Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Poster:5150, RUE DES ORMES

5150, RUE DES ORMES

5150, Rue des Ormes

ocena:9
Rok prod.:2009
Reżyser:Éric Tessier
Kraj prod.:Kanada
Obsada:Marc-André Grondin, Normand D'Amour, Sonia Vachon, Mylène St-Sauveur, Élodie Larivière, Catherine Bérubé, Normand Chouinard, Louise Bombardier
Autor recenzji:Ireneusz Gajek
Ocena autora:9
Ocena użytkowników:5.67
Głosów:3
Inne oceny redakcji:

Co prawda w naszym kraju nie obowiązuje kara śmierci, jednak gdyby zapytać Polaków, czy powinna być ona wymierzana najgroźniejszym przestępcom, wielu rodaków zgodziłoby się bez najmniejszego wahania. Myślę, iż nawet ci, którzy są zdecydowanymi przeciwnikami takiej formy wymierzania sprawiedliwości, czytając o gwałconych dzieciach czy dokonywanych z okrucieństwem mordach, mają wątpliwości co do tego, czy popełniający takie zbrodnie zwyrodnialec nie powinien zostać po prostu wyeliminowany. Czasami bowiem popełniane przez człowieka kaźnie są tak potworne, iż jakiekolwiek prawo staje się wobec niego bezradne. Nic więc dziwnego, iż nawet ludzie wierzący, chrześcijanie ponad wszystko ceniący dar życia, poparliby egzekucje najgroźniejszych przestępców.

Ze względu na swoją wagę, jak również z powodu trudności aksjologicznego ujęcia zabicia człowieka w imię prawa, wyżej nakreślony problem nie raz podejmowany był przez filmowców. Mam tu na myśli takie dzieła jak chociażby „Krótki film o zabijaniu” Krzysztofa Kieślowskiego czy „Dead Man Walking” Tima Robbinsa. Z wielu względów zdarza się jednak, iż wymiar sprawiedliwości oraz zależne od niego instytucje nie reagują właściwie na ludzką krzywdę. Jeśli raz czy drugi przestępca w taki czy inny sposób uniknie kary, ludzie przestają wierzyć w skuteczność policji oraz niezawisłość sądów. Co jakiś czas wtedy media donoszą o desperacie, który nie doczekawszy się pomocy ze strony państwa, postanawia własnoręcznie wymierzać sprawiedliwość. O tym właśnie traktuje niezwykle ciekawy film, „5150, Rue des Ormes”, kanadyjskiego reżysera Érica Tessiera.

Będący w niezbyt dobrych kontaktach z rodzicami Yannick odnosi swój życiowy sukces. Udaje mu się bowiem dostać do szkoły filmowej na wydział reżyserski. Przeprowadza się do miasta, w którym znajduje się uczelnia, po czym z kamerą w ręku zaczyna zwiedzać miejsca, które na jakiś czas staną się jego domem. Podczas jednej z wycieczek rowerowych chłopak spada z roweru. Po pomoc udaje się do najbliższego domu. Napotkany w nim mężczyzna godzi się zadzwonić po taksówkę. Czekając na transport Yannick słyszy dobiegające z góry wołanie o pomoc. Wykorzystując chwilę nieuwagi gospodarza bohater udaje się na piętro. Tam znajduje wypatroszonego mężczyznę. Po chwili szoku uświadamia sobie, iż znalazł się w pułapce. Jacques Beaulieu, właściciel domu, nie ma zamiaru wypuścić go na wolność. Yannick zajmuje miejsce ciężko rannego nieznajomego. Tak zaczyna się kilkumiesięczna gehenna młodzieńca uwięzionego przez psychopatę i podporządkowaną mu rodzinę.

Rzadko kiedy w kinie grozy mamy do czynienia z sytuacją, kiedy fabuła dostarcza nam nie tylko interesującą i odbiegającą od banału historię, lecz także bohaterów, w których wierzymy bez zastrzeżeń. To, a także inne elementy filmowego rzemiosła bardzo ważne dla kina grozy – montaż, umiejętne budowanie napięcia, muzyka – składają się na obraz, który na długo zostaje w pamięci. Powyższe konstatacje wręcz idealnie pasują do filmu Érica Tessiera „5150, Rue des Ormes”. Mamy tu bowiem czteroosobową bogobojną rodzinę, której członkowie (żona i dwie córki) podporządkowane są rygorystycznemu, patriarchalnemu modelowi społeczności. Z grubsza polega on na tym, iż w domu kobiety podporządkowane są mężowi, poza nim zaś przewodnikom duchowym. Ale w zadbanym domostwie na 5150, Rue des Ormes dzieje się coś jeszcze. Jacques Beaulieu jest w nim nie tylko reprezentantem Boga, lecz także kimś, komu Niebo powierzyło misję. Jak nietrudno się domyśleć, eliminuje on ze społeczeństwa najgorsze, według niego, szumowiny. I nagle w uporządkowany świat państwa Beaulieu przypadkowo wkracza mody chłopak, który staje się świadkiem jednej z egzekucji (dealera sprzedającego dzieciakom narkotyki). W biało-czarnym świecie religijnego fanatyka Yannick Bérubé staje się symbolem aksjologicznego chaosu. Z jednej bowiem strony młodzieniec nie jest „reprezentantem zła”, więc zabić go nie można, z drugiej zaś, nie może odejść, bo to zakończyłoby misję powierzoną Jacquesowi przez Boga.

Przez prawie dwie godziny oglądamy pasjonujące zmagania wchodzącego dopiero w dorosłe życie człowieka z dojrzałym mężczyzną, który mógłby być jego ojcem. Początkowo Jacques, pewny wszystkiego, co robi, nie widzi zagrożenia w Yannick. Ten jednak znajduje słaby punkt w relacjach głowy rodziny z pozostałymi członkami rodziny. Zahukana Maude oraz jej młodsza córka, Anne, słuchają się Jacquesa tylko dlatego, że się go boją, zaś starszej Michelle imponuje jego siła i zdecydowanie. Okazuje się więc, iż „5150, Rue des Ormes” nie jest tylko historią znęcania się jednego człowieka nad drugim, lecz także niezwykle trafną metaforą stosunków międzyludzkich w społeczeństwach totalitarnych, które opierają się przecież zarówno na strachu przed przemocą, jak również na jej gloryfikacji.

Widzowie sięgający po kino grozy najczęściej oczekują od niego dwóch rzeczy – atmosfery narastającego zagrożenia uzyskanej dzięki odpowiedniemu dawkowaniu napięcia albo efektu szoku wywołanego ogromną dawką przemocy. Na to drugie w filmie Érica Tessiera nie ma co liczyć. „5150, Rue des Ormes” to nie ten typ sztuki, w którym horda wrogo nastawionych do siebie osobników wyrzyna się bez litości. Obraz kanadyjskiego reżysera nie tyle porusza scenami znęcaniem się Jacquesa nad Yannickiem czy chwilowo podwyższa ciśnienie ukazaniem prób ucieczki tego drugiego, co niezwykle intryguje nieodwracalnymi zmianami, jakie wywołuje w stosunkach między domownikami pojawienie się obcego. Oglądnie filmu Tessiera przypomina oczekiwanie na erupcję wulkanu. I w finale on rzeczywiście wychucha. I to z jaką siłą!

Jeszcze jedną zaletą filmu „5150, Rue des Ormes”, o której koniecznie należy wspomnieć, to jego niejednoznaczność i moralna wielowymiarowość. Nie ma bowiem w tym filmie bohaterów ani czynów przez nich dokonywanych, które mieściłyby się w systemie wartości ograniczającym się tylko do dwóch pojęć – dobra i zła. Zarówno „projekt” Jacquesa, jak i poczynania jego żony i córek budzą odrazę. Z drugiej jednak strony eliminacja takich gnoi jak pedofil czy dealer narkotykowy wśród niejednego widza zdobędzie cichą aprobatę. Podobnie jest z posłuszeństwem i lojalnością Maude wobec męża oraz jej bezgraniczną miłością wobec córek. Czy taką postać można nazwać czarnym charakterem?

Gdzieś poza filmowym mainstreamem powstają na świecie intrygujące produkcje grozy, może nie do końca w pełni odpowiadające wymogom gatunku, jednak na tyle intrygujące, iż na dłużej mogą zagościć w pamięci co bardziej wymagającego fana horroru. „5150, Rue des Ormes” Érica Tessiera na pewno do takich filmów należy i nie pozostaje mi nic innego, jak tylko gorąco i szczerze zachęcić do jego obejrzenia.

Screeny

HO, 5150, RUE DES ORMES HO, 5150, RUE DES ORMES HO, 5150, RUE DES ORMES HO, 5150, RUE DES ORMES HO, 5150, RUE DES ORMES HO, 5150, RUE DES ORMES HO, 5150, RUE DES ORMES HO, 5150, RUE DES ORMES

Zaloguj się aby móc oddać swój głos na film.
Plusy:

+ rewelacyjna, świetnie opowiedziana historia
+ wiarygodnie nakreśleni bohaterowie oraz relacje między nimi
+ bardzo dobre aktorstwo
+ budowanie napięcia
+ moralna niejednoznaczność
+ zmusza do refleksji

Minusy:

- „projekt” Jacques Beaulieu, jakkolwiek efektowny, to nie do końca wiarygodny

Na forum:

Podyskutuj o filmie tutaj: Forum HO

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -