Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Poster:BIG TITS ZOMBIE a.k.a. Kyonyû doragon: Onsen zonbi vs s

BIG TITS ZOMBIE a.k.a. Kyonyû doragon: Onsen zonbi vs s

Big Tits Zombie

ocena:6
Rok prod.:2010
Reżyser:Takao Takano
Kraj prod.:Japonia
Obsada:Sora Aoi, Risa Kasumi, Mari Sakurai, Tamayo, Io Aikawa
Autor recenzji:Krzysztof Gonerski
Ocena autora:6
Ocena użytkowników:--
Głosów:0
Inne oceny redakcji:

Well, it just happens that you fight with the zombies
/cytat z filmu/

Lena Jodo oraz czworo jej koleżanek zarabia na życie tańcząc w klubach. Interes idzie nie najlepiej, gdy więc dostają propozycję występów w kurorcie Ikegawa z nadzieją ją przyjmują. Na miejscu okazuje się, że sala święci pustkami a menedżer zalega z wypłatą. Dziewczyny postanawiają zostać tak długo aż impresario zapłaci im należną kasę. Przesiadując w garderobie znajdują ukryte drzwi, które prowadzą do piwnicy. Poprzedni właściciel budynku, w którym mieści się klub, zorganizował sobie w piwnicy pokaźną bibliotekę okultystyczną. Jedna z koleżanek Leny, Maria znajduje na półce Księgę Zmarłych i nieopatrznie odczytuje kilka łacińskich sformułowań. Następnego dnia wszystko co martwe – łącznie z grillowaną rybą i sushi – ożywa. A z przeklętej piwnicy przez Studnię Dusz przedostają się zastępy nieboszczyków. Nie trzeba dodawać, że są wyjątkowo głodne ludzkiego mięsa. Dziewczyny podejmują walkę o przetrwanie, ale nieoczekiwanie Maria staje po stronie zombie. Okazuje się, że ma dar kontrolowania żywych trupów. Z ich pomocą pragnie zemścić się za dawne urazy na Lenie i pozostałych dziewczynach.

Takao Takano, reżyser „Big Tits Zombie” zasłynął z realizacji campowego horroru „Killer Pussy”, którego fabułę zdradza już sam tytuł. Film opowiadał o grupie rozpuszczonej seksualnie japońskiej młodzieży, która dziesiątkowana jest przez zębatą, krwiożerczą waginę. Było to kino niskiego budżetu, tandetne, krwawe i …śmiertelnie poważne. Ta powaga zabiła oryginalny, wyjściowy pomysł, wywołujący szereg feministycznych skojarzeń. Na szczęście najnowsze dziełko Takano pokazuje, że reżyser wyciągnął słuszne wnioski z raczej chłodnego przyjęcia „Killer Pussy” i jego „Big Tits Zombie” jest filmem bez porównania lepszym. Znów jest groteskowo, tandetnie, krwawo a nawet momentami idiotycznie, ale zarazem jest autentycznie zabawnie. Najnowszy horror Takano to przede wszystkim czarna komedia o pechowych tancerkach, które nie dość, że borykają się z finansowymi problemami, to jeszcze żywią do siebie wzajemne urazy. Dopiero konieczność stawienia czoła (a czasem biustów) hordom żywych trupów umocni łączące ich więzy. Choć jak to bywa z kobietami, jedna się wyłamie.

Humor – powiedzmy sobie to wprost - nie jest szczególnie wyrafinowany i na dodatek japoński, ale twórcy filmu zadbali także o widzów nie chwytających azjatyckiego poczucia humoru. Jest zatem w „Big Tits Zombie” wiele zabawnych i inteligentnie strawestowanych aluzji do wielu różnych filmów, niekoniecznie rodzimych. Film Takano otwiera cytat z samego Sergio Leone a nawiązania do jego słynnych spaghetti westernów przewijają się przez cały czas trwania seansu. Są one dostrzegalne także w warstwie muzycznej a nawet w takich drobiazgach jak kowbojski kapelusz Leny Jodo. Ale „trylogia dolara” Sergio Leone to nie wszystko. Fani amerykańskiego kina grozy z pewnością wskażą na aluzje do kultowego horroru Sama Raimi, „Martwe zło”, a także do „Od zmierzchu do świtu”, czy „Planet Terror” a i innych skojarzeń można się doszukać. Z rodzimych produkcji zauważyłem, że twórcy „Big Tits Zombie”, puszczają oko w stronę w fanów „Chanabary Beauty” oraz fanów - wyjątkowo bezlitośnie potraktowanego poprzedniego, słynnego horroru Takano - „Killer Pussy” (tym razem uzębiona wagina zieje ogniem niczym miotacz płomieni). Co ciekawe wymienione i niewymienione cytaty z innych dzieł filmowych nie świadczą bynajmniej na niekorzyść „Big Tits Zombie”. Przeciwnie, zwiększają jego wartość, ponieważ umiejętnie wpisują się parodystyczny ton całego filmu. I jest to ton – koniecznie dodajmy – pobrzmiewający ożywczo i urokliwie. Bo ani sceny gore, które nie są szczególnie wymyślne nie można uznać za największy atut tej niskobudżetowej komedii o zombie. Nie jest nim też jakieś szczególnie odkrywcze potraktowanie plagi żywych trupów ani też, w dość senny sposób prowadzone sceny walki z zombiakami. Co więc? Ano właśnie ów niepoważny ton, mruganie okiem do widza, godne podziwu poczucie dystansu twórców i aktorów do samych siebie i filmu, w którym biorą udział. Wszystko to sprawia, że „Big Tits Zombie”, zwłaszcza gdy porówna się go z „Killer Pussy” czy trylogią „Nihombie”, zaskakuje lekkością opowiadanej historyjki i sposobem jej przedstawienia.

Drugi znaczącym, a może nawet najbardziej znaczącym atutem, filmu Takano jest aktorska obsada. Reżyser zatrudnił do „Big Tits Zombie” aktorki, które swym wyglądem uwiarygodniłby tytuł obrazu. Toteż pięcioro tancerek zagrały japońskie gwiazdy porno na czele z imponującą urodą Solą Aoi. Co ciekawe jednak, dziewczyny prezentują nie tylko niewątpliwe walory fizyczne, ale doskonale chwytają konwencję kina niepoważnego, tandetnego, groteskowego i campowego. Śmiem nawet twierdzić, mając za sobą seanse horrorów „nowe fali gore”, że zatrudnienie japońskich aktorek AV to jeden z najlepszych pomysłów na jaki wpadli ostatnio filmowcy z Kraju Kwitnącej Wiśni. Nie dość, że japońskie splattery stały się nieoczekiwanie mega sexy, to jeszcze panie wykazują się dużym poczuciem humoru i dystansem do siebie. No i potrafią grać! Ich urokowi ulegają nie tylko widzowie, ale czasem nawet reżyserzy. Mam wrażenie, że to jest właśnie przypadek Takao Takano. Jest w „Big Tits Zombie” tak wiele ujęć eksponujących biusty tudzież inne atrybuty fanatycznych ciał aktorek, że można dojść do wniosku, iż fabuła jest jedynie dodatkiem do „cycków”. Jeśli nawet jest to dodatek, to całkiemprzyjemny..

Ale, żeby nie było za różowo, choć film ogląda się sympatycznie, sztuczne efekty gore miło łechcą nasze poczucie złego smaku a aktorki są apetyczne i zabawne, to po seansie „Big Tits Zombie” szczególnie wiele nie zostanie nam w głowach. Fabuła jest błaha, akcja raczej leniwa, zombie przypominają uczestników Zombie Walk niż krwiożercze bestie a sceny walki dziwnie nieemocjonujące. No i jeśli porównać z najlepszymi filmami Iguchiego czy Nishimury, to „Big Tits Zombie” wypada bladziutko. Niemniej sześć „czaszek” jak najbardziej się należy.

Screeny

HO, BIG TITS ZOMBIE a.k.a. Kyonyû doragon: Onsen zonbi vs s HO, BIG TITS ZOMBIE a.k.a. Kyonyû doragon: Onsen zonbi vs s HO, BIG TITS ZOMBIE a.k.a. Kyonyû doragon: Onsen zonbi vs s HO, BIG TITS ZOMBIE a.k.a. Kyonyû doragon: Onsen zonbi vs s HO, BIG TITS ZOMBIE a.k.a. Kyonyû doragon: Onsen zonbi vs s HO, BIG TITS ZOMBIE a.k.a. Kyonyû doragon: Onsen zonbi vs s HO, BIG TITS ZOMBIE a.k.a. Kyonyû doragon: Onsen zonbi vs s HO, BIG TITS ZOMBIE a.k.a. Kyonyû doragon: Onsen zonbi vs s

Zaloguj się aby móc oddać swój głos na film.
Plusy:

+ udany przedstawiciel japońskiego campu
+ parodystyczny ton
+ zabawny
+ inteligentnie wplecione w fabułę aluzję do różnych filmów
+ urok tandetnego gore
+ Sora Aoi ….
+ …oraz pozostałe aktorki

Minusy:

- błaha fabuła
- nic nowego jeśli chodzi o temat żywych trupów
- humor bywa specyficzny
- mało widowiskowe sceny walk
- jak na ten rodzaj kina niewiele gore

Na forum:

Podyskutuj o filmie tutaj: Forum HO

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -