Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Poster:REEDS, THE

REEDS, THE

Trzciny

ocena:4
Rok prod.:2009
Reżyser:Nick Cohen
Kraj prod.:Wielka Brytania
Obsada:Karl Ashman, Geoff Bell, Anna Brewster, Daniel Caltagirone, Emma Catherwood
Autor recenzji:Ireneusz Gajek
Ocena autora:4
Ocena użytkowników:6
Głosów:1
Inne oceny redakcji:

Najbardziej lubimy tę muzykę, którą doskonale znamy – zapewne wszyscy słyszeli to powiedzenie. Zdecydowana większość odbiorców jakiejkolwiek sztuki nie jest zainteresowana szukaniem nowych doznań czy odkrywaniem niezwykłych i oryginalnych form. Producenci filmowi czy muzyczni doskonale zdają sobie sprawę z tego, że kino, muzyka, a w mniejszym stopniu literatura to showbiznes, bardzo dochodowa gałąź przemysłu. Nic więc dziwnego, iż dla wnikliwego obserwatora zdecydowana większość prezentowanych w salach kinowych filmów czy układanych w radiowe playlisty utworów muzycznych jest do siebie bardzo podobna. Niestety, ale podobny trend bardzo mocno zakorzeniony jest również w horrorze. Jeśli jakiś film grozy odniósł sukces, jak grzyby po deszczu powstają jego klony. Mam tu na myśli zarówno kręcone w Stanach Zjednoczonych remake’i, jak również filmy powielające sprawdzone już rozwiązania formalne i schematy fabularne. Do tego drugiego rodzaju obrazów kinowych należy niewątpliwie „The Reeds” Nicka Cohena, pokazywany w ramach czwartej odsłony After Dark Horrorfest.

Akcja filmu rozgrywa się na brytyjskich wodach śródlądowych Norfolk Broads. Gigantyczna sieć rzek i rozlewisk wręcz zachwyca widokiem bezkresnych łanów wysokich trzcin oraz mieniącej się słonecznymi refleksami szerokich strug wody. Ów cud natury staje się miejscem relaksu dla sześciorga młodych ludzi. Przyjaciele wynajmują łódź i wyruszają na długo oczekiwany rejs. Jak nietrudno się domyśleć, po kilku godzinach zakrapianego alkoholem i wypełnionego marihuanowymi oparami szaleństwa, zaczyna się dramat bawiących się na łodzi imprezowiczów. Najpierw gubią się w labiryncie zarośniętych trzciną rzeczek. Zaraz potem ich łódź unieruchomiona zostaje przez zastawioną przez kogoś pułapkę. Kiedy bohaterom wydaje się, iż gorzej być już nie może, okazuje się, iż ktoś postanowił pozbawić ich wszystkich życia.

Znowu więc mamy dziki i oddalony od cywilizacji rejon, na którym nie tylko nie działają telefony komórkowe, lecz także w każdym jego cieniu czają się krwiożercze i okrutne monstra. Po raz kolejny również bohaterami filmu są młodzi, pełni energii ludzie, którzy nie przeczuwając grożącego im niebezpieczeństwa, oddają się pysznej zabawie. I wreszcie, jak bywało to w dziesiątkach tego typu filmów, najpierw zobaczymy kulisy krwawej profesji czarnego charakteru, a kiedy z całej grupy bohaterów przy życiu ostanie się jeden lub dwóch, wtedy kat stanie się ofiarą zdesperowanych i gotowych na wszystko straceńców. „The Reeds” od setek podobnych mu produkcji „slasherowych” różni tylko zakończenie. Rozczaruje się jednak ten, kto w zalewie krwawej sztampy serwowanej przez Nicka Cohena będzie chciał odnaleźć promyczek oryginalności. Będący zwieńczeniem angielskiego obrazu zwrot akcji jest wręcz plagiatem chwytu zastosowanego przez Christophera Smitha w jednym z wyreżyserowanych przez niego filmów. Czy więc z jakiegokolwiek powodu warto sięgnąć po „The Reeds”?

Moim zdaniem żadną stratą dla angielskiej kinematografii nie będzie fakt, iż w kilka miesięcy po premierze nikt o filmie Cohena nie będzie pamiętał. Jak napisałem wyżej, „The Reeds” pozbawiony jest jakiejkolwiek oryginalności. Co prawda trudno w tego produkcjach zawrzeć jakiś pierwiastek nowatorstwa, ale jak udowadniają takie filmy jak „All The Boys Love Mandy Lane” czy „Cold Prey”, twórcy czasami starają bawić się konwencją, inaczej akcentując znane widzom chwyty albo budując z wyjątkową starannością atmosferę permanentnego zagrożenia. Trudno czegoś takiego doszukiwać się w filmie Cohena. Początkowo nasz zachwyt budzą przepiękne, majestatycznie falujące połacie wysokich trzcin, jednak z czasem widziany na ekranie krajobraz zaczyna się opatrywać i wreszcie pozbawieni nowych bodźców najzwyczajniej zaczynamy się nudzić. Szybko domyślamy się, w jakiej kolejności każdy z bohaterów stanie się ofiarą psychopaty/psychopatów, zaś na końcu ci ostatni zamiast wywołać w nas lęk, wzbudzą raczej uśmiech politowania.

Miejscem akcji podobnych „The Reeds” filmów były już lasy, pustynie, góry, wodne kurorty, oddalone od miejskich aglomeracji farmy oraz gospodarstwa rolne z gigantycznymi areałami kukurydzy. Na tym tle ogromna, porośnięta wysoką trzciną sieć rzek, rozlewisk, bagien i trzęsawisk wypada nadzwyczaj intrygująco. I na dobrą sprawę to jedyny mocny punkt filmu Cohena. Reszta bowiem, pominąwszy bardzo słaby scenariusz i kilka warsztatowych wpadek, plasuje się na co najwyższej przeciętnym poziomie.

Screeny

HO, REEDS, THE HO, REEDS, THE HO, REEDS, THE HO, REEDS, THE HO, REEDS, THE HO, REEDS, THE HO, REEDS, THE HO, REEDS, THE

Zaloguj się aby móc oddać swój głos na film.
Plusy:

+ piękne krajobrazy
+ w miarę wyraziści bohaterowie

Minusy:

- słaby scenariusz
- brak jakiejkolwiek inwencji twórczej obnaża wszystkie słabości konwencji
- „zerżnięte” z innego filmu zakończenie
- efekty specjalne
- pomimo dziejących się na ekranie wydarzeń momentami wieje nudą
- ogólnie rzecz ujmując, film niewykorzystanego potencjału

Na forum:

Podyskutuj o filmie tutaj: Forum HO

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -