Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Poster:WOLFMAN, THE

WOLFMAN, THE

Wilkołak

ocena:8
Rok prod.:2010
Reżyser:Joe Johnston
Kraj prod.:USA
Obsada:Benicio Del Toro, Anthony Hopkins, Hugo Weaving, Geraldine Chaplin
Autor recenzji:Shadock
Ocena autora:8
Ocena użytkowników:6.44
Głosów:9
Inne oceny redakcji:

Klątwa wilkołaka to aspekt, który istnieje w kulturze ludzkiej od pradawnych czasów. Nic dziwnego, że bardzo szybko znalazła swoje odzwierciedlenie w kinematografii. Oryginał z 1941 roku do dziś pozostaje klasykiem gatunku, tym bardziej ryzykowny wydawał mi się pomysł remake’u. Nie oznacza to jednak, że nie oczekiwałem premiery nowej wersji z niecierpliwością powodowaną głównie tym, iż od lat 80-tych nie spotkałem się z dobrym filmem o zmiennokształtnych.

Fabuła jest osadzona w oryginale, oczywistym jest jednak, że twórcy nie poszli na łatwiznę i dodali co nieco od siebie. Głównym bohaterem jest Lawerence Tablot, który po pobycie w Zakładzie zamkniętym w Stanach Zjednoczonych wraca do rodzinnej Anglii, na prośbę narzeczonej brata, która niepokoi się o ukochanego. Mężczyzna przybywa jednak za późno, gdyż brat poniósł śmierć z winy tajemniczej bestii grasującej po okolicznych lasach. Podejrzenie pada na przebywających tutaj Cyganów i posiadanego przez nich tresowanego niedźwiedzia. Lawerance bierze udział w obławie, w trakcie której objawia się prawdziwa bestia. Jest nią oczywiście wilkołak, który dotkliwie rani bohatera. Rany poniesione w starciu goją się błyskawicznie, a Tablot zaczyna dostrzegać zachodzące w jego organizmie zmiany. Miejscowa legenda staje się prawdą, gdy klątwa wilkołaka znajduje nowego nosiciela.

Fabuła utworu mieści się dokładnie w konwencji grozy klasycznych powieści romantycznych i nie ma nic wspólnego ze współczesnymi historyjkami o komputerowo generowanych lykanach. Twórcy nie starali się szczególnie unowocześnić oryginału, stawiając przede wszystkim na klimat i nastrój. Niebagatelną rolę odgrywają tu znakomite zdjęcie, cudownie mroczne plenery oraz intrygująca muzyka. Ta ostatnia może się wydać niektórym nazbyt patetyczna, mnie zaś nieodparcie przypominała znakomity soundtrack z „Draculi” Copoli. Nie jest to zresztą jedyne skojarzenie. Mogę śmiało powiedzieć, że film Joe Johnstona jest tym dla filmów o wilkołakach, czym „Dracula” Copoli był dla filmów o wampirach. Filmem tym udało się odciąć od nowoczesnych historyjek pełnych efektownych walk i równie spektakularnych efektów specjalnych, gdzie nie pamięta się o fabule, która w takich przypadkach jest jedynie dodatkiem do akcji. Najważniejsze w tym filmie są postacie, a przede wszystkim typowe dla romantyzmu rozdarcie jakie przeżywa główny bohater. Klątwa wilkołaka nie tylko daje mu moc i siłę, przede wszystkim jest powodem zagubienia i nieszczęścia jakie ze sobą niesie. Nie znaczy to jednak, że twórcy skupili się jedynie na emocjach, przeżyciach i psychologicznej głębi. Film dalej pozostaje horrorem, wilkołak choć nawiązuje wyglądem do tego z oryginalnej wersji, prezentuje się groźnie. Jego działania zaś są odpowiednio brutalne i krwawe. Czasem bardzo krwawe.

W przypadku filmu tego typu istotną kwestią jest obsada z wyższej półki. Doskonale wpasowuje się w konwencję Benicio Del Toro, aktor, który po prostu źle grać nie potrafi. Choć zbyt wiele do grania nie ma Anthony Hopkins, nie zawodzi i tym razem, dowodząc, że na tytuł szlachecki zapracował sobie ciężką pracą. Tutaj jego postać jest wprawdzie dość sztampowa, ale dzięki kreacji tego wybitnego aktora nie wpada w groteskę. Podobnie jest w przypadku Hugo Weavinga, który jako detektyw Abberline nieomal parodiuje swą najsłynniejszą rolę z „Matrixa”, jednak w tym przypadku sprawdza się to rewelacyjnie. Warto też odnotować Geraldine Chaplin w roli cyganki Malevy. Szkoda tylko, że ta aktorka została ostatnio zepchnięta do ról epizodycznych i jednowymiarowych.

Ogólnie więc remake „Wilkołaka” okazuje się bardzo dobrym filmem pełnym poszanowania dla klasyki i korzeni gatunku, w którym najważniejszy jest gotycki klimat, nie hollywoodzka groza i akcja. Oczywiście, nie musi to odpowiadać każdemu i większość uzna obraz za nudny i archaiczny. Jest to już jednak tylko kwestia gustu i podejścia do tematu. Jak dla mnie pozycja jeśli nie obowiązkowa, to naprawdę warta obejrzenia.

Screeny

HO, WOLFMAN, THE HO, WOLFMAN, THE HO, WOLFMAN, THE HO, WOLFMAN, THE

Zaloguj się aby móc oddać swój głos na film.
Plusy:

+ klasyka gatunku w nowych szatach
+ muzyka
+ kreacje Del Toro, Hopkinsa i Weavinga
+ gotycki klimat i sceneria…

Minusy:

- która niektórym może wydać się archaiczna
- nie każdemu musi odpowiadać klasyczna wizja postaci wilkołaka

Na forum:

Podyskutuj o filmie tutaj: Forum HO

Ciekawostki:

Zobacz ciekawostki do filmu

DVD:

Zobacz recenzję wydania DVD

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -