Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Poster:BREAK

BREAK

Break

ocena:5
Rok prod.:2009
Reżyser:Matthias Olof Eich
Kraj prod.:Niemcy
Obsada:Lili Schackert, Ester Maaß, Ralph Willmann, Marina Anna Eich, Thelma Buabeng, Sebastian Badenberg, Patrick Jahns
Autor recenzji:Drakul
Ocena autora:5
Ocena użytkowników:--
Głosów:0
Inne oceny redakcji:

Czas mamy wakacyjny, co skłania mnie do wyciągnięcia wniosku, że niektórym z Szanownych Czytelników tego serwisu przyda się kilka wskazówek dotyczących miejsc, których warto unikać przy planowaniu letniego wypadu. Od razu nadmienię, że zalecenia dotyczą zasadniczo kontynentu Ameryki Północnej, ale mogą posłużyć za bardziej uniwersalną wskazówkę zalecającą ostrożność w odniesieniu do wymienionych miejsc. A więc do rzeczy. Unikajcie następujących lokacji w Ameryce Północnej: lasów, gór, dolin, wyżyn, jezior, brzegów rzek, zagajników, wzgórz, samotnych chat, opuszczonych fabryk, zarośniętych szlaków, porzuconych domów, słowem, absolutnie wszystkiego. To taka moja wakacyjna dobra rada, bo Break to kolejna produkcja filmowa, która sugeruje, że w wymienionych miejscach nic dobrego nas nie spotka. Zostaliście ostrzeżeni.

Słów kilka o fabule, której złożoność przypomina stopniem komplikacji instrukcję obsługi sznurka. Cztery młode dziewczęta wybierają się na wspólny wypad w Glacier Mountains (miejsce ze wszech miar fikcyjne). Jedna z nich właśnie zerwała ze swoim chłopakiem i jest w ciąży, a o reszcie nie wiemy właściwie nic. Z tego też powodu przytaczanie ich imion mija się z celem. W drodze na miejsce przeznaczenia wesoła żeńska czereda spotyka kolejno niemieckiego turystę, z którego to spotkania nic w zasadzie nie wynika, a zaraz potem swoich przyszłych oprawców, z których jeden wydaje się, delikatnie rzecz ujmując, mocno zaburzony. Po dotarciu na miejsce dziewczęta rozbijają obóz i zaczynają wywczas, którego głównym celem jest po prostu spędzenie udanego weekendu. Wszystko idzie dobrze do ranka kolejnego dnia, gdy po kąpieli w jeziorze, dziewczęta stają oko w oko z przeznaczeniem, reprezentowanym przez dwóch adoratorów, którzy rozsmakowują się w gwałceniu i mordowaniu młodych niewiast. Jest to niewątpliwie chwalebne i honorowe zajęcie, ale wydaje się, że możliwość niepodglądania naszych jegomościów w akcji nie uczyniłaby wiele złego z naszym doświadczeniem życiowym, albowiem ich działalność przebiega wedle dobrze znanego schematu: jedni zginą, inni uciekną, a potem będziemy ich gonić po lesie i będzie ogólna rozwałka. Streszczając problem: kto widział Wrong Turn ten zna ten schemat nader dobrze, a wrażenie, że wszystko to już widzieliśmy będzie się potęgować z każdą klatką filmu.

Krótko mówiąc mamy do czynienia ze slasherem, który obraca się w doskonale znanym błędnym kole niewinnych ofiar, zwyrodnialców, mordowania, ucieczek i gonitw. Ten mechanizm budowania fabuły jest tak wyświechtany, że aż dziw bierze, iż ktoś chce jeszcze po niego sięgać i po raz kolejny go powielać, nie wnosząc nic nowego. W filmie Eicha sztampowość i przewidywalność jest tak nieprawdopodobna, że trudno uwierzyć, że reżyser nie pokusił się o dodanie czegokolwiek od siebie. Poszczególne rozwiązania fabularne i zwroty akcji są tak niemiłosiernie ograne, że z ekranu wieje niewyobrażalną NUDĄ. Nikt nie będzie próbował nas niczym zaskoczyć i nie ma także mowy o budowaniu napięcia, bo od początku wszystko idzie jak po sznurku. Tym samym nie wiem właściwie w jakim celu popełniono to dzieło, ponieważ nie ma w nim śladu grozy czy eksperymentowania z konwencją. Film wydaje się w zasadzie jakąś studencką pracą domową odrobioną na podstawie wzorca, której głównym założeniem było poprawne zbudowanie slashera, zawierając w nim wszystkie konieczne składniki. Jeśli tak było, to ja uznaję zadanie za zaliczone poprawnie, bo niepodobna uznać tego filmu za poważny horror, który pretenduje do miana dzieła, które zapadnie w pamięć. Ot, jeszcze jeden horror, który wyląduje na wielkim śmietnisku miernoty .

Na plus można zapisać filmowi dobry warsztat realizatorski (może za wyjątkiem słabiutko i nieprzekonująco wykonanej grafiki gór), zadowalający budżet, który pozwolił na satysfakcjonujące zrealizowanie większości scen przemocy i interakcji między ofiarami i katami, a także wysoki poziom zaangażowania aktorów w odgrywane role. Dialogi nie należą wprawdzie do mocnych stron filmu, ponieważ aktorzy są Niemcami i mówią po angielsku z wyraźnym akcentem, co mocno psuje odbiór konwersacji, ale dla niektórych będzie to wręcz akcent humorystyczny. Można więc powiedzieć, że film ogląda się bez niesmaku, który towarzyszy zwykle filmom zrobionym bez przekonania i pomysłu. To bodaj jedyny powód dla którego można znieść projekcję do samego końca, ponieważ na każdym innym poziomie należy się liczyć z rozbudowanym ziewaniem i zniechęceniem. Dziwi mnie jednak fakt, że film zrobił Niemiec, wykorzystując niemieckich aktorów, ale całą akcję osadził w bliżej nieokreślonym miejscu w Ameryce Północnej i kazał swoim bohaterom mówić w obcym języku. Co przeszkadzało w rozpętaniu piekła przemocy i sadyzmu w lasach Schwarzwaldu czy innej niemieckiej puszczy (film kręcono w Bawarii), a w usta bohaterów włożyć twarde, germańskie słowa? Byłoby to choć krztynę oryginalne, a tak pooglądamy sobie zwykłą zrzynkę z amerykańskich slasherów, która wyleci nam z pamięci po najbliższej wizycie w toalecie.

Screeny

HO, BREAK HO, BREAK HO, BREAK HO, BREAK

Zaloguj się aby móc oddać swój głos na film.
Plusy:

+ sprawny warsztat filmowy
+ zaangażowanie aktorów
+ satysfakcjonujące sceny przemocy

Minusy:

- kolejna imitacja kopii klona
- ograny schemat i niesłychany schematyzm
- po co robić film niemiecki, a potem kazać aktorom mówić po angielsku i udawać, że są w Stanach?

Na forum:

Podyskutuj o filmie tutaj: Forum HO

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -