Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Poster:INFESTATION

INFESTATION

Infestation

ocena:5
Rok prod.:2009
Reżyser:Kyle Rankin
Kraj prod.:USA
Obsada:Chris Marquette, Brooke Nevin, Kinsey Packard, E. Quincy Sloan, Wesley Thompson, Linda Park
Autor recenzji:Drakul
Ocena autora:5
Ocena użytkowników:--
Głosów:0
Inne oceny redakcji:

Infestation to słowo, które, jeśli odpowiednio wybulgotane z gardła, może kojarzyć się z tytułem płyty lub nazwą jakiegoś zacnego zespołu metalowego z półki death czy grind. Z racji takich konotacji oczekuje się po filmie, że zabierze nas w podróż po otchłaniach mroku, zniszczenia i śmierci. Można nawet zgodzić się awansem na kino klasy B pod warunkiem, że film będzie miał klimat i ten charakterystyczny zapach stęchlizny i piwnic, jeśli wiecie, o czym mówię. Wyobrażamy sobie więc mniej więcej to wszystko, odpalamy film i co dostajemy? No właśnie – nie trafiamy do piwnicy, a raczej do jakiegoś odcinka serialu dla młodzieży, który ktoś postanowił wystylizować na horror.

Fabuła jest debilnie prosta: pewnego dnia, bez ostrzeżenia, jakieś małe miasto w Stanach atakują wielkie robale. Grupa głównych bohaterów budzi się nagle owinięta w kokony i musi stawić czoło inwazji. I już, tyle fabuła. Niczego się więcej nie dowiemy ani o pochodzeniu i celach robali, ani o tym, czy zaatakowano cały świat, całą Amerykę, czy może tylko jedno miasto. W mojej ocenie cała reszta filmu to właściwie próba rozwinięcia historii w jakiś akceptowalny dla przeciętnego widza sposób, aby się nie zanudził i czasem pośmiał. I tu docieramy do sedna: film miał być z założenia komedią w konwencji horroru, jeśli wierzyć zapowiedziom. Sęk w tym, że śmieszny to on może jest dla przeciętnego amerykańskiego widza, który nie stawia filmom wygórowanych oczekiwań. Dla widza europejskiego będzie to natomiast, i to w najlepszym razie, baaaardzo głupawa komedyjka, w której właściwie nic się nie dzieje, sceny są do bólu przewidywalne, a dialogi i sens działań bohaterów są na poziomie filozofowania za pomocą młotka. I tu pewnie dałoby się recenzję zakończyć, ale film ma swojego asa w rękawie.

Paradoksalnie bowiem film został zrobiony z dużą pieczołowitością, dbałością o szczegóły i wyraźnie widocznym zaangażowaniem. To nie jest żadna niskobudżetówka kręcona w dwóch lokacjach i efektami specjalnymi robionymi przez studenta po nocach. Aktorzy naprawdę grają, robale i efekty specjalne są bardzo udane, a poziom techniczny ekipy filmującej nie należy do przeciętnych. I dopiero po kilkunastu minutach projekcji zaczynamy rozumieć, o co tu chodzi. Film da się oglądać i dostarcza nawet czegoś w rodzaju popkulturowej rozrywki, jeśli dostrzeżemy oko, jakie puszczają do nas aktorzy i cała ekipa. Doskonale widać, jak świetnie musieli się oni bawić na planie, gdy zauważymy z jaką powagą podchodzą do kreacji swoich postaci. Grają tak, jakby występowali w jakiejś bardzo znanej produkcji (np. serialu), a rola w niej była trampoliną do większego sukcesu. Historia opowiadana jest bez nadęcia i bez silenia się na nadanie jej jakichkolwiek zrębów sensu czy prawdopodobieństwa. Ot, ktoś miał absurdalny pomysł i uznał, że zrobi z niego film bez pretensji do wpisania się w annały horroru. Owszem, nie każdy to zauważy i doceni, ale moim skromnym zdaniem takie podejście jest o wiele lepsze niż kręcenie filmu, gdy ma się aspiracje do zdetronizowania mistrzów gatunku i budżet na 1000 dolarów. To film z gatunku polubisz/nie polubisz, nie ma tu żadnej kategorii pośredniej. O stronę techniczną zadbano tak, aby nikt nie zarzucił filmowi bycia kolejnym miernym klonem jakiegoś gniota, gdzie nie starczyło nawet pieniędzy na doposażenie studia. Film ma wszystkie te cechy, które mają inne filmy amerykańskie typu familijno-niedzielnego: ciamajdę, który ratuje cały świat; ładne i młode aktorki, które z pewnością pokażą pokaźne obszary swojego ciała; schemat grupy, która jednoczy się w obliczu zagrożenia; wątek miłosny itepe, itede. Kto to lubi, będzie zadowolony.

Myślę również, że film delikatnie i ledwie dostrzegalnie parodiuje znane produkcje kina grozy. Wspomnę tu choćby Mgłę z 2007 roku czy Obcego. Nie są to elementy bardzo widoczne i niektórzy mogą uznać, że konfabuluję, ale ja uznałem to za subtelne i nawet dość zabawne nawiązanie do klasyków gatunku. Nie ukrywam także, że niska ocena filmu wynika z faktu, że trudno mi jednoznacznie podsumować mój stosunek do niego. Nie jest to ani komedia sensu stricte, ani tym bardziej horror, a raczej jakaś hybryda kina młodzieżowego i sztuki dla sztuki. Myślę, że nic by się nie stało, gdyby film nie powstał, ale skoro już jest to powiem, że jego obejrzenie nie grozi powikłaniami zdrowotnymi. Co więcej, film może się nawet podobać, bo na tle przeciętnego amerykańskiego ścierwa, które nas nieustannie zalewa, stanowi jakąś próbę ironizowania i folgowania sobie z konwencją. Zważywszy na poziom wzmiankowanych produkcji, to całkiem dużo.

Screeny

HO, INFESTATION HO, INFESTATION HO, INFESTATION HO, INFESTATION HO, INFESTATION HO, INFESTATION HO, INFESTATION HO, INFESTATION

Zaloguj się aby móc oddać swój głos na film.
Plusy:

+ ciekawa próba ironizowania i żonglowania konwencją horroru w wydaniu familijnym
+ wyraźnie widoczne zaangażowanie ekipy i aktorów
+ udane puszczenie oka do widza, żeby nie brać tu nic na poważnie
+ bardzo duża dbałość o warstwę techniczną i wizualną
+ absurd tak wielki, że aż udany

Minusy:

- z równym powodzeniem można dojść po projekcji do całkiem przeciwnych wniosków ;)
- nie jest to żadną miarą film, który będzie się pamiętać

Na forum:

Podyskutuj o filmie tutaj: Forum HO

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -