Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Poster:CHANBARA BEAUTY

CHANBARA BEAUTY

Chanbara beauty

ocena:7
Rok prod.:2008
Reżyser:Yōheia Fukuda
Kraj prod.:Japonia
Obsada:Eri Otoguro, Manami Hashimoto, Tomohiro Waki, Chise Nakamura, Taro Suwa
Autor recenzji:Krzysztof Gonerski
Ocena autora:7
Ocena użytkowników:--
Głosów:0
Inne oceny redakcji:

Niemal od zarania japońskiego kina wykształcił się obowiązujący po dziś dzień podział na filmy jidaigeki (tzw. „period drama”) oraz gendai geki, czyli obrazy opowiadające o współczesnych bohaterach i współczesności. Filmy jidageki to obrazy historyczno-kostiumowe, których akcja rozgrywa się zazwyczaj w okresie Edo (1600-1868). Bohaterami tej odmiany filmów są przeważnie samurajowie (choć nie tylko) a tematyka filmów, koncentruje się wokół prowadzonych wówczas wojen, spisków i codziennego życia japońskich wojowników. Subgatunkiem jidaigeki są tzw. chanbara movies. Słowo „chanbara”, czytane „czambara” oznacza w dosłownym tłumaczeniu „walkę na miecze”, bo też największą atrakcją tej odmiany kina są sceny ukazujące pojedynki na miecze. Najsłynniejszym przedstawicielem tego rodzaju filmów jest dzieło Akiry Kurosawy, „Siedmiu samurajów”. Ostatnie lata przyniosły, m.in. za sprawą popularności filmów Ryuheia Kitamury, „Versus” i „Aragami” pewną modyfikację klasycznej formuły chanbara movies. Modyfikacja ta polegała na uwspółcześnieniu typowego schematu samurajskiego pojedynku oraz na wprowadzeniu elementów kina science-fiction i horroru. Tak narodził się nowy podgatunek filmów samurajskich – chanbara zombie movies. Współcześni mistrzowie katany – samurajskiego miecza, walczą o przetrwanie ludzkiego gatunku a ich przeciwnikami są wygłodniałe, krwiożercze żywe trupy. Przynajmniej tego rodzaju obraz wyłania się z filmu Yōheia Fukudy , „Chanbara Beauty”.

Bliżej nieokreślona przyszłość. Korporacja 3D na czele z szalonym dr Sugitą, w pogoni za mirażem nieśmiertelności, zaczyna wskrzeszać zmarłych. Ma to – jaki się okazuje – katastrofalne skutki, bowiem przywróceni do życia pragną tylko jednego – ludzkiego mięsa. Ponieważ ugryziony przez zombie człowiek przeistacza się w agresywnego żywego trupa, wkrótce cały świat pogrąża się w apokalipsie. Wymarły świat, opanowany przez nieumarłych przemierza samotnie milcząca i tajemnicza dziewczyna Aya oraz towarzyszący jej w wędrówce Katsuya. Aya nie jest zwykłą nastolatką, ale potomkinią rodu zabójców, Imichi. Jest wojowniczką obdarzaną niemal nadludzkimi zdolnościami i zabójczo skuteczną egzekutorką żywych trupów. Aya oraz Katsuya zmierzają do siedziby dr Sugity by powstrzymać szaleńca i uwolnić siostrę dziewczyny, Saki, która zaprzedała się siłom zła. Do dwojga samotnych wędrowców dołącza wkrótce Reiko – pałająca zemstą na nieumarłych mistrzyni posługiwania się bronią palną. Nikt nie jest w stanie zatrzymać dwóch zdesperowanych, bezwzględnych zabójczyń i towarzyszącego im Katsuyi. Do czasu jednak.

„Chanbara Beauty” to adaptacja serii gier video na platformę Playstation 2, ale nie tylko ten fakt skłania widza do skojarzeń z amerykańską serią „Resident Evil”. Fabuła obu filmów opowiada bowiem o świecie przyszłości opanowanym przez hordy żywych trupów, którym przeciwstawić skutecznie jest w stanie tylko seksowna komandoska/wojowniczka. Fabuła „Resident Evil”, mimo wprowadzania w kolejnych częściach pewnych elementów uatrakcyjniających, pozostaje właściwie bez zmian. Jej istotę stanowi metodyczna eksterminacja nieprzebranych tłumów zombie. Z grubsza o to samo chodzi także w japońskim horrorze, ale gdybym miał wybierać między amerykańskim masakrowaniem żywych trupów a japońskim, to postawiłbym na to drugie. I to pomimo tego, że w „Resident Evil” Milla Jovovich rozprawia się z nieboszczykami o wiele bardziej efektownie i krwawo.

„Chanbara Beauty” – tak jak napisałem – „ z grubsza” polega na prezentacji kolejnych scen, w którym Aya dziesiątkuje zombie. W istocie jednak jest filmie Fukudy to coś więcej niż krew i latające w powietrzu kończyny (choć i tych nie brakuje). Twórcy filmu mają bowiem odwagę wprowadzić do nieprzyzwoicie prostej, liniowej fabuły elementy dramatu. I co ciekawe czynią to z niezłym skutkiem. W przerwach między wyrzynaniem kolejnych paralitycznie poruszających się żywych trupów, reżyser „Chanbara Beauty” pozwala sobie na chwilę refleksji, byśmy wniknęli nieco w psychikę bohaterów. W serii „Resident Evil” nie ma na to ani czasu ani miejsca – właśnie zbliża się kolejna grupa zombie. W japońskim horrorze udaje się zarysować interesujące tło psychologiczne – bohaterowie stają przed dramatycznymi wyborami. Czy w pokąsanej osobie dostrzec ukochaną córką lub siostrę, czy potwora? Jeśli zwyciężą ludzkie uczucia i emocje, ceną może okazać się własne życie. W ponurym , apokaliptycznym świecie nie ma miejsca na sentymenty – trzeba pozbyć się wyrzutów sumienia i zgasić wszelkie uczucia by przeżyć. Lecz kim jest człowiek, który nie okazuje uczuć i podporządkowuje swoje życie instynktowi przetrwania? Czy nie staje się w pewnym sensie żywym trupem?

Do tego rodzaju refleksji można dotrzeć pod jedynym warunkiem. Trzeba zaakceptować zaproponowaną przez twórców filmu formułę. A nie jest to proste. „Chanbara Beauty” jest – co typowe dla Azjatów – hybrydą różnych gatunków i stylistyk. Momenty dramatyczne egzystują ze scenami akcji a`la Matrix, krwawy horror gore podaje dłoń postapokaliptycznemu science-fiction, a dramat rodzinny idzie za rękę z niskich lotów komedią. Kicz, owszem (zwłaszcza w finale, gdy w powietrzu latają ogniste kule i lasery), ale kicz urokliwy i zaskakujący nieprzewidywalnością. Otrzymujemy zatem iście piorunującą mieszankę, ale jak to z mieszankami dla niektórych mogą okazać się niestrawne.

Miejmy jednak na uwadze, że „Chanbara Beauty” to kino niskobudżetowe i na dodatek adaptacja gry komputerowej, co ma swoje konsekwencje. Intryga jest zatem skomplikowana tak bardzo jak budowa pewnego rolniczego narzędzia, postacie naszkicowane grubą kreską (ale dziewczyny są przynajmniej niezwykle apetyczne ), a sceny akcji odrealnione przez stylizację na Matrixa i japońską odmianę filmów o supebohaterach – tokusatsu. Niski budżet wymusił na twórcach tanie efekty i charakteryzacje a komputerowy rodowód prostuje fabułę. Udało się jednak nadać jej rumieńców za sprawą śmiałego gatunkowo-stylistycznego miszmasz i zaufaniu temu, co nazywa się żywiołem kina - kinetyczną energię obrazów pełnych dynamizmu. Niektóre filmy dają przyjemność widzom nie z powodu swojej głębi, lecz radosnej nieskrępowanej energii udzielającej się widzom. I takim filmem jest „Chanabara Beauty”. Mimo wszystko odradzam zaczynać przygodę z japońskim kinem grozy od obrazu Fukudy.

Screeny

HO, CHANBARA BEAUTY HO, CHANBARA BEAUTY HO, CHANBARA BEAUTY HO, CHANBARA BEAUTY HO, CHANBARA BEAUTY HO, CHANBARA BEAUTY HO, CHANBARA BEAUTY HO, CHANBARA BEAUTY

Zaloguj się aby móc oddać swój głos na film.
Plusy:

+ energetyczne kino
+ piorunująca mieszanka gatunków i stylistyk
+ nie nudzi
+ krwawy
+ elementy dramatu udanie ubogacające fabułę
+ sceny walki, choć nie wszystkie
+ seksowne aktorki

Minusy:

- kino niskobudżetowe i na dodatek adaptacja gry komputerowej, co ma swoje konsekwencje
- finał za bardzo przypomina Power Rangers
- dla niektórych ta mieszanka może okazać się niestrawna

Na forum:

Podyskutuj o filmie tutaj: Forum HO

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -