Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Poster:HARD REVENGE, MILLY: BLOODY BATTLE a.k.a Hâdo ribenji, Mirî:

HARD REVENGE, MILLY: BLOODY BATTLE a.k.a Hâdo ribenji, Mirî:

Hard Revenge, Milly: Blood Battle

ocena:6
Rok prod.:2009
Reżyser:Takanori Tsujimoto
Kraj prod.:Japonia
Obsada:Miki Mizuno, Rei Fujita, Mitsuki Koga, Masahiro Kômoto, Nao Nasasawa, Kazuki Tsujimoto
Autor recenzji:Adach
Ocena autora:6
Ocena użytkowników:--
Głosów:0
Inne oceny redakcji:

Pierwsza część dyptyku „Hard Revenge, Milly” przynosi krew, flaki, zgniliznę zindustrializowanego, upadłego społeczeństwa, odrobię scen walki. To wszystko zlepione szczątkową fabułą i tanimi efektami specjalnymi. Czego zatem można się było spodziewać w drugiej odsłonie? Zapewne dokładnie tego samego. Nie byłaby to jakaś wielka wada, aczkolwiek filmy tego typu w końcu mogą się najzwyczajniej w świecie znudzić. Tym bardziej że za efekty bardzo wielu takich japońskich produkcji odpowiada ten sam człowiek – orkiestra - Yoshihiro Nishimura. Na szczęście reżyser recenzowanego filmu, Takanori Tsujimoto, przez rok się czegoś nauczył i w 2009 roku spod jego ręki wyszedł obraz, który zawiera coś więcej. „Hard Revenge, Milly: Bloody Battle” to już nie tylko krew i flaki, ale także fabuła.

Jokohama w niedalekiej przyszłości. Powszechny dostęp do broni i brutalne gangi spowodowały rozpad struktur społecznych. To miasto, ale i cała Japonia to ruina i gruzowisko. Milly, której rodzinę zabiła jedna z szajek – bracia Jack, dokonała już swojej zemsty. Śmierć morderców nie przyniosła jej jednak pocieszenia. Żyje bez celu, zabija bez radości, ale nie dla pieniędzy. Pewnego dnia atrakcyjna dziewczyna o imieniu Hal prosi Milly o pomoc w odnalezieniu zabójców jej chłopaka, o pomoc w zemście. Na domiar złego dziewczyny zostają zaatakowane przez tajemniczą szajkę, która ma własne porachunki z Milly.


Rok wystarczył, aby Takanori Tsujimoto przemyślał swój debiut i nakręcił taki sam film, tylko lepszy. Przychodzi mi na myśl Shinya Tsukamoto i jego obie części „Tetsuo”. Właściwie mamy bardzo podobną zależność. Nie twierdzę, że poziom obu dyptyków jest porównywalny, bo to nie prawda. Łączy je jednak cyberpunkowa estetyka. Przy czym „Tetsuo” to jeden z najważniejszych obrazów tego nurtu, natomiast „Milly” zaledwie wplata liczne jego elementy. Innym łącznikiem obu dyptyków jest fakt, że pierwsze części właściwie pozbawione są fabuły, podczas gdy sequele mają już rozbudowane scenariusze. Choć w przypadku „Tetsuo” raczej nie wyszło to na dobre. Różnic jest oczywiście znaczna ilość. Do najważniejsze z nich należy fakt, że druga odsłona „Hard Revenge, Milly” jest kontynuacją, podczas gdy sequel „Tetsuo” nie ma powiązań fabularnych z „jedynką”.

Fabuła „Bloody Battle” czerpie nie tylko z kina postapokalipsy, ale także z cyberpunka, w szczególności znajdując pierwowzory w „Tetsuo” i „Mad Max”. Z cyklem zapoczątkowanym przez George'a Millera łączy dyptyk wizja nowego świata, który nastał właściwie od razu po zniszczeniu starego porządku, miejsca wszechogarniającego deficytu. W „Mad Max” to nie tylko paliwo, ale także rozpad cywilizacji oraz pojawiające się nowe normy i prawa dyktowane przez liderów grup. Podobnie jest w „Milly”. Oczywiście wyłączając lokację i brak energii. Świat recenzowanego filmu to miasto opanowane przez gangi, ale koegzystujące z osobnikami im potrzebnymi, takimi jak handlarze bronią, lekarze. Czy istnieje jakieś prawo? I czy istnieje policja je egzekwująca? A może wspólne prawo ulicy? Pierwsza część dyptyku wyraźnie temu zaprzecza, druga też, ale w pewnym momencie pojawia się coś na kształt policji, a może to milicja jednego z gangów? Fabuła tego wystarczająco niestety nie wyjaśnia? Takich luk w scenariuszu jest sporo. Niestety na tyle dużo, że przypomina on szwajcarski ser. Mimo tego dynamiczna fabuła z mnogością walk może się podobać. W odróżnieniu od „jedynki” nie jest ona liniowa. Właściwie od początku widzimy, że jest coś więcej. Twórcy postawili obok siebie dwie kobiety – Milly – doskonała mścicielka, chłodna i wyrachowana, w płaszczu doskonale zakrywającym jej ciało. Co warto nadmienić w połowie składające się z metalowych części zamiennych, a właściwie różnego typu przyrządów wspomagających jej mordercze umiejętności. Co innego Hal – odziana raczej skromnie. Z czasem ilość materiału na jej ciele maleje. Dzięki temu dobrze widać jej ramiona z zaledwie jednym większą raną, a właściwie zadrapaniem i długimi nogami. To postać bardzo kobieca, ogarnięta emocjami – utraconą miłością, zupełnie niepasująca do filmowej rzeczywistości. Do tego dochodzi tajemnicza szajka, na której czele stoją dwaj bracia, także od siebie bardzo odmienni. Właśnie te dwie pary to jedno z podobieństw do „Tetsuo”, w którym jednym z motywów jest przemiana człowieka w metal, jego dehumanizacja. Pojawia się zatem pytanie, czy Milly, była kiedyś taka jak Hal? Czy to właśnie taka przemiana? Takie odczłowieczenie?

Fabuła sequela jest znacznie bardziej rozbudowana, ale nie tylko ona to pozytywny postęp. W pierwszej odsłonie pokazano właściwie tylko fakturę ruin miasta oraz pomieszczenia budynków. W części drugiej obraz miasta jest już bardziej pełny. Widać dokładniej kilka jego części. Aczkolwiek one mają tylko tworzyć tło, tworzyć odpowiedni „klimat” pod fabułę, czyli nie spodziewajcie się budynków w całej okazałości. Twórcy wręcz z rozmysłem epatują tłem, jako właściwie formą statycznego obrazu. Dobitnym przykładem tego jest pojawiający się samolot, który nisko przelatuje nad budynkami. A właściwie szybuje tak nienaturalnie wolno, że powinien się rozbić. Trochę niepotrzebnie wpleciono widok drzew. W pierwszej części ich nie było, druga również mogła się bez tego obyć. Jeszcze jeden element znacznie się poprawił – ścieżka dźwiękowa. Tym razem obraz jest wzbogacony przez muzykę w stylu ambient, która znakomicie wpasowuje się nie tylko w szczegóły fabuły i sceny walki, ale także w nieco surrealistyczną otoczkę post apokaliptycznego miasta.

„Hard Revenge, Milly: Bloody Battle” to jednak przede wszystkim gore, czyli krew oraz odcinanie kończyn obowiązkowo i to w znacznej ilości. Sequel jest o pół godziny dłuższy. Czas ten poświęcono właściwie przede wszystkim na bogatszą fabułę. Walki nie ma specjalnie więcej. Broń – gadżety – czyli sposoby zabijania są na szczęście inne, ale niestety nadal nie dorównują tym z „Machine Girl”, Samurai Princess”, czy „Tokyo Girl Police”. A należy pamiętać, że za wszystkie efekty w tych wszystkich filmach odpowiadał talent Yoshihiro Nishimury. W jakim stopniu pomysły na zabójcze gadżety, a czasem powiązaną z nimi choreografią walk to jego dzieło? Trudno określić.

Sequel właściwie we wszystkich elementach jest lepszy or „jedynki”. Jedynym wyjątkiem jest gra aktorska. Tym razem większa ilość dialogów i aktorów sprawiła, iż nie do końca Takanori Tsujimoto poradził sobie z reżyserią. Aktorzy nie do końca przekonują, Miki Mizuno (Milly) wypadła przeciętnie, choć to nie do końca jej wina, bo wypowiada więcej słów, ale niestety dialogów nie poprawiono. Nadal są niezbyt inteligentne – delikatnie mówiąc. Choć trzeba przyznać, że ze swoją rolą znakomicie poradziła sobie Nao Nasasawa jako Hal. Mimo iż jej strój zbyt wiele nie odkrywa, to epatuje z niej kobiecy seksapil. Wszystko to dzięki znakomitemu wykreowaniu mowy ciała.

„Hard Revenge, Milly: Bloody Battle” to film przeznaczony dla fanów japońskiej ekstremy, kina śmieciowego, zrobionego za niewielkie pieniądze. Ciekawy i dynamiczny obraz, ale zaledwie drugiej kategorii. Raczej nie należy poszukiwać jakiś nowatorskich scen walk i gadżetów. Z niestety przewidywalną od pewnego momentu fabułą. Choć trzeba przyznać, że twórcy ciekawie rozwiązali motyw zemsty. Nie spodziewajcie się jednak, że tym samym odkryli przed wami jedną z tajemnic ludzkości. Na szczęście.

Screeny

HO, HARD REVENGE, MILLY: BLOODY BATTLE a.k.a Hâdo ribenji, Mirî: HO, HARD REVENGE, MILLY: BLOODY BATTLE a.k.a Hâdo ribenji, Mirî: HO, HARD REVENGE, MILLY: BLOODY BATTLE a.k.a Hâdo ribenji, Mirî: HO, HARD REVENGE, MILLY: BLOODY BATTLE a.k.a Hâdo ribenji, Mirî: HO, HARD REVENGE, MILLY: BLOODY BATTLE a.k.a Hâdo ribenji, Mirî: HO, HARD REVENGE, MILLY: BLOODY BATTLE a.k.a Hâdo ribenji, Mirî: HO, HARD REVENGE, MILLY: BLOODY BATTLE a.k.a Hâdo ribenji, Mirî: HO, HARD REVENGE, MILLY: BLOODY BATTLE a.k.a Hâdo ribenji, Mirî: HO, HARD REVENGE, MILLY: BLOODY BATTLE a.k.a Hâdo ribenji, Mirî: HO, HARD REVENGE, MILLY: BLOODY BATTLE a.k.a Hâdo ribenji, Mirî: HO, HARD REVENGE, MILLY: BLOODY BATTLE a.k.a Hâdo ribenji, Mirî: HO, HARD REVENGE, MILLY: BLOODY BATTLE a.k.a Hâdo ribenji, Mirî: HO, HARD REVENGE, MILLY: BLOODY BATTLE a.k.a Hâdo ribenji, Mirî:

Zaloguj się aby móc oddać swój głos na film.
Plusy:

+ post apokaliptyczny klimat
+ scenografia, lokacja
+ krew
+ fabuła
+ muzyka
+ praca kamer

Minusy:

- scenariusz
- przewidywalność
- wtórność

Na forum:

Podyskutuj o filmie tutaj: Forum HO

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -