Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Poster:SKYLINE

SKYLINE

Skyline

ocena:5
Rok prod.:2010
Reżyser:Colin i Greg Strause
Kraj prod.:USA
Obsada:Eric Balfour, Scottie Thompson, Brittany Daniel, Crystal Reed, Neil Hopkins, David Zayas, Donald Faison
Autor recenzji:Drakul
Ocena autora:5
Ocena użytkowników:3
Głosów:2
Inne oceny redakcji:

Jak to jest, że ilekroć kino pokazuje spotkanie z obcą cywilizacją, kończy się to konfliktem? Nieustanne podsycanie lęków stworzonych sztucznie w czasie zimnej wojny, gdy człowiek zdołał wreszcie sięgnąć nieba, wydaje się dziś archaiczne i głupie. Tym bardziej, że nauka walczy z tak jednowymiarowym postrzeganiem problemu, oferując wiele możliwości i wariantów faktycznego spotkania z inną cywilizacją. W umyśle przeciętnego widza utrwala się jednak obraz wrogich obcych, którzy chcą unicestwić naszą cywilizację (reprezentowaną zwykle przez Amerykę...). Nie pozostaje nam więc nic innego jak przyjąć do wiadomości, że dzień spotkania z przybyszami z Kosmosu będzie jednocześnie początkiem wojny o przetrwanie. Tylko kto w to naprawdę wierzy?

Wizja proponowana przez braci Strause jest nie tylko kolejnym dowodem na to, że Amerykanie szykują się na wojnę z całym Kosmosem, ale także odcinaniem kuponów od poprzedników. Oglądając ten film nie sposób bowiem oprzeć się wrażeniu, że panowie nadmiernie zapatrzyli się w dzieła pokroju Dzień niepodległości czy Wojna światów, a być może również w gry komputerowe (np. Crysis). Inspiracje i zapożyczenia są tak natrętnie widoczne, że aż nie chce się wierzyć, że to tylko inspiracje. Jest to raczej symbol tego, że poprzednicy wyczerpali temat i wzorców trzeba szukać raczej w nowej fali zmagającej się z tym tematem (District 9 czy Monsters). Szkoda, że film nie oferuje żadnej refleksji, a jedynie powiela schematy przy użyciu papierowych postaci.

Zacząłem recenzję od wniosków końcowych, ale niech to posłuży za ostrzeżenie dla tych, którzy, podobnie jak ja, oczekiwali po filmie więcej. Po przeczytaniu powyższych słów będziecie przynajmniej wiedzieli, żeby nie robić sobie nadziei. Co oferuje fabuła? Historia jest prosta jak rura w kanalizacji. Oto pewnego dnia w jakimś amerykańskim mieście lądują Obcy. Pojawiają się w postaci jasnoniebieskich snopów światła, które wyznaczają lądowiska dla statków najeźdźców. Celem tej „przyjacielskiej wizyty” jest anihilacja rodzaju ludzkiego i wykorzystanie ich mózgów do budowania własnej armii. To wszystko dzieje się na oczach głównych bohaterów-przyjaciół, którzy spotkali się na szczycie jednego z hotelowych wieżowców. Terry odniósł sukces finansowy jako bliżej nieokreślony producent (muzyki?), a Jarrod to jego dawny współpracownik, który pomógł mu odnieść sukces. Wątki poboczne, które nadbudowują się w związku z przeszłością bohaterów są zupełnie nieistotne i nie wnoszą nic do przebiegu akcji (czasem się zastanawiam, po co w ogóle je wrzucać, nie lepiej skupić się w całości na osi głównej?) – można je zupełnie pominąć. Osią filmu staje się więc inwazja Obcych i próby przetrwania w obliczu napaści.

I tu pojawia się możliwość wykorzystania filmu do pokazania ludzi, którzy próbują walczyć i przetrwać w obliczu czegoś, czego nie rozumieją i co ich przerasta (udało się to w bardzo dobrym Project: Monster). Tymczasem reżyserzy stawiają jednak na dynamizm akcji i heroizm poszczególnych postaci, które starają się podjąć jakieś działania, aby wyjść z matni. Byłoby to wystarczająco interesujące, gdyby zarysowane postaci nie były papierowe i zaoferowały nieco więcej warsztatu aktorskiego. Nie widać po nich jednak, że doświadczają zjawisk, które im się nawet nie śniły, a ich zachowania i reakcje są przez to mocno nieautentyczne. Film jest tym samym interesujący tylko do momentu, gdy inwazja faktycznie się zaczyna. Potem schemat zaczyna gonić schemat. Poszczególne sceny wydają się być kopiami innych filmów (wspominany Dzień niepodległości), a nawet gier komputerowych – cały film przypomina zresztą jakąś grę. Obcym nic się nie da zrobić i nawet ich uśmiercenie okazuje się tylko pozorne. Nawet tak beznadziejna sytuacja, która powinna spowodować całkowity upadek wiary w sens walki, nie przeszkadza naszym bohaterom dalej uciekać – nie wiadomo jednak po co to robią, bo nie ma już nadziei. Wszyscy muszą dostać się w łapy Obcych. Twórcy filmu zaryzykowali również wyjaśnienie, po co Obcym są ludzie. Kontakt z niebieskim światłem powoduje u człowieka utratę kontroli i bezwolne wessanie do wnętrza wielkiego statku lub istoty-nośnika, która transportuje porwanych do wnętrza statku. Tam ludzie zostają pozbawieni głów, a ich mózgi wkładane są do nowotworzonych istot – nie do końca wiadomo jednak, o co w tym chodzi. To powoduje, że wyjaśnienie dla inwazji Obcych jest niepełne i zdradza, że twórcy chyba sami nie byli pewni, jak to wszystko razem spiąć. Na śmieszność natomiast zakrawa to, co dzieje się z Obcym, gdy pochłania mózg Jarroda, a równie śmieszne są reakcje na odnalezienie kobiety w ciąży – czy to miałoby jakiekolwiek znaczenie dla najeźdźców? Sama końcówka filmu to w zasadzie cyrk, który rozpaczliwie stara się w mocny sposób podsumować fabułę. Co z tego, jeśli miałkość tej sekcji filmu zdradza kruchość całej budowli: film jest nieprzekonujący, pusty i opowiada banalną historyjkę, którą można sobie samemu wymyślić na poczekaniu. Nie nazwałbym może tego dziełka całkowitą stratą czasu, ponieważ widziałem o wiele gorsze filmy, ale na pewno warto to pominąć i szukać czegoś, co dostarczy nieco mocniejszych wrażeń.

Na koniec jeszcze słówko o tym, czy uchodzi recenzować ten film na naszych łamach. Cóż, definiuję kino grozy sensu largo i z tego powodu uważam, że film zdecydowanie romansuje z horrorem: są potwory z Kosmosu, trup się ściele, jest zagrożenie i walka o przetrwanie. Nie jest to na pewno typowy horror, ale dziś coraz trudniej o określenie tego, co nim jest. Z tego powodu zaryzykowałem i postanowiłem umieścić ten film w dziale recenzji.

Nie wiem jak Wy, ale ja będę następnym razem o wiele ostrożniejszy w dotykaniu filmów poruszających tematykę kontaktów ludzi z Obcymi.

Screeny

HO, SKYLINE HO, SKYLINE HO, SKYLINE HO, SKYLINE HO, SKYLINE HO, SKYLINE

Zaloguj się aby móc oddać swój głos na film.
Plusy:

+ film da się obejrzeć bez specjalnych nudności
+ pierwsze pół godziny jest bardzo przyzwoite i wiele obiecuje
+ Eric Balfour ma zadatki na dobrego aktora

Minusy:

- nuda, schematyzm, powielanie pomysłów
- zbyt widoczne i nachalne zapożyczenia z innych filmów z gatunku
- banalny scenariusz i akcja, która nie prowadzi do żadnych wniosków
- trochę za mocno widać komputerowo generowane obrazy
- fatalna końcówka

Na forum:

Podyskutuj o filmie tutaj: Forum HO

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -