Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Poster:ANIMALS

ANIMALS

Animals

ocena:6
Rok prod.:2008
Reżyser:Douglas Aarniokoski
Kraj prod.:USA
Obsada:Marc Blucas, Naveen Andrews, Nicki Aycox, Eva Amurri, Andy Comeau, Bart Johnson, Gillian Shure
Autor recenzji:Drakul
Ocena autora:6
Ocena użytkowników:7
Głosów:1
Inne oceny redakcji:

Zacznę krótko i węzłowato: prędko się wampirów nie pozbędziemy. Wygląda na to, że wiek XXI w kinematografii należy niepodzielnie do tych istot, bo zaiste wyłażą z każdego kąta i stanowią najszybszy punkt odniesienia dla napisania scenariusza do najpośledniejszego horroru. Jęczałem już na ten temat w moich recenzjach nie raz i niewątpliwie przyjdzie mi to robić ponownie. Wampir w horrorze zaczyna być równie wyświechtany, co ongiś wszelkiej maści umarlaki i zombie. Jedyne moje marzenie jest takie, żeby te wszystkie odmiany i wersje wampirów spotkały się kiedyś w jednym wspólnym filmie i stoczyły walkę o dominację jednego słusznego wizerunku. Oby zwycięzcą tego epickiego boju nie okazał się emo-wampir pokroju Edwarda, a coś dalece bardziej drapieżnego, np. Lestat czy Nosferatu. Wtedy moglibyśmy rozmawiać.

Film Douglasa Aarniokoskiego (przyznam, że nazwisko srogie) ogląda się jak sztucznie wydłużony odcinek jakiegoś serialu. Moje skojarzenia pobiegły instynktownie ku True Blood, bo omawiany film łączy z tym tasiemcem wiele wspólnych mianowników, jak choćby wątek romansowy, odnajdywanie własnej tożsamości, odosobnione położenie miejsca akcji, a nade wszystko bar, w którym przecinają się wszystkie ścieżki fabularne. Szkoda, że wszystko tu jest tak niemiłosiernie rozwleczone, a akcja została zbudowana na bazie dialogów i próby analizowania psychologii bohaterów. Reżyser miał ambicję zrobić coś bardziej wyrafinowanego, ale ewidentnie zabrakło mu wyczucia, a może i umiejętności, aby wydobyć z filmu coś więcej niż tylko prostą historię o zagubionym facecie, którego uwodzi niewłaściwa kobieta, która okazuje się kimś innym, niż sugerowały pozory.

Film dzieje się w jakimś zapuszczonym amerykańskim miasteczku, jakich wiele. Wysokie bezrobocie, brak rozrywki i wysoko rozwiniętej cywilizacji, a miejscem, gdzie zbiegają się ścieżki wszystkich jego mieszkańców jest bar pod wdzięczną nazwą Jules' Joint (czyli po naszemu „Speluna u Julesa”). W takim właśnie miejscu żyje sobie niejaki Jarrett, który pracuje w lokalnej cementowni. Wieczne spóźnianie się do pracy nie ułatwia mu ułożenia sobie życia po wypadku, który przekreślił jego obiecującą karierę sportową. Pewnego wieczoru, gdy Jarrett siedzi w barze (prowadzonym przez jego przyjaciela), zjawia się tam niezwykle atrakcyjna kobieta, Nora, która błyskawicznie uwodzi naszego bohatera. Noc spędzona z Norą kosztuje Jarretta pracę, ponieważ kolejne spóźnienie okazuje się jego ostatnim. Wydaje się jednak, że nowo poznana przyjaciółka wynagrodzi mu gorycz porażki zawodowej, ponieważ oboje planują wyjazd z miasta i rozpoczęcie życia od nowa. Takie posunięcie odradzają Jarrettowi jego najbliżsi przyjaciele, Jules i Jane, barmanka w barze, która od dawna kocha się w Jarrecie. Norze i Jarrettowi nie jest jednak dane wspólne życie, ponieważ zupełnie nagle pojawia się nowy gracz, dawny facet Nory, który jest w istocie wampirem. Vic, bo takie nosi imię, to faktycznie nie tyle partner Nory, co jej animator, od którego kobieta jest uzależniona psychicznie. Uciekała od niego już wiele razy, ale za każdym razem Vic zjawiał się, aby ją odzyskać. Schemat byłby więc i tym razem identyczny, gdyby nie to, że Nora zdążyła zamienić Jarretta w wampira. Zamiast sielanki i ucieczki do innego życia, Nora musi więc ponownie zmierzyć się z Vikiem, a Jarrett zdecydować, o co mu w życiu właściwie chodzi. Jak łatwo przewidzieć, konfrontacja pociągnie za sobą ofiary.

Film ogląda się dziwacznie, bowiem połączono w nim zbyt wiele diametralnie różnych pomysłów na rozwinięcie i pogłębienie akcji. Są tu i elementy romansu, i dość odważne sceny erotyczne, które kojarzą się z klasykami erotyki, a także próba nakreślenia dylematów psychologicznych, odwołania do walki dobra ze złem, a także najzwyklejsze elementy horroru i mordowania kolejnych niewinnych ofiar, a wszystko to pokazane bez należytej dynamiki i ciągu przyczynowo-skutkowego. W worek fabularny nawrzucano zwyczajnie zbyt wiele, aby 90 minut starczyło na należyte rozbudowanie poszczególnych aspektów. Gdyby każdy z tych motywów rozwinąć w osobną część serialu, może wyszłoby z tego coś przyzwoitego. Największym mankamentem całości jest więc przede wszystkim ślamazarność akcji i niezdolność do zbudowania i utrzymania napięcia. Poszczególne sceny wydają się jakby osobnymi bytami, a reżyser nie potrafi zdecydować co jest ważne, a co ledwie poboczne, co powoduje, że każdy segment filmu ma taką samą nośność fabularną, ale nie znajduje to rozwinięcia. Sceny nie przechodzą płynnie jedna w drugą, a jawią się jako puzzle, które poukładano koło siebie, ale bez logicznego związku. Bardzo utrudnia to odbiór filmu, który wydaje się płaski: nie ma skoków napięcia, nie ma gwałtownych przyspieszeń, a całość brnie przed siebie z uporem godnym wołu, który wlecze za sobą bronę w bardzo opornej glebie.

Tym co zupełnie zabija ten film na poziomie horroru są sceny, w których pojawiają się wampiry. Braki finansowe niepozwalające na należyte spreparowanie tych epizodów są tak dojmujące, że niszczą wszystko, co udało się w tym filmie zbudować. Tym czymś jest klimat małego miasteczka, gdzie nic się nie dzieje, i gdzie bar jest centrum wszechświata – ten aspekt filmu udał się na tyle, że po odpowiedniej dozie kosmetycznych poprawek można byłoby go wstawić do jakiegoś uznanego serialu o podobnej tematyce. Wampiry wymyślono tu jednak tak niewiarygodnie nędznie, że aż nie do wiary, że w takiej formie zostało to puszczone do publiki. Przemiana w wampira polega na przejściu do jakiejś abstrakcyjnej formy ezoterycznej (emanacji ducha?) o niebieskiej poświacie, która z kształtu i zachowania przypomina krzyżówkę psa z koniem. Na szczęście reżyser oszczędza nam zbyt wielu zbliżeń na to nie-wiadomo-co, ale niestety wszystkie sceny z udziałem tych istot są zaprawdę tragicznie wykonane. Zabrakło po prostu pieniędzy, aby zrobić to dobrze i sięgnięto po najprostsze i najbardziej podstawowe efekty. Wampiry przemieszczają się więc na tyle szybko, że ledwie je widać, a sceny przemiany fizycznej nie zostały pokazane w ogóle. Tym sposobem reżyser oszczędził sobie masy kosztów, ale złamał filmowi kręgosłup. Film jest więc połączeniem klasycznego kina amerykańskiego mówiącego o problemach życiowych ludzi z prowincji z pseudo-horrorem, który nie tyle emanuje grozą, co wprowadza elementy nadnaturalne, aby dodać kolorytu. Oglądałoby się to o wiele lepiej, gdyby zrobiono z tego jakiś dramat i oszczędzono nam widoku wampirów, na które ewidentnie zabrakło pomysłu. I na koniec największe zdziwienie: co w tym filmie robi Naveen Andrews?

Screeny

HO, ANIMALS HO, ANIMALS HO, ANIMALS HO, ANIMALS

Zaloguj się aby móc oddać swój głos na film.
Plusy:

+ zgrabnie zbudowany klimat zapuszczonego, prowincjonalnego miasteczka w USA
+ dość przekonywająca historia
+ satysfakcjonujący warsztat reżyserski

Minusy:

- tragiczny pomysł na przedstawienie wampirów
- zbyt dużo aspektów wrzuconych do jednego worka
- zdecydowanie za mało informacji o historii i psychologii bohaterów
- rażące braki finansowe w scenach akcji z udziałem wampirów

Na forum:

Podyskutuj o filmie tutaj: Forum HO

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -