Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Poster:HUMAN CENTIPEDE (FIRST SEQUENCE), THE

HUMAN CENTIPEDE (FIRST SEQUENCE), THE

Human Centipede, The

ocena:6
Rok prod.:2009
Reżyser:Tom Six
Kraj prod.:Wielka Brytania / Holandia
Obsada:Dieter Laser, Ashley C. Williams, Ashlyn Yennie, Akihiro Kitamura, Andreas Leupold, Peter Blankenstein
Autor recenzji:Drakul
Ocena autora:6
Ocena użytkowników:3.33
Głosów:3
Inne oceny redakcji:

Eksperyment medyczny przeprowadzany na ludziach jest klasyfikowany jako eksperyment leczniczy lub badawczy. Eksperymentem leczniczym jest wprowadzenie przez lekarza nowych lub tylko częściowo wypróbowanych metod diagnostycznych, leczniczych lub profilaktycznych w celu osiągnięcia bezpośredniej korzyści dla zdrowia osoby leczonej. Może on być przeprowadzony, jeżeli dotychczas stosowane metody medyczne nie są skuteczne lub jeżeli ich skuteczność nie jest wystarczająca. Natomiast eksperyment badawczy ma na celu przede wszystkim rozszerzenie wiedzy medycznej. Może być on przeprowadzany zarówno na osobach chorych, jak i zdrowych. Przeprowadzenie eksperymentu badawczego jest dopuszczalne wówczas, gdy uczestnictwo w nim nie jest związane z ryzykiem albo też ryzyko jest niewielkie i nie pozostaje w dysproporcji do możliwych pozytywnych rezultatów takiego eksperymentu (za: http://www.gazetaprawna.pl/encyklopedia/medycyna/hasla/336631,eksperyment_medyczny.html)

Pozwoliłem sobie posłużyć się we wstępie cytatem, aby położyć w miarę naukowe podwaliny pod wprowadzenie Was w klimat filmu. Jak więc widać, do czynienia mieć będziemy z eksperymentem medycznym dokonanym na ludziach. Zjawisko jest niemal tak stare jak medycyna, a już na pewno sięga daleko w pomroki dziejów. Bez eksperymentów nie byłoby rozwoju medycyny i niezależnie od protestów i oporów szerokich gremiów, które kładą odium na ich etyczno-moralną stronę (z uwagi na szerokie wykorzystywanie zwierząt jako obiektów badawczych), nic się w tej kwestii, moim skromnym zdaniem, jeszcze długo nie zmieni. Dopóki nie wyhodujemy sztucznych organizmów/organów, na których będziemy mogli przeprowadzać badania, bądź nie stworzymy doskonałego wirtualnego odwzorowania ludzkiego organizmu, dopóty będziemy skazani na toczenie ciężkich i z gruntu jałowych sporów o zasadność i moralność eksperymentowania na organizmach żywych. Jeśli więc uznamy, że tutaj sprawa jest w miarę jasna, to zupełnie czym innym jest celowość eksperymentu. Dopóki badamy dane zjawisko na gruncie naukowym, chcąc znaleźć rozwiązanie dla problemu medycznego, wszystko jest w porządku – gorzej, jeśli kierują nami zupełnie inne przesłanki, gdy chcemy sobie „poeksperymentować” i sprawdzić, co się stanie, gdy zszyjemy głowę gołębia z ciałem węża lub połączymy ludzkie ciało z dwiema głowami. Taka szarlataneria i brak poszanowania dla życia jako takiego to niezwykle mroczny aspekt dziejów ludzkiej medycyny, który od dawien dawna kryje się w cieniu tej oficjalnej i usankcjonowanej. Na tym jednak poprzestańmy – to w końcu recenzja, a nie esej o problematyce moralnej.

Cóż serwuje nam Tom Six? Mamy tu do czynienia z opowieścią o szalonym niemieckim naukowcu (dr Heiter), który, choć już na emeryturze, opętany jest jedną wizją: połączenia w jeden organizm trzech różnych ciał i stworzenia ludzkiego parecznika (wija). Próba podjęta na trzech psach zakończyła się wprawdzie sukcesem, ale nasz dzielny doktor chce połączyć ze sobą ludzi. W tym celu poluje na przypadkowe ofiary, usypia je i porywa do swojej odludnej willi, gdzie w czeluściach swojego laboratorium sprawdza ich zgodność biologiczną i predyspozycje do połączenia z innym organizmem. Pewnego wieczoru do jego domu trafiają dwie zmęczone i przemoczone amerykańskie turystki, które chcą prosić o pomoc w ściągnięciu służby drogowej, bo niedaleko stąd ich auto złapało gumę i obie zbłąkane duszyczki utkwiły same pośród głuszy. Nie trzeba mówić, jak wielką radość sprawiło to Herr Dohtorowi, któremu obiekty do badań same pchają się do łap. Po podaniu środka otępiającego (tzw. pigułki gwałtu) wlecze je do laboratorium i unieruchamia na szpitalnych łóżkach. Jest tam już porwany wcześniej kierowca ciężarówki, ale doktor stwierdza, że nie jest dobrą parą dla obu młodych dziewcząt, więc uśmierca go, a na jego miejsce znajduje porywczego Japończyka. Od tej chwili ma już wszystkie narzędzia do rozpoczęcia eksperymentu.

Przyznaję, że mam problem z tym filmem. Nie jest to horror w ścisłym znaczeniu tego słowa. Nie jest to także film grozy – jest to raczej hybryda, coś na pograniczu terapii szokowej i spektaklu odrazy, którego podstawowym celem jest wywołać wstrząs i obrzydzenie. Być może co wrażliwsi ludzie będą się wykręcać ze wstrętem na widok efektów eksperymentu dra Heitera, ale w moim odczuciu zabrakło tu tego, co tak doskonale i ze świetnym efektem uchwycili twórcy francuskiej szkoły grozy ostatnich lat: dosłowności. Owszem, mamy tu szalonego doktora, który ma wyraźnie zaburzone postrzeganie świata i wartości moralnych, ale film nie pcha tego szaleństwa ku krawędzi: zabrakło tu studium upokorzenia istoty ludzkiej, o co przecież w filmie chodzi, zabrakło także autentycznej grozy – przykro mi, ale nieustanne pochlipywanie i łkanie obu amerykańskich turystek oraz złorzeczenia Japończyka to za mało, aby odzwierciedlić dramat upokorzenia i pogwałcenia elementarnych praw istoty ludzkiej. Sądzę, że gdyby za film wzięli się Japończycy czy Francuzi, byłoby więcej momentów, gdy odwracalibyśmy twarz z autentycznym obrzydzeniem. Uważam, że w takich filmach właśnie o to chodzi: o wstrząs i potężną dawkę czegoś niecodziennego, co pozostawia w pamięci niezatarte wspomnienie. Zamiast tego film cały czas skupia się na lekarzu, który za wiele nie mówi, a całe swoje aktorstwo opiera na wykreowaniu postaci absolutnie odrażającej. Nie powiem, udaje się to Dieterowi Laserowi całkiem zgrabnie, ale chwilami jego postać wydaje się przerysowana: już jego wygląd zewnętrzny jest tak sugestywny, że nikt „normalny” nie chciałby mieć z nim do czynienia. Do tego dochodzi jego osobliwe zachowanie, które natychmiast gwarantuje, że nic dobrego nas z jego strony nie spotka. Szkoda jedynie, że za tym wszystkim nie pojawia się pogłębiona analiza samego doktora. Nie wiemy nawet, dlaczego tak bardzo zależy mu na stworzeniu ludzkiego wija – czy jest to potrzeba władzy i dominacji? Czy może mamy do czynienia z szaleńcem, który znajduje ukojenie w poczuciu bycia Stwórcą? Nasza mroczna i perwersyjna strona to zjawisko bardzo złożone i rad bym był, gdy Tom Six zaproponował na tym polu jakieś wyjaśnienia. Być może nastąpi to w kontynuacji filmu.

Kolejnym niewykorzystanym aspektem filmu są jednoznaczne i chwilami aż nazbyt widoczne nawiązania do dziedzictwa nazizmu, a ściślej niechlubnej karty, jaką III Rzesza zapisała w rozwoju medycyny. Aparycja i mentalność dr Heitera czynią z niego idealną personifikację nazistowskiego rzeźnika, który za nic ma ludzką godność i życie. Do swoich ofiar odnosi się z niemal ojcowską czułością, ale nie ma w tym uczuć – to raczej jego drugie ja, które każe mu roztkliwiać się nie nad istotą ludzką, ale nad obiektem eksperymentu, który ma mu dostarczyć doznań na poziomie duchowym. W tym względzie bardzo przypomina niesławnego Anioła Śmierci z Oświęcimia, dra Josefa Mengele, równie czule odnoszącego się do dzieci, na których później dokonywał potwornych eksperymentów i zabijał w sposób całkowicie beznamiętny. Samo nazwisko doktora także budzi pewne skojarzenia, choć może uznacie to za moją nadinterpretację: Heiter (ang. „hater”: osoba patologicznie nienawidząca innych, patrz: http://www.urbandictionary.com/define.php?term=hater), ale także, po wymianie kilku liter, Hitler. Nasz doktor staje się więc synonimem tego, co w narodzie niemieckim najbardziej wstydliwe i znienawidzone, również przez samych Niemców. Nie dowiadujemy się jednak nic o jego przeszłości lekarskiej oraz dokonaniach – wiemy jedynie, że jest uznanym chirurgiem.

Zdecydowanym plusem filmu jest na pewno jego minimalizm i surowość świata przedstawionego. Dramat dotyczy jedynie czterech osób (później sześciu, gdy do domu doktora wkracza policja) i rozgrywa się w zasadzie w jednym miejscu – domu dra Heitera. Jest to wprawdzie miejsce luksusowe, ale całkowicie pozbawione życia i sterylne – pokoje willi stanowią przedłużenie laboratorium. Biel ścian i nieskazitelna czystość są świadectwem charakteru samego doktora: to cecha często spotykana u wielu zbrodniarzy o wysokim poczuciu własnej wartości. Ich świat jest uporządkowany i idealny, nie ma w nim miejsca na chaos i niedopatrzenia. W filmie także niewiele się mówi. Jest to z pewnością wynik eksperymentu, który, jak zobaczymy, odbiera kilku dramatis personae możliwość artykułowania dźwięków, ale także zabieg celowy: umożliwia nam to podglądanie samego eksperymentu, a nie nurzanie się w sztuczne i płytkie dialogi, które nic nie wnoszą. Sam fakt, że film rozgrywa się, teoretycznie, w Niemczech, w połączeniu ze sterylnością willi przypominającej studio filmowe, przywodzi na myśl filmy pornograficzne, które poruszają tematy perwersji i zwyrodnień (żeby wspomnieć chociażby filmy typu „scat”). Nie jest to może szczególnie uwypuklone w filmie, ale myślę, że podsuwane tu skojarzenia umieszczono celowo, aby podlać ogólny klimat perwersji jeszcze pikantniejszym sosem. Każdy będzie to oczywiście widział inaczej, ale myślę, że kilka pokazanych w filmie zjawisk/scen będzie budzić dość jednoznaczne skojarzenia.

Na sam koniec powiem, że dość trudno jest ocenić, o co w filmie właściwie chodzi. Myślę, że podtytuł (Sekwencja pierwsza) stanowi sugestię, że to tylko początek i nie możemy spodziewać się wszystkich odpowiedzi od razu. Jeśli taki był zamiar, to nie mam nic przeciwko, tym bardziej, że zakończenie filmu jest wyraźnie otwarte. Film właściwie nie ma zakończenia jako takiego i to może pozostawiać spory niedosyt, ale ocenę tego stanu rzeczy pozostawiam widzom. Myślę także, że w filmie brakuje pociągnięcia tematu do prawdziwego ekstremum, o czym już pisałem. Jest to poważny mankament, przynajmniej dla mnie. Uchwycono tu klimat i atmosferę czegoś mrocznego i niepokojącego, ale zabrakło tego przysłowiowego kroku dalej. Zobaczymy, czy w kolejnej części reżyser zaprosi nas do świata medycznej perwersji, czy też nadal pozostaniemy jedynie w przedsionku piekła.

Screeny

HO, HUMAN CENTIPEDE (FIRST SEQUENCE), THE HO, HUMAN CENTIPEDE (FIRST SEQUENCE), THE HO, HUMAN CENTIPEDE (FIRST SEQUENCE), THE HO, HUMAN CENTIPEDE (FIRST SEQUENCE), THE HO, HUMAN CENTIPEDE (FIRST SEQUENCE), THE HO, HUMAN CENTIPEDE (FIRST SEQUENCE), THE HO, HUMAN CENTIPEDE (FIRST SEQUENCE), THE HO, HUMAN CENTIPEDE (FIRST SEQUENCE), THE

Zaloguj się aby móc oddać swój głos na film.
Plusy:

+ ciekawy i kontrowersyjny temat przewodni
+ umiejętne uchwycenie mrocznej natury człowieka i jego skłonności do perwersji
+ minimalizm i surowość świata przedstawionego
+ brak widocznych mielizn scenariusza i sztucznych dialogów o niczym

Minusy:

- zdecydowanie zabrakło pogłębienia ciekawie zarysowanego tematu
- za dużo sugestii, za mało wyjaśnień
- niewykorzystana postać głównego protagonisty
- dojmujący brak dosłowności przedstawianego tematu

Na forum:

Podyskutuj o filmie tutaj: Forum HO

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -