Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Poster:I SPIT ON YOUR GRAVE (remake)

I SPIT ON YOUR GRAVE (remake)

Pluję na twój grób

ocena:5
Rok prod.:2010
Reżyser:Steven Monroe
Kraj prod.:USA
Obsada:Sarah Butler, Daniel Franzese, Chad Lindberg, Jeff Branson, Tracey Walter, Andrew Howard, Mollie Milligan, Rodney Eastman
Autor recenzji:Drakul
Ocena autora:5
Ocena użytkowników:6
Głosów:1
Inne oceny redakcji:

Zgwałcenie – w szerokim tego słowa znaczeniu jest to zmuszenie drugiej osoby do obcowania płciowego, poddania się innej czynności seksualnej lub wykonania takiej czynności: • przy użyciu przemocy, groźby bezprawnej lub podstępu (przestępstwa z art. 197 k.k.) • przy wykorzystaniu bezradności lub wynikających z upośledzenia umysłowego lub choroby psychicznej braku zdolności tej osoby do rozpoznania znaczenia czynu lub pokierowania swoim postępowaniem (przestępstwo z art. 198 k.k.) • przez nadużycie stosunku zależności lub wykorzystanie krytycznego położenia tej osoby (przestępstwa z art. 199 § 1 i 2 k.k.) /Cytat za: http://pl.wikipedia.org/wiki/Zgwa%C5%82cenie/

Wstęp jest wyciągiem z definicji pojęcia gwałtu stosownego w polskiej praktyce prawniczej, który uznałem za najlepszy sposób wprowadzenia osób czytających tę recenzję w tematykę filmu. Gwałt to jedna z najbardziej odrażających zbrodni, jakiej jeden człowiek może dopuścić się na drugim człowieku, a jednocześnie pozostawić go przy życiu. Osoba poddana tak szczególnemu splugawieniu cielesnemu i psychicznemu nie ma szans na powrót do jakiejkolwiek normalności. Potraktowanie drugiej osoby jak przedmiot, który nie ma żadnych praw i uczuć, a służy jedynie zaspokojeniu czyjegoś chorobliwego pożądania czy sadystycznych ciągot, to, w moim odczuciu, jeden z najbardziej okrutnych sposobów poniżenia i pohańbienia istoty ludzkiej. Gwałt rozumie się zwykle jako akt seksualnej przemocy, ale jest to pojęcie dotyczące również wszelkich innych przejawów znęcania się człowieka nad człowiekiem, gdy jego prawa i godność zostają podeptane czy całkowicie unicestwione. Nie chciałbym wdawać się tu w nazbyt rozwlekłą dyskusję, do której potrzebne byłoby zaplecze naukowe i znajomość tematu, ale powiem tylko tyle: gwałt to zjawisko tak poważne i odrażające, że nie można traktować go jedynie jako pretekstu do zrobienia byle jakiego filmu, który bagatelizuje temat. Szkoda, że to właśnie przydarzyło się panu Monroe...

Zaznaczę od razu, że nie widziałem pierwowzoru z roku 1978, ale sporo się o nim naczytałem, aby mieć jakąś płaszczyznę porównawczą. Umieszczona na łamach naszego serwisu recenzja tego filmu pomogła mi dodatkowo uświadomić sobie dość prozaiczną prawdę: znów remake nie dorasta oryginałowi do pięt. Nic nowego, prawda? Żyjemy w czasach kopii i kalek, gdzie marny duplikat wystarcza za głos na jakiś temat, a leniwi i niełaknący wiedzy ludzie zadowalają się podróbkami, często nie wiedząc nawet, że karmieni są surogatami autentycznych dzieł. Naprawdę nie wiem, dlaczego dziś trzeba robić nowe wersje starych klasyków i do tego jeszcze udawać, że to nie kopia, a zupełnie nowa jakość? Jeszcze chwila i miesiąc po premierze nowości będziemy mieli jakąś „krajową” wersję tego samego filmu (Amerykanie już zbliżają się do tego poziomu). Omawiany tu film to kolejny niechlubny krok w kierunku usankcjonowania prawa do korzystania z czyjejś pracy, aby wypromować własne nazwisko. Nie odmawiam nikomu prawa do udoskonalania, uzupełniania czy dodawania głosu do problematyki poruszonej w danym filmie, czy pokazywania danego zjawiska przez pryzmat czasów współczesnych (np. 3:10 do Yumy, to moim zdaniem akurat ciekawa reinterpretacja tematu), ale nie rozumiem zupełnie, po co robić coś tylko po to, żeby zrobić? Jeśli film nie ma nic do powiedzenia, to nawet próba zamydlenia nam oczu efektami czy oszałamiającą dawką przemocy nie sprawi, że wyniesiemy z niego jakieś głębsze wrażenie.

Film opowiada bardzo prostą historię i nie będę się tu silił na wchodzenie w szczegóły: młoda pisarka przyjeżdża na odludzie, żeby pisać kolejną książkę. Pech chce, że trafia na dość prymitywną prowincję, gdzie faceci nie mają nic ciekawego do roboty, więc okazja dokonania zbiorowego gwałtu na „zepsutej wywłoce z miasta” jawi się jako interesujące zajęcie. Zgwałcona dziewczyna postanawia jednak ukarać swoich katów i zgotowuje im krwawą łaźnię. Ot, cała historia. Film porusza tematykę gwałtu, który zajmuje centralne miejsce dramaturgiczne i ponad połowa czasu opowieści służy do przygotowania nas do tej kluczowej sceny. Podobno oryginalny film z 1978 zawierał tak szokujące ujęcia zbiorowego gwałtu, że w wielu krajach zakazano jego emisji, a ludzie reagowali szokiem i oburzeniem. Zgodzę się, że pokazywanie przemocy w sposób dosłowny ma sens i jest konieczne, jeśli do czegoś prowadzi i coś próbuje powiedzieć (patrz: Nieodwracalne czy Pasja), ale biada, jeśli jest to tylko kolejna scena, która przygotowuje grunt pod końcową masakrę. I właśnie tak dzieje się w naszym filmie. Mówi się, że znacznie skrócono przedstawienie gwałtu, aby nie urazić współczesnego, mniej odpornego (czy aby?) widza i zrobić z filmu po prostu opowiastkę o zemście i karze. I to się udało. Większe wrażenie robią sceny psychicznego znęcania się nad młodą pisarką, Jennifer Hills, niż późniejszy gwałt na niej, który jest smutną konsekwencją wcześniejszych upokorzeń. Mniej więcej do połowy film buduje sugestywną i mocną atmosferę osaczania ofiary, bezsensownej samczej przemocy i ukazywania bezradności ofiary wobec prymitywnego i bezcelowego barbarzyństwa. Gdyby tylko reżyser zechciał pociągnąć temat dalej i przyjrzeć się swoim bohaterom głębiej, odsłonić ich naturę i kazać zmierzyć się z samymi sobą. Wielka szkoda...

W połowie projekcji film jakby się urywał. Scena gwałtu stanowi kulminację, po której nie dzieje się właściwie nic. Film wytraca impet i ma się wrażenie, jakby scenariusz nie potrafił wypełnić tej pustki niczym sensownym. Kaci niby szukają po lesie swojej ofiary, która w tajemniczy sposób zniknęła, ale w zasadzie ani ich postępowanie, ani dialogi pomiędzy postaciami nie sugerują, aby film dokądś zmierzał. Potem, ni stąd ni zowąd, Jennifer wraca i zaczyna swój taniec śmierci, zabijając po kolei każdego ze sprawców gwałtu. Film wydaje się sklejony z dwóch części i przez to zupełnie pusty. Aktorka grająca Jennifer nie jest w stanie ukazać w swojej postaci śladów wyrządzonej jej krzywdy, a jej krucjata śmierci jawi się bardziej jak zachowanie seryjnego mordercy niż skrzywdzonej kobiety. Emocje zastępuje krzyk, a i po katach-ofiarach nie widać autentycznego przerażenia i świadomości, że przyjdzie im zapłacić za swój czyn. Druga część filmu to pusty i pozbawiony jakichkolwiek emocji maraton zabijania, które samo w sobie nie jest ani przerażające, ani nawet szczególnie brutalne. Zamiast wić się w fotelu z obrzydzenia, będziemy się raczej zastanawiać skąd naga i poraniona dziewczyna znalazła dla siebie pasujące ubranie (a jest bardzo szczupła), skoro jej kaci spalili wszystkie należące do niej rzeczy, jak udało się jej przeżyć w obcym lesie (jest z miasta, nie ma doświadczenia w polowaniu itd....), a nade wszystko, w jaki sposób takie chucherko było w stanie wlec po lesie czy podwieszać pod sufitem wielkich i ciężkich facetów... To jest dopiero ciekawe, ale pozostanie nam zgadywać. Do samego końca filmu wieje już taką nudą, że w zasadzie zapominamy, że ktoś tu wcześniej kogoś zgwałcił, a widzimy jedynie młodą dziewczynę o morderczych zapędach, która z wielkim znawstwem i wprawą wysyła na tamten świat kolejnych oprawców. I chwilami człowiek się zastanawia: kto tu właściwie był dla kogo okrutniejszy?

Od siebie na koniec dodam tylko tyle: zaczynam mieć dość amerykańskich, bezmózgich podróbek kina, które mają w sobie tyle treści, co hasła, którymi reklamuje się je na plakatach. W jednej Saunie jest więcej treści, mroku i strachu niż w 1000 amerykańskich szmatławców spod znaku kina grozy.

Screeny

HO, I SPIT ON YOUR GRAVE (remake) HO, I SPIT ON YOUR GRAVE (remake) HO, I SPIT ON YOUR GRAVE (remake) HO, I SPIT ON YOUR GRAVE (remake)

Zaloguj się aby móc oddać swój głos na film.
Plusy:

+ warsztat filmowy i sceneria zapuszczonej, amerykańskiej prowincji
+ przez pierwszą godzinę film buduje bardzo sugestywną i dość odrażającą atmosferę przemocy i zaszczucia

Minusy:

- żadnej treści, wniosków ani przesłania
- nuda, schematyzm i brak pomysłu na wydobycie z bohaterów głębi
- wykorzystanie gwałtu jako kanwy do pustej i płaskiej opowieści o zemście
- nie widać w aktorach żadnych głębszych emocji
- nielogiczności i niekonsekwencje - maraton zabijania, który nie jest nawet przerażający

Na forum:

Podyskutuj o filmie tutaj: Forum HO

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -