Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Poster:LAST EXORCISM, THE

LAST EXORCISM, THE

Ostatni egzorcyzm

ocena:7
Rok prod.:2010
Reżyser:Daniel Stamm
Kraj prod.:USA / Francja
Obsada:Patrick Fabian, Iris Bahr, Ashley Bell, Louis Herthum
Autor recenzji:Ireneusz Gajek
Ocena autora:7
Ocena użytkowników:7.25
Głosów:4
Inne oceny redakcji:

Bardzo lubię horrory, w których twórcy jako „opakowanie” do zaprezentowania wymyślonych przez siebie historii używają konwencji quasi dokumentu. Najbardziej znany film z tego nurtu, „The Blair Witch Project” uważam za jeden z najważniejszych filmów grozy w historii kina. Później, z lepszym lub gorszym skutkiem, reżyserzy parający się filmową grozą wielokrotnie próbowali zmierzyć się z formą fikcyjnego dokumentu. Do szczególnie udanych osiągnięć w tej materii zaliczyć można takie obrazy jak „[REC]”, „Lake Mungo”, „Noroi” oraz „The Poughkeepsie Tapes”. Od jakiegoś czasu na polskich ekranach zobaczyć można „The Last Exorcism” Daniela Stamma. I co prawda dzieło to pod wieloma względami nie dorównuje wyżej wymienionym, nie mniej jednak dzięki przemyślanemu sposobowi prowadzenia narracji ogląda się je bardzo dobrze.

Wielebny Cotton Marcus zostaje poproszony przez niejakiego Louisa Sweetzera, aby odprawić egzorcyzmy nad jego jakoby nawiedzoną córką Nell. Bohater co prawda wierzy w istnienie świata nadprzyrodzonego, opętania jednak traktuje z ogromnym dystansem. Do każdego rytuału jest doskonale przygotowany. Za pomocą kilku efektownych sztuczek „wypędza” z nawiedzonego demona, po czym inkasuje za swoją robotę odpowiednią kwotę pieniędzy. Nie mówi tego swoim „klientom”, ale jest przekonany, iż rzekome opętania są oznakami najróżniejszych manii, psychoz i obsesji. Z takim nastawieniem wraz z operatorem i dźwiękowcem wyjeżdża do Luizjany, gdzie wspomniana już Nell Sweetzer nie tylko wykazuje objawy nawiedzenia przez demony, lecz także przyczynia się do śmierci zwierząt na farmie prowadzonej przez jej ojca i brata. Wielebny początkowo sprawę traktuje rutynowo. Podczas efektownego show, z wypędzaniem diabelskiego pomiotu jako gwóźdź programu, odkrywa, iż nastolatka jest w ciąży. Ów fakt będzie dopiero pierwszą tajemnicą, jaką wśród bagien Luizjany odkryją wielebny Cotton Marcus wraz ze swoją skromną ekipą filmową.

Jedenaście lat od premiery „The Blair Witch Project” już chyba niemożliwym jest zaskoczyć widza filmem grozy nakręconym całkowicie kamerą „z ręki”. Dzisiaj zresztą nie tylko horrory kręcone są w ten sposób. Na przestrzeni lat powstało sporo filmów mniej lub bardziej nawiązujących do manifestu DOGMA 95 Thomasa Vinterberga, Larsa von Triera, Kristiana Levringa oraz Sørena Kragh-Jacobsena, dla których paradokumentalna forma stanowiła jedną z najważniejszych cech produkowanych przez nich obrazów. Dlaczego konwencja quasi dokumentu stała się tak kusząca dla wielu twórców horroru? Gatunek, jakim jest filmowa groza, wymaga od swoich odbiorców, aby ci podczas seansu poddali się procesowi „zawieszenia niewiary”. Sugestywna, bo bardzo oddziałująca na wyobraźnię widza, forma „fałszywego dokumentu” zaciera granicę między filmową fikcją, a wycinkiem rzeczywistości, do prezentacji której przyczyniają się dzieła dokumentalistów. Nic więc dziwnego, iż nieprzebrane rzesze miłośników horroru „The Blair Witch Project” Daniela Myricka i Eduardo Sáncheza czy „[REC]” Jaume Balagueró i Paco Plazy zaliczają do najstraszniejszych filmów grozy w historii gatunku.

Jeśli chodzi o obraz Daniela Stamma, początkowo zostajemy wprowadzeni w ideę dziennikarskiego przedsięwzięcia. Otóż sprowadza się ona do pokazania pracy współczesnego kaznodziei, któremu nieobce są także rytuały egzorcyzmów. Dzięki wywiadom oraz relacjom z nabożeństw poznajemy człowieka ubóstwianego przez powierzoną mu społeczność, z drugiej strony nie do końca przekonanego co do wagi swojej misji. Wierni uwielbiają sposób nauczania Cottona Marcusa oparty na otwartości oraz nowoczesności, on jednak wątpi w ich chęć zgłębiania woli Boga. Podejrzewa, iż bardziej od Boga „jego” ludziom potrzebna jest wspólnota, dzięki której będą czuli się potrzebni i wolni od dojmującej samotności. Rozgoryczony takim stanem rzeczy, wielebny pokazuje reporterom, jak łatwo takimi ludźmi można manipulować. Dość szybko także poznajemy jego stosunek do nawiedzeń i opętania przez duchy. W przeciwieństwie do katolickich duchownych, ta sfera działalności wielebnego Marcusa na charakter zarobkowy. Dopiero zderzenie jego światopoglądu z zamkniętą, ortodoksyjną i po swojemu pojmującą chrześcijaństwo społecznością Luizjany sprawi, iż ostatnią rzeczą, której będzie się obawiał bohater, będą demony.

Nie trzeba być szczególnie „oblatanym” w historii horroru, by zorientować się, iż Daniel Stamm kręcąc swój fabularny debiut całymi garściami czerpał zarówno z „Egzorcysty” Williama Friedkina jak również ze wzmiankowanego już „The Blair Witch Project”. I rzeczywiście, w znacznej mierze „The Last Exorcism” jest filmem wtórnym. Nie mniej jednak z każdą minutą seansu historia widziana na ekranie coraz bardziej zajmuje naszą uwagę. Dzieje się tak przede wszystkim za sprawą bardzo ciekawej postaci głównego bohatera. Nie przypominam sobie, abyśmy w kinie mogli mieć do czynienia z takim duchownym – z jednej strony bardzo poważnie traktującym swoją pracę kaznodziei, z drugiej zaś pełnym wątpliwości natury teologicznej oraz z dystansem zarówno do siebie, jak i do wypełnianej przez siebie misji. Jednak nie tylko jego postać sprawia, że obraz Daniela Stamma to kawał dobrej rozrywki. Reżyserowi udało się bowiem coś, co ja osobiście bardzo sobie w kinie cenię, mianowicie dzięki dobrze napisanemu scenariuszowi cały czas jesteśmy zwodzeni i tak naprawdę do ostatnich sekund filmu nie wiemy, czy w przypadku Nell Sweetzer mamy do czynienia z prawdziwym opętaniem. Od momentu pierwszej rozmowy z rzekomo nawiedzoną przez demona dziewczyną razem z wielebnym Cottonem Marcusem próbujemy zgłębić tajemnicę jej zachowania. I za każdym razem, kiedy już jesteśmy pewni, co tak naprawdę dzieje się w położonej na bagnach Luizjany farmie Sweetzerów, nagle okazuje się, iż nasze przypuszczenia są tylko przygrywką do kolejnych komplikacji i mnożących się tropów.

Pomimo iż obraz „The Last Exorcism” nie zapisze się wielkimi zgłoskami w historii kinematografii, a nawet nie zdobędzie wielkiego uznania znawców horroru, ja czasu spędzonego jego obejrzenie nie żałuję. Podobała mi się zarówno forma paradokumentu (szkoda tylko, że ilustrowana muzyką), jak również opowiedziana za jej pomocą historia.

Screeny

HO, LAST EXORCISM, THE HO, LAST EXORCISM, THE HO, LAST EXORCISM, THE HO, LAST EXORCISM, THE HO, LAST EXORCISM, THE HO, LAST EXORCISM, THE HO, LAST EXORCISM, THE HO, LAST EXORCISM, THE

Zaloguj się aby móc oddać swój głos na film.
Plusy:

+ ciekawa historia
+ forma quasi dokumentu
+ miejsce akcji
+ zwroty akcji
+ dobra rola Ashley Bell
+ postać głównego bohatera

Minusy:

- nie do końca konsekwentne wykorzystanie sztafażu filmu dokumentalnego (dodanie niepasującej do formy muzyki)
- to już wszystko było, i w „Egozrcyście”, i w „The Blair Witch Project”

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -