Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Poster:MUMMY, THE (Mummy, The)

MUMMY, THE (Mummy, The)

Mumia

ocena:8
Rok prod.:1999
Reżyser:Stephen Sommers
Kraj prod.:USA
Obsada:Brendan Fraser, Rachel Weisz, John Hannah, Arnold Vosloo, Kevin J. O'Connor, Oded Fehr, Erick Avari
Autor recenzji:Drakul
Ocena autora:8
Ocena użytkowników:6.67
Głosów:6
Inne oceny redakcji:

Nazwa mumia, jak podają źródła, wywodzi się z arabskiego słowa „mumija”, które tłumaczy się jako „smoła”. Mumie to zabalsamowane ludzkie zwłoki, które nie ulegają rozkładowi i zdolne są przetrwać wiele wieków, nawet głęboko pod ziemią. Sprzyjają temu oczywiście warunki środowiskowe, np. bardzo suche powietrze lub, jak w przypadku mumii znalezionych poza Egiptem, tereny bagniste czy górskie, gdzie powietrze jest rozrzedzone. W powszechnym pojęciu mumifikacja kojarzy się przede wszystkim z Egiptem i faraonami, gdzie znaleziono ich stosunkowo najwięcej (chociaż coraz więcej znajduje się dziś w Ameryce Południowej, na terenach dawnego państwa Inków). Z uwagi na fakt, że mumifikowano tam niemal wyłącznie ludzi pochodzenia arystokratycznego, a przede wszystkim faraonów i wysokich dostojników, mumie otacza aura dostojeństwa i swoistej potęgi. Najciekawsze są jednak nie same mumie, które odnaleziono, ale przekazywane od dawna plotki o rzekomych klątwach czyhających na tych, którzy bezczeszczą miejsce spoczynku faraona czy innego dostojnika dworskiego. Najsłynniejszą klątwą była bodaj opowieść o grobowcu Tutanchamona, odkrytym przed Brytyjczyka, lorda Carnavona. Ten archeolog-amator zmarł po kilku dniach ciężkiej choroby w Kairze na zapalenie płuc – i to jeszcze przed otwarciem sarkofagu! Legenda głosi, że w tej samej chwili na całym świecie zgasło światło, a wierny pies Carnavona, przebywający wówczas w posiadłości w Anglii, nagle zdechł. No i jak tu nie wierzyć w klątwy?

Nie ukrywam, że kusiło mnie, aby nie starać się streszczać fabuły filmu, a skupić się przede wszystkim na jego walorach. Kierowało mną przekonanie, że trudno byłoby po 11 latach znaleźć wielbicieli kina, a szczególnie szeroko pojętego kina grozy, którzy nie znają tego tak wszak słynnego dzieła Sommersa. Dla tych jednak maruderów, którzy z jakiegoś przedziwnego powodu, a może pod wpływem klątwy rzuconej przez mściwego egipskiego kapłana, nie zdążyli po dziś dzień zapoznać się z omawianym filmem, zamieściłem poniżej krótkie omówienie fabularne.

Film jest klasyczną liniówką, która została jednak pocięta na części, aby sprawiać wrażenie złożoności i większego pogmatwania – zabieg typowy dla amerykańskich produkcji przeznaczonych na rynek masowy i obliczonych na sukces kasowy, którego celem jest przyciągnięcie jak największego spektrum widzów. Oś fabularna kręci się wokół osoby kapłana Imhotepa, władcy miasta umarłych (Hamunaptra), który dopuścił się świętokradztwa, dotykając nałożnicy faraona Setiego I (autentyczny faraon z XIX dynastii, którego mumię odnaleziono w 1881 roku), Anck Su Namun – złamał tym samym zakaz ustanowiony przez samego faraona. Zaskoczeni przez Setiego w komnacie, Imhotep i Anck Su Namun mordują faraona. Imhotep przysięga swej ukochanej, że wskrzesi ją z zaświatów. Anck Su Namun odbiera sobie życie chwilę później, a Imhotepa i jego kapłanów czeka o wiele gorszy los: kapłani zostają zmumifikowani żywcem, natomiast udziałem samego najwyższego kapłana staje się straszliwy rytuał Hom-Dai, który sprawia, że duch Imhotepa nie zazna spokoju, zawieszony pomiędzy życiem a śmiercią. Specjalnie wybrani strażnicy, Medjai, mają czuwać, aby nikt nie wskrzesił kapłana. Po tym wstępie film rzuca nas kilkanaście wieków do przodu, do roku 1926. Tu poznajemy awanturnika O'Connella, który w czasie walk w Egipcie przypadkowo odkrywa Miasto Umarłych, Hamunaptrę, oraz bibliotekarkę, zapaloną egiptolożkę, Evelyn Carnahan (w jej nazwisku możemy dostrzec nawiązania do słynnego i wspominanego wyżej lorda Carnavona, choć może to być tylko moja nadinterpretacja). Los połączy ich ścieżki, gdy brat Evelyn, Jonathan, trafi na targowisku na starożytny artefakt, który z czasem okaże się kluczem do sarkofagu Imhotepa. Wiele więcej powiedzieć już nie mogę, ale gwarantuję, że wypadki będą rozgrywać się niezwykle szybko i ciężko będzie złapać oddech.

Film Sommersa należy do gatunku doskonale zrealizowanej pulpy, która nie oferuje przeżyć wyższego rzędu i powstała wyłącznie z myślą o dostarczaniu rozrywki. Nie znajdziemy tu ani zbytniego natłoku faktów, ani logiki, a już na pewno nie znajdziemy się na uczcie intelektualnej, która pozostawi nas w otępieniu przez najbliższe kilka dni. Od samego początku film bombarduje nas tym, co w nim najbardziej rozdmuchane – efektami specjalnymi. Dziś mogą one nieco bawić, bowiem widać w nich niedoróbki, ale pamiętajmy, że był to rok 1999, a era pełnej cyfryzacji dopiero się czaiła się za rogiem. Z tego względu niektóre z tych efekciarskich zagrywek to wyprawa w przeszłość do czasów, gdy na efektach nie oszczędzano, chcąc od pierwszego kadru znokautować widza oszałamiającymi i zapierającymi dech w piersiach obrazami. Nieskromnie powiem, że widziałem ten film w roku, gdy go wyprodukowano i przyznam się otwarcie, że w owym czasie takie efekty literalnie ścinały z nóg. Ledwie miesiąc po Mumii dostaliśmy przecież niesamowity pokaz tego, co kino miało nam do zaoferowania u progu XXI wieku – Matrixa, a ja po tym filmie długo nie wstawałem z podłogi. Niech więc ci, którzy zechcą utyskiwać na jakość efektów u Sommersa wezmą łaskawie pod uwagę, że na tamte czasy była to wysoka półka.

Cóż więc jest takiego atrakcyjnego w filmie, który raczej nas odmóżdży niż dostarczy przeżyć natury duchowej? Myślę, że Mumia to taki zgrabny produkcik, który puszcza oko do zarówno do tych, którzy wiedzą, że Egipt to nie tylko mumie, klątwy i piramidy, ale także niesamowicie bogata kultura i historia, bez której nasza wiedza o świecie długo by jeszcze raczkowała, oraz do tych, którzy idą do kina z popcornem w kuble, chcąc się świetnie bawić. W tym filmie nic nie jest do końca serio. Pominąwszy już samą fabułę, która chwilami aż ocieka absurdem i niemal rozpada się na kawałki pod naporem elementarnej logiki, także zachowania bohaterów, a nade wszystko wymieniane między nimi dialogi to farsa pierwszej wody. Zarówno postaci, jak i wypowiadane przez nich kwestie, to istny festyn sztuczności i nieprawdopodobieństwa. Chwilami ma się wręcz wrażenie, że w postaciach z animacji jest więcej autentyzmu niż w którejkolwiek bohaterze filmu Sommersa. Na tym jednak polega ten trik – to tak właśnie ma być. Film nie ma pretensji do czegokolwiek i myślę, że reżyser byłby szaleńcem, gdyby starał się takim „dziełem” wstrząsnąć posadami egiptologii i całego przemysłu filmowego. W takiej konwencji wszystko jest zabawą i ani na chwilę nie możemy o tym zapomnieć. Natężenie niemożliwości jest tu bowiem tak duże, że starczyłoby nie tylko na zanegowanie teorii ewolucji, ale także implozję całego Wszechświata. Osią przewodnią jest akcja, która napędza cały film, pędząc niczym lokomotywa przed siebie. Takiemu sposobowi przedstawiania fabuły towarzyszy, oczywiście, bombastyczność – gonitwy, strzelaniny, bijatyki, pojedynki, karkołomne skoki po czym się da, czy wybuchy, bez których nie sposób wyobrazić sobie wielkiej, amerykańskiej produkcji. Najważniejszy jest tu jednak Imhotep, który po uwolnieniu z sarkofagu zaczyna odzyskiwać moc. Największy nacisk techniczny położono więc na pokaz jego niezwykłych umiejętności i przyznać trzeba, że nikt tu nie skrewił. Spece od efektów specjalnych popisali się zarówno umiejętnościami, jak i wyobraźnią – niektóre z pokazów potęgi najwyższego kapłana pamiętałem jeszcze po jedenastu latach, choć przed napisaniem tej recenzji obejrzałem film ponownie.

Filmowi nie można odmówić specyficznego, dusznego i awanturniczego klimatu. Jest tu wszystko to, co przeciętny widz, niewiedzący wiele o starożytnym Egipcie, wyobraża sobie na jego temat – pustynia, mumie, strażnicy grobowca, skarabeusze, nomadzi, przysypane piaskiem budowle i ten jakże charakterystyczny (i zupełnie autentyczny!) zgiełk i harmider, który stanowi koloryt i urok wszystkich niemal krajów regionu Bliskiego Wschodu. Połączenie tej bliskowschodniej atmosfery i głównych bohaterów, którzy bez wytchnienia gnają przed siebie, czy to uciekając przed Imhotepem, czy też goniąc jakichś złoczyńców, od razu przywodzi na myśl Indianę Jonesa, któremu Sommers składa w tym filmie wielki ukłon. Co więcej, oglądając film dziś, nie sposób oprzeć się wrażeniu, że walka z ożywionymi strażnikami Imhotepa w podziemiach Hamunaptry, którzy nacierają na naszych bohaterów pięknym, zwartym szykiem, przywodzi na myśl animację piratów z pokładu Czarnej Perły w Piratach z Karaibów: Klątwa Czarnej Perły. Ich toporne ruchy, a zwłaszcza fizjonomie, to zapowiedź tego, co czekać nas miało we wspaniałej trylogii pirackiej Verbinskiego. Wielkim atutem filmu jest fakt, że opowieści o mumiach nie jest znów tak wiele, a spośród tych ambitniejszych należy wymienić film o tym samym tytule z 1932 roku (Karla Freunda), do którego Sommers dość otwarcie nawiązuje fabularnie – Imhotepa grał sam Boris Karloff! Jak już wspomniałem, film Sommersa nie jest żadną miarą produkcją ambitną fabularnie, ale z całą pewnością zapisał się w historii kina umiejętną rewitalizacją motywu mumii i klątw związanych ze starożytnym Egiptem.

Na sam koniec warto zaznaczyć, że film praktycznie wcale nie sięga po jakąś szczególnie poważną grozę. Owszem, jest tu masa elementów czy zjawisk, które są jednoznacznie straszne, ale nikt tu z tego powodu nie skuli się w fotelu. Groza podawana jest tak, jak robi się w to w filmach przygodowych, gdzie strach jest raczej odgrywany, niż odczuwany. Chwilami porównałbym to wręcz do przygód z duchami, jakie były udziałem Scoobiego-Doo, bo nie ma możliwości, aby przestraszyć się tego, co zobaczymy na ekranie. Zdajemy sobie oczywiście sprawę, że w rzeczywistości nikt by tego nie przeżył i o to właśnie chodzi – to jest fikcja, gdzie widz od razu zgadza się na to, że zrobią z niego głupka, bo inaczej nie przyszedłby w ogóle do kina. Mumia okazała się być początkiem trylogii. Kolejna część, Mumia powraca powstała już dwa lata później i okazała się jeszcze większym sukcesem komercyjnym – chodzi w niej z grubsza o to samo, tyle że bombastyczności i lukru jest tu znacznie więcej. Natomiast całkowitym niewypałem stała się część trzecia – Mumia: Grobowiec Cesarza Smoka – zgodnie uznana za najsłabszą część cyklu, gdzie do ledwie trzymającej się kupy i niezwykle prostackiej fabuły dodano jeszcze Jeta Li, który robi tu to samo co w większości innych filmów, w których zdążył zagrać: jest elementem ekspozycji. Tym samym można zrekapitulować opowieść o Mumii stwierdzeniem, że cykl zapowiadał się dobrze i miał zadatki na stanie się pierwowzorem znakomitej i wspomnianej tu już trylogii pirackiej Verbinskiego, ale gdzieś na wysokości części nr 3 zgubiono sens snucia tej opowieści – przeniesienie akcji z piasków Egiptu do śnieżnych Chin było zgubne. Zdaję sobie sprawę, że nie sposób wskrzesić po raz trzeci tego samego kapłana, ale może po prostu należało poprzestać na dwóch odsłonach?

Tak czy inaczej, Mumia to naprawdę dobre i wysoce rozrywkowe kino, które umiejętnie miesza ze sobą elementy przygodowe, komediowe, pastiszowe, posypując to odrobiną piasku z Egiptu i przyprawiając bardzo umownie traktowanymi elementami horroru. W efekcie nie sposób nie bawić się dobrze. Jeśli ktoś chciałby zatem zapytać, dlaczego nie dałem filmowi chociaż dziewięciu czaszek, mam tylko jedną odpowiedź: to tak jakby dać promocję do następnej klasy za samo tylko przychodzenie do szkoły. Gdyby to wszystko było odrobinę bardziej serio, nie wahałbym się ani chwili.

Screeny

HO, MUMMY, THE (Mummy, The) HO, MUMMY, THE (Mummy, The) HO, MUMMY, THE (Mummy, The) HO, MUMMY, THE (Mummy, The) HO, MUMMY, THE (Mummy, The) HO, MUMMY, THE (Mummy, The)

Zaloguj się aby móc oddać swój głos na film.
Plusy:

+ świetny klimat i duszna, hałaśliwa atmosfera Egiptu
+ doskonałe zdjęcia i niesamowite efekty specjalne
+ bardzo wysoki pierwiastek rozrywkowy, który nie pozwala się nudzić ani przez chwilę
+ wartka i bardzo dynamiczna akcja
+ Imhotep i jego moce
+ nie ma wielu filmów o mumiach, które da się wymienić jako warte uwagi

Minusy:

- szkoda, że to nie jest chociaż trochę bardziej serio
- niektóre rozwiązania akcji są już tak nieznośne ograne, że chce się krzyczeć

Na forum:

Podyskutuj o filmie tutaj: Forum HO

Ciekawostki:

Zobacz ciekawostki do filmu

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -