Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Poster:NEITHER THE SEA NOR THE SAND a.k.a The Exorcism of Hugh

NEITHER THE SEA NOR THE SAND a.k.a The Exorcism of Hugh

Neither the Sea Nor the Sand

ocena:6
Rok prod.:1972
Reżyser:Fred Burnley
Kraj prod.:Wielka Brytania
Obsada:Susan Hampshire, Michael Petrovitch, Frank Finlay, Michael Craze
Autor recenzji:Katarzyna Sawicka
Ocena autora:6
Ocena użytkowników:--
Głosów:0
Inne oceny redakcji:

Neither the sea nor the sand will kill their love,
Nor the wind take it in envy from them…

/cytat z filmu/

Małżeństwo Anny Robinson (Susan Hampshire) przechodzi kryzys. Aby w spokoju uporządkować myśli, kobieta udaje się na wyspę Jersey. Spotyka tam Hugh (Michael Petrovitch), w którym zakochuje się szaleńczo i z wzajemnością. Miłość kwitnie, aż pewnego dnia mężczyzna niespodziewanie umiera. Zrozpaczona Anna błaga, by martwy kochanek do niej powrócił. Jednak już wkrótce może pożałować wypowiedzianych słów.

„Neither the Sea Nor the Sand” wyprodukowany został przez Tigon British Film Productions, studio specjalizujące się w niskobudżetowych horrorach. Film oparty jest na powieści i scenariuszu Gordona Honeycombe’a, brytyjskiego pisarza, aktora i prezentera telewizyjnego. „Neither the Sea Nor the Sand”, który można by nieco humorystycznie określić mianem „zombie love story”, nakręcono na wyspie Jersey; tam również rozgrywa się jego większa część. I trudno byłoby chyba o lepszą scenerię: bezkresny ocean, nagie skały, opustoszałe, rozległe plaże stanowią doskonałe tło opowieści o miłości i śmierci.

A opowieść ta nie jest w zasadzie niczym nowym: film bazuje na toposie miłości silniejszej niż śmierć, który podejmowany był niejednokrotnie w bardziej efektownym wydaniu. „Neither the Sea Nor the Sand” to mieszanka minimalizmu, delikatności i romantyczności, zaserwowana w powolnym tempie i przy akompaniamencie irytującej chwilami ścieżki dźwiękowej, z zawodzącym kobiecym wokalem. Dla niejednego widza taki mix może okazać się zabójczo… nudny, zwłaszcza w pierwszej części filmu. Trochę ciekawiej robi się po wprowadzeniu wątku nadprzyrodzonego, chociaż zmiana nie jest drastyczna: kilka scen wywołuje lekkie ciarki na plecach czy niepokój (na przykład, świeżo zmartwychwstały Hugh, krążący wokół domu, w którym przebywa Anna); pojawia się też pewna doza dynamiki, budowana głównie kamerą z ręki. Jednak, nie można oprzeć się wrażeniu, że materiału jest tutaj zaledwie na filmową nowelę, a nie na trwający półtora godziny pełnometrażowy film.

W „Neither the Sea Nor the Sand” zdają się drzemać niewykorzystane pomysły, ledwie muśnięte, a następnie porzucone. Potencjał leży w rodzinie Hugh, wiekowym rodzie Dabernonów. Bracia, oschły George (Frank Finlay) i enigmatyczny Hugh mieszkają razem i wydają się mocno związani ze sobą i z rodziną. George nie próbuje nawet ukryć niezadowolenia z obecności Anny w ich wspólnym domu i igraszek dwojga kochanków w łożu matki, a komentując portret jednego z praprzodków, mówi tajemniczo, zerkając na brata: „wszystkich nas łączy silne rodzinne podobieństwo”. I niekoniecznie musi się to odnosić jedynie do wyglądu fizycznego. Rozbudowanie wątku pochodzenia braci i ich wzajemnych relacji mogłoby wzbogacić postaci o głębię psychologiczną, a film urozmaicić. Warunkiem powodzenia byłoby umiejętne połączenie wątku z dotychczasową opowieścią, tak, aby nie powstał niestrawny miszmasz i aby nie przytłoczyć tego, co ma najwyraźniej stanowić centrum historii, czyli miłości między dwojgiem bohaterów.

Skoro jesteśmy przy postaciach, warto byłoby napomknąć o aktorach. Susan Hampshire zdecydowanie sprawdza się w roli zakochanej do szaleństwa Anny. Michael Petrovitch, natomiast, dysponuje nieznośnie ograniczonym wachlarzem min, jakby od samego początku filmu trenował do roli zombie. W rezultacie, Hugh jest właściwie tak samo martwy za życia jak i po śmierci.

„Neither the Sea Nor the Sand” nie jest bynajmniej pozbawiony wad. Bez wątpienia, ma jednak przynajmniej jedną zaletę, którą powinien docenić zwłaszcza dzisiejszy widz. Choć film Burnleya może znużyć, jego delikatność i minimalizm są urzekające, a przede wszystkim, coraz rzadsze we współczesnym kinie, w natłoku filmów przesadzonych.

Screeny

HO, NEITHER THE SEA NOR THE SAND a.k.a The Exorcism of Hugh HO, NEITHER THE SEA NOR THE SAND a.k.a The Exorcism of Hugh HO, NEITHER THE SEA NOR THE SAND a.k.a The Exorcism of Hugh HO, NEITHER THE SEA NOR THE SAND a.k.a The Exorcism of Hugh HO, NEITHER THE SEA NOR THE SAND a.k.a The Exorcism of Hugh HO, NEITHER THE SEA NOR THE SAND a.k.a The Exorcism of Hugh HO, NEITHER THE SEA NOR THE SAND a.k.a The Exorcism of Hugh HO, NEITHER THE SEA NOR THE SAND a.k.a The Exorcism of Hugh HO, NEITHER THE SEA NOR THE SAND a.k.a The Exorcism of Hugh HO, NEITHER THE SEA NOR THE SAND a.k.a The Exorcism of Hugh

Zaloguj się aby móc oddać swój głos na film.
Plusy:

+ minimalizm i delikatność
+ malownicza sceneria, idealna do opowieści o miłości z dreszczykiem
+ dobra rola Susan Hampshire
+ ścieżka dźwiękowa – przyjemna dla ucha i całkiem klimatyczna w przypadku fragmentów czysto instrumentalnych…

Minusy:

- …ale irytująca, kiedy pojawia się zawodzący kobiecy wokal
- wspomnianego dreszczyku nie ma tutaj za wiele
- nacisk położony na romans, czego co poniektórzy widzowie mogą nie znieść
- nużący
- parę niewykorzystanych pomysłów
- Michael Petrovich w roli Hugh i jego nieznośnie ograniczony wachlarz min

Na forum:

Podyskutuj o filmie tutaj: Forum HO

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -