Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Poster:VAMIPRE GIRL VS. FRANKESTEIN GIRL a.k.a Kyûketsu Shôjo

VAMIPRE GIRL VS. FRANKESTEIN GIRL a.k.a Kyûketsu Shôjo

Vampire Girl vs. Frankenstei Girl

ocena:7
Rok prod.:2009
Reżyser:Yoshihiro Nishimura, Naoyuki Tomomatsu
Kraj prod.:Japonia
Obsada:Yukie Kawamura, Takumi Saitô, Eri Otoguro, Sayaka Kametani, Jiji Bû, Eihi Shiina, Kanji Tsuda
Autor recenzji:Adach
Ocena autora:7
Ocena użytkowników:9
Głosów:1
Inne oceny redakcji:

Japońscy twórcy niejednokrotnie udowadniali, że chadzają własnymi ścieżkami niczym się właściwie nie przejmując, niczym nie ograniczając. Bo i po co? Liczy się pomysł. Tym razem Japończycy sięgnęli po zachodnie ikony grozy – wampira i Frankensteina. A jak to w Kraju Kwitnącej Wiśni zazwyczaj się wyczynia z „naszymi” monstrami, zmienili je nie do poznania. Z krwiopijcy pozostały właściwie tylko zęby, a z Frankensteina - kilka blizn. Reszta to już groteska, nowe atrybuty tytułowych bohaterów osadzone w japońskim gore, ale zmiksowane z komedią, romansem, akcją i mordobiciem. Jeżeli uważacie, że wampir powinien bać się czosnku i spłonąć w słonecznym świetle, to nie polecam dalszej lektury niniejszej recenzji, bo to nie obraz dla Was.

Filmowe wydarzenia przybliża Mizushima, narrator i zarazem jeden z głównych bohaterów. Opowiada on historię, która ma swój początek w walentynki w jednej z tokijskich szkół. Chłopakiem interesują się jego dwie koleżanki z klasy – Keiko, córka wice dyrektora placówki oraz Monami, nowo przybyła uczennica. Zgodnie z japońską tradycją, dziewczyny chcą obdarować Mizushimę czekoladkami, jako dowód ich sympatii (miłości). Jednak udaje się to tylko Monami. Z pozoru zwykła słodycz zawiera krew dziewczyny, zarazem wampirzycy, dzięki której młodzieniec przemieni się w krwiopijcę. Czy nie ma dla niego ratunku? Keiko nie myśli zrezygnować z rywalizacji o Mizushimę. Do czego jest zdolna, aby to osiągnąć?


Zombie, wampiry to nie jest to z czego słynie azjatycka groza. Tego typu bohaterów raczej się nie spotyka. Oczywiście istnieją liczne wyjątki, ale prawie zawsze dotyczą grozy niezbyt poważnej. Tak jest również w tym wypadku. Obraz powstał na bazie mangi o tym samym tytule. Nie jest to w Japonii niczym zaskakującym. Jednak zatrzymam się na chwilę przy jej autorce - Shungiku Uchida, bo to postać niewątpliwie znana fanom kinematografii azjatyckiej. Nie tyle jako autorka komiksów, ale aktorka, zazwyczaj epizodyczna, która jednak wryła się w umysły fanów Takashi Miike'go odtwarzając postać Matki w „Visitor Q”.

Co skłoniło Shungiku Uchidę do stworzenia takiej mangi? Nie wiem. Może zamiłowanie do zachodniej kultury. Także recenzowany film czerpie pomysły z naszego regionu kulturowego. To już nie tylko ikony zachodniej grozy, ale także liczne nawiązania fabularne, choćby do parodii grozy autorstwa Mela Brooksa. Całość zmiksowana z nowofalowym gore, przywołując „Machine Girl” jako jeden z bliższych przykładów. Film cechuje eklektyzm stylistyczny o określonych założeniach i podstawie fabuły, którą jest klasyczny trójkąt miłosny. Wątek romantyczny nie jest zbyt rozbudowany, pełni raczej rolę spoiwa poszczególnych epizodów i gagów. Spoiwa niestety niezbyt udanego, gdyż właściwie zawsze będącego na pierwszym planie. Nawet dynamiczna akcja nie daje zapomnieć o miłości, dziwacznej – ze względu na rywalizację bohaterek, ale także niestety trywialnej, bo osadzonej w ciałach o nastoletnim doświadczeniu z płcią przeciwną. To może razić, ale należy pamiętać, że tego typu kinematografia ma na celu przede wszystkim bawić, a nie przenosić skomplikowanych relacji międzyludzkich, czy skłaniać do głębokich refleksji. Niestety wpływa to ujemnie również na rozwój filmowych wypadków – są one dosyć przewidywalne, choć na szczęście zakończenie nie tylko zaskakuje, ale znakomicie podsumowuje cały film.

Trójkąt miłosny zlepia ze sobą liczne epizody, które właściwie parodiują nie tylko grozę, zobrazowaną w postaci Frankensteina, wampira, ale także szalonego naukowca, notabene doszczętnie „zjaponizowanego” - przedstawionego wizerunkowo jako postać „wypożyczona” z teatru kabuki. W filmowej opowieści występuje także epizod z klasycznej dla kina epoki szogunów, z gościnną rolą Eihi Shiina („Gra wstępna”). Nie można zapomnieć także o tle fabularnym, w którym rozgrywa się akcja – szkole. Tej również nie oszczędzono parodii, opisanej na przykładzie różnych osób, a raczej ich przejaskrawionemu podejściu do życia. Choćby subkultura ganguro – występująca tylko w Japonii – młode kobiety, w minispódniczkach, tlenionych włosach i zbyt mocnej opaleniźnie. To tylko część atrybutów tego stylu. To także samo okaleczająca się młodzież emo, to seksowna – pielęgniarka, nauczyciele, a wśród nich profesor języka chińskiego zagrany przez Takashi Shimizu („Ju-on”).

„Vampire Girl vs. Frankenstein Girl” to dynamiczne kino wypełnione po brzegi akcją i szalonymi pomysłami jej twórców. Przewodzi im duet reżyserski Naoyuki Tomomatsu (także scenariusz / „Stacy: Attack of the Schoolgirl Zombies”) oraz człowiek – orkiestra, Yoshihiro Nishimura, twórca „Tokyo Gore Police” oraz efektów specjalnych do dziesiątek produkcji, takich jak „Suicide Club”, „Death Train”, „Ekusute”, „Machine Girl” i wielu innych. Nazwisk związanych z modną ostatnio w Japonii nową falą gore w filmie nie brakuje. Podobnie jak pomysłów, dzięki którym recenzowany obraz wyróżnia się spośród innych podobnych produkcji. W tego typu stylistyce bardzo ważną rolę odgrywa oprawa wizualna. To z jednej strony sceny walk i broń, z drugiej wizerunek bohaterów – dziwaczny i zazwyczaj groteskowo groźny. W wielu wypadkach łatwo można znaleźć nawiązania do tradycji kina samurajskiego łączonego między innymi z pomysłami Shinji Tsukamoto, które zawarł w „Tetsuo” oraz filmach Takashi Miike'go, z „Ichi. The Killer” na czele. Czyli, innymi słowy, brutalna i ociekająca krwią fabuła oraz bohaterowie sprawnie posługujący się różnego typu bronią, często bardzo wymyślną, i równie często będącą elementem ich zmodyfikowanego ciała. W wypadku recenzowanego obrazu twórcy nieco zboczyli z głównego nurtu i poszli w jeszcze nieco innym kierunku. Już po pierwszych krwawych scenach odniosłem wrażenie, że brutalność czasami zanika. Oczywiście nadal występuje, ale często (nie zawsze) nonsensowny kontekst powoduje, że przerażenie czy obrzydzenie zastępują sceny zadziwiające barwami i absurdem, takie jak choćby nietypowy, jak na wampira, atak Monami na nauczyciela - podglądacza, czy walka tocząca się na Tokyo Tower (wzorowanej na wieży Eiffla). Obraz bardzo często zawiera nagromadzenie jaskrawych barw, z czerwienią krwi wybijającą się na plan pierwszy, jak w scenie, którą łatwo nazwać – „fontanna krwi”. W tym wypadku warto podkreślić, że efektów stworzonych przy pomocy komputera jest bardzo dużo. Nie są one realistyczne, ale nie takie nie miały być. Dodatkowo wiele gadżetów, tym razem niekoniecznie morderczych, ale zawsze totalnie absurdalnych. Podejście twórców recenzowanego filmu do efektów wizualnych oraz właściwie tego wszystkiego, co widać na ekranie przywodzi na myśl schemat barw - sposób epatowania kolorami i ich wysyceniem jakiego dokonał Takeshi Kitano w „Lalkach”. Nie jest to może zbyt bliskie nawiązanie. Sposób ożywiania rekwizytów oraz także barwienia ekranu, swoistego atakowania widza surrealizmem, to już tym razem bardziej jawne nawiązanie do „Citizen Dog” Wisita Sasanatienga, produkcji często nazywanej tajską „Amelią”.

Ilość dziwacznych rekwizytów właściwie nie różni się zbytnio od innych tego typu produkcji, choć liczba samych morderczych zabawek nie jest aż tak wielka oraz tym razem zazwyczaj nie są one związane z ciałami bohaterek - Monami i Keiko. Nie jest to do końca prawda, ale o tym warto przekonać się samemu. Czym zatem panie przyciągały wzrok? Oczywiście urodą. W kinie z kobiecymi heroinami to nic zaskakującego. Jednak to niejedyny atut Yukie Kawamury (Monami) oraz Ero Otoguro (Keiko). Aktorki po prostu musiały popisać się rzemiosłem. Ich kreacje, zresztą innych odtwórców także, wypadają co najmniej dobrze. Niezatarte wrażenie pozostawia zwłaszcza Kawamura, z miną niewiniątka, które w odpowiednim momencie potrafi pokazać ząbki. Role w które się wcieliły odcisnęły piętno także na sposobie prezentacji postaci oraz ich atrybutach. Wampirzyca zaopatrzona jest w zęby, dziewczyna – Frankenstein – to oczywiście charakterystyczne blizny. Co poza tym? Tego nie zdradzę, ale niewątpliwie posiadają asy w rękawie. Właściwie obie te postacie (i nie tylko one) to połączenie kilku składników, nie tylko urody, dobrego aktorstwa, ale także znakomitemu ustawieniu oka kamery, odpowiedniemu oświetleniu i co ważne świetnej choreografii scen walk. Nie można zapomnieć o świetnej pracy jaką wykonali charakteryzatorzy i projektanci strojów. To również ich praca wpływa pozytywnie na szatę wizualną filmu – podkreślając cechy bohaterów i współkreując ich wizerunek.

„Vampire Girl vs. Frankenstein Girl to niewątpliwie lektura obowiązkowa dla fanów współczesnego japońskiego gore, lecz nie tylko dla nich. Tym razem produkcja jest nieco lżejsza, co nie oznacza braku krwi. Tej niewątpliwie jest sporo, ale podobnie jak „Martwicy mózgu” Petera Jacksona, specyficzny humor i dynamiczna akcja dominuje. A posoka? Dobrze zdajemy sobie sprawę z jej sztuczności. Ale możemy być przekonani, że jako jej substytutu użyto ostrego ketchupu, a nie słodkiego soku malinowego.

Screeny

HO, VAMIPRE GIRL VS. FRANKESTEIN GIRL a.k.a Kyûketsu Shôjo HO, VAMIPRE GIRL VS. FRANKESTEIN GIRL a.k.a Kyûketsu Shôjo HO, VAMIPRE GIRL VS. FRANKESTEIN GIRL a.k.a Kyûketsu Shôjo HO, VAMIPRE GIRL VS. FRANKESTEIN GIRL a.k.a Kyûketsu Shôjo HO, VAMIPRE GIRL VS. FRANKESTEIN GIRL a.k.a Kyûketsu Shôjo HO, VAMIPRE GIRL VS. FRANKESTEIN GIRL a.k.a Kyûketsu Shôjo HO, VAMIPRE GIRL VS. FRANKESTEIN GIRL a.k.a Kyûketsu Shôjo HO, VAMIPRE GIRL VS. FRANKESTEIN GIRL a.k.a Kyûketsu Shôjo HO, VAMIPRE GIRL VS. FRANKESTEIN GIRL a.k.a Kyûketsu Shôjo HO, VAMIPRE GIRL VS. FRANKESTEIN GIRL a.k.a Kyûketsu Shôjo HO, VAMIPRE GIRL VS. FRANKESTEIN GIRL a.k.a Kyûketsu Shôjo HO, VAMIPRE GIRL VS. FRANKESTEIN GIRL a.k.a Kyûketsu Shôjo HO, VAMIPRE GIRL VS. FRANKESTEIN GIRL a.k.a Kyûketsu Shôjo

Zaloguj się aby móc oddać swój głos na film.
Plusy:

+ choreografia scen walk
+ arsenał pomysłów i rozwiązań fabularnych
+ oprawa wizualna
+ humor
+ reżyseria
+ charakteryzacja
+ stroje

Minusy:

- trywialny trójkąt miłosny
- debrutalizacja gore
- przewidywalna fabuła

Na forum:

Podyskutuj o filmie tutaj: Forum HO

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -