Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Poster:LOVED ONES, THE

LOVED ONES, THE

Loved Ones, The

ocena:9
Rok prod.:2009
Reżyser:Sean Byrne
Kraj prod.:Australia
Obsada:Xavier Samuel, Robin McLeavy, John Brumpton, Victoria Thaine, Suzi Dougherty
Autor recenzji:Ireneusz Gajek
Ocena autora:9
Ocena użytkowników:10
Głosów:1
Inne oceny redakcji:

W zalewie filmów zza oceanu często podpieranych sugestywnymi, ale też bardzo drogimi kampaniami reklamowymi, bardzo łatwo jest ominąć film naprawdę wartościowy, który zachwycić może miłośnika kina grozy nie tylko intrygującą historią, lecz także inteligentną, daleką od banału, a przede wszystkim pomysłową realizacją tematu wydawałoby się już do cna zgranego. Kwestia jest tym bardziej istotna, ponieważ chodzi o horror, czyli gatunek filmowy, na polu którego twórcy szczególnie upodobali sobie naśladowanie, powielanie i odtwórcze kopiowanie. Na tym tle dzieło oryginalne, dobrze zagrane i w genialny sposób żonglujące elementami konwencji dla wielu fanów okazać się może nie lada rarytasem. Uważam, iż wyżej wymienionymi epitetami scharakteryzować można australijski obraz „The Loved Ones” w reżyserii Seana Byrne.

Streszczenie filmu w tym przypadku będzie wyjątkowo skromne, ponieważ jak żaden inny obraz, „The Loved Ones” bazuje na zaskoczeniu. Jego bohaterem jest Brent, cichy, zamknięty w sobie chłopak uczęszczający do prowincjonalnego liceum. Ma kumpla, dziewczynę oraz najróżniejsze zainteresowania. My jednak wiemy, iż na jego barkach spoczywa odpowiedzialność za spowodowanie wypadku, w którym zginął jego ojciec. W przeddzień balu w miejscowej szkole Brent niespodziewanie zanika. Okazuje się, iż to nie pierwszy miejscowy chłopak w jego wieku, po którym słuch zaginął. Na poszukiwania rusza zarówno miejscowy szef policji (jego syn także należy do zaginionych), jak również Holly, dziewczyna głównego bohatera.

Czego w tym filmie nie ma! Na pierwszy rzut oka, można stwierdzić, iż „The Loved Ones” to kolejny teen slasher, w którym sfiksowany rzeźnik poluje na przedstawicieli pogrążającej się w moralnej degrengoladzie młodzieży. Mamy bowiem mała grupkę nastolatków, którzy szykują się na szkolny bal. Impreza dochodzi to skutku, jednak nie wszyscy wezmą w niej udział. Szybko także orientujemy się, iż postacie wymyślone przez Seana Byrne są zupełnie inne, iż te, do których przyzwyczaiły nas amerykańskie slashery. Bohaterowie „The Loved Ones” to zwyczajne dzieciaki, które co prawda lubią zapalić skręta albo „pomiziać się” w samochodzie, ale także muszą zmagać się z różnymi problemami. Brent coraz bardziej zamyka się w sobie, podejrzewa bowiem, iż matka obwinia go za śmierć męża. Inni bohaterowie nie czują się akceptowani przez grupę rówieśniczą, stąd też ich pełen gniewu i frustracji bunt przeciwko wszystkim i wszystkiemu. Dorośli znowu są wręcz sparaliżowani strachem. Boją się o swoje dzieci. Są przekonani, iż zaginięcia nastolatków nie są tylko przejawami ich sprzeciwu wobec nudnej egzystencji w prowincjonalnym miasteczku.

Sean Byrne byłby jednak tylko kolejnym filmowym wyrobnikiem, gdyby w swoim obrazie nie pokusił się o pewne ryzyko. Postanowił bowiem zawartą w „The Loved Ones” grozę zintensyfikować za pomocą dużej dawki dość osobliwego komizmu. Wydarzenia skłaniające do zadumy, krwawe i nierzadko budzące lęk sąsiadują ze scenami rodem z amerykańskich komedii o dorastającej młodzieży. A druga część filmu to już prawdziwa „jazda po bandzie”. Patrząc na krew, tortury i monstra wychylające się z piwnicy, jednocześnie głośno śmiejemy się z absurdalności całego wydarzenia, z drugiej zaś zaciskamy bardzo mocno pięści dopingując głównemu bohaterowi w walce przeciwko znęcającym się nad nim oprawcom. Ów budzące skrajne emocje efekt Byrne uzyskał nie tylko dzięki zabawie konwencją oraz wykreowaniu fantastycznych postaci, lecz także przez umiejętne dawkowanie napięcia. W „The Loved Ones” co jakiś czas zaskakiwani jesteśmy niesamowitym zwrotem akcji. Kiedy już myślimy, że wszystko ma się ku końcowi, nagle reżyser, niczym wytrawny filmowy prestidigitator, serwuje kolejne wydarzenie, które jeszcze bardziej przykuwa naszą uwagę do obserwowanej na ekranie historii. Co ważne, przeciwieństwie do np. „Frontière(s)” Xaviera Gensa, Byrne nie próbuje nas zaszokować ogromną dawką okrucieństwa i zwyrodnienia. Dla Australijczyka o wiele ważniejsza jest zabawa konwencją i pokazanie, ile jeszcze dla wprawnego filmowca tkwi w niej potencjału.

A co ze zbrodniarzem, sadystą, czyli obowiązkowym elementem każdego slashera? Nie brakuje go również w „The Loved Ones”. Nie tylko porywa miejscowe dzieciaki, lecz także bawi się z nimi w dość wyrafinowany sposób. Najpierw z nich szydzi, drwi i znęca się psychicznie. Później zaczynają się tortury fizyczne – szprycowanie jakimiś chemikaliami, bicie, wbijanie ogromnych gwoździ w kończyny oraz, jako najważniejszy punkt programu, unieszkodliwiane za pomocą wiertarki. Wreszcie tak „przygotowana” ofiara trafia do… W tym miejscu muszę zakończyć to „sympatyczne” wyliczanie, ponieważ zdradziłbym jedną z najciekawszych scen w filmie Seana Byrne. Tych zresztą w „The Loved Ones” naprawdę nie brakuje. Co warto także podkreślić, cały film zilustrowany został świetną muzyką. Poszczególne utwory kapitalnie podkreślają charakter scen. Niektóre fragmenty filmu wyglądają wręcz na znakomicie skręcone teledyski, co czyni produkcję Seana Byrne jeszcze atrakcyjniejszą.

Najlepiej byłoby o „The Loved Ones” napisać bez owijania w bawełnę: „Rewelacyjny! Koniecznie obejrzyj!”. Zdaję sobie jednak sprawę, iż jest to film bardzo specyficzny, a tym samym znajdą się zapewne widzowie, którzy po seansie mogą być skonsternowani. Nie każdy bowiem lubi zgrywy z konwencji podlane na dodatek dość dużą dawką czarnego humoru. Dla wyjadaczy jednak, ze względu na momentami wręcz błyskotliwe wykorzystanie ogranych zdałoby się schematów, obraz Seana Byrne może być nie lada filmową ucztą.

Screeny

HO, LOVED ONES, THE HO, LOVED ONES, THE HO, LOVED ONES, THE HO, LOVED ONES, THE HO, LOVED ONES, THE HO, LOVED ONES, THE HO, LOVED ONES, THE HO, LOVED ONES, THE HO, LOVED ONES, THE HO, LOVED ONES, THE HO, LOVED ONES, THE

Zaloguj się aby móc oddać swój głos na film.
Plusy:

+ znakomita, niejednoznaczna historia
+ połączenie horroru, dramatu obyczajowego i komedii
+ momentami wręcz błyskotliwa gra z konwencją
+ nieprzewidywalna, pełna zwrotów akcji opowieść
+ ogląda się z zapartym tchem
+ świetna muzyka
+ aktorstwo, szczególnie Robin McLeavy (owacja na stojąco!)
+ niby wszystko znane, a jednak inne od większości proponowanych nam horrorów

Minusy:

- nie zauważyłem

Na forum:

Podyskutuj o filmie tutaj: Forum HO

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -