Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Poster:ZOMBIE SELF-DEFENSE FORCE a.k.a. Zonbi jieitai

ZOMBIE SELF-DEFENSE FORCE a.k.a. Zonbi jieitai

Zombie Self-Defense Force

ocena:5
Rok prod.:2006
Reżyser:Naoyuki Tomomatsu
Kraj prod.:Japonia
Obsada:Miyu Watase, Hisakatsu Oya, Jun Yamasaki, Mihiro Taniguchi, Shun Saeki
Autor recenzji:Krzysztof Gonerski
Ocena autora:5
Ocena użytkowników:--
Głosów:0
Inne oceny redakcji:

O George`u A. Romero złośliwi mówią, że jest reżyserem jednego filmu. Ale za to jakiego! „Noc żywych trupów” z 1968 r. stała się nie tylko dziełem kultowym, ale wprowadziła postać gnijącego trupa na horrorowe salony. Właściwie istota tej odmiany kina od czasów legendarnego obrazu Romero nie uległa zmianie. Zawsze bowiem chodzi o konflikt między żywymi a umarłymi zawieszonymi między życiem a śmiercią. Często powtarzają się motywy osaczenia, walki o przetrwanie, konfliktów targających ludzką społecznością i ponure przesłanie, że ludzie bywają potworniejsi od powstających z grobu zmarłych. Wszystkie ( prawie) elementy konwencji zombie movies możemy oglądać w japońskim splatterze „Zombie Self-Defense Force” Naoyuki Tomomatsu. Tyle tylko, że karykaturalnie wykrzywione w zwierciadle krwawej, makabrycznej groteski.

Gdzieś na japońskiej prowincji, na terenie lasu rozbija się statek Obcych. W skutek eksplozji cała okolica zostaje skażona radioaktywnym promieniowaniem, które wywołuje specyficzny efekt. Zmarli w swej nadgniłej postaci powracają do życia i odczuwają ogromny apetyt na ludzkie mięso. Przypadek sprawia, że w chwili wybuchu w pobliżu miejsca katastrofy znajdują się ludzie. Oddział japońskich Sił Samoobrony ćwiczy swe umiejętności w leśnych odstępach, gwiazdka pop ma sesję fotograficzną, para kochanków potajemnie spotyka się w zajeździe, a gangsterzy załatwiają porachunki między sobą. Wkrótce ich dotychczasowe zajęcia zostaną gwałtownie przerwane, gdy przyjedzie im walczyć o życie z hordami wygłodniałych zombie.

„Zombie Self-Defense Force” Naoyuki Tomomatsu to pierwsza część z serii trzech filmów pod wspólnym tytułem “Nihombie”. W skład serii wchodzą jeszcze „Undead Pool” oraz „Rika Zombie Hunter” a łączy je niski budżet, tandeta i kicz, potężna dawka gore, tłumy żywych trupów oraz dziewczyna o nadzwyczajnych zdolnościach w roli głównej. „Zombie Self-Defense Force” oferuje wszystkie z wyżej wymienionych atrakcji, ale w przeciwieństwie do dwóch pozostałych, przejawia pewne „ambicje”. Tomomatsu miał już do czynienia z tematyką „żywej śmierci” w kultowym horrorze „Stacy” (2001), opowiadającym o pladze zombie-uczennic. Ponadto znać, że jest fanem twórczości George A. Romero, ponieważ „Zombie Self-Defense Force” pełen jest aluzji do filmów tego amerykańskiego reżysera. Aluzje można przedstawiać w formie serio albo parodystycznej i tę drugą opcję wybrał Tomomatsu. Nie uważam się za wielkiego fana horrorów Romero o zombie, ale udało mi się wyłowić dwa oczywiste nawiązania. Pierwsze dotyczy bohaterów japońskiego splattera, którzy schronili się w zajeździe przed żywymi trupami. Drugi dotyczy sceny, w który jeden z żołnierzy zostaje rozerwany przez tłum zombie („Dzień żywych trupów”). Sądzę jednak, że miłośnik twórczości Romero odnajdzie więcej odniesień. Poza Romero każdy miłośnik horroru gore wychwyci aluzje do „Martwicy mózgu” Petera Jacksona w postaci noworodka-zombie.

Intertekstualna gra cytatami to dobra rzecz. Ale Tomomatsu, niestety, na niej nie poprzestał. Mimo iż jego część serii „Nihombie” jest najlepsza – zdradza ambicje parodystyczne (a parodia to nie jest łatwizna), mimo wielu bohaterów intryga jest prowadzona sprawnie a efekty gore w kilku momentach nawet nie wyglądają na sztuczne i tandetne. A jednak reżyser „Zombie Self-Defense Force” postanowił trzymać się poziomu dwóch pozostałych horrorów z serii. Toteż bohaterowie zachowują się jak idioci, a żywe trupy jak stado leniwych krów. Aż dziw, że są w stanie realnie zagrozić ludziom, no, ale ci – jak już stwierdziliśmy – są idiotami. Reżyser raczy nas także niemiłosiernie sztucznym noworodkiem-mutantem, kosmitą w kształcie odwróconego serduszka, dziewczyną-androidem (a właściwie gynoidem – kobiecą wersją robota), duchem generała Cesarskiej Armii, klątwą, megalomańskim patriotyzmem i wieloma innym „atrakcjami”. Rzecz jasna, w nagromadzeniu tylu różnych elementów można się dopatrywać strategii typowej dla parodii, gdyż jej cechą jest zagęszczanie i hiperbolizacja elementów parodiowanego dzieła. Jednak, żeby było naprawdę śmiesznie, musi być też lekko i błyskotliwie. Ta w „Zombie Self-Defense Force” jest tylko bełkotliwa.

Dlatego też zdecydowanie bardziej polecam inne horrory Tomomatsu - „Stacy” czy współreżyserowany z Yoshihiro Nishimura, „Vampire Girl vs Frankenstein Girl”. „Zombie Self-Defense Force” można zarekomendować chyba tylko najbardziej zagorzałym fanom trashowego gore.

Screeny

HO, ZOMBIE SELF-DEFENSE FORCE a.k.a. Zonbi jieitai HO, ZOMBIE SELF-DEFENSE FORCE a.k.a. Zonbi jieitai HO, ZOMBIE SELF-DEFENSE FORCE a.k.a. Zonbi jieitai HO, ZOMBIE SELF-DEFENSE FORCE a.k.a. Zonbi jieitai HO, ZOMBIE SELF-DEFENSE FORCE a.k.a. Zonbi jieitai HO, ZOMBIE SELF-DEFENSE FORCE a.k.a. Zonbi jieitai HO, ZOMBIE SELF-DEFENSE FORCE a.k.a. Zonbi jieitai HO, ZOMBIE SELF-DEFENSE FORCE a.k.a. Zonbi jieitai

Zaloguj się aby móc oddać swój głos na film.
Plusy:

+ sprawnie prowadzona intryga
+ aluzje do filmów George A. Romero i innych zombie movies
+ potężna dawka gore
+ parodystyczne ambicje

Minusy:

- jeśli to miała być parodia, to wyszła bełkotliwie i zamiast śmiesznie – głupio
- idiotyczne zachowanie bohaterów
- leniwe żywe trupy
- uroki filmowego trashu oraz konsekwencje tego

Na forum:

Podyskutuj o filmie tutaj: Forum HO

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -