Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Poster:SHELTER

SHELTER

Shelter

ocena:8
Rok prod.:2009
Reżyser:Måns Mårli Björn Stein
Kraj prod.:USA
Obsada:Julianne Moore, Jonathan Rhys Meyers, Jeffrey DeMunn, Frances Conroy, Nathan Corddry, Brooklyn Proulx
Autor recenzji:Drakul
Ocena autora:8
Ocena użytkowników:6.45
Głosów:11
Inne oceny redakcji:

Zaburzenie dysocjacyjne tożsamości (osobowość mnoga, osobowość naprzemienna, osobowość wieloraka, rozdwojenie osobowości, rozdwojenie jaźni, ang. multiple personality, dissociative identity disorder, DID) – zaburzenie dysocjacyjne, polegające na występowaniu przynajmniej dwóch osobowości u jednej osoby. Zazwyczaj poszczególne osobowości nie wiedzą o istnieniu pozostałych. Nie tylko wzorce zachowań różnych osobowości są zazwyczaj odmienne, każda osobowość ma odrębną tożsamość, wspomnienia, zdarza się, że nawet płeć, wiek, iloraz inteligencji, ciśnienie krwi, ostrość wzroku, preferencje seksualne, czy alergie. Badania czynności układu nerwowego mogą wykazać różnice w pracy mózgu poszczególnych osobowości u tej samej osoby.
(http://pl.wikipedia.org/wiki/Zaburzenie_dysocjacyjne_to%C5%BCsamo%C5%9Bci)

Posłużyłem się wstępem o charakterze medycznym, nie po raz pierwszy zresztą, aby od razu wprowadzić Szanownych Czytelników w klimat filmu. Ma to o tyle istotną funkcję, że dzięki temu będziemy mogli intensywniej odczuć rozgrywające się wydarzenia i odpowiednio się nastroić. Film zaczyna się z bardzo wysokiego pułapu i od razu mocno chwyta za gardło, aby odpuścić nieco dopiero pod koniec niekończącego się pasma zagadek i niewyjaśnionych zdarzeń. Zaryzykuję nawet stwierdzenie, że znajdzie się wielu fanów gatunku, którzy uznają, że film trzyma wysoki poziom do samego końca, ale to pozostawiam już indywidualnym ocenom.

Film opowiada historię doktor Cary Harding, psychiatry sądowego, którego specjalnością zdają się być przypadki rozdwojenia osobowości i szeroko pojętych zaburzeń umysłowych skutkujących skrajną brutalizacją popełnianych przestępstw. Pani doktor lansuje dość kontrowersyjny pogląd głoszący, że schizofrenia oraz inne pochodne typy zaburzeń osobowości nie są chorobą, a jedynie przewrotną formą mistyfikacji stosowaną przez wyrafinowanych i bardzo inteligentnych przestępców. Można więc z tego wysnuć wniosek, że jako psychiatra, dr Harding jest daleka od kierowania seryjnych zabójców do zakładów zamkniętych z powodu ich rzekomej niepoczytalności w chwili popełniania czynu kryminalnego, a raczej skłonna kierować ich do celi śmierci. Nie jest jednak bezwzględnym łowcą morderców, ponieważ jej orzeczenia medyczne skutkujące wyrokami śmierci dla zbrodniarzy kosztują ją wiele. Cieniem rzucającym się na jej medyczne osądy jest śmierć jej męża, który zginął zamordowany 3 lata temu. Od tej pory dr Harding skostniała w swoich poglądach i nie dopuszcza do swojej metodologii badań psychiatrycznych żadnych wątpliwości czy eksperymentów. Powoduje to, że traktuje każdy przypadek tak samo, dążąc do demaskacji pacjenta/przestępcy i nie dopuszczając możliwości, że tym razem może się mylić. Wkrótce też przychodzi jej zmierzyć się z najtrudniejszym przypadkiem w swojej karierze. Ojciec podsuwa jej pacjenta, który wydaje się być klinicznym przypadkiem schizofrenika, w którym zamieszkały dwie różne osoby: David i Adam, obie skrajnie różne. Cara Harding, swoim zawodowym zwyczajem, od razu podejrzewa, że pacjent doskonale kontroluje obie osobowości i bawi się z naukowcami w chowanego, ale wkrótce okazuje się, że ten przypadek jest inny. Każda z osobowości ujawnia się po wywołaniu imienia danej osoby, a przemiana przybiera wyjątkowo gwałtowną formę. Co więcej, jako David, pacjent siedzi na wózku inwalidzkim, ponieważ jego nogi są bezwładne – jako Adam może chodzić. Zdjęcia rentgenowskie ujawniają także całkowicie odmienne struktury kostne. Ciekawość dr Harding rośnie wraz z kolejnymi odkryciami na temat prawdziwego Davida i Adama, którzy zamieszkali w ciele pacjenta – obaj okazują się już nie żyć. Wśród znajomych dr Harding, którzy mieli kontakt z pacjentem zaczyna także szerzyć się nieznana choroba, która w każdym przypadku prowadzi do strasznej śmierci ofiary. Niebawem dr Harding odkrywa, że w pacjencie zagnieździła się kolejna osobowość – lekarza, który odkrył jego przypadek w szpitalu. Od tej chwili dr Cara Harding wie już, że nie ma do czynienia ze zwykłą sprawą medyczną, a z czymś dalece mniej zrozumiałym. Skrupulatnie gromadzone poszlaki prowadzą początkowo donikąd, ale z czasem śledztwo doprowadza panią doktor do odludnego miejsca w górach, gdzie zginął prawdziwy David. Dopiero tam znajduje kawałek układanki, który zaczyna dopełniać obrazu, ale na tym moja opowieść się kończy...

Film ogląda się znakomicie. Widać, że twórcom filmu nieobce są klasyki thrillerów i filmów grozy, bo podana tu atmosfera jest tak gęsta, że momentami aż duszna. Napięcie wzrasta od samego początku i już po kwadransie człowiek orientuje się, że fabuła pochłonęła go bez reszty. Zbieramy okruchy opowieści licząc, że za rogiem kryje się jakieś rozwiązanie, ale tam jest tylko kolejna niewiadoma. Schemat ten nie jest nowy, ale w przypadku Shelter sprawdza się doskonale: mimo, że niewiele wiadomo, akcja rozwija się bardzo dynamicznie i nie odczuwamy niedosytu z powodu własnej niewiedzy, a raczej powoduje nami ciekawość, co też zaserwują nad w kolejnej scenie. Widziałem już tyle filmów grozy, że moje wymagania są dość wygórowane i zwykle najpóźniej po 15 minutach wiem, czy film mnie wciągnie czy nie. Jeszcze rzadziej zdarza się, abym autentycznie oderwał się od przysłowiowego „tu i teraz” i dał się pochłonąć fikcyjnej fabule. Już za samo to należą się twórcom filmu wielkie brawa. Kolejne wypada dać za bardzo umiejętne tworzenie i potęgowanie napięcia, niespieszne podsuwanie odpowiedzi i stawianie na atmosferę zamiast na efekciarstwo i widowiskowość. Akcja rozgrywa się przede wszystkim na poziomie umysłu i wyobraźni: widzimy zagubienie głównych bohaterów, niezdolność do rozumowego ogarnięcia sytuacji narastające poczucie zagrożenia. Osaczenie w filmie jest bardzo silnie odczuwalne i nietrudno utożsamiać się z główną bohaterką, dr Carą Harding, która szamocze się w sieci niezrozumienia i normalnego, ludzkiego strachu, próbując rozwikłać zagadkę, a jednocześnie chronić swoich bliskich. Tutaj oklaski należą się zawsze znakomitej Julianne Moore, która wspaniale wyrysowała swoją bohaterkę, której zachowania i postawy są bardzo autentyczne. Aktorka nie ucieka się do kuglarstwa warsztatowego, ani do wychodzenia poza rolę – przeciwnie, jej interpretacja lekarki jest bardzo ludzka, chwilami wręcz aż zbyt zwyczajna. Nie ma w niej superherosa, który zawsze wie, co ma zrobić i powiedzieć, jest za to zagubiona osoba, której kazano zmierzyć się z czymś, co ją przerasta. Równie duże uznanie należy się panu Meyersowi, który po raz kolejny udowadnia, że ma w sobie potencjał aktorski i warto zwrócić na niego uwagę. Jego rola była oczywiście o tyle łatwiejsza, że o wiele łatwiej wybaczyć mu przerysowania i nadekspresję, wziąwszy pod uwagę, że gra w filmie kilka różnych ról, ale w mojej ocenie zdał ten egzamin więcej niż zadowalająco. Daleko mu może do Nortona, Spacey'a czy DiCaprio, ale widać, że aktor mierzy wysoko. Ja w każdym razie życzę mu jak najlepiej.

Film jest zdecydowanie mroczny i obliczony na zgęstnianie atmosfery, wciąganie widza w rozwiązywanie zagadki razem z bohaterami, i zarażenie go strachem i niepewnością. Czasem razić mogą niepotrzebne zagrywki rodem z typowego horroru, gdy postaci pojawiają się znikąd za plecami, czy gdzieś słychać jakieś odgłosy, ale jest tego na tyle mało, że można to zignorować. O wiele większe baty należą się natomiast twórcom za końcówkę filmu, gdzie mamy do czynienia z typowo amerykańskim schematem pogoni i ucieczki przed zagrożeniem. Ja bardzo tego nie lubię, bo takie rozwiązania fabularne zawsze odbywają się kosztem treści: znika gdzieś sens i napięcie, a zamiast tego obserwujemy gonitwę rodem z Koszmaru z Ulicy Wiązów, gdy przerażeni i zakrwawieni bohaterowi uciekają na łeb na szyję przed ścigających ich złem. I to właśnie mam za złe pomysłodawcom filmu: słabą końcówkę, gdy misternie budowana fabuła rozbija się na kawałki w zderzeniu z komercyjnymi potrzebami rynku, gdy trzeba dać widzom spragnionym prostej rozrywki coś na żer, aby nikt potem nie mówił, że film był zbyt ambitny, przegadany itd.

Na koniec przyczepię się jeszcze do samej fabuły. Ma ona wiele mniejszych i większych dziur logicznych, ale tym, co zastanawia najbardziej, jest motywacja głównego spiritus movens, granego przez Meyersa. Powody jego zachowania musimy odgadywać sami i do samego końca nie dowiadujemy się, co nim właściwie kieruje: zemsta czy natura? Czy to po prostu archetypowy „zły”, czy może bardziej złożona postać? Gdzieś w całej tej fabule umknęło wiarygodne podbudowanie tej postaci i jest to największy mankament tego skądinąd bardzo dobrego filmu.

Tak czy inaczej, w oczekiwaniu na coś wielkiego i przełomowego jak Siedem czy Milczenie owiec, możemy śmiało posmakować Shelter jako zapowiedzi tego, że z kinem grozy za oceanem nie jest tak do końca tragicznie.

Screeny

HO, SHELTER HO, SHELTER HO, SHELTER HO, SHELTER HO, SHELTER HO, SHELTER

Zaloguj się aby móc oddać swój głos na film.
Plusy:

+ doskonały klimat i dynamika wydarzeń
+ bardzo ciekawa i nietuzinkowa fabuła, jak na USA
+ doskonałe role Moore i Meyersa
+ bardzo wysoki poziom napięcia i zagrożenia

Minusy:

- zabrakło wyjaśnienia motywów postępowania głównego antagonisty
- kilka dziur logicznych, które, jeśli wyłapane, mogą psuć odbiór
- słaba i przewidywalna końcówka, która wygląda jako wycięta z typowego horroru

Na forum:

Podyskutuj o filmie tutaj: Forum HO

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -