Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Poster:PSYCHOSIS

PSYCHOSIS

Psychosis

ocena:5
Rok prod.:2010
Reżyser:Reg Traviss
Kraj prod.:Wielka Brytania
Obsada:Charisma Carpenter, Paul Sculorf, Neil McCaul, Tom Gaughan, Bernard Kay, Ricci Harnett
Autor recenzji:Drakul
Ocena autora:5
Ocena użytkowników:5
Głosów:2
Inne oceny redakcji:

Psychoza (gr. psyche – umysł i osis – szaleństwo) to rodzaj zaburzenia psychicznego, w którym doznaje się silnych zakłóceń w percepcji rzeczywistości. Centralnym punktem psychozy jest przekonanie, że wyobrażone wydarzenia rozgrywają się naprawdę, a wszelkie próby skonfrontowania faktów z fikcją kończą się pogłębieniem psychozy i jeszcze głębszym zamknięciem w świecie fikcji. Istnieją różne typy psychozy, ale przyjęło się stosować ten termin na określenie całego szeregu zaburzeń psychicznych, których rdzeniem są zakłócenia w postrzeganiu rzeczywistości, oddzielania prawdy od fałszu i niezdolności do krytycznego spojrzenia na własne przekonania i osądy. W świetle wydarzeń, które rozegrały się chociażby 3 sierpnia w Warszawie, na psychozę cierpi całkiem spory odsetek ludzkości...

Dla widza w Polsce tłumaczenie tytułu filmu będzie od razu przywodzić na myśl Hitchcocka i jego legendarną dziś Psychozę. Chociaż film Travissa nie ma warsztatowo wiele wspólnego z mistrzem Alfredem, możemy jednak przypuszczać, że reżyser chciał przewrotnie nawiązać do legendy kina grozy i zabawić się z widzem w ten przedziwny kalambur (Psycho->Psycho+sis). Niewykluczone, że się mylę, ale nie to jest największą przewiną Rega Travissa. Najboleśniejszą wpadką reżysera jest bowiem nieudana próba wykreowania złożonej i paranoicznej atmosfery, która ma wprowadzić nas w konfuzję i sprawić, że nie będziemy w stanie odróżnić tego, co realne od tego, co fikcyjne. Jeśli więc reżyser chciał wprowadzić nas w stan udawanej psychozy, to zupełnie mu się nie powiodło. Koniec filmu zastaje nas nie w stanie splątania (ach, ta terminologia medyczna!), a raczej z głupim wyrazem twarzy i wypisanym na niej pytaniem: „...ale o co właściwie chodzi?”.

Film opowiada pozornie złożoną historię. Do posiadłości zlokalizowanej pod Londynem przybywa młode małżeństwo. Ona, Susan Golden, jest odnoszącą sukcesy pisarką kryminałów, a on, David (chyba też Golden?) to organizator tzw. eventów biznesowych, czyli spotkań i imprez dla członków zarządu w korporacjach. Odludność nowego miejsca zamieszkania ma pomóc Susan w ukończeniu kolejnej książki, a samotność i wyciszenie są o tyle ważne, że kobieta przeszła wiele lat temu załamanie nerwowe i od tamtej pory ma tendencje do popadania w stany maniakalno-prześladowcze (prawda, że już domyślamy się reszty fabuły?). Traf chce, że wiele lat temu w tej okolicy doszło do szczególnie brutalnego mordu na kilku młodych squatowcach. Cała reszta filmu, czyli od chwili wprowadzenia się naszych bohaterów do nowej posiadłości (a właściwie mini-pałacu), to już w zasadzie nieustanne wysiłki reżysera obliczone na zatarcie granicy między realnością a wyobrażeniami. Od samego początku Susan zaczyna widzieć i słyszeć zjawiska, których nie widzą inni: a to bawiącego się w ich ogrodzie piłką zakapturzonego chłopaka, a to dziwne odgłosy nocą. Jej stany lękowe z czasem się pogłębiają i Susan zaczyna widzieć we śnie fragmenty brutalnych mordów. Potem jej projekcje umysłowe wdzierają się do rzeczywistości i Susan zaczyna uciekać przed osobami, które jakoby przebywają w jej domu. Susan widzi jakiegoś szaleńca, który morduje nieznane jej osoby, ale, z niewiadomych przyczyn, nie robi jej żadnej krzywdy. To wszystko stanowi tło dla pisanej przez nią książki, której nie może ukończyć, ponieważ lęki i stres całkowicie uniemożliwiają jej normalne funkcjonowanie. I to właśnie wokół Susan kręci się cała oś fabularna. Wszystkie inne wątki ukazane w filmie należy traktować jako poboczne i całkowicie niewpływające na rozwój fabuły: mąż dziwkarz, dziwny ogrodnik, podstarzały ksiądz pijaczyna, czy wydawca książek Susan – to wszystko tylko tło, które jest, bo jest. Wszystkie wydarzenie prowadzą nieuchronnie do jednego finału: do apogeum psychozy Susan, która ulegnie w końcu swoim wizjom i zmierzy się z domniemanymi demonami, które ją prześladują. Finał tej opowieści polecam obejrzeć tym, którzy wytrwają na tyle, że będą zainteresowane obejrzeniem do końca.

Myślę, że Reg Traviss mierzył wysoko, chcąc stworzyć film niepokojący, niejednoznaczny i pogmatwany. Najwyraźniej zależało mu na tym, abyśmy sami nie wiedzieli gdzie leży prawda i byli tak samo skołowani, jak Susan. Odniosłem także wrażenie, że reżyser zapatrzył się kilka filmów traktujących o podobnej tematyce odosobnienia i szaleństwa, przez co wyszedł mu z filmu zlepek podpatrzonych rozwiązań: mozaika taniego slashera i thrillera psychologicznego. Dodał do tego szczyptę erotyki, bo w filmie nie brakuje scen seksu czy zachowań powszechnie kojarzonych z erotyką. Począwszy od samej protagonistki, Susan, granej przez atrakcyjną Charismę Carpenter, która zdecydowanie potrafi uwypuklić swoją kobiecość i seksapil, po sceny z imprezy biznesowej, w której bierze udział, ocierające się wręcz o soft-porno. Nie byłoby w tym wszystkim nic złego, bo film jest poskładany sprawnie i zawiera w sobie szczyptę atmosfery, którą pamiętam z książkowych horrorów z lat 80-tych (osamotnienie, postępujące szaleństwo, mnóstwo niewyjaśnionych zjawisk), ale film nie ma kręgosłupa. Nieustannie przychodzi nam bowiem oglądać Susan, która zmaga się ze swoimi wizjami i popada w coraz poważniejsze stany lękowe, ale nie dostajemy żadnych podpowiedzi. Do samego końca nie wiadomo, czy mieliśmy do czynienia z projekcją umysłu osoby cierpiącej na psychozę, czy może doświadczaliśmy kontaktu z czymś nadnaturalnym, a może wreszcie to, co się działo, działo się naprawdę? Wiele tu pytań, a mało odpowiedzi. Najmniej zrozumiała jest rola Pecka (Ricci Harnett), który jest postacią niejednoznaczną i biorącą udział w wielu niejasnych zdarzeniach, ale zupełnie nie wiadomo dlaczego. Jest w filmie taka scena, gdy Peck stoi na polu z rozpostartymi ramionami owiniętymi drutem kolczastym, a Susan, widząc go z daleka, bierze go za stracha na wróble... Przepraszam, ale o co chodzi?... Myślę, że samemu reżyserowi zatarła się granica między proporcjami. Stosunek fikcji do realności został zachwiany na tyle, że nawet zakończenie filmu nie przynosi spodziewanego rozwiązania. Rzekłbym nawet, że zaproponowana przez Travissa kulminacja zdarzeń to duże nieporozumienie, dodane na siłę, aby spiąć razem wszystkie odnogi fabuły. Nie mogę oczywiście zdradzić w czym rzecz, ale powiem jedynie, że finał nie wnosi wiele porządku do fabuły i stanowi raczej nieco rozpaczliwą próbę mocnego i jednoznacznego spuentowania filmu, nie mającą żadnego podparcia logicznego: ot, deus ex machina.

Paradoksalnie mamy więc do czynienia z filmem, który został dobrze zrobiony, ale jest o niczym. Cała historia, jak już pisałem, staje się jasna już na początku, a my możemy od razu zacząć zgadywać co będzie dalej. Zapewniam, że poziom trafności w zgadywance będzie raczej wysoki. Na koniec wypada powiedzieć tylko jedno: Psychoza jest tylko jedna i nie jest to bynajmniej film Travissa.

Screeny

HO, PSYCHOSIS HO, PSYCHOSIS HO, PSYCHOSIS HO, PSYCHOSIS HO, PSYCHOSIS HO, PSYCHOSIS

Zaloguj się aby móc oddać swój głos na film.
Plusy:

+ dobry i smakowity klimat odosobnienia i starego domu
+ satysfakcjonujący warsztat reżyserski
+ tajemnicza i nienasycona nadmierną absurdalnością atmosfera
+ film jest równy, pozbawiony wzrostów i spadków napięcia, dzięki czemu nie doznamy zbyt wielu zawodów w czasie oglądania

Minusy:

- zupełne zaburzenie proporcji pomiędzy fikcją a rzeczywistością
- do samego końca nie wiadomo właściwie, co się naprawdę dzieje
- końcowe rozwiązanie zupełnie nie przekonuje

Na forum:

Podyskutuj o filmie tutaj: Forum HO

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -