Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Poster:PSYCHO SHARK

PSYCHO SHARK

Psycho Shark

ocena:7
Rok prod.:2009
Reżyser:John Hijiri
Kraj prod.:Japonia
Obsada:Nonami Takizawa, Airi Nakajima, Hisashi Izumi
Autor recenzji:Adach
Ocena autora:7
Ocena użytkowników:--
Głosów:0
Inne oceny redakcji:

Co przeciętny Polak wie o kuchni azjatyckiej? Bardzo mało. Choć w większych miastach można z powodzeniem odnaleźć restaurację lub inny lokal serwujący specjały z tego regionu świata. Czy ktoś z was kosztował zupy z płetwy rekina? Przypuszczam, że niewielu. To popularny japoński przysmak, który z powodzeniem mogę porównać do recenzowanego horroru - „Psycho Shark”. Jak zatem John Hijiri, kucharz – reżyser, przygotował swój obraz? Przepis jest prosty – cztery płetwy rekina, dwie pary kobiecych pośladków i dwa biusty, dwa litry wody morskiej, pięć łyżek stołowych krwi, do smaku doprawić dwiema szczyptami Lyncha, szczyptą Nakaty. Całość gotować przez 70 minut. W ten sposób otrzymamy potrawę dosyć smaczną i sytą. Jak to danie prezentuje się w rzeczywistości?

Dwie przyjaciółki Mai i Miki wynajmują domek na wyspie położonej w południowej Japonii. Kiedy nie mogą znaleźć hotelu, z pomocą przychodzi im miejscowy chłopak, odprowadzając je do ich lokum. Dziewczyny od początku przy pomocy kamery dokumentują swoje wakacje, kręcąc właściwie wszystko co możliwe – nie tylko siebie, czy pejzaże, ale nawet hotelowe meble. Następnego dnia Mai wraz z chłopakiem, który wcześniej im pomógł, udaje się na plażę. W tym czasie Miki znajduje pod łóżkiem tajemniczą kasetę video. To, co na niej dostrzega zaczyna ją niepokoić. Uzmysławia sobie, że ich poprzedniczki, autorki filmu, spotkało coś dziwnego, niebezpieczeństwo, które być może zagraża także jej i Mai.


Najpierw kilka słów wyjaśnienia. We wstępie dopuściłem się drobnego oszustwa. Zupa z płetwy rekina jest oczywiście daniem kuchni chińskiej. W podobny sposób postąpili jednak twórcy „Psycho Shark”, filmu, którego pierwotny tytuł brzmiał „Jaws in Japan”, sugerując tym samym, że obraz jest japońską wersją „Szczęk” Stevena Spielberga. Nawet opublikowano poster, na którym widać przede wszystkim rekina z szeroko rozwartymi szczękami. Co jest nieprawdą. Stylistycznie najbliżej filmowi do konwencji slashera, choć i to nie do końca. Na tym polega urok i jednocześnie największa być może wada obrazu. Trudno go jednoznacznie sklasyfikować. Powodem tego nie jest jednak tylko bezpośredni zamiar reżysera a chaos częściowo wynikający ze scenariusza. Twórcy postawili sobie ambitne zadanie nakręcenia własnej wersji horroru dokumentalnego. Ich założeniem nie było jednak postawić przed kamerą dziennikarkę, która wybierze się nad plażę i będzie kręciła materiał o jakimś kurorcie turystycznym. W tej roli postawili dwie dziewczyny, które po prostu chciały w taki sposób upamiętnić swój pobyt nad wodą. Czyż japońscy turyści nie kojarzą nam się najczęściej z grupką uśmiechniętych ludzi, którzy nieustannie wszystko fotografują lub kręcą?

John Hijiri we współpracy z Yasutaka Nagano, najbardziej doświadczonym członkiem ekipy filmowej, który stał za kamerą, min. „Executive Koala”, „Machine Girl” i „Robogeisha”, poszli nieco dalej. Postanowili zmiksować kilka technik. Wiele ujęć to tworzenie pamiątki z wakacji, a ich autorkami są bezpośrednio Miki i Mai. W innych scenach twórcy sięgnęli po sposób kręcenia obecny w reality show. Stąd ujęcia zza krzaków, czy w pomieszczeniach – kamera zawieszona pod sufitem. Poza konwencję znaną z „Blair Witch Project” wychodzi także udźwiękowienie, które nie odbiega od zwykłych filmów fabularnych. Muzyka pojawia się dosyć często, podkreślając rozwój wypadków lub dynamizując akcję. Zabieg to był całkiem udany. Hijiri wpadł na jeszcze jeden świetny pomysł. Rozwinął fabułę w dwóch przestrzeniach czasowych. W pierwszej oglądamy główne bohaterki i ich pobyt. Właściwie nic ciekawego - typowa pocztówka turystyczna. Zagadkowo i ciekawie robi się dopiero kiedy Miki zaczyna oglądać znalezioną kasetę, na której także właściwie niewiele się dzieje. Ona też sobie zdaje z tego sprawę i raz po raz przewija taśmę do przodu. Dopiero ten zabieg pozwala jej (nam również) odkrywać niebezpieczeństwo, które na nie czyha. Dynamizuje to także akcję horroru. Czy główne bohaterki są w stanie uniknąć losu poprzedniczek?

Właściwie wszystko, o czym napisałem wcześniej szkicuje fabułę bardzo prostą. I tak jest w rzeczywistości. Byłaby to owa omawiana wcześniej zwykła pocztówka z wakacji, gdyby nie finał, o którym w nieco dalszej części recenzji. Cóż zatem jest porywająco w obrazie Hijiri? Z jednej strony to wspomniana zabawa konwencjami filmowymi oraz odkrywanie tajemnicy. Wcześniej nie wspomniałem o jeszcze jednym sposobie prowadzenia kamery przez Yasutaka Nagano. Fabułę powiązano dodatkowo także światem japońskiej popkultury, a właściwie tylko pewnym zjawiskom występującym w Kraju Kwitnącej Wiśni. Nonami Takizawa, filmowa Miki, jest dosyć popularną tzw. Gravure Idol. Panie tak określane to po prostu pewien rodzaj modelek, które pozują zazwyczaj bardzo skąpo odziane (jednak nie nagie) do zdjęć i specjalnych filmów prowokujących męską wyobraźnię. Często są także ozdobą pism dla panów. Sposób prezentowania głównych bohaterek, to trzeci sposób kreowania ujęć, w którym oko kamery stara się jak najwięcej czasu poświęcić biustom i pośladkom głównych bohaterek. Należy dodać, że aktorki przez prawie cały seans odziane są w bikini i we wspomnianych ujęciach bardzo często przyjmują prowokacyjne pozy.

Trzy sposoby pracy kamer to niezły miks, ale także ryzyko eksperymentu, który nie każdy widz musi zaakceptować. Dodatkowo „Psycho Shark” ociera się o zjawisko pop kultury, niestety dla zachodniego kinomana - japońskiej, a więc nie do końca być może dla nas zrozumiałej. Hijiri nie przejmował się jednak widzami z innych kręgów kulturowych. Wspomniany miks, tworząca się tajemnica, a także nawiązania do głośnych obrazów, takich jak „Ringu” (Nakata), czy „Psychoza” (Hitchock), właściwie budują niezwykłą atmosferę filmu. Twórcy posunęli się jednak jeszcze dalej. Jakby mało było eksperymentów z kamerami, to postanowili także trochę pokręcić fabułą. W jaki sposób jednak nie zdradzę, napiszę tylko, iż ma to związek z tytułowym rekinem.

W finale „Psycho Shark” znajdujemy surrealistyczną scenę. Nie jest ona jednak tak do końca zaskakująca. Zresztą można odnieść wrażenie, że twórcy nie chcieli tracić czasu na budowanie niespodziewanego zakończenia, do którego nie należy przykładać zbyt wielkiej wagi. W recenzowanym horrorze nie finał jest najważniejszy, co nie oznacza, iż nie należy doszukiwać się pewnego przesłania. Bardziej liczy się droga do niego prowadząca. „Psycho Shark” zatem to potrawa, którą należy się delektować przez cały seans. Czy dostaniemy po niej niestrawności? To danie specyficzne, nie dla każdego. Budżet i konwencja filmu pozwala przypuszczać, że posiłku tego nie znajdziemy w luksusowej restauracji a nadmorskiej obskurnej knajpce, z niezbyt czystą ubikacją i kelnerem, który być może napluje nam do zupy zwanej „Psycho Shark”.

Screeny

HO, PSYCHO SHARK HO, PSYCHO SHARK HO, PSYCHO SHARK HO, PSYCHO SHARK HO, PSYCHO SHARK HO, PSYCHO SHARK HO, PSYCHO SHARK HO, PSYCHO SHARK HO, PSYCHO SHARK HO, PSYCHO SHARK HO, PSYCHO SHARK HO, PSYCHO SHARK HO, PSYCHO SHARK

Zaloguj się aby móc oddać swój głos na film.
Plusy:

+ reżyseria
+ pomysłowa fabuła
+ śmiałe zastosowanie techniki dokumentalnej
+ praca kamer
+ muzyka
+ Nonami Takizawa
+ Airi Nakajima

Minusy:

- to jednak kino klasy B
- sztuka aktorska
- tytuł skutecznie oszukuje widza

Na forum:

Podyskutuj o filmie tutaj: Forum HO

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -