Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Poster:DEADFALL TRAIL

DEADFALL TRAIL

Deadfall Trail

ocena:5
Rok prod.:2009
Reżyser:Roze
Kraj prod.:USA
Obsada:Cavin Gray Schneider, Shane Dean, Slade Hall
Autor recenzji:Drakul
Ocena autora:5
Ocena użytkowników:--
Głosów:0
Inne oceny redakcji:

Wpatrz się głęboko, głęboko w przyrodę, a wtedy wszystko lepiej zrozumiesz.
Albert Einstein

Pozwoliłem sobie na powyższy cytat nie dlatego, że Einstein uchwycił w nim szczególną prawdę o esencji nauki, ale dlatego, że oddaje on ducha filmu. Patrząc na sprawy ze skrajnego punktu widzenia możemy uznać, że wszelka nauka i wiedza jest tylko odzwierciedleniem tego, ile udało się nam zrozumieć z praw rządzących otaczającą nas naturą. Mówiąc inaczej, nie tworzymy z niczego, a odkrywamy elementy mechanizmu, który powstał zanim pojawił się nasz gatunek. Z tak pojętego, głębokiego szacunku dla doskonałości praw natury zrodziło się pragnienie „powrotu do życia zgodnie z naturą”, które jest równie stare co najstarsze cywilizacje. Nieustanny rozwój techniczny i technologiczny rodzaju ludzkiego nieuchronnie postawił nas na ścieżce wojennej z Matką Ziemią, która broni się przed wydzieraniem jej kolejnych piędzi ziemi i tajemnic. Ludzie pragną zjednoczyć się w mistyczny sposób z pradawną Matką, Gają, i żyć podle jej praw. Paradoks polega na tym, że nie ma powrotu, bo nie sposób dziś żyć bez zdobyczy cywilizacji – w każdym razie większość nie zechce się ich wyrzec w zamian za wątpliwą szansę przeżycia w głuszy. Polecam obejrzeć program Beara Gryllsa – nawet on nie może przeżyć w głuszy bez określonych produktów cywilizacji...

Nie miałem zamiaru robić wykładu o przyrodzie, ale chciałem wprowadzić Was w klimat filmu, o którym traktuje ta recenzja. Problem w tym, że wspomniany przeze mnie konflikt człowieka z przyrodą oraz jego nieustanne pragnienie powrotu do jedności z Matką Ziemią to tematy, których film w zasadzie nie porusza, a być może powinien. Powód jest zgoła prosty: film niejakiego Rozy w zasadzie o niczym nie mówi. Pewnie miała być to jakaś głębsza przypowieść o miejscu człowieka w przyrodzie, ale wyszła z niej historia o niezrównoważonym psychicznie człowieku, który interpretuje wezwanie Matki Ziemi jako nakaz zabijania ludzi. Nie jest to jednak walka przyrody z cywilizacją – wielka szkoda – a raczej smutny przykład opętanego szałem człowieka, który dobrze czuje się tylko w lesie.

Film jest utrzymany w konwencji survival. Obserwujemy w nim trójkę mężczyzn, którzy wybierają się na pieszą wyprawę w las. Marsz ma potrwać kilka dni, a jego celem jest przetrwanie w dziczy. Żywność, wodę i schronienie trzeba sobie będzie znaleźć. Problemem jest to, że jeden z trójki mężczyzn (Paul) jest zupełnym nowicjuszem, który zjawia się na wyprawie na zaproszenie Johna. Taki początek eskapady bardzo nie podoba się najbardziej doświadczonemu z nich, Julianowi, który jest wściekły, że Paul będzie ich spowalniał, a być może nawet spowoduje przedwczesne zakończenie wyprawy. Mimo to wszystko zaczyna się planowo. Mężczyźni wyruszają przed siebie, zabierając jedynie po butelce wody, nożu i worku na śmieci. Początkowo pomiędzy Paulem a Julianem panuje niechęć i agresja, ale z czasem wszystko się układa. Przez kilka pierwszych dni nic się właściwie nie dzieje. Dopiero po dotarciu do ściany lasu Paul dowiaduje się, że jednym z celów wyprawy jest polowanie na dzika za pomocą pułapki (samoróbki na bazie zaostrzonych szpikulców, którą podwiesza się na gałęzi, żeby spadła na zwierzę po zwolnieniu liny napinającej – tak właśnie działa tytułowa „deadfall”). Zamiast jednak upolować zwierzę, nieuwaga Paula powoduje przedwczesne zerwanie liny, a John przypadkowo zostaje raniony jednym z drewnianych szpikulców. Szybko staje się jasne, że wyprawa musi zostać przerwana. John zostaje umieszczony na prowizorycznych noszach, a Paul i Julian zawracają do pozostawionego parę dni temu samochodu. Podczas jednego z nocnych postojów, gdy John zaczyna mieć drgawki i gorączkę, Julian niespodziewanie... ucieka do lasu. Biegnie po prostu przed siebie, aż nagle zatrzymuje się i zaczyna mieć wizje. Widzi siebie nagiego, skąpanego we krwi, nurzającego się w małym stawie. Po chwili z wody-krwi wyłania się kobieta, z którą Julian się szarpie. Potem zamiast kobiety widzimy Johna, którego Julian dusi i topi. Wizja ustaje, a Julian zaczyna krzyczeć w głuszę, jakby do jakiejś osoby. O świcie wraca do obozowiska, gdzie zostawił Paula z Johnem. Nie wyjaśnia powodu swojego zniknięcia, ale widać, że nie jest do końca sobą. Jego zachowanie staje się niepokojące, a punktem kulminacyjnym staje się chwila, gdy cierpiący John wyjmuje sobie wciąż tkwiący w jego boku szpikulec (pozostawiony, aby nie wykrwawił się na śmierć). Z rany natychmiast zaczyna wylewać się krew, ale Julian widzi tylko jedno rozwiązanie sytuacji... zabija Johna. Od tej chwili relacje pomiędzy pozostałymi dwoma mężczyznami zamieniają się we wrogość i tylko kwestią czasu jest, gdy będą musieli stanąć przeciwko sobie. Od tej chwili czekamy już tylko na jedno: kto kogo zabije pierwszy...

Zdaję sobie sprawę, że powyższe streszczenie jest w zasadzie niespecjalnie ciekawe, ale sęk w tym, że cały film jest właśnie taki: nijaki. Wizje Juliana, a potem Paula (pod wpływem peyotlu), pojawienie się w nich nieznanej kobiety (nagiej, czasem ubrudzonej krwią), miały z pewnością dodać filmowi głębi i zamienić go w pseudo-oniryczną wyprawę w głąb jaźni bohaterów. Moim zdaniem wysiłki te spełzły na niczym, bowiem przez niemal 100 minut tego filmu oglądamy niemal wyłącznie trójkę (potem dwójkę) bohaterów, którzy uganiają się po lesie. Julian zamienia się z czasem w maniaka ogarniętego dziwną żądzą mordu, a cała głębia jego wizji sprowadza się do nakazu zabijania. Jeśli tak ma wyglądać wizja jednoczenia się z naturą wg Rozy, to jest to jakieś nieporozumienie. Film utyka przez to gdzieś pomiędzy historią o szaleńcu, a filmem grozy, nie będąc de facto ani jednym, ani drugim. Ot, kolejna historyjka bez wielkich zachwytów. Być może nie zdołałem dostrzec w filmie ukrytej głębi, ale mogę jedynie uparcie twierdzić, że jej nie ma. Jest natomiast wątek zabicia Johna przez Juliana, który wymaga dopowiedzeń, a pozostaje ślepą uliczką. Julian twierdzi bowiem, że po to właśnie przyszli do lasu, aby zabić Johna, a sam John doskonale to rozumiał. Twierdzi też, że John był złym człowiekiem, który znęcał się nad rodziną. Wszystko pięknie, ale na tym koniec. Nie wiadomo po co to powiedziano i co miało to sugerować, ponieważ na tym rzecz się kończy. Paul nie docieka, o co chodziło Julianowi, a i widz szybko o tym zapomni, bo zaraz też wracamy na starą ścieżkę, czyli „pan goni pana”.

Oględnie mówiąc, film zwyczajnie nudzi. Nie ma w nim może jakiejś porażającej dawki głupoty czy przewidywalności, ale brak jawnego sensu fabularnego powoduje, że w zasadzie nie wiadomo, po co się go ogląda. Serce nam tu mocniej nie zabije, a wzrok zacznie coraz tęskniej spoglądać na zegarek, aby doczekać upragnionego końca... Szkoda wielka, bo mogło z tego być coś więcej, niż tylko 100 minut, po których człowiek właściwie nie wie, co obejrzał.

Screeny

HO, DEADFALL TRAIL HO, DEADFALL TRAIL HO, DEADFALL TRAIL HO, DEADFALL TRAIL HO, DEADFALL TRAIL HO, DEADFALL TRAIL

Zaloguj się aby móc oddać swój głos na film.
Plusy:

+ dla wielbicieli gatunku survival, którzy nie są wybredni

Minusy:

- nuda, nuda, nuda...
- nie wiadomo w zasadzie o co w filmie chodzi...

Na forum:

Podyskutuj o filmie tutaj: Forum HO

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -