Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Poster:I SAW THE DEVIL a.k.a. Akmareul boattda

I SAW THE DEVIL a.k.a. Akmareul boattda

Zobaczyłem diabła

ocena:9
Rok prod.:2010
Reżyser:Kim Ji-woon
Kraj prod.:Korea Południowa
Obsada:Lee Byeong-heon, Choi Min-sik, Jeon Gook-hwan, Oh Ha-san, Kim Yoon-seo, Kim In-seo
Autor recenzji:Krzysztof Gonerski
Ocena autora:9
Ocena użytkowników:8.75
Głosów:4
Inne oceny redakcji:

When you're in the most pain shivering out of fear, then I will kill you.
That's a real revenge. A real complete revenge..

/cytat z filmu/

Yoo-yeon utknęła samochodem na zaśnieżonym bezludziu. Nieoczekiwanie z pomocą przychodzi jej nieznajomy mężczyzna, który proponuje pomoc. Choć kobieta odmawia, on nie rezygnuje. W końcu odchodzi. Lecz jego samochód nie odjeżdża. W pewnym momencie mężczyzna rozbija szybę, dostaje się do wnętrza auta i kilkoma ciosami młotka pozbawia Yoo-yeon przytomności. Kilka dni później w okolicy zostaje odnalezione odcięte ludzkie ucho a w końcu głowa. Głowa Yoo-yeon. Brutalne morderstwo wstrząsa ojcem dziewczyny, emerytowanym detektywem oraz jego niedoszłym zięciem, Soo-hyeonem. Soo-hyeon jest tajnym agentem i narzeczonym zamordowanej dziewczyny. Poprzysięga nad grobem Yoo-yeon, że dorwie zabójcę i sprawi mu ból powielekroć większy niż ten, który zaznała w chwili śmierci ukochana. Soo-hyeon szybko wpada na trop sprawcy, którym okazuje się podejrzany o wiele okrutnych zbrodni Jang Gyeong-cheol. Rozpoczyna się krwawy, brutalny pojedynek między agentem a mordercą.

Azjatyckie kino (w tym grozy) jest fascynujące z wielu powodów. Najważniejszy z nich wiąże się z faktem, że filmowcy z Dalekiego Wschodu (ograniczmy się do nich) bardzo często sięgają po skrajności. Kino, które robią nie uznaje kompromisów, nie zna granic ani nie zatrzymuje się w pół drogi. Jeżeli miłość, to aż po śmierć, jeśli poświęcenie to aż po utratę życia, jeśli zemsta, to do całkowitego zatracenia. To, co skrajne jest niebywale efektowne i przede wszystkim nie pozostawia odbiorcy obojętnym. Film, który nie boi się sięgać po drastyczne środki, wywołuje emocje, a przecież na tym polega sztuka. Dzieło sztuki, które nie budzi w odbiorcy żadnych lub tylko „letnie” emocje świadczy, że jego twórca powinien jak najszybciej poszukać sobie innego zajęcia. Już Arystoteles w słynnym dziele „Poetyka”, przy okazji definiowania estetyczno-emocjonalnej funkcji antycznej tragedii, pisał że jednym z jej zadań jest wzbudzanie w widzu intensywnych doznań litości i trwogi. Nazwał tę funkcję katharsis („oczyszczenie”).

Ten przydługi wstęp pojawił się nie bez powodu. „I Saw The Devil” - najnowszy film Kim Ji-woona, twórcy znanego z reżyserii „Opowieści o dwóch siostrach” i „Słodko-gorzkiego życia”, jest bowiem ucieleśnieniem koncepcji katharsis. Ukazuje bowiem żądzę odwetu jako potężną destrukcyjną siłę, której nie można powstrzymać. Historia, którą opowiada Kim jest nieprzyzwoicie prosta i nieskomplikowana. Popełniono okrutną zbrodnie, sprawcy nie złapano, bliski ofiary poprzysięga zemstę. Czy można z tak zarysowanego schematu wyciągnąć emocje o sile islandzkiego wulkanu? Co można jeszcze dodać/zmienić/uzupełnić w tak zgranym szablonie? Okazuje się, że można. O ile za film zabiera się artysta z najwyższej półki. Taki jak Kim Ji-woon.

Co zatem faktycznie uczynił z konwencją revenge movie koreański reżyser? Przede wszystkim postawił na emocje. Czasem zarzuca się „I Saw The Devil”, że fabuła prościutka, głębia niewielka, przesłanie banalne. Ale takie podejście świadczy o niezrozumieniu intencji twórcy. Nie chodziło o wyważanie otwartych drzwi, nie chodziło nawet o zdyskontowanie sławy „Oldboya” i wdawanie się z filmem Park Chan-wooka w dyskusję. Kim – tak przynajmniej wynika z analizy jego filmu – pragnął nade wszystko wzbudzić emocje, poruszyć najgłębsze struny duszy i wywołać katharsis. W tym celu świadomie uprościł fabułę. Poza kilkoma pomniejszymi wątkami, zajmującymi niewiele ekranowego czasu, nic nie przeszkadza w rozwijaniu zasadniczej intrygi opowiadająca o zemście Soo-hyeona na psychopatycznym zabójcy Gyeong-cheolu. Ba, nawet postaci głównych antagonistów nakreślone są grubą kreską. Soo-hyeon to szaleniec owładnięty obsesją zemsty, jego przeciwnik to bestia w ludzkie skórze, zabijający i kopulujący przy każdej okazji. Nie ma mowy o psychologicznych niuansach, o ambiwalencji. Obydwaj bohaterowie są w istocie potworami. Obaj stanowią dowód na potwierdzenie słynnej sentencji Fridricha Nietzsche, że „ktokolwiek walczy z potworami powinien uważać aby sam nie stal się potworem (….)” Nie jest zatem subtelnie, ale to nie zarzut. Nie, jeśli dosadność jest świadomą, twórczą strategią.

Kim nie cacka się w filozofię, w głębię czy psychologię (aczkolwiek zachowania bohaterów jak najbardziej mieszczą się w granicach prawdopodobieństwa). Wie, bowiem dobrze, że wszystkie te elementy osłabiają intensywność przekazu. „I Saw The Devil” nie jest bowiem opowieścią o zemście, to opowieść o esencji zemsty, odfiltrowana z filozoficznych dygresji, psychologicznych subtelności, fabularnych komplikacji. Esencją zemsty jest bowiem odpłata; „oko za oko, ząb za ząb”. By wyrządzający krzywdę nie tylko poniósł karę, ale by zaznał tego samego cierpienia, bólu i strachu co skrzywdzona ofiara. Do tego dąży Soo-hyeon i taką esencjonalną zemstę pokazuje Kim. Radykalizm podejścia do tak wyświechtanego tematu decyduje o oryginalności „I Saw The Devil” i o jego niebywałym potencjale emocjonalnym.

Ale „I Saw The Devil” to nie tylko potężna dawka ekstremalnych emocji. To również realizacyjny majstersztyk. Reżyseria, zdjęcia, muzyka, scenografia i gra aktorów przypomina perfekcyjnie działającą maszynę, którą Kim wprawia w ruch z każdą upływającą minutą zwiększając jej obroty. Obraz twórcy „Opowieść o dwóch siostrach” ogląda się jak w transie. Choć na ekranie dzieją się rzeczy odrażające i przerażające nie sposób się oderwać. Tutaj każda scena jest zrealizowane tak jakby było najważniejsze w filmie. Przykłady? Trzeba by cytować scenę, po scenie ale warto zwrócić uwagę na morderstwo w taksówce czy pojedynek w domu przyjaciela Gyeong-cheolu. A do realizacyjnej perfekcji dochodzi aktorska perfekcja odtwórców głównych ról. Choi Min-sik znany z kultowego „Oldboya” jest w roli psychopaty nieobliczalny, zwierzęcy i autentycznie przerażający. Lee Byeong-heon, podobnie jak w „Słodko-gorzkim życiu” gra na kontraście miedzy szczupłym, chłopięcym wyglądem a bezwzględną brutalnością i obłąkańczą determinacją w dążeniu do celu. Czysta przyjemność oglądać na ekranie dwie tak fenomenalnie zagrane postaci.

Seans najnowszego dzieła twórcy „Opowieści o dwóch siostrach” nie jest lekki, łatwy i przyjemny. Wymaga od widza uświadomienie sobie a następnie akceptacji faktu, że reżyser z pełną premedytacją posługuje się radykalizmem (także moralnym). Obraz Kima jest bowiem zaskakująco brutalny, momentami natężenie drastyczności, obłędu i perwersji jest tak wielkie, że zbliża koreański thriller do estetyki torture porno. Rozbijanie głowy młotkiem, metalową rurką, wyrywanie szczęki, przebijanie dłoni, twarzy, dekapitacje, ćwiartowanie, brutalne, uprzedmiotowiające traktowanie kobiet – aż sam poczułem się zdumiony. Co prawda w „Słodko-gorzkim życiu” Kim nie żałował wstrząsających widoków masakry na członkach gangu, lecz przemoc w „I Saw The Devil” jest wręcz przerażająco rażąca. Ale nie jest to puste, doraźne szokowanie. Chodzi nie tylko o ukazanie bestialstwa mordercy i bynajmniej nie mniejszego, ścigającego go Soo-hyeona.

Najważniejszym tematem obrazu koreańskiego reżysera jest bowiem cierpienie, ból. Ból po stracie ukochanej osoby, ból fizyczny, ból psychiczny, cierpienie krzywdzonych ofiar. Oglądanie „I Saw the Devil” nie jest przyjemne, bo jego twórcy robią wszystko, by ból, którego doświadczają bohaterowie, przelał się na widzów. Eksponują przemoc, bestialstwo, ludzkie ciało jest kaleczone, cięte i roztrzaskiwane, twarze bohaterów wykrzywione w grymasach niewysłowionego bólu, szeroko otwarte oczy, w których czai się przerażenie przed nieludzkim cierpieniem. Film Kima wgryza się w naszą psychikę, bije pięścią prosto w twarz. Bo tak jak powiedział w jednym z wywiadów Takashi Miike, nota bene specjalista od kina skrajności, „prawdziwa sztuka nie ma nic wspólnego z głaskaniem.” A poza tym jak osiągnąć katharsis nie potrząsając widzem?

Screeny

HO, I SAW THE DEVIL a.k.a. Akmareul boattda HO, I SAW THE DEVIL a.k.a. Akmareul boattda HO, I SAW THE DEVIL a.k.a. Akmareul boattda HO, I SAW THE DEVIL a.k.a. Akmareul boattda HO, I SAW THE DEVIL a.k.a. Akmareul boattda HO, I SAW THE DEVIL a.k.a. Akmareul boattda HO, I SAW THE DEVIL a.k.a. Akmareul boattda HO, I SAW THE DEVIL a.k.a. Akmareul boattda HO, I SAW THE DEVIL a.k.a. Akmareul boattda HO, I SAW THE DEVIL a.k.a. Akmareul boattda

Zaloguj się aby móc oddać swój głos na film.
Plusy:

+ realizacyjny majstersztyk
+ film ogląda się jak w transie
+ radykalizm jako świadoma metoda opisu filmowego świata
+ ogromny potencjał emocjonalny
+ jak na thriller niebywale brutalny
+ esencjonalne potraktowanie motywu zemsty
+ finał rzeczywiście wieńczy dzieło
+ autentycznie przerażający Choi Min-sik w roli seryjnego mordercy
+ charyzmatyczny, szalony Lee Byeong-heon w roli mściciela
+ ten film nie głaszcze, ale wali prosto w twarz

Minusy:

- niektórym mogą przeszkadzać uproszczenia fabularne, psychologiczne i brak „głębi”
- zdecydowanie nie dla wrażliwych widzów

Na forum:

Podyskutuj o filmie tutaj: Forum HO

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -