Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Poster:HOUSE OF THE DEVIL, THE

HOUSE OF THE DEVIL, THE

House of the Devil, The

ocena:9
Rok prod.:2009
Reżyser:Ti West
Kraj prod.:USA
Obsada:Jocelin Donahue, Tom Noonan, Mary Woronov, Greta Gerwig, AJ Bowen
Autor recenzji:Ireneusz Gajek
Ocena autora:9
Ocena użytkowników:7.2
Głosów:5
Inne oceny redakcji:

Zacznę bez obijania w bawełnę – „The House of the Devil” Ti Westa jest jednym z najlepszych amerykańskich horrorów ostatnich kilku, a może nawet kilkunastu lat. Biorąc pod uwagę obecną modę na horrory, aż dziw bierze, iż jest to obraz zupełnie nieznany. Z drugiej strony, uwzględniając jego specyfikę – powolne tempo narracji, akcja umieszczona w latach osiemdziesiątych, rola szczegółów w kreowaniu napięcia – nietrudno domyśleć się, z jakim przyjęciem spotkałaby się produkcja Westa wśród współczesnej nastoletniej gawiedzi. Nie zmienia to faktu, iż „The House of the Devil” to prawdziwa perła gatunku.

Film Westa opowiada bardzo prostą historię. Spokojna, niczym niewyróżniająca się studentka, Samantha Hughes, pragnie wynieść się z głośnego i znienawidzonego przeze nią akademika. Wynajmuje dom, lecz brakuje jej pieniędzy, by zapłacić za czynsz. Szczęśliwym trafem bohaterce udaje się zdobyć nieźle płatną pracę. Mieszkający za miastem mężczyzna chce, by Samantha przez jedną noc zajęła się jego dzieckiem. Kiedy dziewczyna przyjeżdża na miejsce, dowiaduje się, iż została wprowadzona w błąd w kwestii opieki nad dzieckiem Tak naprawdę jej zadaniem ma być doglądanie teściowej właściciela domu. Po wyjeździe państwa Ulman, bohaterka, coraz bardziej znudzona, zaczyna zwiedzać ogromną rezydencję. Podczas myszkowania po kolejnych pokojach Samantha, ku swemu przerażeniu orientuje się, iż znalazła się w misternie przygotowanej pułapce.

Wszystko, co widzimy w filmie Westa to tylko pozory. Historia nakręcona w 2009 roku wręcz perfekcyjnie odzwierciedla rzeczywistość z początku lat 80-tych. Diabeł tkwi w szczegółach, więc na pewno warto zawrócić na nie uwagę. Mam tu na myśli nie tylko charakterystyczny wygląd bohaterów (fryzury i specyficzny sposób ubierania się), gadżety przez nich używane (wielkie walkmany, telefony stacjonarne z bardzo długim przewodem) czy modną wówczas muzykę, lecz przede wszystkim gatunkowe nawiązania do najlepszych horrorów, jakie powstały w tamtej dekadzie. Bohaterką filmu jest zwykła, przeciętna dziewczyna. Jest typem kobiecego everymana, kogoś, kto nie szuka poklasku wśród innych ludzi, bo zdecydowanie bardziej ceni sobie swój własny świat. Nagle jej życie, dotąd prozaiczne i całkiem zwyczajne, zostaje wywrócenie do góry nogami. Nie tylko dostaje szansę zarobienia bardzo dużych pieniędzy, lecz przede wszystkim po raz pierwszy w życiu będzie musiała stoczyć walkę z siłami, o których dotąd słyszała tylko w telewizji. Wreszcie dla znawcy gatunku postać Samanthy Hughes będzie hołdem złożonym takim filmom jak „Halloween” Carpentera oraz „Rosemary’s Baby” Polańskiego. Rola opiekunki do dzieci to nic innego jak nawiązanie do postaci Laurie Strode, zaś spisek satanistyczny uknuty wokół bohaterki od razu przywodzi na myśl sytuację Rosemary Woodhouse.

W jednym z wywiadów West podkreślił, iż pomysł powstania „The House of the Devil” narodził się z nostalgii za kinem grozy z końca lat siedemdziesiątych i początku osiemdziesiątych. Ową fascynację tamtym okresem oraz wyświetlanymi wtedy filmami widać nie tylko w kreacji świata przedstawionego, lecz przede wszystkim w inspiracji klasycznymi już dzisiaj horrorami. West wymyślił sobie, iż w przeciwieństwie do Cravenowskiego „Scream” swój oldschoolowy film zrobi w tonacji jak najbardziej poważnej. Wykorzystał w tym celu panujące w świadomości Amerykanów przeświadczenie (w dużej mierze wykreowane przez kino), iż wiele ówczesnych zbrodni popełnianych było rękami członków satanistycznych grup. West chciał, aby jego film nie by postmodernistyczną zgrywą, lecz aby potencjalny odbiorca wyczuwał w nim klimat z takich arcydzieł horroru jak „Omen” czy „Rosemary’s Baby”. Co ważne, cały entourage filmu podporządkowany jest tej konwencji. Większość akcji dzieje się w niezwykłym i budzącym grozę gmaszysku. Jego mieszkańcy to nadzwyczaj ekscentryczni ludzie. Wreszcie dom położony jest niedaleko cmentarza, a w oddali widać tonący w mroku las. Kilka razy także w różny sposób informowani jesteśmy, iż noc, a więc czas akcji filmu, za sprawą zaćmienia Księżyca będzie wyjątkową porą.

Jednak tym, co szczególnie wyróżnia film Westa spośród innych horrorów, jest wręcz bezbłędne budowanie napięcia. Przez ¾ filmu akcja toczy się dość leniwie, ukazując nam przede wszystkim znajdującą się w różnych sytuacjach bohaterkę. Jednak sposób jej filmowania sprowadzający się do długich, nieraz dość statycznych ujęć, nieodparcie kojarzy się ze śledzeniem, przyglądaniem się, może nawet z podglądaniem. Sam reżyser podkreślił, iż dla niego w horrorach nie tyle istotne jest „dzianie się”, co oczekiwanie na coś, co za chwilę się wydarzy. Nic więc dziwnego, iż formalnym fundamentem filmu Westa, fundamentem niezwykle solidnym i starannie wykonanym, jest suspens.

W jednym z wywiadów West zaznaczył, iż dla wielbicieli kina grozy, w tym dla niego, zawsze straszniejsza od wprost pokazanego przeklętego domu jest niedopowiedzenie w kwestii jego nawiedzenia. Twórcy „The House of the Devil” w ogóle zrezygnowali z nowoczesnych technik kreowania atmosfery na rzecz „starej szkoły”, czyli manipulowania (w pozytywnym tego słowa znaczeniu) emocjami widzów za pomocą świetnych zdjęć, przemyślanego montażu, kapitalnej pracy oświetleniowców i robiącego wrażenie konfrontowania na pozór spokojnych scen z krótkimi, budzącymi niepokój ujęciami. To nie fontanny krwi ani tony komputerowo wygenerowanych flaków, a inwencja pracujących nad filmem twórców zwrócić ma uwagę widzów i zmusić ich do „zawieszenia niewiary” podczas seansu.

Wreszcie na końcu warto choćby w kilku zdaniach nadmienić o interpretacyjnej warstwie „The House of the Devil”. Nie ma ona kluczowego znaczenia, ponieważ Westowi chodziło nie tyle na pokazaniu wieloznacznej i metaforycznej opowieści, co raczej na udowodnieniu, ile potencjału tkwi w, wydawałoby się skostniałej już, konwencji horroru. Niemniej jednak bardzo znacząca dla całego filmu jest kwestia, iż nie znamy dnia ani godziny, w której przejęci najbardziej prozaicznymi sprawami w życiu możemy paść ofiarą psychopaty. Nagle życiowa, nieraz do bólu nudna codzienność zamienić może się w pełen nieopisanego cierpienia koszmar. Wszak przecież nie każdy szaleniec musi być realizującym swe diabelskie cele satanistą. Wielu z nich, jak udowadnia w swojej książce Robert D. Hare, wykorzystując swój wdzięk i kameleonową naturę, żyje wśród nas.

„The House of the Devil” Ti Westa to lektura obowiązkowa dla wszystkich miłośników kina grozy.

Screeny

HO, HOUSE OF THE DEVIL, THE HO, HOUSE OF THE DEVIL, THE HO, HOUSE OF THE DEVIL, THE HO, HOUSE OF THE DEVIL, THE HO, HOUSE OF THE DEVIL, THE HO, HOUSE OF THE DEVIL, THE HO, HOUSE OF THE DEVIL, THE HO, HOUSE OF THE DEVIL, THE HO, HOUSE OF THE DEVIL, THE HO, HOUSE OF THE DEVIL, THE

Zaloguj się aby móc oddać swój głos na film.
Plusy:

+ mistrzowski suspens
+ mnóstwo odwołań do klasyki horroru
+ prosta historyjka, ale fantastycznie opowiedziana
+ niezwykle sugestywna atmosfera filmu
+ kapitalne odzwierciedlenie lat 80. w Ameryce
+ naprawdę straszy
+ przemyślany i bezbłędny scenariusz
+ „staroświeckie” (czyt. tworzone bez pomocy komputera) efekty specjalne

Minusy:

- brak

Na forum:

Podyskutuj o filmie tutaj: Forum HO

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -