Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Poster:NOROI THE CURSE a.k.a Noroi

NOROI THE CURSE a.k.a Noroi

Noroi the Curse

ocena:8
Rok prod.:2005
Reżyser:Kôji Shiraishi
Kraj prod.:Japonia
Obsada:Jin Muraki, Rio Kanno, Tomono Kuga, Maria Takagi, Angâruzu
Autor recenzji:Ireneusz Gajek
Ocena autora:8
Ocena użytkowników:8.33
Głosów:3
Inne oceny redakcji:

Paradoksalne to, ale lubimy się bać. Strach kojarzony jest jednoznacznie negatywnie, jednak podczas seansów horrorów bardzo często sale kinowe zapełnione są do ostatniego miejsca. Wzdrygamy się, zamykamy oczy, zdarza nam się nawet wstrzymać na długo oddech. Nie zmienia to faktu, iż podczas premiery kolejnego „straszaka” znowu zasiadamy w ciemnym kinie. Producenci robią wszystko, by przypodobać się jak największej rzeszy widzów. Straszą nas nie tylko najróżniejszego sortu mniej lub bardziej materialnymi stworami, lecz także prześcigają się w pokazywaniu wymyślnych aktów przemocy tudzież jej skutków w postaci wypatroszonych ciał i lejącej się zewsząd posoki. Na szczęście niektórym twórcom kina grozy zależy na tym, aby przekonać do siebie nie tylko rozwrzeszczanych nastolatków, lecz także dojrzalszych odbiorców, oczekujących od filmu intrygującej historii oraz subtelnie wpływającej na ich emocje atmosfery. Niewątpliwie należą do nich filmowcy, którzy wymyśloną przez siebie opowieść postanowili opakować w quasi dokumentalną formę. Pragnęli, aby nasze „zawieszenie niewiary”, najistotniejszy przecież czynnik w odbiorze kina fantastycznego, dokonało się wręcz automatycznie. Kilku filmowcom, jak chociażby Myrickowi i Sánchezowi w „Blair Witch Project” czy Balagueró i Plazie w „[REC]”, udało się to znakomicie. Interesująco w tej konwencji zaprezentowali się również John Erick Dowdle w „Poughkeepsie Tapes” oraz Oren Peli w „Paranormal Activity”. Jak na tym tle (anglosaskim) wypada (japoński) Kôji Shiraishi ze swoim „Noroi”? Ujmując rzecz najkrócej, rewelacyjnie!

Kluczowym zabiegiem formalnym zastosowanym w japońskim horrorze „Noroi” jest chwyt potocznie nazywany „filmem w filmie”. Dzięki temu możemy zobaczyć fikcyjny dokument „Klątwa” będący ostatnią produkcją zaginionego w tajemniczych okolicznościach Masafumi Kobayashiego, dziennikarza zajmującego się badaniem zjawisk nadprzyrodzonych. Początkowo widzimy, jak reporter wraz z operatorem, przygotowując dla swej redakcji kolejny materiał, przypadkowo wpada na trop ściśle ze sobą powiązanych bardzo tajemniczych i budzących grozę zdarzeń. Kiedy postanawia zgłębić sprawę, jej najważniejsi bohaterowie nagle zaczynają umierać albo znikać. Widząc, iż przerażeni ludzie zaczynają się zwracać do niego o pomoc, Kobayashi zaczyna coraz bardziej emocjonalnie angażować się w reportaż. Wreszcie odkrywa, iż śmierć kilkorga postaci oraz strach kilku kolejnych ma jakiś związek z zatopioną przed kilkunastu laty wioską. Bohater wraz z nieodłącznym operatorem oraz dwojgiem innych zaangażowanych w sprawę ludzi postanawia spotkać się z byłymi mieszkańcami wsi. Od tego momentu wydarzenia nagle nabierają szaleńczego tempa. Kobayashi zbyt późno uświadamia sobie także, iż przestał być obserwatorem dziejącej się wokół niego makabry, a stał się głównym wrogiem stojących za nią sił.

Po sensie „Blair Witch Project” stwierdziłem, iż podobny eksperyment udać się może tylko raz. W pewnym sensie miałem rację, bo ani znakomity „[REC]”, ani na swój sposób intrygujący „Paranormal Activity” nie straszyły tak jak obraz Myricka i Sáncheza. To co nie udało się Amerykom, kapitalnie wyszło Japończykom. Oglądając najróżniejsze horrory, już dawno tak nie emocjonowałem się żadnym jak „Noroi” Kôji Shiraishi. Jeszcze kilka godzin po sensie ten japoński film nie tylko zaprzątał moją uwagę, lecz wręcz wpływał na moje postrzeganie rzeczywistości. Jak jego autorom udało się tego dokonać?

Wszystkie horrory będące dokumentalnym zapisem jakichś niezwykle makabrycznych wydarzeń wpływają znacząco na ich odbiór. W dużym stopniu manipulują naszą recepcją, ponieważ zakodowane mamy, iż filmy dokumentalne nie są artystyczną kreacją, lecz wiernym zapisem autentycznych wypadków. Nic więc dziwnego, iż nawet podchodząc do nich z dużym dystansem, dzięki zastosowaniu konwencji dokumentu, a co za tym idzie najprostszych, bardzo wiarygodnych środków filmowych, z łatwością dajemy się oszukać i przekonać do tego, iż oglądamy perypetie prawdziwych ludzi.

„Klątwa” jest filmem, który w zagadkowych okolicznościach trafił do redakcji głównego bohatera zaraz po jego zaginięciu. Zostajemy poinformowani, iż obejrzymy całą produkcję Kobayashiego, bez żadnych cięć redakcyjnych. Początkowo nic nie zapowiada, iż będziemy mieli do czynienia z mrożącą krew w żyłach historią. Pozornie nic niemające ze sobą wspólnego początkowe fragmenty reportażu pokazują ludzi przekonanych, iż wokół nich dzieją się tajemnicze i niewytłumaczalne logicznie rzeczy. Wierzymy im na słowo, filmowy przekaz bowiem autorstwa Kobayashiego jest bardzo wiarygodny. Od czasu do czasu nasza ciekawość podsycana jest jeszcze nagranymi na taśmę filmowa nieprzyjemnymi dźwiękami oraz bardzo krótkimi ujęciami przedstawiającymi postacie, które w rzeczywistości istnieć nie mogą. Prawdziwy horror zaczyna się dopiero w drugiej części filmu, kiedy demoniczne siły z coraz większą mocą napierają na swe ofiary. Azjaci jednak w swoich produkcjach grozy nie próbują nas zaszokować gigantyczną ilością przemocy ani wypryskującymi z ludzkich ciał wnętrznościami. Kôji Shiraishi postawił przede wszystkim na stworzenie atmosfery zagrożenia, suspens oraz wiarygodne kreacje aktorskie. Klimat budują także, co prawda nie nowatorskie, bo zastosowane już w wielu quasi dokumentalnych filmach, zdjęcia charakteryzujące się pozornie niedbałą konstrukcją kadru, chwiejnością naprędce kręconych ujęć czy wykorzystaniem niedoskonałości technicznych sprzętu dziennikarskiego. W „Noroi” istotnym elementem wpływającym na taki a nie inny odbiór filmu ma muzyka. Nie stanowi ona tylko i wyłącznie tła dla dziejących się na ekranie wydarzeń, lecz także nienachalnie wpływa na ich odbiór przez widzów. Momentami jest to kilka składających się na minimalistyczny ambient dźwięków, innym razem mamy do czynienia z dynamiczną, mającą za zadanie „podkręcić” atmosferę zagrożenia melodią.

Czy „Noroi” Kôji Shiraishi poza atrakcyjnie podaną historią o duchach zawiera inne treści, sytuujące japoński dreszczowiec w jakimś pozafilmowym kontekście? Wydaje mi się, iż reżyser chciał zwrócić uwagę widzów na pustkę duchową i intelektualną, jaka toczy dzisiaj młodych Japończyków. Filmowej opowieści o Kagutabie można nadać szersze znaczenie, mianowicie może być ona interpretowana jako historia o wpływie wiekowej tradycji na życie współczesnych obywateli wysokorozwiniętego państwa. Okazuje się, iż jego młodzi mieszkańcy nie tylko nie potrzebują przeszłości, lecz także nie radzą sobie z jej ingerencją w ich życie. Bardzo pochopnie jako drogę ucieczki od wszelakich problemów Japończycy wybierają samobójstwo, które na dodatek często ma charakter aktu zbiorowego. Shiraishi zwraca także uwagę na to, iż we współczesnej Japonii sferą duchowości zawładnęła telewizja z jej skłonnością do tworzenia ze wszystkiego wrzaskliwego show. W fikcyjny dokument Kobayashiego wpleciono fragmenty teleturnieju, w którym uczestnikami są dzieci posiadające zdolności parapsychiczne. Niewytłumaczalne, irracjonalne i mające nieraz skomplikowane znaczenie zjawiska komentowane są przez zdziecinniałych idoli nastolatków oraz nadekspresyjną prezenterkę.

Aż dziwne jest, iż o wielu produkcjach grozy aż huczy w Internecie i prasie branżowej, a o „Noroi” trudno gdziekolwiek znaleźć jakieś informacje. Nie zmienia to faktu, iż na tle amerykańskich czy europejskich horrorów produkcja Kôji Shiraishi jest prawdziwą perłą. Nie tylko straszy, intryguje i porusza przejmującą historią, lecz także zmusza do refleksji nad znaczeniem tradycji w życiu człowieka i jej roli w kształtowaniu zarówno kręgosłupa moralnego, jak również więzi społecznych.

Screeny

HO, NOROI THE CURSE a.k.a Noroi HO, NOROI THE CURSE a.k.a Noroi HO, NOROI THE CURSE a.k.a Noroi HO, NOROI THE CURSE a.k.a Noroi HO, NOROI THE CURSE a.k.a Noroi HO, NOROI THE CURSE a.k.a Noroi HO, NOROI THE CURSE a.k.a Noroi HO, NOROI THE CURSE a.k.a Noroi HO, NOROI THE CURSE a.k.a Noroi HO, NOROI THE CURSE a.k.a Noroi

Zaloguj się aby móc oddać swój głos na film.
Plusy:

+ kapitalna historia
+ świetna realizacja pomysłu „filmu w filmie”
+ naprawdę straszy, choć robi to subtelnie
+ niesamowite zakończenie
+ kilka ciekawych spostrzeżeń dotyczących wpływu zarówno mediów jak i tradycji na życie człowieka
+ nieuchwytne, choć stale obecne zło
+ dużo doza wiarygodności dzięki zastosowaniu konwencji quasi dokumentu

Minusy:

- zadziwiająco mały udział w całej opowieści operatora kamery
- postać „aluminiowego” medium

Na forum:

Podyskutuj o filmie tutaj: Forum HO

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -