Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Poster:HIERRO

HIERRO

Wyspa zaginionych

ocena:6
Rok prod.:2009
Reżyser:Gabe Ibáñez
Kraj prod.:Hiszpania
Obsada:Elena Anaya, Bea Segura, Mar Sodupe, Andrés Herrera, Miriam Correa, Kaiet Rodríguez
Autor recenzji:Ireneusz Gajek
Ocena autora:6
Ocena użytkowników:5
Głosów:6
Inne oceny redakcji:

Oglądając film grozy, w którym akcja opiera się na nieszczęściu rodzica z powodu utraty dziecka, zawsze zapala mi się lampka ostrzegawcza. Już sam bowiem gatunek zakłada manipulowanie emocjami odbiorców (muzyka, nastrój, chwyty montażowe, konstrukcja fabuły, etc.). Jeśli do tego dodamy jeszcze ogromny ładunek uczuć związanych z tragedią, jaką jest strata kogoś najbliższego, film przestaje być tylko filmem, a staje się cyniczną grą wyrachowanego reżysera z tak naprawdę bezbronnym (nikt, kto kiedykolwiek miał do czynienia z dzieckiem, będzie pragnął, aby nawet w fikcyjnej historii nie zaznało ani krztyny cierpienia) widzem. Z ogromnym dystansem podszedłem więc do kolejnego filmu grozy z Hiszpanii, mianowicie „Hierro” w reżyserii Gabe Ibáñeza.

„Wyspa zaginionych” (tak brzmi polski tytuł filmu) opowiada historię samotnie wychowującej dziecko Marii, która wraz z synem postanawia wyjechać na wyspę Hierro, która jest najbardziej wysuniętą na południe częścią Europy. Podczas rejsu promem mały Diego znika. Zrozpaczona matka stawia na nogi zarówno pracowników promu, jak i pracujących na wyspie policjantów. Po kilku dniach Maria otrzymuje wiadomość, iż na Hierro odnaleziono zwłoki kilkuletniego chłopca. Kiedy podczas identyfikacji ciała okazuje się, iż to nie Diego, bohaterka postanawia na własną rękę szukać zaginionego dziecka. Odkrywa, iż jej tragedia nie jest pierwszą tego typu, jaka miała miejsce na wyspie.

Dla kogo został zrealizowany ten film? Przede wszystkim dla tych, którzy ostatnimi czasy bardzo uważnie śledzą iberyjskie dokonania na poletku kina grozy. Od kilu lat bowiem horrory z Hiszpanii zachwycają nie tylko ciekawymi pomysłami na fabułę, lecz także inaczej niż amerykańskie produkcje starają się je opowiadać (wyjątkami są filmy „[REC]” i „[REC] 2”). Ich twórcy zamiast zalewać widza potokami juchy oraz szokować go niespotykanym dotąd brutalizmem, stawiają przede wszystkim na nastrój filmu. Nie spieszą się w pokazywaniu kolejnych wydarzeń, nie atakują nas dynamicznym montażem, wreszcie starają się pokazać prawdziwe ludzkie dramaty, w kontekście których ograne chwyty znane z wielu horrorów świecą zupełnie innym, bo nowym blaskiem. Jakie filmy mam tu na myśli? Przede wszystkim obrazy autorstwa Jaume Balagueró – „Bezimiennych”, „Ciemność” i „Delikatną”. Ale oprócz tego uznanie widzów oraz krytyków zdobyły także takie produkcje jak „Sierociniec”, „Kręgosłup diabła”, „Teza” czy „Mroczna godzina”. Można powiedzieć, iż „Hierro” w reżyserii Gabe Ibáñeza również można wpisać w ów nurt ambitnego kina grozy rodem z Półwyspu Iberyjskiego. Jednak jest to, niestety, tylko pozór.

Początkowo hiszpański obraz nie wygląda na taki, co z grozą miałby cokolwiek wspólnego. Przez długi czas obserwujemy bowiem przejmujący dramat matki, która straciła wszystko, co stanowiło dla niej jakikolwiek sens. Utrata jedynego dziecka stała się dla Marii początkiem nieszczęść. Od momentu zaginięcia Diego bohaterka zaczęła bać się wody. Dotąd zajmowała się badaniem morskiej fauny, siłą rzeczy więc dająca satysfakcję praca stała się dla niej ciężarem. Co gorsza, kobieta przestała także sypiać, albowiem każde zaśnięcie stawało się bramą do strasznych koszmarów pozbawiających Marię wszystkich sił witalnych. Dopiero podjęte na własną rękę śledztwo sprawia, iż w bohaterce zaczyna tlić się nadzieja na to, że znajdzie swojego ukochanego synka.

Wraz z momentem przyjazdu Marii na „Hierro” Ibáñez zaczyna swój film stylizować na opowieść grozy. Już miejsce akcji, wulkaniczna wyspa pozbawiona praktycznie jakiejkolwiek roślinności, budzi skojarzenia z czymś na swój sposób pięknym (plaże), ale jednocześnie niebezpiecznym, a nawet wrogim. Podobnie rzecz się ma z mieszkającymi tam ludźmi. Hiszpański reżyser kreuje ich na dziwaków albo odludków z jawną wrogością spoglądających na przyjezdnych. Po spotkaniu z kilkoma takimi indywiduami razem z bohaterką zaczynamy wietrzyć spisek, tym bardziej, iż wiemy, że zaginięcie jej dziecka na wyspie nie było pierwszym. Bardzo istotną rolę w kreacji atmosfery czającego się zewsząd zagrożenia odgrywają również sny Marii. Najważniejszymi ich elementami są woda oraz nielinearny bieg czasu. O ile woda może symbolizować tęsknotę kobiety do zajęcia, jakie wykonywała przed tragedią, o tyle odwrotnie biegnący czas może tylko oznaczać silne pragnienie powrotu do czegoś, co było wcześniej. Owe koszmary przesiąknięte są nie tylko tęsknotą, lecz przede wszystkim dojmującym poczuciem straty, które dla każdej matki może być tylko jednym, piekłem. Lecz nie tylko koszmary przypominają jej o szoku oderwania od jedynego dziecka. Na jawie kobieta co jakiś czas słyszy po części intrygujące, a po części przerażające dźwięki. Wszystkie kojarzą się jej z ukochanym synem. Podobnie sprawa się ma z nawiedzającymi ją co i rusz halucynacjami. Podróżując po wyspie, kilka razy w różnych sytuacjach widzi dziecko bardzo podobne do tego zaginionego. Początkowo traktuje to jak zwidy. Z czasem jednak utwierdza się w przekonaniu, iż Diego uwięziony przez jakiegoś szaleńca cały czas jest gdzieś na wyspie.

Oglądając z uwagą „Hierro” od pewnego momentu nie mogłem się uwolnić od myśli, iż wszystkie mniej lub bardzie subtelne elementy poetyki grozy zostały dołączone do filmu Ibáñeza na siłę. Jakby najpierw twórcy mieli pomysł na dramat psychologiczny opowiadający o szoku matki wywołanym zaginięciem dziecka, a dopiero później, może pod wpływem sugestii producentów, postanowili uczynić z niego aluzyjną, trochę poetycką opowieść z dreszczykiem. I tak jak warstwa realistyczna, pokazująca w „Hierro” człowieka targanego lękiem o dziecko przekonuje, tak próba nadania całej sytuacji nadnaturalnego wymiaru już nie. W celu zaskoczenia widza zamiast precyzyjnego scenariusza użyto zbyt prostych środków, by mógł on uwierzyć w duchy nawiedzające Marię. „Wyspa zaginionych” to jednak nie jest „Dziecko Rosemary”, w którym odbiorca do samego końca trzymany był w niepewności co do przeżyć głównej bohaterki filmu Polańskiego. U Ibáñeza od pewnego momentu wszystko jest właściwie jasne.

Czy warto sięgnąć po ten film? Jeśli ktoś lubi nastrojowe obrazy, w których nie epatuje się agresywnym montażem oraz scenami przemocy, powinien w „Hierro” odnaleźć sporo zalet – cudowne zdjęcia, świetną grę aktorską (Elena Anaya) czy intrygującą warstwę muzyczną. Dla tych jednak, którzy dobrze rozeznają się w dokonaniach europejskiej czy amerykańskiej kinematografii, sama opowieść wyda się ograną i po raz kolejny wykorzystującą oklepane już schematy fabularne.

Screeny

HO, HIERRO HO, HIERRO HO, HIERRO HO, HIERRO HO, HIERRO HO, HIERRO HO, HIERRO HO, HIERRO

Zaloguj się aby móc oddać swój głos na film.
Plusy:

+ piękne, urzekające czasami zdjęcia
+ spokojna, powolna narracja
+ kreacja Eleny Anaya
+ pomysł osadzenia akcji na wyspie Hierro
+ mało słów, dużo obrazów
+ przekonuje jako dramat

Minusy:

- to już wszystko było
- od pewnego momentu przewidywalna historia
- zupełnie nie przekonuje jako kino grozy

Na forum:

Podyskutuj o filmie tutaj: Forum HO

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -