Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Poster:GHOST GAME a.k.a. Laa-thaa-phi

GHOST GAME a.k.a. Laa-thaa-phi

Ghost Game

ocena:5
Rok prod.:2006
Reżyser:Sarawut Wichiensarn
Kraj prod.:Tajlandia
Obsada:Supatsiri Patomnupong, Pachornpol Jantieng, Phongsak Rattanapong, Thanyanan Mahapirun
Autor recenzji:Krzysztof Gonerski
Ocena autora:5
Ocena użytkowników:--
Głosów:0
Inne oceny redakcji:

Czerwoni Khmerzy to komunistyczna organizacja, która w latach 1975-1978 rządziła Kambodżą. Świat dowiedział się o nich za sprawą terroru i popełnionych zbrodni ludobójstwa. Dowodzeni przez Pol Pota Czerwoni Khmerzy wymordowali ok.1, 5 mln osób, co stanowiło ok. 25 % całej ówczesnej populacji Kambodży. Mordowano wszystkich: dorosłych i dzieci, kobiety i starców, a miejscami ich kaźni stawały się osławione „pola śmierci”, z których najbardziej znanym jest Choeung Ek (znaleziono tam masowy grób prawie 9 tys. osób). Ofiary terroru Czerwonych Khmerów były zabijane także na terenie Tuol Sleng („"Wzgórze Zatrutych Drzew"). Przed 1975 r. znajdował się tam kompleks pięciu budynków szkolnych lecz w czasie rewolucji khmerskiej zamieniono ją na tzw. Więzienie Bezpieczeństwa 21 (S-21). W miejscu tym przytrzymywano 17 tys. osób (choć dokładna liczba osadzonych nie jest znana), z których ocalało jedynie dwanaście. Pozostałych torturowano i mordowano. Dziś w Tuol Seng znajduje się Muzeum Ludobójstwa Ale nie tylko. Twórcy tajlandzkiego horroru „Ghost Game” postanowili wykorzystać scenerię niezmienionego od 1978 r. kompleksu Tuoel Seng jako miejsca akcji filmu. Władze i społeczeństwo kambodżańskie poczuły się głęboko dotknięte realizacją rozrywkowej produkcji w miejscu, które ma dla nich status odpowiednika polskiego obozu zagłady Auschwitz-Birkenau. „Ghost Game” został w Kambodży zakazany. I powiedzmy sobie wprost – kambodżańscy widzowie nie mają czego żałować. „Bluźnierczy” film okazał się bowiem niezwykle przeciętnym horrorem o duchach ze zmarnowanym potencjałem. Ale po kolei.

„Ghost Game” to tytuł telewizyjnego show. Grupa ochotników udaje się do miejsca słynącego z nawiedzenia przez duchy. Ten, kto najdłużej wytrzyma w towarzystwie zastępów istot nadprzyrodzonych, ten zgarnie 5 mln baht. Tym razem producenci postanawiają zamknąć jedenastu ochotników na małej wyspie, w opuszczonym budynku, w którym w 1986 r. mieściła się kwatera główna rebelianckiego komendanta Jiumi. Komendant słynął z niebywałego okrucieństwa i bezwzględności. Kiedy wojska rządowe próbowały zdobyć kwaterę Jiumi, ten wymordował wszystkich zakładników i więźniów, a następnie strzelił sobie w głowę. Od tej pory budynek stał opuszczony i jedynie dusze pomordowanych ofiar komendanta krążyły po pustych korytarzach i celach. Już pierwszego dnia Sing, zwyciężczyni poprzedniej edycji programu doświadcza spotkania z duchem kobiety- więźnia, ale nie będzie jedyną osobą nękaną przez dusze ofiar komendanta. Tymczasem jeden z uczestników odkrywa, że Juimi w dniu swej śmierci, nim jeszcze popełnił samobójstwo, własnoręcznie zabił jedenaście osób. Rocznica śmierci przypada już za kilka godzin, 9 maja. Uczestnicy show wpadają w panikę, pragną się wydostać z wyspy-pułapki, ale zły duch Jiumi stanie im na drodze.

„Ghost Game” Sarawuta Wichiensarna wpisuje się w całkiem żywotny nurt filmów grozy, wykorzystujących scenerię realisty show jako miejsca okrutnych mordów popełnianych na Bogu ducha winnych uczestnikach programu. Pomysł jest chwytliwy i całkiem pojemny (krytyka mediów, medializacji przemocy, gra rzeczywistości z fikcją itp.), lecz nieco już zużyty. Wszak grono tego rodzaju horrorów jest całkiem pokaźne, by wymienić tylko kanadyjski „Slashers” (2201), amerykański „Halloween 8: Resurrection” (2002), rosyjski „S.S.D”(2008), polski „Show”(2003)(choć to tylko thriller) a także tajlandzki „Scared” (2005). Tak więc już na starcie obraz Wichiensarna ustawiał się na niewdzięcznej pozycji filmu powielającego schemat fabularny znany kinu grozy. Niestety, twórcy filmu nie wiele zrobili by obroną ręką wyjść poza zgraną konwencję.

Podstawowy zarzut to brak większych emocji podczas seansu „Ghost Game”. Jest to wynik kompletnie nijakich postaci, potraktowanych grubą kreską według do bólu ogranego szablonu. Mamy więc główną bohaterkę Sing – śliczną i niewinną, mamy pozostałych bohaterów: chorowitą okularnice, twardziela, wesołka, „atrakcyjną laskę”, współpracującą z producentami uczestniczkę, przystojniaka itp., itd. Oczywiście twardziel okazuje się psychicznie kruchy jak porcelana a delikatna Sing twarda jak skała. Tak określeni bohaterowie mogą wzbudzić większe emocje tylko, jeśli efektownie i krwawo skończą. Ale i pod tym względem jest marnie. Scen morderstw nie oglądamy, oglądamy jedynie ich rezultaty, z których wbite w gardło dłuto jest najbardziej efektowne. Reszta – standard. Nie lepiej wypadają też sceny z duchami. Pod tym względem widz obyty z ghost story nie znajdzie niczego, czego wcześniej nie widział. Niestety wyraźnie brakuje w „Ghost Game” scen, wartych zapamiętania. Wszystko już gdzieś widzieliśmy a nawet jeśli nie widzieliśmy, to można było momenty (w założeniu) najbardziej angażujące (np. pojawienie się ducha sadystycznego komendanta) zaaranżować z większą inwencją.

Jedyne plusy to solidna realizacja (ale w tajlandzkim kinie grozy to norma) finał i sceneria. Zakończenie nie jest ani szczególnie odkrywcze ani zaskakujące, ale niemniej dość odważnie wykracza poza konwencje. Natomiast sceneria, czyli kawałek dżungli, okolice Tuol Seng oraz wnętrza budynków dawnego Więzienia Bezpieczeństwa 21 (S-21) prezentują się efektownie, stylowo i chyba budzą największe emocje (skrzynie z niezliczoną ilością ludzkich czaszek czy pozostawione, ale wciąż użyteczne narzędzia tortur), zwłaszcza jeśli uświadomimy sobie, że to nie filmowe dekoracje, ale pozostałości po ludobójstwie. Szkoda, tylko że w tej przerażającej scenerii zrealizowano tak przeciętny film. Nie dziwię się oburzeniu Kambodżan, bo gdyby w obozie zagłady w Oświęcimiu Amerykanie chcieliby nakręcić schematyczny horror np. o szaleńcu czyhającym na odwiedzających muzeum, też bym się zżymał.

„Ghost Game” należy do tej kategorii filmów, które ani ziębią ani grzeją, co być może jest jeszcze gorsze niż gdyby obraz Wichiensarna był filmem całkowicie nieudanym. Bo chociaż generowałby jakieś emocje, a tymczasem seans tego tajlandzkiego horroru minie nam co prawda bez większego bólu, szybko i sprawnie, ale zupełnie bezrefleksyjnie i kompletnie na zimno. Dla zabicia czasu.

Screeny

HO, GHOST GAME a.k.a. Laa-thaa-phi HO, GHOST GAME a.k.a. Laa-thaa-phi HO, GHOST GAME a.k.a. Laa-thaa-phi HO, GHOST GAME a.k.a. Laa-thaa-phi HO, GHOST GAME a.k.a. Laa-thaa-phi HO, GHOST GAME a.k.a. Laa-thaa-phi HO, GHOST GAME a.k.a. Laa-thaa-phi HO, GHOST GAME a.k.a. Laa-thaa-phi

Zaloguj się aby móc oddać swój głos na film.
Plusy:

+ solidna realizacja
+ potencjał
+ dobre tempo
+ sceneria autentycznego miejsca kaźni tysięcy ofiar terroru Czerwonych Khmerów
+ i można dorzucić jeszcze finał

Minusy:

- przeciętny
- nieciekawi bohaterowie, których losy obchodzą nas jak zeszłoroczny śnieg
- niewiele emocji
- standardowe sceny grozy
- dla zabicia czasu

Na forum:

Podyskutuj o filmie tutaj: Forum HO

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -