Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Poster:SURVIVAL OF THE DEAD

SURVIVAL OF THE DEAD

Survival of the Dead

ocena:3
Rok prod.:2009
Reżyser:George A. Romero
Kraj prod.:USA / Kanada
Obsada:Alan Van Sprang, Kenneth Welsh, Kathleen Munroe, Devon Bostick, Richard Fitzpatrick
Autor recenzji:Ireneusz Gajek
Ocena autora:3
Ocena użytkowników:2.67
Głosów:3
Inne oceny redakcji:

Dlaczego boimy się zombie? Powodów jest wiele, myślę jednak trzy z nich można uznać za najważniejsze. „Żywe trupy” uosabiają nasze, ludzkie lęki. Zdecydowana większość z nas boi się śmierci. Nie rozmawiamy o niej, w wielu społeczeństwach jest ona tematem tabu. Oglądane choćby w filmach Romero istoty niby ową śmierć pokonały, lecz przykłady zachowań filmowych czy literackich bohaterów pokazują, iż stan zawieszenia, w jakim zombie się znajdują, uznawany jest za decydowanie gorszy niż szybkie zejście. Potworne, agresywne i wciąż łaknące ludzkiego mięsa monstra symbolizują także nasz strach przed tym, co nieznane i niewytłumaczalne. Zarówno w powieściach, jak i filmach ich twórcy nie tłumaczą genezy powstania zombie. One się po prostu pojawiają. Wreszcie ludzkie obawy budzą także potwory będące odzwierciedleniem naszej zwierzęcej natury. Ich jedynym celem, irracjonalnym i nieświadomym, jest przeżycie. Kroczą przed siebie, by zabić kolejnego żywego i zaspokoić swój głód. Czy w pewnym sensie nie jest to także typowo ludzkie zachowanie? Nie potrafimy przecież żyć ze sobą w zgodzie i harmonii. Prowadzimy wojny, zarzynamy się i mordujemy często z bardziej błahych powodów, niż zaspokojenie swoich elementarnych potrzeb. Zombie są więc doskonałą metaforą nie tylko ludzkiego dążenia do samozagłady, lecz także mogą symbolizować najmroczniejsze skłonności człowieka.

Począwszy od słynnej „Night of the Living Dead” wczesne filmy Romero o zombie były nie tylko bardzo dobrymi horrorami, lecz także trafnymi komentarzami do negatywnych zjawisk, jakie zachodziły społeczeństwach zachodniego kręgu kulturowego. To wyróżniało amerykańskiego reżysera spośród innych twórców kręcących krwawe widowiska o żywych trupach. Jednak ostatnie filmy Romero, zwłaszcza „Diary of the Dead” oraz opisywany tutaj „Survival of the Dead”, to wręcz drastyczna obniżka artystycznych lotów.

W ciągu paru dni świat opanowany zostaje przez hordy bezwzględnych zombie. Stany Zjednoczone przestają działać jako zorganizowana społeczność, wszędzie panuje anarchia. Nawet wojskowi dezerterują ze swych jednostek i tworzą dobrze uzbrojone grupy zajmujące się rabunkiem. Bohaterami najnowszego filmu Romero jest taka właśnie czteroosobowa ekipa. Pod wpływem informacji znalezionych w Internecie żołnierze dowodzeni przez Sarge 'Nicotine' Crocketa postanawiają dostać się na jedną z wysp położonych niedaleko wybrzeży Stanów Zjednoczonych. Przypłynąwszy na Plum wojskowi szybko uświadamiają sobie, iż trafili z deszczu pod rynnę. Największym bowiem problemem dezorganizującym życie na wysepce wcale nie są grasujące tam hordy zombie, lecz dwa zwaśnione irlandzkie rody od pewnego czasu znajdujące się w stanie wojny.

Aż trudno uwierzyć, iż „Survival of the Dead” wyszedł spod ręki takiego specjalisty od horroru, jakim jest Romero. Już dawno bowiem nie widziałem filmu grozy tak nudnego, nieudolnie nakręconego i nielogicznego. W porównaniu z najnowszym obrazem autora „Night of the Living Dead” wszystkie kręcone w USA sequlele i remake’i to prawdziwe perełki sztuki scenariuszowej i operatorskiej. „Survival of the Dead” to stek fatalnie zmontowanych i nakręconych bzdur podlanych na dodatek jakimś pseudo filozoficznym bełkotem. Nie będę ich wszystkich wymieniał, bo nie w tym rzecz. Skupię się więc na najważniejszych.

Osią fabularną całego obrazu jest konflikt między, O'Flynnami a Muldoonami, dwiema rodzinami mieszkającymi na wyspie Plum. Wobec zagrożenia plagą nieumarłych rody przyjmują przeciwne stanowiska – jedni chcą eliminować zagrożenie, drudzy zaś w potworach nadal widzą ludzi, których po prostu trzeba leczyć. Dla nestora Muldoonów żywe trupy to sprawdzian, jakiemu ludzie poddani zostali przez Boga. Z drugiej jednak strony, niczym despota, bez cienia żalu szafuje życiem zarówno swoich podwładnych jak i ocalałych ze starcia z zombie, którzy przybywają na wyspę z kontynentu. W to wszystko wplątuje się czwórka żołnierzy. Ci jednak zamiast tworzyć zorganizowaną i zgraną grupę, szybko dają się rozproszyć i unieszkodliwić. W „Survival of the Dead” fatalnie również wypadają zaskakujące niby zwroty akcji oraz realizacyjna niechlujność. W tym pierwszym przypadku warto zwrócić uwagę na wątek córek-bliźniaczek jednego z bohaterów, w drugim zaś dzięki niedopatrzeniu montażystów można zauważyć, iż z perspektywy wzniesienia tereny niewielkiej wyspy ciągną się aż po horyzont, który wcale nie musi oznaczać ich krańców.

Powyższe uchybienia można by wybaczyć, gdyby najnowszy film Romero sprawdził się jako horror. W tym jednak elemencie „Survival of the Dead” poległ na całej linii. Ze względu na fatalne, momentami wręcz amatorskie, aktorstwo nie będzie nam dane przejąć się losem choćby jednego z bohaterów. W swoim filmie Romero nie podołał także jako twórca pełnych napięcia i grozy sekwencji. Nawet w tych mających największy potencjał emocjonalny, np. atak hordy zombie na coraz bardziej zdesperowanych bohaterów, widać twórcze i realizacyjne ubóstwo. Już dawno również nie widziałem tak słabo przedstawionych żywych trupów. Nie dość, że ich charakteryzację ograniczono do warstwy pudru na twarzy, to nawet jako stado zostali pozbawieni jakiejkolwiek grozy. Uzbrojeni po zęby bohaterowie, nawet ci nieobyci z bronią, pozbywają się nieumarłych z dziecinną łatwością. Na dodatek strasznie irytujące są sceny, w których ruszające się niczym muchy w smole potwory ni z tego, ni z owego nagle wyłaniają się z zza pleców której z postaci by ją szybkim ruchem ucapić zgniłymi zębami. Wymóg konwencji? A może próba wywołania lęku najbardziej prymitywnymi sztuczkami?

Romero doskonale zdaje sobie sprawę z tego, iż na całym świecie ma rzeszę oddanych mu fanów, którzy zobaczą każdy jego film. Kręci więc ich tyle, ile może. Jeszcze pochodzący sprzed pięciu laty „Land of the Dead” przekonywał zarówno interesującym przesłaniem, jak również świetną realizacją oraz całkiem niezłymi kreacjami Johna Leguizamo czy Dennisa Hoppera. Jednak w ostatnich dwóch produkcjach reżysera „Night of the Living Dead” nie ma już nic wartego uwagi. Są to filmy słabe, pozbawione pomysłu, koncepcji na wykonanie, a przede wszystkim coraz bardziej przypominające amatorskie produkcje video.

Screeny

HO, SURVIVAL OF THE DEAD HO, SURVIVAL OF THE DEAD HO, SURVIVAL OF THE DEAD HO, SURVIVAL OF THE DEAD HO, SURVIVAL OF THE DEAD HO, SURVIVAL OF THE DEAD

Zaloguj się aby móc oddać swój głos na film.
Plusy:

+ pomysł osadzenia akcji na wyspie
+ koncepcja bohaterów – dezerterów

Minusy:

- bardzo słaba historia
- idiotyczny i fatalnie zrealizowany pomysł ze sporem dwóch rodów
- zero napięcia, o strachu nie wspominając
- bardzo słabe zombie
- jakieś pseudo filozoficzne dyrdymały
- a przede wszystkim nuda, nuda, nuda...

Na forum:

Podyskutuj o filmie tutaj: Forum HO

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -