Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Poster:WHAT LIES BENEATH

WHAT LIES BENEATH

Co kryje prawda

ocena:8
Rok prod.:2000
Reżyser:Robert Zameckis
Kraj prod.:USA
Obsada:Michelle Pfeiffer, Harrison Ford, Katharine Towne, Miranda Otto, James Remar, Diana Scarwid
Autor recenzji:Drakul
Ocena autora:8
Ocena użytkowników:5.75
Głosów:4
Inne oceny redakcji:

Duch – w folklorze ludowym i według spirytystów istota inteligentna, żyjąca po śmierci fizycznej człowieka, bytująca w świecie pozamaterialnym. Zgodnie z tą doktryną duchy żyją w świecie niewidzialnym, znajdującym się poza czasoprzestrzenią świata materialnego; w innym wymiarze bytowania są wszędzie, przesyłają komunikaty za pośrednictwem mediów lub bezpośrednio. Według tej koncepcji duch i dusza są synonimami. Duchy mogą manifestować się przez osobę żyjącą (medium), zmieniając jej wygląd (transfiguracja) i wagę dzięki mieszaniu fluidów, lub przemawiając i wykonując inne czynności za pośrednictwem medium. Duchy mogą komunikować się w sposób widzialny poprzez dźwięki, dotyk, hałas, zapach, poruszanie przedmiotów, pismo, rysunek, muzykę itp. (Źródło: Wikipedia)

Walę od razu z armat: udał się ten film Zemeckisowi wzorcowo. Ogląda się go z napięciem, zainteresowaniem i niemałą dozą zaangażowania umysłowego. Reżyserowi udała się dość trudna sztuka łączenia międzygatunkowego, bowiem What Lies Beneath to niezwykle udana symbioza thrillera z horrorem, bez zauważalnej przewagi któregokolwiek z tych gatunków. Film ma już 10 lat i oglądając go ponownie odnosiłem wrażenie, że od jego realizacji minęło znacznie więcej czasu. To tylko dowodzi jak wiele zmieniło się w odbiorze i technice kinowej przez zaledwie (aż?) dekadę. Film Zemeckisa jawi się jako dinozaur w świecie filmów zdominowanych przez CGI, 3D i wszechobecną „kolorowość” i „bombastyczność” produkcji. Surowość obrazu Zemeckisa jest na tym tle tak atrakcyjna, że aż się łza w oku kręci. Mogę bez cienia przesady powiedzieć, że obraz ten można postawić w jednym rzędzie z takimi tuzami jak Przylądek strachu, Adwokat diabła, Carrie czy choćby Kolekcjoner kości, żeby wymienić tylko kilka klasycznych amerykańskich thrillerów-horrorów z dawnych lat (ery, gdy w filmach o coś jeszcze chodziło).

Film jest w zasadzie połączeniem historii o duchach z klasyczną opowieścią o niewyjaśnionym zabójstwie. Oto do nowego domu w Vermont sprowadza się małżeństwo Spencerów (Norman jest utytułowanym naukowcem, a Claire byłą wiolonczelistką) z córką Caitlin. Cała trójka wydaje się być szczęśliwym stadkiem rodzinnym, które osiągnęło życiowy sukces i stabilizację. Wkrótce po odprawieniu córki do college'u, państwo Spencer próbują wypełnić pustkę po wyjeździe córki i poświęcać więcej czasu sobie samym. Nie jest to proste, ponieważ Norman prowadzi prace nad arcyważnym projektem naukowym. Claire jest więc zmuszona zorganizować sobie zajęcia, gdy mąż pracuje. Nie przychodzi jej to łatwo, ponieważ wciąż nie potrafi jeszcze dojść do siebie po wypadku samochodowym, który spowodowała w zeszłym roku, będąc w stanie silnego wzburzenia nerwowego. Traf chce, że pewnego dnia widzi z okna kolejną już kłótnię sąsiadów, państwa Feurów (Warren i Mary). Kierując się czysto kobiecym instynktem podejrzewa impulsywnego Warrena o znęcanie się nad żoną. Gdy pewnego dnia Claire słyszy szlochającą za płotem sąsiadkę, panią Feur, jej podejrzenia nabierają kształtów. Rozmowa z sąsiadką nie wnosi wiele informacji, ale daje Claire impuls do szpiegowania podejrzanego sąsiada. W tym samym czasie w domu zaczynają się dziać dziwne rzeczy, które przywodzą na myśl nawiedzenie: otwierające się drzwi, kobieca twarz widziana w wodzie czy ciągle spadające zdjęcie jej męża. Wygląda to na próbę kontaktu, ale Claire początkowo reaguje strachem, nie umiejąc zrozumieć przekazu. Gdy na ekranie komputera pojawia się skrót MEF, który sam się tam pisze, Claire nabiera pewności, że chodzi o Mary Feur. Pewnego wieczoru w czasie silnej burzy Claire widzi przez lornetkę, jak Warren Feur wkłada do bagażnika coś zawiniętego w dywan. Będąc pewną, że mąż zabił żonę (i że jej duch rzeczywiście próbował się z nią kontaktować), Claire konfrontuje się z Warrenem na korytarzu uczelni, w której pracuje Norman. W czasie, gdy Claire obrzuca Warrena Feura oskarżeniami i obelgami, z tłumu idzie w ich kierunku Mary Feur, która okazuje się całkiem żywa. Okazujący dotąd cierpliwość Norman każe żonie przestać histeryzować i zarzuca jej, że sabotuje jego projekt, nie pozwalając mu w spokoju pracować. Sprawa wydaje się załatwiona, ale Claire zaczyna prowadzić własne śledztwo dotyczące inicjałów MEF. Szybko okazuje się, że odnoszą się one do zaginionej rok temu Mary Elizabeth Frank, która pracowała na uczelni męża. Claire zaczyna łączyć fakty i dostrzegać powiązanie pomiędzy zeszłorocznym wypadkiem, zaginięciem dziewczyny i jej mężem. Podejrzewając się o popadanie w obłęd, spotyka się z psychiatrą, który sugeruje próbę nawiązania kontaktu z duchem. Od tej chwili fabuła nabiera szybkości, a Claire zaczyna dowiadywać się rzeczy, których być może wolałaby nie wiedzieć...

Mimo powyższego, dość długiego streszczenia fabuły, opisałem jedynie fazę zawiązywania akcji. Film trwa aż 2 pełne godziny i dzieje się w nim całkiem sporo, chociaż może nie jest to nadmiernie zawiłe. Cały czas obserwujemy przenikanie się sfery czystego thrillera (zabójstwo, podejrzenia, niepewność i kolejne odkrywane dowody zbrodni) z horrorem o duchach (częste „ingerencje” ducha w świat zewnętrzny, niepokojące odgłosy i powtarzające się sytuacje: otwieranie drzwi wejściowych, tłuczenie szybki ze zdjęciem Normana). Balans jest na tyle dobrze wymierzony, że przypomina schemat „zebry”: trochę thrillera, trochę horroru i znów to samo. Element dreszczowca wydaje się zyskiwać nieco wyraźniejszą przewagę dopiero w końcowej sekwencji filmu, gdzie obecność wody, elementy pościgu i walki o życie będą natrętnie przypominać końcówkę Przylądka strachu, prześwietnego thrillera Martina Scorsese. Nie powiedziałbym jednak, że jest to celowe nawiązanie – zakończenia obu filmów są wszak podobne, a nie IDENTYCZNE, więc zarzuty o plagiat nie mają tu sensu. Film Zemeckisa potrafi wytworzyć autentyczne i trwałe napięcie, stopniując wydarzenia i tworząc atmosferę osaczenia, niepewności i postępującego zagrożenia. Nawet jeśli domyślimy się dalszego przebiegu fabuły zbyt wcześnie, to nie wpłynie to na atrakcyjność samego oglądania: bać się będziemy i tak. Film sięga wprawdzie po mocno ograne dziś narzędzia do wzbudzania w widzach strachu, ale zmierzmy się z faktami: zwykle boimy się typowych rzeczy i w świecie realnym to właśnie one byłyby dla nas najbardziej przerażające, a poza tym trudno wymyślić w tej sferze wiele nowego. Lepiej więc sięgać po sprawdzone wzorce niż na siłę tworzyć kuriozalne rozwiązania.

Równie atrakcyjnie i przekonująco wypada para głównych aktorów: Forda i Pfeiffer. Nie tylko budują oni bardzo wiarygodne postaci, ale umiejętnie stopniują zmiany zachodzące w relacjach pomiędzy małżonkami i tworzącą się pomiędzy nimi nieufność. Zarówno w wymiarze jednostkowym, jak i całościowo, ogląda się oboje wyśmienicie. Nie trzeba specjalnie chwalić żadnego z tych aktorów, ale decyzja Zemeckisa o zaangażowaniu właśnie tych dwojga do ról Spencerów była więcej niż trafna. Można oczywiście odczuć niewielkie znużenie widokiem Harrisona Forda, który wielokrotnie grał już w filmach „z dreszczykiem”, tworząc podobne postaci ludzi uwikłanych w skomplikowane relacje personalne i życiowe, ale żadną miarą nie nazwałbym tego mankamentem filmu. Ford umie bowiem doskonale budować wiarygodne postaci bez uciekania się do aktorskiej brawury czy wręcz ekwilibrystyki na granicy dobrego smaku. Zaryzykuję tezę, że duet Pfeiffer-Ford to jeden z najlepszych duetów w tego typu filmach (drugi równie dobry to Lange-Nolte w wielokrotnie przywoływanym tu filmie Scorsese). Film Zemeckisa z pewnością nie porusza żadnych poważnych wątków, które zmuszałyby do refleksji. Dotyczy to zwłaszcza kwestii istnienia duchów, które tutaj nie jest w ogóle kwestionowane. Ba, żeby nie duch, los Claire byłby z pewnością całkiem odmienny. Można by było nad tym ubolewać, ale sądzę, że Robert Zemeckis postawił na solidną akcję, która dostarczy porcji autentycznego strachu, a nie na nurzanie się w filozoficzne rozważania o np. istotach nadprzyrodzonych. Film jest tak monolityczny w kwestii budowania grozy i konsekwencji pomiędzy zachodzącymi wydarzeniami, że nie ma tu właściwie miejsca na wiele więcej. Z uwagi na fakt, że wydarzenia oglądami cały czas oczami Claire, ulegając jej paranojom i panikom, mogę zaryzykować tezę, że film jest dość „kobiecy” w odbiorze, co nie jest przymiotnikiem wartościującym, a jedynie wzbogacającym. Kobieta odbiera bowiem wiele zjawisk na poziomie emocjonalnym, nie dążąc, jak mężczyźni, do szybkich i zdecydowanych rozwiązań. Pozwala to uchwycić wiele niuansów i pokazać wydarzenia w sposób bardziej „eteryczny” i niejasny.

Duże brawa, panie Zemeckis.

Screeny

HO, WHAT LIES BENEATH HO, WHAT LIES BENEATH HO, WHAT LIES BENEATH HO, WHAT LIES BENEATH HO, WHAT LIES BENEATH HO, WHAT LIES BENEATH

Zaloguj się aby móc oddać swój głos na film.
Plusy:

+ doskonale budowane i stopniowane napięcie
+ wyśmienity duet Pfeiffer-Ford
+ idealne proporcje thrillera i horroru
+ film autentycznie wciąga i angażuje uwagę
+ oszczędność środków i postawienie na minimalizm podsyca element zagrożenia
+ ciekawy, nieco „kobiecy” ogląd rzeczywistości

Minusy:

- film może nieco trącić myszką w kwestii ogranych motywów i typowych zwrotów akcji
- jeśli ktoś nie lubi Michelle Pfeiffer czy Harrisona Forda...

Na forum:

Podyskutuj o filmie tutaj: Forum HO

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -