Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Poster:GHOST SON

GHOST SON

Syn ducha

ocena:3
Rok prod.:2007
Reżyser:Lamberto Bava
Kraj prod.:Hiszpania / RPA / Wielka Brytania / Włochy
Obsada:Laura Harring John Hannah Pete Postlethwaite Coralina Cataldi-Tassoni Mosa Kaiser
Autor recenzji:Ireneusz Gajek
Ocena autora:3
Ocena użytkowników:3
Głosów:1
Inne oceny redakcji:

Zdecydowanej większości miłośnikom kina grozy nazwisko Lamberto Bavy obce nie jest. Jego zamiłowanie do sztuki filmowej nie wzięło się znikąd. Jest bowiem przedstawicielem trzeciego pokolenia jednej z najsłynniejszych włoskich rodzin zajmujących się produkcją filmów. Dziadek twórcy „Demonów” swoją przygodę z kinem zaczynał jako operator w kinie niemym. Ojciec Lamberto, Mario Bava, jest autorem takich arcydzieł horroru jak „Black Sunday”, „Blood and Black Lace” czy „Bay of Blood”. Lamberto jest chyba „najsłabszym ogniwem” filmowej familii. Współpraca z takimi tuzami włoskiego horroru jak chociażby Dario Argento nie przełożyła się na poziom artystyczny jego filmów. Trudno w jego filmowym portfolio znaleźć choćby jeden naprawdę dobry film. Do tej kategorii na pewno zaliczyć nie można ostatniego filmu Lamberto Bavy zatytułowanego „Ghost Son”.

Akcja wspomnianego filmu rozgrywa się w Republice Południowej Afryki. Tam swoją hodowlę koni mają szczęśliwi małżonkowie Stacey i Mark. Pewnego dnia ich szczęście pryska niczym bańka mydlana. Mark bowiem umiera na skutek ran odniesionych w wypadku samochodowym. Zrozpaczona żona nie może pozbierać się po tak dotkliwej stracie. Cierpienie zaczyna topić w alkoholu, coraz częściej myśli o samobójstwie. Co gorsza, przekonana jest, iż w domu ciągle przebywa duch jej ukochanego męża. W pewnym momencie dowiaduje się, iż jest w ciąży. To daje bohaterce motywację do tego, żeby pozbierać się i zacząć życie od nowa. Koszmar wraca do niej ze zwielokrotnioną siłą, kiedy Stacey zaczyna podejrzewać, iż jej nowo narodzony syn nawiedzany jest przez ducha zmarłego męża.

To, że najnowsza produkcja włoskiego reżysera pozbawiona jest sensu, da się jeszcze przełknąć. Horror jest gatunkiem filmowym, w którym przepełniona symboliką i znaczeniami naddanymi historia wcale nie jest elementem, który przydaje danemu obrazowi wyjątkowości. Podobnie rzecz się ma z aktorstwem. Bardzo słabe role Laury Harring, Johna Hannaha czy Pete’a Postlethwaite’a, skądinąd bardzo solidnego aktora, nie muszą skazywać obrazu Bavy na artystyczny niebyt. Słaby warsztat aktorski czy schematycznie rozpisane role wcale nie muszą być czynnikiem decydującym o tym, czy dany horror jest oglądalny, czy też wprost przeciwnie, nadaje się tylko do kosza. Największą wadą obrazu „Ghost Son” jest wyzierająca z każdej jego minuty przeraźliwa wręcz nuda. Nie pamiętam już filmu, który tak znużyłby mnie jak ostatnie dzieło Lamberto Bavy. Gdzieś od trzydziestej minuty z utęsknieniem czekałem na koniec seansu. Skąd takie wrażenie?

Już ze streszczenia „Ghost Son” wynika, iż do najoryginalniejszych on nie należy. Motyw ducha nawiedzającego pozostające przy życiu osoby to chyba najbardziej wyświechtany chwyt fabularny w historii horroru. Podobnie sprawa się ma z niemowlęciem, którego dusza przejęta została przez złośliwą zjawę. Przecież demoniczne oseski pragnące unicestwić swych rodzicieli to również jeden z tematów dosyć często eksploatowanych w kinie grozy. Nie inaczej jest również z próbą stworzenia atmosfery matni, w jakiej znalazła się główna bohaterka. Nikt nie wierzy Stacey, iż ta terroryzowana jest zarówno przez ducha swego zmarłego męża jak i niedawno narodzone dziecko. Zarówno lekarze jak i przygodni znajomi uważają, że kobieta jest w ciężkiej depresji. Jedynie jej czarnoskóra przyjaciółka, Thandi, zdaje sobie sprawę z tego, iż we wszystko, co dzieje się dokoła, zamieszane są nadnaturalne istoty. Dziewczyna jednak dość szybko umiera straszliwą śmiercią. W pewnym momencie nawet przyjaciel Marka, Doc, chce bohaterce zabrać dziecko, bo jest przekonany, iż świeżo upieczona matka w jakimś niezrozumiałym afekcie próbuje zgładzić swoją latorośl. Trudno jednak przejąć się dramatem Stacey. Nie tylko z powodu bardzo słabej kreacji Laury Harring, lecz przede wszystkim dlatego, iż podobnym rozwiązaniem fabularnym budującym napięcie posłużył się ponad 30 lat temu Roman Polański w „Rosemary's Baby”. Tam również nikt, łącznie z mężem, nie wierzył bohaterce, iż odprawiający przedziwne rytuały kultyści spiskują przeciwko niej i nienarodzonemu jeszcze dziecku. Tylko że u Polańskiego do samego końca nie wiedzieliśmy, w czym tkwi sedno intrygi. Przez cały seans reżyser zwodził nas w kwestii odczuć głównej bohaterki, utrzymywał nas także w niepewności co do intencji ludzi otaczającej Rosemary. Bava w „Ghost Son” nie bawi się w tego typu niuanse. Reżyser z wdziękiem twórców „Mody na sukces” od początku wykłada kawę na ławę nie pozostawiając miejsca na domysły, niepewność i niedopowiedzenia. A te w niejednym horrorze wzbudzały lęk o wiele mocniej, niż wszelakiej maści demony wypruwające z człowieka wszystkie wnętrzności.

Nie podobał mi się również w najnowszym filmie Bavy sposób ukazania kontynentu afrykańskiego. Nawet człowiek nieszczególnie zorientowany w specyfice różnych regionów naszego świata wie, iż dla przeciętnego Europejczyka Afryka to zupełnie inny, kompletnie dla niego niezrozumiały i pełen tajemnic kontynent. Podejrzewam, iż wiedza Lamberto Bavy o Czarnym Lądzie zaczerpnięta została z filmów dokumentalnych emitowanych na kanałach Discovery. Kontynent afrykański potraktowany został w „Ghost Son” w sposób pretekstowy. To, że akcja filmu dzieje się w RPA nie ma tak nie ma tak naprawdę wielkiego znaczenia. Równie dobrze mogłaby rozgrywać się na jakimś europejskim czy amerykańskim odludziu. Co więcej, lwią część wydarzeń reżyser umieścił w czterech ścianach dużego domostwa. Pozostałe umiejscowione zostały na terenach rodem z katalogu firmy organizującej bezkrwawe safari – w miejscach pięknych, egzotycznych oraz zamieszkałych przez czystych i zawsze uśmiechniętych czarnoskórych. O jakiejkolwiek wiarygodności i skłaniającym do refleksji wpływie na rozwój filmowych wypadków tak ekscytującego miejsca jak Afryka nie ma więc mowy.

Lamberto Bava wziąwszy na swoje barki ciężar kierowania produkcją, w którą zaangażowało się wiele krajów, „zaliczył” totalną porażkę. Z trudem bowiem ogląda się film będący mieszanką ckliwego i tandetnego melodramatu oraz do cna zgranych motywów znanych z dziesiątek, jak nie setek, produkcji grozy. „Ghost Son” polecam tylko tym, którzy uważają włoskich reżyserów za byłych, obecnych i przyszłych „jedynie słusznych” mistrzów horroru. Reszcie radzę filmu Bavy unikać jak zarazy.

Screeny

HO, GHOST SON HO, GHOST SON HO, GHOST SON HO, GHOST SON HO, GHOST SON HO, GHOST SON

Zaloguj się aby móc oddać swój głos na film.
Plusy:

+ pomysł osadzenia akcji horroru w Afryce, …

Minusy:

- … który zupełnie nie został wykorzystany
- pokazaniu Czarnego Lądu niczym atrakcji dla turystów
- bardzo słaba historia
- schematyczny i nudny
- brak jakiejkolwiek oryginalności
- brak inwencji w przedstawianiu po wielokroć wykorzystywanych w kinie grozy chwytów fabularnych

Na forum:

Podyskutuj o filmie tutaj: Forum HO

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -