Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Poster:CITY OF THE LIVING DEAD

CITY OF THE LIVING DEAD

Miasto Żywych Trupów

ocena:9
Rok prod.:1980
Reżyser:Lucio Fulci
Kraj prod.:Włochy
Obsada:Christopher George, Katriona M.Coll, Carlo D.Mejo, Janet Agren
Autor recenzji:MK
Ocena autora:9
Ocena użytkowników:6.37
Głosów:65
Inne oceny redakcji:
Flaco - 7
Piotr Sawicki - 7
bufik - 8
Sabbath - 8
Krzysztof Kołacki - 7
BartX - 7
Skaldi - 4
Molly - 8
Skaraś - 7
Emilio - 7

Lucio Fulci – któż spośród szanujących się horrormaniaków nie zna tego reżysera, jednego z najwybitniejszych włoskich mistrzów grozy? Takie dzieła jak „Zombie Flesh Eaters”, „The Beyond” czy „House By The Cemetery” zapewniły twórcy określanemu mianem „poety gore” poczesne miejsce w panteonie sław filmowego horroru. Szczytowa forma Fulciego przypadła na lata 1979-1981, kiedy to powstały wyżej wymienione tytuły oraz czwarty z kwartetu najsłynniejszych obrazów „Lucjana” – „City Of The Living Dead”.

Film rozpoczyna się sceną samobójstwa na terenie cmentarza - ksiądz wiesza się na gałęzi. Nie wiemy nic o samym miejscu akcji ani o motywach samobójcy. Wkrótce poznajemy Mary Woodhouse, młodą dziewczynę, która podczas seansu spirytystycznego doznaje przerażającej wizji. Objawia jej się przeklęte miasto, w którym otwarta została brama piekieł, przez którą umarli przedostają się do świata żywych. Kobieta odczytuje też z płyty nagrobnej nazwę miejscowości – Dunwich. Wrażenie jest jednak tak silne, że traci ona przytomność i zostaje uznana za zmarłą. Podczas pogrzebu zainteresowany sprawą dziwnego zgonu dziennikarz Peter Bell słyszy dochodzące z trumny odgłosy – jak się okazuje, Mary żyje. Oboje wybierają się do Dunwich, gdzie tymczasem mają miejsce przerażające wydarzenia

.Klimat i gore – umiejętne połączenie tych dwóch elementów było kluczem do sukcesu większości czołowych dzieł Fulciego. Nie inaczej jest i tym razem, gdyż włoski reżyser po raz kolejny po mistrzowsku buduje atmosferę zagrożenia. Dunwich jest przedstawione jako odcięte od świata, spowite mgłą miasteczko, w którym za każdym rogiem czaić się może niebezpieczeństwo. Mimo to nie doświadczamy tutaj tylko i wyłącznie typowego suspensu, ale odczuwamy też swoistą fascynację tym dzikim i groźnym światem (spotęgowaną dodatkowo przez nawiązania do H.P. Lovecrafta), podobnie zresztą jak w innych dziełach Fulciego, takich jak „Zombie 2” czy „The Beyond”. Pełen monumentalnych grobów cmentarz, mroczna krypta, skąpane w mroku kamienne schody – obserwując takie scenerie odczuwamy nie tylko niepokój, ale i dajemy się ponieść ich złowrogiemu urokowi. W ten klimat doskonale wkomponowane są krwawe sceny, które Fulci i Sacchetti serwują nam w rytmicznych odstępach czasu. Są one bardzo odważne, ale i znakomicie wykonane – Gino De Rossi (z którym Fulci współpracował także przy kilku innych filmach, min. „House By The Cemetery”, jest on też autorem efektów specjalnych do takich filmów jak „Burial Ground: The Nights Of Terror” czy „Cannibal Ferox”) wywiązał się ze swego zadania doskonale. Duże wrażenie robi też charakteryzacja żywych trupów. Nie jest ona co prawda aż tak efektowna jak w „Zombie Flesh Eaters”, ale prezentuje się znakomicie – gnijące mięso i wijące się na twarzach nieumarłych robaki mogą przyprawić o przyspieszone bicie serca.

Wbrew pozorom „City of the Living Dead” nie jest jedynie kolejnym zombie movie. Przedstawione tu żywe trupy nie są efektami działania wirusa czy nieudanego wojskowego eksperymentu – to wysłannicy piekła, czyste zło, co dodaje im swego rodzaju mistycyzmu. Nie będą one zresztą jedynymi przejawami działania piekielnych mocy, przez co film momentami ociera się o klimat apokaliptyczny. Gdybym miał w filmografii Fulciego wskazać najbliższy „City …” obraz, bez wątpienia wybrałbym „The Beyond”, który ma jednak charakter – mimo wszystko – nieco bardziej kameralny. Z „E tu vivrai nel terrore” łączy omawiany film także mocne (choć w tym wypadku nieco niejasne) zakończenie.

Niebagatelną rolę w budowaniu opisanego już wyżej klimatu odegrała fantastyczna muzyka, skomponowana przez Fabio Frizziego (kolejny artysta ze starej gwardii Fulciego – jest on autorem ścieżki dźwiękowej min. do „Zombie Flesh Eaters”, „Manhattan Baby” i dużo późniejszego „A Cat In The Brain”). Począwszy od otwierającej film sceny, przez większą część filmu towarzyszy nam budujący napięcie utwór „Paura”, ale najmocniejszy cios przygotował Frizzi na koniec – w finale usłyszymy bowiem „Apoteosi Del Mistero”, przepiękny elektroniczny utwór, którego celem nie jest już wyłącznie budowanie klimatu. To popis włoskiego kompozytora, melodia prawie, że magiczna, wydająca się wręcz kontrastować z brutalnością przedstawionych na ekranie wydarzeń. Kto jednak jest zwolennikiem twórczości Fulciego, temu nieobcy jest taki zabieg i z pewnością zyska on w oczach widza uznanie.

W obsadzie znów roi się od znanych z innych horrorów włoskiego mistrza nazwisk. Na szczególne wyróżnienie zasłużyła Catriona MacColl („The Beyond”, „House By The Cemetery”) w roli Mary Woodhouse, która po raz kolejny popisowo oddała emocje zagubionej pośród rozlicznych niebezpieczeństw kobiety. Nieco słabiej wypadł Christopher George w roli dziennikarza, ale mimo wszystko jego gra nie przeszkadza w delektowaniu się tym niesamowitym obrazem. Pozostali aktorzy na ogół nie zawodzą, w efekcie także i pod tym względem „City of the Living Dead” prezentuje się bardzo dobrze. Fulci mruga tutaj zresztą okiem do widza, odgrywając drobną rolę patologa.

Mimo iż „Miasto żywej śmierci” jest obrazem wyśmienitym i od dawna zajmuje poczesne miejsce wśród moich ulubionych horrorów, to recenzencki obowiązek nakazuje mi wspomnieć o kilku niedostatkach, które oko widza może wyłapać w trakcie seansu. Chodzi mi tu przede wszystkim o kilka niepotrzebnych i kiepsko wykonanych efektów specjalnych – pojawianie się i znikanie widma (?) księdza, czy też ogień pojawiający się w mieszkaniu Mary na początku filmu. Z całą pewnością nie zepsują one seansu, a szczególnie zauroczeni magią filmu widzowie mogą w ogóle puścić je w niepamięć, szkoda jednak, że w tak doskonałym filmie Fulciemu przydarzyły się tak prozaiczne (choć na szczęście drobne) potknięcią.

Nie pozostaje mi nic innego jak polecić „City of the Living Dead” każdemu zwolennikowi kina grozy, gdyż jest to jedno z najwybitniejszych osiągnięć w długiej reżyserskiej karierze Lucio Fulciego. Obraz często niedoceniany i niezrozumiany, będący jednak jednym z najpiękniejszych (i najstraszniejszych !) owoców złotych dla kina grozy lat 80-tych. Doskonałe efekty gore i charakteryzacja, mroczny klimat, działające na wyobraźnie lokalizacje, porywająca muzyka – czego chcieć więcej ?

Trzygroszówki

Krzysztof Kołacki przyznał ocenę 7 i napisał:

A mnie się ten film podobał. Gore jest rzeczywiście mało, ale jak już jest to porządne (m. in. niesławna scena wydłubywania/przepoławiania oka drzazgą). Poza tym - jak dla mnie: kapitalny nastrój i sposób prowadzenia narracji. w sumie warto obejrzeć, choć rzeczywiście : nie jest ani najlepszy film Fulciego, ani też film od którego należy zaczynać przygodę z jego kinem.

Sabbath przyznał ocenę 8 i napisał:

Niesamowity i nieprzeciętny klimat tej produkcji sprawia, że "Miasto żywych trupów" staje się filmem jedynie dla wąskiego grona odbiorców. Całość nasycona jest masą świetnych efektów gore, dzięki którym film przeszedł do historii jako jeden z najbardziej "brtualnych" obrazów Lucio Fulciego. Osobiście nie wyobrażam sobie świata kina grozy bez tej pozycji - pozycja obowiązkowa dla każdego, prawidzwego pasjonata gatunku!

Majster przyznał ocenę 2 i napisał:

Do filmów z „żywymi trupami” podchodzę z dystansem. Może dlatego, że chce być mile zaskakiwany, a Fulci zaskoczył mnie nie raz. Tym razem mamy do czynienia z wyjątkowo banalną i niedorzeczną fabułą, nie ma ona wiele wspólnego ze znanymi wcześniej historiami.
Fabułę mamy za sobą, przejdźmy do klimatu. Na początku nawet wciąga, ale potem skutecznie zniechęca do oglądania. Otóż, w produkcji tej, przez 3/4 filmu nie zobaczymy żadnego „żywego trupa”, a przecież o czym jest ten film? Pod koniec pojawiają się zombie, ale prezentują się miernie. Na dodatek, zabija ksiądz-samobójca, co już jest niedorzecznością i z wcześniejszymi produkcjami Lucio Fulciego ma niewiele wspólnego. Efekty dźwiękowe są niskich lotów, chociaż momentami przygrywająca muzyczka nawet tu pasuje. Akcja toczy się w małym miasteczku, na pobliskich cmentarzach, ulicach i obrzeżach. Szkoda, że tak to spartaczono, bo sceneria w sam raz nadawała się na film o zombie. Aktorzy natomiast grają źle, jakoś tak bez wyrazu. Po obejrzeniu tego horroru miałem wrażenie, że to film klasy C, a budżet na oko wyniósł chyba nie więcej jak 500 zł. Na początku atmosfera jest świetna: gęsta mgła, samobójstwo księdza, cmentarze i powstający z grobów zmarli …Bardzo dobre są (jak zresztą w każdym filmie Fulciego) efekty wizualne. W jednej ze scen dziewczyna wymiotuje swoimi wnętrznościami, a innym razem ksiądz, ściska z tyłu głowę swoje ofiary tak mocno, że wypływa jej mózg. Należy też wspomnieć o końcówce. Tak głupiego i nienormalnego zakończenia filmu, dawno już nie widziałem. Szczyt głupoty. Tylko początkowy klimat i dobre efekty specjalne ratują ten horror przed najniższą oceną.
Zainteresowanym polecam każdy inny film Fulciego, bo ten jest jednym z najgorszych w jego dorobku.

Screeny

HO, CITY OF THE LIVING DEAD HO, CITY OF THE LIVING DEAD HO, CITY OF THE LIVING DEAD HO, CITY OF THE LIVING DEAD HO, CITY OF THE LIVING DEAD HO, CITY OF THE LIVING DEAD HO, CITY OF THE LIVING DEAD HO, CITY OF THE LIVING DEAD HO, CITY OF THE LIVING DEAD HO, CITY OF THE LIVING DEAD HO, CITY OF THE LIVING DEAD HO, CITY OF THE LIVING DEAD HO, CITY OF THE LIVING DEAD HO, CITY OF THE LIVING DEAD

Zaloguj się aby móc oddać swój głos na film.
Plusy:

+ niesamowity klimat
+ efekty gore
+ charakteryzacja zombie
+ muzyka Frizziego

Minusy:

– kilka niepotrzebnych i niezbyt udanych efektów specjalnych

Na forum:

Podyskutuj o filmie tutaj: Forum HO

Ciekawostki:

Zobacz ciekawostki do filmu

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -