Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Poster:NO SUCH THING

NO SUCH THING

Nie ma takiej rzeczy

ocena:6
Rok prod.:2001
Reżyser:Hal Hartley
Kraj prod.:Islandia / USA
Obsada:Sarah Polley, Helen Mirren, Julie Christie, Robert John Burke
Autor recenzji:Ireneusz Gajek
Ocena autora:6
Ocena użytkowników:8
Głosów:1
Inne oceny redakcji:

Parafrazując znane powiedzenie, stwierdzić można, iż horror niejedno ma imię. Duża grupa odbiorców oczekuje od tego gatunku nieskomplikowanej rozrywki okraszonej ogromną dawką przemocy oraz lejącą się zewsząd krwią. Bardziej subtelnym kino grozy będzie kojarzyło się z atmosferą zagrożenia oraz z ciemnością skrywającą w swej otchłani hordy nadnaturalnych istot czyhających na swe ofiary. Wreszcie dla widzów stawiających gatunkowi największe wymagania horror kojarzyć się będzie ze zwierciadłem, które w sposób nieuznający kompromisów pokaże najmroczniejsze pokłady człowieczego usposobienia. Dla wielu twórców bowiem poetyka grozy jest tylko pomocnym narzędziem w odsłanianiu prawdy o ludzkiej naturze. Konwencja ich nie ogranicza, wprost przeciwnie, z całego instrumentarium twórczo wybierają tylko te jej elementy, które nie tylko wzmocnią przekaz filmowy, lecz także nadadzą mu nimb oryginalności i odrębności. Taką drogę artystycznego wyrazu wybrał Hal Hartley w pochodzącym z 2001 roku „No Such Thing”. Z jakim skutkiem? Na to pytanie spróbuję odpowiedzieć poniżej.

Film Hartley’a jest historią pracującej dla prywatnej stacji telewizyjnej młodej dziennikarki, która postanawia wyruszyć do Islandii w celu zbadania okoliczności śmierci ekipy badającej istnienie rzekomo mieszkającego tam potwora. Beatrice nie dane jest jednak spokojnie dolecieć na wyspę. Wcześniej bowiem jako jedyna uchodzi z życiem z katastrofy lotniczej. W bardzo ciężkim stanie zostaje przewieziona do szpitala. Tam przechodzi szereg niezwykle bolesnych operacji oraz bardzo trudną rekonwalescencję. Kiedy wreszcie bohaterce udaje się stanąć na islandzkiej ziemi, okazuje się, iż miejsce, do którego zmierza jest jednym z najtrudniej dostępnych na wyspie. To jednak nie przeraża dziewczyny. Wynajmuje przewodnika i rusza do niewielkiej osady położonej nieopodal opuszczonej bazy wojsk amerykańskich. Po wielu zaskakujących, zarówno dla niej jak i dla nas, odbiorów, perypetiach Beatrice udaje się dostać do starych instalacji wojskowych. Tam pośród stosów kości staje oko w oko z najprawdziwszym potworem.

Na pierwszy rzut oka historia przedstawiona przez Hartley’a zakrawa o banał. Opowiada bowiem o nie do końca umiejącej znaleźć się w życiu dziewczynie oraz potworze, który pragnie tylko jednego – umrzeć. Po początkowych nieporozumieniach oboje przypadają sobie do gustu, dzięki czemu w pewnym sensie odnajdują sens w swoim wypełnionym samotnością życiu. A że „No Such Thing” nie jest bajką dla dzieci, więc za sprawą zła tkwiącego w ludziach sytuacja obojga bohaterów dość szybko zaczyna się komplikować.

Jednak jeśli uważny widz zada sobie trochę trudu, zauważy iż film Hartley’a zaprasza do odczytań w najróżniejszych kontekstach. Najważniejszy z nich to oczywiście nawiązanie do słynnej francuskiej baśni ludowej „Piękna i Bestia”. Mamy tu bowiem niewinną i skorą do pomocy dziewczynę, której dane jest spotkać się z budzącym grozę monstrum. Dotknięta piętnem cierpienia bohaterka dość szybko odkrywa, iż potwór pomimo swojej mocy oraz odpychającego wyglądu jest istotą samotną i głęboko nieszczęśliwą. Pomimo niechęci do gatunku ludzkiego, drzemią w nim pokłady zrozumienia, a nawet współczucia. Kolejnym istotnym kontekstem są zawarte w filmie motywy religijne. Człowiek ze swej natury nie lubi przyznawać się do popełnionego błędu. Winnym jest zawsze ktoś inny. Jedną z najczęściej obwinianych o zło wszelakie istot jest diabeł. Istnieje nawet przekonanie, iż gdyby czart nie istniał, człowiek musiałby go sobie stworzyć. Nie wiemy do końca, kim jest filmowy stwór. Może demonem, może reliktem jakichś mrocznych, bardzo odległych czasów, a może jest po prostu diabłem przyglądającym się gatunkowi ludzkiemu od początku jego istnienia. Jest potwornie zmęczony i nieskory do żadnych działań. Jedynym jego marzeniem jest wreszcie zejść z tego świata. I w momencie największego kryzysu do jego siedziby przybywa kobieta, która jako jedyna przeżyła katastrofę lotniczą. Interpretacja tego faktu narzuca się sama. Beatrice jest wysłanniczką Boga. Jej zadaniem jest przekonanie potwora, aby ten dalej siał przerażenie w ludzkich duszach. Bez diabła bowiem, jako symbolu wszelkiego występku, niemożliwym stanie się odróżnianie dobra od zła. A to znowu przyczyni się do powstania aksjologicznego chaosu zrywającego bezpowrotnie więź między ludźmi a Bogiem.

„No Such Thing” to także krytyka współczesnych mediów, dla których ludzkie cierpienie oraz tania sensacja są głównymi daniami serwowanymi przez rzekomo opiniotwórcze audycje informacyjne. Szefowie medialnych korporacji ukazani są w filmie Hartley’a niczym bezwzględni drapieżcy polujący tylko i wyłącznie na istoty bezbronne. Przesiąknięci obłudą i hipokryzją nie widzą niczego zdrożnego w przygotowaniu reportażu o kimś, kto leżąc w szpitalu w stanie krytycznym walczy o każdy oddech. Przez szefową Beatrice (Helen Mirren) nawet śmierć współpracowników postrzegana jest przez pryzmat mogącego sprzedać się (lub nie) newsa. Wreszcie monstrum jest dla niej tylko sensacją, którą można odpowiednio „opakować” i szybko podać żądnej sensacji „ciemnej masie”. Według Hartley’a współczesne media już od dłuższego nie dążą do tego, aby w miarę obiektywnie przedstawiać rzeczywistość, lecz do tego, by ją kreować.

Ten ostatni wątek, jakkolwiek słuszny w swej wymowie i prawidłowo diagnozujący rzeczywistość, tak naprawdę „rozłożył” cały film Hartley’a. Historia potwora oraz jego późniejszych kontaktów z Beatrice podana została w tonacji „na serio”. Mowa jest o śmierci reporterów telewizyjnych, o głupocie gatunku ludzkiego, wreszcie razem z bohaterką doświadczać możemy bardzo bolesnej rekonwalescencji po wypadku. Między tymi wydarzeniami co i rusz oglądamy teatr groteski, w którym występują karykaturalnie nakreślone postacie redaktorów i dziennikarzy. Ich praca sprowadza się właściwie tylko do narad nad tym, jakimi sensacjami przyciągnąć odbiorców do telewizorów, co przełoży się później na wpływy od sponsorów. Takie ujęcie tematu w filmie pełnym metafor i pozbawionym dosłowności razi i sprawia, że obraz przestaje być wiarygodny.

We wstępie napisałem, iż horror niejedno ma imię. Zamierzeniem Hartley’a nie było ani straszenie, ani szokowanie przemocą. W swoim niejednoznacznym „No Such Thing” postanowił wykorzystać kilka elementów poetyki grozy, by pokazać, jakimi wartościami kierują się współcześnie żyjący ludzie reprezentujący różne kultury. Czy reżyser przedstawił to w sposób przekonujący? Moim zdaniem nie do końca. Zbyt wiele bowiem zawartych w filmie koncepcji nie współgra ze sobą. Jednak to widzowie, dysponujący przecież inną wrażliwością oraz często bardzo oryginalnym podejściem do widzianego na ekranie świata przedstawionego, powinni sami ocenić, w jakim stopniu wizja ludzkości zaproponowana przez Hartley’a odzwierciedla rzeczywistość.

Screeny

HO, NO SUCH THING HO, NO SUCH THING HO, NO SUCH THING HO, NO SUCH THING HO, NO SUCH THING HO, NO SUCH THING

Zaloguj się aby móc oddać swój głos na film.
Plusy:

+ niebanalne ujęcie tematu
+ kilka ciekawych spostrzeżeń dotyczących natury człowieka
+ niejednoznaczność opowieści
+ postać potwora
+ surowe piękno Islandii

Minusy:

- nieprzekonywująca groteskowość niektórych sytuacji
- cała „amerykańska” część filmu

Na forum:

Podyskutuj o filmie tutaj: Forum HO

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -