Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Poster:BLOOD – THE LAST VAMPIRE

BLOOD – THE LAST VAMPIRE

Blood – The Last Vampire

ocena:6
Rok prod.:2009
Reżyser:Chris Nahon
Kraj prod.:Hongkong / Francja / Chiny
Obsada:Gianna Jun, Allison Miller, Masiela Lusha, JJ Feild, Koyuki, Liam Cunningham
Autor recenzji:Krzysztof Gonerski
Ocena autora:6
Ocena użytkowników:3
Głosów:3
Inne oceny redakcji:

Ktoś powiedział, że horrory są obrzydliwe i tylko ogłupiają. Okrutnie się pomylił. Horrory otwierają bowiem nasze umysły niczym Morfeusz uświadamiający Neo, że całe życie przeżył w matrixie – wielkiej, komputerowej symulacji. Podobną moc uświadamiającą posiada kino grozy. Otóż okazuje się, że od wieków toczy się niewidzialna wojna z demonami, które towarzyszą rasie ludzkiej od jej zarania. Demony posiadły iście demoniczną sztukę mimikry, która pozwala im przybierać ludzką postać i niezauważonym koegzystować z ludźmi. Oczywiście umiejętność skutecznego kamuflażu i działania na tyłach wroga już dawano zapewniłaby demonom zwycięstwo, ale zapobiegają mu wybrańcy. Łowcy demonów. Jedyni, którzy potrafią rozpoznać nie-człowieka i skutecznie go zlikwidować. Największym bohaterem ludzkości nie jest Jezus, Einstein czy prezydent Obama, ale pozostający w cieniu łowcy demonów. Tacy jak Saya – bohaterka „The Last Vampire”.

Saya jest niepozorną milczącą dziewczyną, która ukrywa mroczny sekret. W rzeczywistości ma czterysta lata, jest pół człowiekiem i pół demonem i prowadzi bezlitosną wojnę z siłami ciemności. Wspomaga ją para ponurych panów w czarnych kolurach i długich płaszczach – agentów Rady. Rada to tajemne stowarzyszenie, która tropi i zabija demony z pomocą swoich żołnierzy – łowców demonów. To właśnie z polecenia Rady Saya dostaje się na teren amerykańskiej bazy, by w przebraniu uczennicy infiltrować miejscowe liceum. Prawdopodobnie działa tam grupa niebezpiecznych demonów. Na miejscu okazuje się, że baza i okoliczne miasto jest opanowane przez hordy demonów. Wykazują one szczególne pobudzenie co staje się znakiem, że zbliża się Królowa Demonów, Onigen. Saya systematycznie likwiduje kolejnych wrogów, lecz nieoczekiwanie w wojnę z siłami zła zostaje wplątana córka dowódcy bazy, Allison. Od tej pory jedynym ratunkiem dla osaczonej dziewczyn będzie bezwzględna Saya. Tymczasem do pojedynku z nią szykuje rosnąca w moc Onigen.

W 2000 r. Hiroyuki Kitakubo wyreżyserował anime pt.: „Blood: The Last Vampire”. Trwający ledwie 48 min. film okazał się sukcesem komercyjnym a także artystycznym (m.in. nagroda na World Animation Celebration). Nic dziwnego, że jeszcze w tym samym roku powstała gra wideo pod tym samym tytułem a w 2005 r. rozpoczęto emisję pięćdziesięcioodcinkowego serialu anime „Blood +”. Kwestią czasu stało się przeniesienie wersji animowanej na duży ekran i z udziałem prawdziwych aktorów. Próbę zdyskontowania sukcesu japońskiego filmu oraz serialu anime podjęła międzynarodowa grupa producentów z Hongkongu, Francji, Chin, USA i Argentyny. Międzynarodowo jest także wśród twórców i obsady aktorskiej. Reżyserem „Blood – The Last vampire” jest Francuz, Chris Nahon (reżyser „Imperium wilków”), scenariusz napisał Chińczyk z Hongkongu, Chris Chow, muzykę skomponował Brytyjczyk, Clint Mansell, twórca kultowej oprawy muzycznej do „Requiem dla snu”, a gdyby się zagłębić bardziej w nazwiska ekipy filmowej znaleźlibyśmy nazwiska z niemal całego świata. Podobnie jest z aktorami – rolę główną gra koreańska aktorka Jeon Ji-hyun, która na potrzeby hollywoodzkiej kariery przybrała pseudonim Gianna Jun. Rolę przeciwniczki bohaterki granej przez Koreankę, gra Japonka, Koyuki a w obsadzie pojawiają się jeszcze nazwiska aktorów i aktorek z Włoch, Irlandii, USA, Hongkongu, Chin, Francji i z wielu innych krajów. A żeby było jeszcze śmieszniej w filmie aktorzy mówią głównie po angielsku. Sądzę, że w kategorii „najbardziej międzynarodowa produkcja” „Blood – The Last Vampire” ma szansę znaleźć się w Księdze Rekordów Guinnesa.

Niestety pod innym względami jest to film daleki od rekordów. W kinach (amerykańskich) obraz Chrisa Nahona spisał się marnie zarabiając ledwie ok. 256 tys. dolarów (przy budżecie 30 mln dolarów!). Film zebrał też wiele mało pochlebnych recenzji, ale wydaje się, że przynajmniej w pewnej części niesłusznie. Zacznijmy więc może od powodów, dla których surowa ocena widzów i krytyków wydaje się nieco na wyrost. Przede wszystkim „Blood; The Last Vampire” ogląda się bardzo dobrze, o ile przymkniemy oko na liczne nawiązania a czasem wręcz cytaty z takich wampirycznych horrorów jak „Blade-wieczny łowca”, „Porywacze ciał”(ale Abla Ferrary), „Underworld” i „Underworld: Evolution”, a nawet z serialu „Buffy, postrach wampirów”. Mnie nasuwające się skojarzenia z wymienionymi tytułami filmów nie przeszkadzały, być może dlatego, że próbowano – i to z niezłym skutkiem – uatrakcyjnić dodając sceny sztuki walki z filmów wuy xia. Sceny, gdy bohaterowie demonstrują niebywałą sprawność – walkę z kilkoma przeciwnikami, fruwanie w powietrzu, zadawanie ciosów z niezwykłych pozycji itp. – sceny te, rzeczywiście przykuwają uwagę. Na dodatek zdjęcia Poon Hang-Sanga, specjalisty od filmów kung fu, są niezwykle efektowne a momentami wręcz malarskie i poetyckie. Nie można mieć też zastrzeżeń do muzyki Clinta Mansella, choć raczej trudno mówić o poziomie kompozycji znanym z filmów Darrena Arofonsky`ego, do której stworzył najsłynniejsze soundtracki. Nie czepiałbym się też fabuły – pozostaje ona w zgodzie z animowanym oryginałem, ale ponieważ ten trwal tylko 48 minut, konieczne było rozbudowanie fabuły, by dociągnąć do prawie 90 minut. Dobrym pomysłem było wprowadzenie postaci królowej demonów Onigen. Widzowie z niecierpliwością oczekują na finałowe stracie antagonistów. Intrygujący jest też samo zakończenie, zgrabnie wykorzystujące motyw pętli i dodające nieco głębi do tej nieskomplikowanej historii.

Niestety na powyższym wyliczeniu kończy się lista zalet „Blood- The Last Vampire”. Dwa mankamenty wydają się mi szczególnie dokuczliwe w odbiorze obrazu Nahona. Po pierwsze brak rozwinięcia postaci głównej bohaterki. Saya jest przecież pół wampirem, pół człowiekiem, co czyni ją postacią wewnętrznie rozdartą i dramatyczną. Ale słaby cień owego dramatyzmu pojawia się dopiero w starciu dziewczyny z Onigen i jest ukazany bez przekonania. A tymczasem potencjał tkwiący w tej postaci był o wiele większy. Naszkicowane, papierowe postacie sprawiły, że aktorzy nie mieli wiele do zagrania. Gianna Jun – aktorka, która potrafi grac co udowodniła w horrorze „Stół dla czworga” posiłkuje się zestawem trzech min. Rola Allison Miller, która gra „ludzką” towarzyszkę Sayi sprowadza się do wytrzeszczania oczu, krzyczenia i rozpaczania. Trudno znaleźć aktora/kę, którego zapamiętalibyśmy na dłużej. Chyba, że zapamiętamy warkoczyki Gianny Jun i jej szkolny mundurek.

Druga rzecz, która budzi uzasadnioną irytację to koszmarne efekty CGI. Wygląd demonów – wszak obraz Nahona to jednak horror, a zatem jest to niezwykle istotny element filmu – nijaki, pozbawiony inwencji i na dodatek przeraźliwie sztuczny. Jeszcze fatalniej wypada animacja ruchów potworów – można by po niej sadzić, że w tej materii technika filmowa zatrzymała się na latach pięćdziesiątych! W filmie, który kosztował trzydzieści milionów dolarów takiej fuszerki nie wolno odstawiać! Wspomnijmy też, skoro mowa o efektach, że niektóre sceny walki, choć generalnie prezentują się efektownie, to czasem filmowane są w dziwacznej, nieznośnej manierze bezsensownego przyspieszania lub zwalniania obrazu. Co twórcy chcieli uzyskać przez ten efekt – niewiadomo, wiadomo, że wyszło irytująco.

„Blood: The Last Vampire” nie jest obrazem udanym – powiedzmy sobie to wprost, ale spisywanie go na straty to przesada. Przyzwoita rozrywka, o ile lubimy horror wampiryczny i kino sztuk walki i o ile potrafimy się bawić na filmie, do którego efekty CGI sami wykonalibyśmy lepiej.

Screeny

HO, BLOOD – THE LAST VAMPIRE HO, BLOOD – THE LAST VAMPIRE HO, BLOOD – THE LAST VAMPIRE HO, BLOOD – THE LAST VAMPIRE HO, BLOOD – THE LAST VAMPIRE HO, BLOOD – THE LAST VAMPIRE

Zaloguj się aby móc oddać swój głos na film.
Plusy:

+ kino kopane całkiem dobrze wypadło w połączeniu z kinem grozy
+ kilka efektownych scen walki
+ dobre tempo
+ zdjęcia
+ muzyka Clinta Mansella
+ wątek Onigen
+ zakończenie

Minusy:

- nie wykorzystano potencjału, jaki tkwił w postaci Sayi
- gra aktorów, ale jako wynik nieciekawych, płytkich ról
- koszmarne efekty CGI
- wygląd demonów
- irytująca maniera filmowania niektórych scen

Na forum:

Podyskutuj o filmie tutaj: Forum HO

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -