Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Poster:CITY HORROR, EP.03.: THE SONG OF DEAD

CITY HORROR, EP.03.: THE SONG OF DEAD

City Horror, Ep.03.: Piosenka zmarłych

ocena:4
Rok prod.:2002
Reżyser:Gyu-Huan Lee
Kraj prod.:Korea Południowa
Obsada:Hol Lee-sau, Kim Yin-jen, Kim Ho-yin
Autor recenzji:Krzysztof Gonerski
Ocena autora:4
Ocena użytkowników:--
Głosów:0
Inne oceny redakcji:

Pamiętacie brytyjski horror “Pogłos” w reżyserii Eitana Arrusiego? W filmie tym pewien kompozytor mający lata chwały za sobą wynajmował studio muzyczne w celu wykreowania nowego przeboju, który rozrusza jego karierę. Przypadkiem w opuszczonym studiu odkrywał tajemniczą piosenkę pt. „Blood Room”. Postanawił wykorzystać fragment tego dziwnego, mrocznego utworu, za co spotkała go sroga kara. Piosenka była nawiedzona i służyła jej twórcy, demonicznemu i przeklętemu autorowi, do opętania duszy wypalonego twórczo kompozytora. Dlaczego przypominam treść tego filmu? Ano dlatego, że w trzeciej części mini-serialu, „City Horror”, „The Song of Dead” pojawia się wiele podobnych elementów. Opuszczone, tajemnicze studio nagraniowe, które stanie się areną niezwykłych zdarzeń. Pojawia się też nawiedzona „piosenka zmarłych”, ukryta w komputerze, która opętuje jednego z bohaterów, kompozytora Young-mina. Jest też oczywiście groza, tyle że pożeniona z klasyczną ghost story. Porównanie obu produkcji wypada zdecydowanie na korzyść „Pogłosu”, mimo że to film daleki od doskonałości. I bynajmniej przewaga filmu Arusiego nad trzecim epizodem „City Horror” nie wiąże się z faktem, że koreański obraz jest produkcją telewizyjną, znacznie skromniejszą i bardziej tradycyjną. Przy wszystkich słabościach „Pogłosu”, miał on przynajmniej potencjał. „The Song of Dead” brakuje nawet tego.

Historia rozpoczyna się w 553 r. Wojska generała Bai Lana (jest nią piękną kobieta wojowniczka) spotykają się w krwawej bitwie z armią Sun Lawa, któremu pomaga szamanka i ciemne moce. Kiedy urodziwa pani generał zostaje schwytana, wrogowie grzebią ją żywcem. Razem z nią zostaje zakopany jej wierny i zakochany w wojowniczce żołnierz.. Wiele wieków później, we współczesnych czasach spotykamy kompozytora Young-mina i młodą piosenkarkę Hae-la. Wynajmują oni opuszczone, zaniedbane, ale technicznie sprawne studio nagraniowe, by tam wspólnymi siłami stworzyć przebojowe kompozycje dla debiutującej Hae-la. Young-min odnajduje w komputerze pliki z niedokończoną piosenką. Gdy zaczyna pracę nad dokończeniem utworu, w studiu zaczynają się dziać dziwne rzeczy. Dziewczyna jest prześladowana przez ducha kobiety w czerwieni a Young-min przez niepokojące wizje. Jak się okazuje niezwykłe zdarzenia wiążą się z historią sprzed stuleci i postacią tajemniczego właściciela studia, Seo-jina.

„The Song of Dead”, niestety, wpisuje się w niesłychanie przeciętny i pozbawiony większych emocji styl telewizyjnego serialu. Historyjka jest nieprzyzwoicie prościutka nieskomplikowana i już po piętnastu minutach jesteśmy w stanie przewidzieć jak potoczą się losy bohaterów. Nie powinno nam sprawić żadnej trudności rozszyfrowanie związku poszczególnych postaci z historii współczesnej z historią z dawnych czasów. Oznacza to zatem, że próżno oczekiwać po tej opowiastce jakiejkolwiek niespodzianki. Brak niespodzianki implikuje też brak emocji, tym bardziej odczuwalny, że potencjał grozy zawarty w tym filmie wystarczyłby może na kilkuminutową etiudę, ale nie na czterdziestoośmiominutowy odcinek serialu telewizyjnego. Zresztą gdyby twórcy „The Song of Dead” straszyli z inwencją albo wbrew zgranym do cna chwytom. Ale nic z tego, choć scena snu Hae-la, kiedy dziewczyna budzi się z koszmaru, który okazuje się być jego kontynuacją ma w sobie przebłysk ponad przeciętności.

Pomimo wymienionych mankamentów jest to najlepsza część „City Horror”. Zaskoczenie budzą sceny batalistyczne z prologu filmu. Przy śmiesznych pieniądzach, za jakie cały mini-serial został zrealizowana, starcie dwóch potężnych armii zostało ukazane - nie bójmy się tego słowa – z rozmachem. Nie są to może nieprzebrane tłumy statystów, ale nie jest ich też garstka, udająca potężna armię. Sceny walk, aczkolwiek przypominają nieco konwencje dokumentalnych rekonstrukcji wyświetlanych na kanałach Discovery czy National Geographic, są jak na cały wyprodukowany za tanie pieniądze serial całkiem przyzwoite. Jest w miarę krwawo i brutalnie. Zresztą pewne zaskoczenie może budzić też jedno z początkowych ujęć ukazujące młodego kompozytora, poprzednika Young-mina, który efektownie ginie a krew chlusta na kamerę. Warta uwagi jest też scena z kamerą podążającą za unoszonym przez wiatr płatkiem róży. Niby banał, ale uroczy. A propo „uroczy”, to możemy podziwiać w tym filmie dwie śliczne koreańskie aktorki: Kim Yin-jen i Kim Ho-yin, którym - jak na mało wymagające role – niewiele można zarzucić także pod względem aktorskim.

Szkoda, tylko że nie wyjaśniono w tym filmie związku piosenki z filmowymi wydarzeniami i bohaterami. Ale nawet bez tej wiedzy „The Song of Dead” nic nie traci ze swego największego waloru – bezbolesnego wypełniacza czasu. Popatrzeć i zapomnieć.

Screeny

HO, CITY HORROR, EP.03.: THE SONG OF DEAD HO, CITY HORROR, EP.03.: THE SONG OF DEAD HO, CITY HORROR, EP.03.: THE SONG OF DEAD HO, CITY HORROR, EP.03.: THE SONG OF DEAD HO, CITY HORROR, EP.03.: THE SONG OF DEAD HO, CITY HORROR, EP.03.: THE SONG OF DEAD HO, CITY HORROR, EP.03.: THE SONG OF DEAD

Zaloguj się aby móc oddać swój głos na film.
Plusy:

+ najlepsza część „City Horror”
+ przyzwoicie zrealizowany
+ sceny batalistyczne jak na tanią telewizyjną produkcję
+ dwa, trzy nieco bardziej krwawe momenty
+ kilka ciekawych ujęć
+ uroda aktorek

Minusy:

- ostentacyjnie prościutka fabuła
- żadnej niespodzianki
- niewiele emocji i niewiele grozy
- wypełniacz czasu do szybkiego zapomnienia

Na forum:

Podyskutuj o filmie tutaj: Forum HO

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -