknące ludzkiego mięsa. Jeśli więc ktoś nastawił się na krwawe widowisko, filmem McDonalda będzie srodze zawiedziony. Co więc w swoim nieszablonowym horrorze oferuje kanadyjski reżyser?

„Pontypool” skonstruowany jest według klasycznej koncepcji fabuły opierającej się na trzech regułach - jedności czasu, jedności miejsca i jedności akcji. Opisywany przeze mnie film ma więc sporo wspólnego z grecką tragedią, której najwybitniejszymi twórcami byli Sofokles, Eurypides i Ajschylos. Jak już wspomniałem, akcja filmu dzieje się w jednym miejscu. Wszystkie wdziane na ekranie wydarzenia rozgrywają się w ciągu kilku godzin. Jedynym wątkiem w „Pontypool” jest historia trojga pracowników stacji radiowej przygotowujących poranną audycję. Ani razu nie przenosimy się w inne miejsce, a o przerażających wydarzeniach dziejących się w miasteczku dowiadujemy się z przekazów telefonicznych lub od naocznych świadków, którym jakimś cudem daje się dostać do siedziby stacji radiowej. Cały film przypomina spektakl teatralny, w którym wszystkie emocje, klimat oraz dramaturgia budowane są przez dialogi oraz grę aktorską. W „Pontypool” ewentualnych wad filmu nie przykryją więc komputerowe tricki, zgrabna charakteryzacja czy mające nagle zaskoczyć widza sceny z „diabłem wyskakującym z pudełka”. Zarówno aktorzy, zwłaszcza Stephen McHattie grający Wielkiego Mazzy’ego, jak i realizatorzy, m.in. Tony Burgess, twórca scenariusza, spisali się na medal. Kameralny dramat doskonale nadaje się do budowania wiarygodnych postaci, nic więc dziwnego, iż właściwie od pierwszych minut wierzy się im. Dialogi zaś to nie tylko naładowane emocjami rozmowy o zagrażającym wszystkim niebezpieczeństwie, lecz także skrzące się dowcipem docinki Mazzy’ego oraz nieraz symulująca konflikt nieustanna gra słowna między prezenterem a producentką audycji.

Chcąc być w miarę obiektywnym, muszę także wspomnieć o tym, co w filmie Bruce’a McDonalda mi się nie podobało. Moim skromnym zdaniem środkowa część filmu trochę się dłuży. Twórcy, zdając sobie sprawę z tego, iż podjęli się bardzo trudnego zadania nakręcenia horroru z minimalną ilością scen dla tego gatunku charakterystycznych, różnymi sposobami cały czas starają się podkręcać dramaturgię swojego obrazu. Ponieważ jednak mają do dyspozycji ograniczoną ilość środków artystycznych, nie zawsze im to wychodzi. Zamknięcie więc bohaterów w jednym miejscu, relacje znajdujących się w centrum makabrycznych wydarzeń świadków oraz jeden z zombie pałętający się po studiu nagraniowym okazują się pomysłami, które tylko na czas jakiś wzbudzają ekscytację odbiorców. Na szczęście zakończenie rekompensuje nieliczne chwile jałowych rozmów i nic niewnoszących do fabuły wydarzeń.

Po seansie „Pontypool” nasunęły mi się dwie refleksje. Po pierwsze, Bruce McDonald udowadnia, iż wcale nie trzeba dysponować ogromnym budżetem, by zrobić emocjonujący i niegłupi film. Najważniejszy jest pomysł na obraz oraz jego przemyślna i konsekwentna realizacja. Po drugie, kanadyjski reżyser udowodnił, iż aby zaintrygować widza, czy wywołać u niego lęk, nie trzeba wcale epatować wyrafinowaną przemocą ani zalewać go hektolitrami krwi. Największą grozę budzi bowiem coś, czego nie widać, a co bywa niezwykle silnym czynnikiem stymulującym wyobraźnię bohaterów, a tym samym i odbiorców filmu. Jednym słowem „Pontypool” jest doskonałym dowodem na to, iż można robić świetny horror o zombie, prawie ich nie pokazując.

Screeny

HO, PONTYPOOL HO, PONTYPOOL HO, PONTYPOOL HO, PONTYPOOL HO, PONTYPOOL HO, PONTYPOOL

Zaloguj się aby móc oddać swój głos na film.
Plusy:

+ kapitalny pomysł na film
+ znakomita rola Stephena McHattie’a
+ trzyma w napięciu
+ jedności czasu, miejsca i akcji
+ pomysł powstawania zombie

Minusy:

- odrobinę za długi

Na forum:

Podyskutuj o filmie tutaj: Forum HO

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -