Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Poster:HARD REVENGE, MILLY a.k.a Hâdo ribenji, Mirî

HARD REVENGE, MILLY a.k.a Hâdo ribenji, Mirî

Hard Revendge, Milly

ocena:4
Rok prod.:2008
Reżyser:Takanori Tsujimoto
Kraj prod.:Japonia
Obsada:Miki Mizuno, Tetsuya Nakamura, Hiroshi Ohguchi
Autor recenzji:Adach
Ocena autora:4
Ocena użytkowników:--
Głosów:0
Inne oceny redakcji:

Japońska kinematografia nierozerwalnie kojarzy się z kinem samurajskim. Tego typu obrazy niewątpliwie wyróżniają Kraj Kwitnącej Wiśni, razem ich mistrzami miecza, jak choćby Musashi Miyamoto. Choć przecież i zachodnia kultura posiada takich bohaterów – Michał Wołodyjowski i d'Artagnan fechtują nie gorzej niż japońscy mistrzowie miecza. Pozostańmy jednak tylko przy pewnej części tego typu kina, a więc samotnych herosach walczących w obronie słabszych lub po prostu dla zemsty. W azjatyckiej kinematografii, zwłaszcza ostatnich lat, nie brakuje wojowniczek. Warto wspomnieć o głównej bohaterce „Lady Snowblood” (1973) - samotnej heroinie poszukującej zemsty. Wspomniany film był główną inspiracją „Kill Billa” Quentina Tarantino. W nowym milenium twórcy nagminnie korzystają właśnie z tej części kinematografii samurajskiej – kobiet – mścicielek, których pierwowzór czasem najpierw nakreślono w japońskim komiksie. Dodatkowo taka wojowniczka wzbogacona jest o nowe umiejętności, jak posługiwanie się różnymi rodzajami broni i przede wszystkim znajomością sztuk walki. Bywa, że używanie miecza schodzi na drugi plan. Warto również wspomnieć o ich nadludzkich możliwościach i niewiarygodnej wytrzymałości na zadawane rany i zdolności do przeżycia najcięższych uszkodzeń ciała. Jedną z najbardziej znanych tego typu bohaterek jest Azumi z filmu noszącego jej imię. W tym wypadku fabułę osadzono w feudalnej Japonii ogarniętej wojną. W takich warunkach Azumi zostaje wyszkolona na zabójczynię i wpisana w tło „historyczne” obrazu. Szybka i brawurowa akcja, efektowne sceny walki i duży budżet. Jednak jeżeli obedrzeć tę produkcję z pieniędzy, jasno nakreślić motyw zemsty, zakupić znaczną ilość ketchupu, to otrzymamy krwawe gore. Fani japońskiej ekstremy z pewnością kojarzą tytuły „Samurai Princess” i „Machine Girl”. Należy do nich dodać jeszcze recenzowany „Hard Revenge, Milly”, który przez polskiego dystrybutora jest reklamowany jako japoński „Kill Bill”. Raczej niezbyt zasłużenie.

Obraz prezentuje Japonię w niedalekiej przyszłości. Kraj pozbawiony zasad, w którym broń nie jest już zakazana. Ojczyznę zbrodni, państwo, w którym nie ma już nowoczesnych budynków - widać tylko ruiny. W Jokohamie działa gang o nazwie – Bracia Jack, czyli trzech brutalnych facetów i nieustępująca im okrucieństwem kobieta. Szajka w przeszłości zamordowała rodzinę Milly, która wkracza na drogę zemsty. Uroda i ostry jak brzytwa miecz nie jest jej jedynym atutem.


„Hard Revenge, Milly” jest dyptykiem nakręconym przez debiutanta Takanori Tsujimoto. Właściwie o filmie niewiele można powiedzieć dobrego, ale również złego. Obraz to typowe japońskie gore wypełnione po brzegi scenami walk. Co nie zaskakuje, bo całość trwa niespełna trzy kwadranse. Nie było zatem zbyt wiele czasu na rozwijanie fabuły. Właściwie służy ona tylko zlepieniu kilku krwawych jatek. Trochę szkoda, bo sam pomysł ma w sobie pewien potencjał. Gdyby tylko reżyser wykorzystał futurystyczne tło filmu, do którego dobudował więcej ideologii i fabuły. Niestety tak się nie stało.

We wstępie przywołałem dwa współczesne tytuły z kobiecymi bohaterkami. Nie było to przypadkowe. Wszystkie trzy filmy mają wiele cech wspólnych. Zaliczyć można do nich między innymi dużą ilość krwawych i efekciarskich walk. Różnią się natomiast otoczeniem i tłem czasowym. W przypadku „Samurai Princess” akcja toczy się przeszłości, w „Machine Girl” w teraźniejszości, a w recenzowanym filmie w niedalekiej przyszłości. Niestety, właśnie to ujawnia słabość recenzowanego obrazu. W pierwszym wspomnianym tytule przeszłość spotyka różne, dziwne wynalazki, zaawansowane bronie, które tworzą pewną surrealistyczną otoczkę niesamowitości. W „Machine Girl” głównym atutem jest sam wizerunek bohaterki – kobiety, której ciało zostało zespolone z metalem – bronią. Jaka jest mocna strona Milly? Niestety żadna. Ciekawe wrażenie sprawiają post apokaliptyczne lokacje, ale to trochę za mało. Bohaterka jest zwykła, w płaszczu wykupionym po przecenie z garderoby „Matrixa”, lekko przerobionym, niestety nieodsłaniającym zbyt wiele ciała urodziwej aktorki. No dobrze, Milly w nodze posiada strzelbę. Ale przecież to nic w porównaniu do Asami z „Machine Girl”. Sceny walk i efekty specjalne wypadają dosyć przyzwoicie. Nie ma jednak w nich nic nowego. Z drugiej strony jest solidne rzemiosło, za które odpowiada Yoshihiro Nishimura, czyli facet odpowiedzialny również za efekty w „Samurai Princess” i „Machine Girl” oraz setce podobnych filmów. Fanów tego typu obrazów tym razem niczym specjalnym nie zaskoczył. Jedynym plusem wydają się ostatnie sceny finałowej walki. Pełne kiczu i pastiszu. Choć niestety budżet nie pozwolił na większe efekciarstwo.

Niestety muzyka nie wpisała się zbyt dobrze w tło filmu. Zabrakło w niej solidnych, brudnych industrialnych brzmień, które mogłyby znakomicie współgrać ze scenografią pełną zrujnowanych pomieszczeń, zniszczonych mebli. Jako ciekawostkę można przytoczyć, że w filmie nie dostrzeżemy ani jednej rośliny.

Miki Mizuno ubrana „na matrixa” (odległe porównanie) to jeden z nielicznych atutów obrazu. Oczywiście nie chodzi o strój, urodę czy też choreografię scen walki, ale o aktorstwo. To należy przyznać, nie tylko jej , udało się całkiem przyzwoicie. Odtwórczyni głównej roli posiada należyty warsztat, zdobywając szlify aktorskie w serialach i filmach telewizyjnych.

„Hard Revenge, Milly” pomimo sporej krytyki wart jest jednak seansu, ale polecam go raczej tylko fanom tego typu rozrywki. Innych z pewnością poirytuje szczątkowa fabuła, durne dialogi i przewidywalność. Nie zdradzę wielkiej tajemnicy, jeżeli poinformuję, że Milly przeżyje. Przecież musi jeszcze zagrać w drugiej części filmu. Nie oszukujmy się takich obrazów nie ogląda się dla rozwiązywania egzystencjalnych zagadek. Ma być krew, najlepiej mnóstwo, mordobicie i mało myślenia. To wszystko jest na gwarancji wspomnianego Yoshihiro Nishimura. Wykonane za niewielkie pieniądze, a więc nie należy spodziewać się najwyższej jakości efektów. A jeżeli ktoś szuka czegoś więcej, w jaką zemście dokonywała Milly, niech się po seansie zastanowi się nad pluszowym misiem, który pełni w filmie bardzo zasłużoną rolę.

Screeny

HO, HARD REVENGE, MILLY a.k.a Hâdo ribenji, Mirî HO, HARD REVENGE, MILLY a.k.a Hâdo ribenji, Mirî HO, HARD REVENGE, MILLY a.k.a Hâdo ribenji, Mirî HO, HARD REVENGE, MILLY a.k.a Hâdo ribenji, Mirî HO, HARD REVENGE, MILLY a.k.a Hâdo ribenji, Mirî HO, HARD REVENGE, MILLY a.k.a Hâdo ribenji, Mirî HO, HARD REVENGE, MILLY a.k.a Hâdo ribenji, Mirî HO, HARD REVENGE, MILLY a.k.a Hâdo ribenji, Mirî HO, HARD REVENGE, MILLY a.k.a Hâdo ribenji, Mirî HO, HARD REVENGE, MILLY a.k.a Hâdo ribenji, Mirî HO, HARD REVENGE, MILLY a.k.a Hâdo ribenji, Mirî HO, HARD REVENGE, MILLY a.k.a Hâdo ribenji, Mirî

Zaloguj się aby móc oddać swój głos na film.
Plusy:

+ Miki Mizuno
+ finałowa scena
+ nie nuży
+ scenografia, lokacja

Minusy:

- nieodkrywczy scenariusz
- wtórne sceny walki
- muzyka

Na forum:

Podyskutuj o filmie tutaj: Forum HO

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -