Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Poster:FLAT, A

FLAT, A

Flat, A

ocena:1
Rok prod.:2010
Reżyser:Hemat Madhukar
Kraj prod.:Indie
Obsada:Jimmy Shergill, Hazel Croney, Sanjay Suri, Sachin Khedekar, Kaveri Jha
Autor recenzji:Drakul
Ocena autora:1
Ocena użytkowników:--
Głosów:0
Inne oceny redakcji:

Niech ktoś z ręką na sercu przyzna się sam wobec siebie, ile właściwie wie o Indiach i tamtejszej kulturze? W moim przypadku odpowiedź jest prosta: właściwie niewiele. Z europejskiego punktu widzenia jest to kultura tak nam obca i nieznana, że nie ma żadnego przełożenia na znane nam kody i normy społeczne czy obyczajowe. Paradoksem wydaje się to, że jest to kultura przestrzennie ograniczona, ponieważ dotyczy wyłącznie terytorium jednego państwa, choć żyje tam ponad miliard mieszkańców. Tak, jak nie rozumiem kultury tego kraju, tak tym bardziej obca jest mi wymowa produkowanych tam filmów i całego zjawiska zwanego Bollywood. Dopóki nie spotkam kogoś, kto mi co nieco w tej sferze naświetli, tak już pewnie pozostanie.

I tak wreszcie zdarzyło się, że w mojej stosunkowo krótkiej karierze recenzenta napotkałem na film, który nie mieści się w żadnej kategorii i nie wiadomo, co z nim zrobić. W trakcie oglądania próbowałem wymyślić jakiś sposób, aby upchnąć gdzieś to dziwadło, ale się nie udało. Możliwości są bowiem dwie: nie rozumiejąc kultury i kina indyjskiego, nie potrafię przedrzeć się przez ten film; lub jest on tak wielką pomyłką, że mój mózg od razu odrzucił propozycję współpracy. Mówiąc skrótowo, film można uznać za horrendalne nieporozumienie, które spowoduje u widza europejskiego salwy śmiechu, atak wściekłości lub natychmiastowe wyłączenie płyty/wyjście z kina (w to drugie raczej wątpię, bo w kinach tego nie uświadczymy). Stąd właśnie przyznanie tylko jednej czaszki (wolałbym nie dawać żadnej, ale chyba nie mogę...). Nie jest to ani horror, ani thriller, co szumnie zapowiadano na stronach z informacjami o filmie, a jakiś niedorzeczny pastisz kina Bollywood, gdzie przepleciono romans z nieudolnie zbudowanym dramatem i zapożyczeniami z horroru japońskiego (symbolicznie zresztą).

Trudno w tym filmie właściwie mówić o fabule, bo jej w zasadzie nie ma. Przeplatają tu się dwie historie miłosne dotyczące dwóch przyjaciół, których wspólnym ogniwem jest tytułowe mieszkanie. W owym mieszkaniu, które jeden z przyjaciół, Rahul, wynajął drugiemu (Karanowi). Obaj uwikłani są w nieszczęśliwe miłości z tą różnicą, że Rahul zostawił swoją ciężarną dziewczynę (Preety) i wyjechał pracować w Stanach, a Karan okazał się zimnym draniem, który porwał ze wsi dziewczynę, aby ją poślubić i pozostawić samą w mieszkaniu (potem okaże się, że z zemsty na jej ojcu, który przeszkodził mu w inwestycji i naraził na straty). Gdy Rahul wraca z Ameryki, aby odzyskać swoją dziewczynę, w wynajętym przez niego mieszkaniu ginie jego ojciec. Rahul jedzie tam, aby obejrzeć mieszkanie i niespodziewanie zostaje w nim zamknięty. Wszelkie próby uwolnienia zawodzą, a wkrótce okazuje się, że nie jest w swoim domu sam. Jest w nim jeszcze duch dziewczyny, która z czasem okaże się żoną Karana (tą uprowadzoną ze wsi). Rozwiązaniem problemu okazuje się konfrontacja pomiędzy Rahulem, Karanem i duchem dziewczyny...

Film przypomina układankę. Historia niby rozwija się liniowo, ale jest nieustannie przeplatana obrazami z przeszłości, które mają wyjaśniać zawiłości relacji miłosnych bohaterów filmu. Jakby tego było mało, film wydaje się być złożony z dwóch części: opowieści o Rahulu i opowieści o Karanie, co powoduje dysonans poznawczy u widza: o kim właściwie jest ten film? Historia, która miała być z założenia opowieścią o duchu dotyczy tylko Karana, a Rahul zostaje w nią wplątany tylko dlatego, że wynajął mu mieszkanie. Do tego dochodzi środkowa sekwencja rodem z Bollywood, gdzie roztańczeni i rozśpiewani wieśniacy pojawiają się niczym deus ex machina (ostrzegam, że co wrażliwsi mogą tu umrzeć ze śmiechu lub cisnąć czymś w ekran...). Wszystko to zostaje ze sobą przemieszane i zamienione w coś całkowicie niezrozumiałego. Może i tak wyglądają filmy z Bollywood – nie wiem, bo się nie znam. Dla przeciętnego fana horroru film jest jednak nie do przełknięcia: aktorzy grają jak drewno (mają w arsenale stały zestaw min), sposób kręcenia i montażu przypomina serial z kanału Zone Romantica, a nad całością unosi się klimat romansu podlanego sosem dramatycznym znanym z południowoamerykańskich telenoweli. Wszystko to razem jest absolutnie straszne do oglądania i sam nie wiem, jak dotrwałem do końca. Gwoździem do trumny okazują się dodatkowo dialogi w filmie: przez większość czasu nie wiadomo właściwie o czym bohaterowie rozmawiają, a w drugiej części filmu nie mówią prawie wcale...

Łatwo się domyślić, że nie uświadczymy w tym dziele krztyny horroru czy choćby thrillera – chyba, że w Indiach takich rzeczy się boją. Do końca filmu ma się wrażenie, że reżyser zrobił kolejny film o tym samym i w tym samym stylu, co tysiące romansów z Indii, i doszedł do wniosku, że sama obecność ducha spowitego w długie, czarne włosy (ukłon w stronę Japonii) zamieni film w horror. W efekcie film jest totalną porażką i wydaje się tak absurdalnym żartem, że do teraz jeszcze ciężko mi uwierzyć, że przyszło mi go recenzować.

Ostrzeżenie dla fanów horroru: produkt silnie toksyczny, może powodować zatrucie i wymioty. W razie napotkania natychmiast zutylizować.

Screeny

HO, FLAT, A HO, FLAT, A HO, FLAT, A HO, FLAT, A HO, FLAT, A HO, FLAT, A HO, FLAT, A HO, FLAT, A HO, FLAT, A HO, FLAT, A

Zaloguj się aby móc oddać swój głos na film.
Plusy:

+ brak

Minusy:

- wszystko, co tylko się da tu zmieścić

Na forum:

Podyskutuj o filmie tutaj: Forum HO

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -