Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Poster:LIVE EVIL

LIVE EVIL

Live Evil

ocena:5
Rok prod.:2009
Reżyser:Jay Woelfel
Kraj prod.:USA
Obsada:Tim Thomerson, Mark Hengst, Aasa Wallander, Ken Foree, Eva Derrek, Kimberly Sanders
Autor recenzji:Drakul
Ocena autora:5
Ocena użytkowników:--
Głosów:0
Inne oceny redakcji:

Przy okazji recenzji filmu Daybreakers pisałem to i owo o kondycji wampira we współczesnym kinie epoki popkultury. Nie były to wnioski nader pokrzepiające. Przypomnę tylko konkluzję: wizerunek wampira ma się dziś źle. Uczyniono z niego właściwie nie-wiadomo-co, już to niewiarygodnego słabeusza z rozterkami zakrawającymi o dylematy egzystencjalne przedstawiciela kultury emo, już to karykaturę samego siebie: szczerzącego kły amatora ludzkiej krwi, który cieszy się niby z tego, kim jest, ale gdyby się zastanowił nad sobą choć chwilę, uznałby, że cieszyć się nie ma właściwie z czego. Wampiry są dziś wykorzystywane w kulturze wyłącznie w roli symbolu. Nie sieją już grozy, a zamiast tego próbują nawiązać relację z ludźmi i stworzyć wspólne społeczeństwo. Na marginesie tego podziału na wampiry, które mają straszyć i zabijać, oraz te, które, udręczone swoim statusem wyrzutków, próbują budować nową tkankę społeczną z ludźmi, są jeszcze zwykłe wampiry, które różnego pokroju filmowcy wykorzystują jedynie do zbudowania fabuły filmu, nie roztkliwiając się nadmiernie nad ich problemami. Ot, wampir ma być, zabijać, pić krew i już. Takie wampiry ujrzymy właśnie w dziwacznym tworze, jakim jest Live Evil.

Mam z tym filmem nie lada problem. Na pierwszy rzut oka jest to bowiem niesamowity gniot. Nędzna fabuła, słabe, chwilami wręcz przerażająco niezdarne aktorstwo, fatalna scenografia, niedopracowane wnętrza, widoczne braki charakteryzacyjne czy wreszcie lokalizacje, które wyglądają tak, jakby przed momentem ktoś zakończył tu kręcenie filmu porno. Do tego dorzućmy fatalne dialogi, tragiczną miernotę tzw. scen akcji czy pojedynków na miecze oraz słaby warsztat techniczny reżysera, a możemy śmiało zbliżać się do końca tej recenzji. Problem jednak w tym, że przez całe blisko 100 minut tego filmu nie mogłem oprzeć się wrażeniu, że to wszystko zostało podane specjalnie w takiej właśnie oprawie. Kicz był zamierzony – użyto go jako narzędzia do wyprodukowania horroru klasy Ź, który ma dostarczyć rozrywki w piątkowy wieczór, gdy wyczerpani całym tygodniem wytężonej pracy, chcemy zasiąść przed ekranem z jedzeniem na kolanach i oddać się we władanie jakieś odmóżdżającej nędzy filmowej. Jeśli spojrzymy na omawiany film z tej perspektywy, to myślę, że wielbiciele taniej, zakrawającej o kicz rozrywki, gdzie profesjonalizm to słowo zakazane, a zęby wampirów są z plastiku, będą zadowoleni.

O fabule wiele mówić nie będę, bo i nie wypada. Jest to klasyczna liniówka pozbawiona drugiego planu, pełna mielizn i zbędnych scen, która ani przez moment nie każe nam budzić ogarniętego odrętwieniem mózgu. Mamy tu do czynienia ze schematem westernu, a głównym protagonistą jest człowiek, który przypomina mi Chucka Norrisa z dawnych dobrych lat, gdy kino akcji nie rządziło się logiką, a było nastawione jedynie na promowanie jednej osoby – głównego bohatera. Mówiąc oględnie, jest to opowieść o pewnym mścicielu, który podszywając się pod członka jakiejś mitycznej organizacji Ago Malum, tropi i zabija wampiry należące do jednej, małej grupy. Jest oczywiście wrogiem każdego krwiopijcy, ale na celowniku ma przede wszystkim tę właśnie niewielką grupę. Przyczynę tego stanu rzeczy poznacie, jeśli obejrzycie film. Cały film kręci się więc wokół prywatnej wendetty jednego człowiek, który przyobleczony w kapelusz, koloratkę (podaje się za księdza) i z mieczem samurajskim w dłoni, przemierza pustkowia Stanów Zjednoczonych, aby wykosić zaledwie garstkę wampirów: dwie kobiety i dwóch facetów. Jego pomocnicą w tym zbożnym dziele staje się niejaka Roxy, czarnoskóra niewiasta o słusznych gabarytach, która zostaje bezceremonialnie wciągnięta w dzieło zniszczenia wampirów, gdy nasz mściciel nokautuje ją prawym sierpowym i postanawia przywłaszczyć sobie jej vana. Resztę tej jakże zagmatwanej historii zobaczyć musicie już sami.

Słów kilka o samych wampirach. Niejaką niespodzianką może być problem czystości krwi ludzkiej, którą w filmie piją wampiry. Okazuje się bowiem, że dieta i używki, które tak bardzo przypadły nam, ludziom, do gustu, zanieczyszczają naszą krew i czynią ją niezdatną do wampirzej konsumpcji. W ten sposób wampiry znalazły się na granicy śmierci głodowej i zrobią wszystko, aby dopaść choćby kroplę tzw. czystej krwi. Powstała sytuacja doprowadza naturalnie do walki pomiędzy samymi grupami wampirów, które mordują się i spijają wzajemnie. Mamy tu zatem do czynienia z problemem bez mała ekologicznym, z którego płynie jeden wniosek: ludzie, miarkujcie się ze śmieciowym jedzeniem i nałogami, bo inaczej wampiry wyginą! Same wampiry wiele zresztą nie potrafią. Żyją przez całą wieczność, ale nie mają żadnych specjalnych mocy i potrafią jedynie warczeć, szczerzyć kły i chlać krew. Co ciekawe, a zupełnie niewykorzystane w filmie, w świecie przedstawionym istnieją dwie grupy wampirów: zwykłe (nasi bohaterowie), które poruszają się w świetle dnia i nie boją żadnych tradycyjnych symboli przeciwdziałających wampirom oraz klasyczne, które śpią w trumnach i polują jedynie nocą. Fabuła filmu sugeruje wprawdzie, że obie grupy za sobą nie przepadają, ale niczego więcej się na ich temat nie dowiemy. Wampiry tu są i tyle. Jak się zresztą okaże w toku krwawego pochodu naszego mściciela, wampirów jest wszędzie pełno.

Film jest niemal słodki w swej bezradności i oceanie miernoty. Sceny są niedopracowane, rekwizyty plastikowo-gumowe, krew rozrzedzona, a sceny egzekucji wampirów są tak niesamowicie niezdarne, że aż zachwycające. Ja przyznaję prywatną Złotą Malinę za scenę, gdy dziecko-wampir wyłazi z łóżeczka, aby rzucić się na szyję Roxy, a twarz zwampirzonego noworodka zrobiona jest z jakiejś masy papierowej, którą bardzo nieudolnie nałożono na główkę plastikowej lalki, którą to dziecko niechybnie jest. Takich kwiatków jest tu zresztą tak dużo, że to uczta dla spragnionych filmowego kiczu i nieudolności. Nie wspomnę nawet o przykładach nielogiczności i najzwyklejszej głupoty, która cechuje zachowania bohaterów, czy rozwiązań dla scen walki, które są tak przerażająco słabe, że z piersi widza wyrwie się zapewne jęk rozpaczy. Jeśli jednak uznacie, że tego właśnie chcecie, że festiwal nędzy i tandety jest dziś Waszym powołaniem, to śmiało sięgnijcie po ten film, bo jego siłą jest wszystko to, co w nim słabe. Mam nadzieję, że to było zamierzone, bo jeśli reżyser postanowił zrobić poważny film, to cała moja recenzja jest na śmietnik. Ocenę dałem filmowi raczej niską, bo kierowałem się założeniem, że nie można dać wysokiej noty czemuś, co nie mieści się w żadnej klasie filmów grozy (której tu zresztą nie uświadczycie), ale wielbiciele horrorów z najniższej półki mogą sobie śmiało zamienić ocenę na szóstkę.

Screeny

HO, LIVE EVIL HO, LIVE EVIL HO, LIVE EVIL HO, LIVE EVIL HO, LIVE EVIL HO, LIVE EVIL HO, LIVE EVIL HO, LIVE EVIL

Zaloguj się aby móc oddać swój głos na film.
Plusy:

+ cudowna mieszanka miernoty i kiczu
+ klimat rodem z lat 80 z ukłonem w stronę kina akcji i bohaterami pokroju Chucka Norrisa czy Davida Carradine'a
+ gratka dla tych, którzy lubują się w niedopracowanych, niskobudżetowych gniotach, które z założenia mają cieszyć oko swoją miernotą
+ całkiem pokaźna kolekcja damskich biustów, które o dziwo nie są silikonowe, natomiast nader często skąpane w nędznej imitacji ludzkiej krwi
+ naiwne, czasem niemal zupełnie bezsensowne dialogi, które przywodzą na myśl rozmowy bohaterów starych amerykańskich filmów akcji

Minusy:

- wszystkie plusy są jednocześnie minusami, jeśli ktoś akurat nie preferuje ucztowania na śmietniku filmów grozy

Na forum:

Podyskutuj o filmie tutaj: Forum HO

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -