Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Poster:MARK OF THE VAMPIRE

MARK OF THE VAMPIRE

Znak wampira

ocena:8
Rok prod.:1935
Reżyser:Tod Browning
Kraj prod.:USA
Obsada:Lionel Atwill, Bela Lugosi, Lionel Barrymore, Elizabeth Allan, Carroll Borland
Autor recenzji:Ireneusz Gajek
Ocena autora:8
Ocena użytkowników:--
Głosów:0
Inne oceny redakcji:

Uwaga! Tekst zdradza ważne elementy fabuły

Któż z miłośników horroru nie zachwycał się pochodzącymi z przedwojnia filmami grozy opowiadającymi losy hrabiego Drakuli albo monstrum stworzonego przez doktora Frankensteina. Na wielu do dzisiaj utrwalone na biało-czarnej taśmie widoki ponurych zamczysk, cmentarzy zasnutych mgielnymi oparami czy bladolicych zjaw sennie przemierzających uroczyska robią ogromne wrażenie. Nic więc dziwnego, iż mimo kilkudziesięciu lat na karku obrazy F.W. Murnaua, Jamesa Whale’a, Roubena Mamouliana czy wreszcie Toda Browninga nawet teraz, w dobie zapierających dech widowisk filmowych, bywają przedmiotami gorących dyskusji. Zwłaszcza filmy tego ostatniego twórcy wśród licznego grona fanów kina grozy są obiektami niemalże kultu. Trudno się dziwić, bo spod ręki Browninga wyszły takie arcydzieła jak „Dracula” z Belą Lugosim, słynny „Freaks” czy zaskakujący rozwiązaniami fabularnymi „Mark of the Vampire”.

Ten ostatni opowiada historię śledztwa, jakie niedaleko Pragi toczy się w sprawie tajemniczej śmierci majętnego Karella Borotyna. Przybyły na miejsce praski detektyw, Neumann, nie chce wierzyć, iż sprawcą mordu jest mieszkający niedaleko posiadłości Borotynów wampir, zwany hrabią Mora. Bohater, kpiąc z wiejskich zabobonów, obmyśla misterny plan, który odsłonić ma tożsamość rzeczywistego mordercy.

Początkowo 60-minutowy film Toda Browninga był o 20 minut dłuższy. Decydenci wytwórni MGM z różnych względów (drastyczność, nawiązania do kazirodczej miłości hrabiego do swej córki Luny) postanowili skrócić dzieło reżysera „Draculi”. Po finansowej klapie „Freaks”, Browningowi zabrakło argumentów w walce o zachowane swojego filmu w pierwotnym stanie. Obraz bardzo wiele na tym stracił. Podczas seansu wielokrotnie można odnieść wrażenie, iż niektóre elementy fabularnej układanki do siebie nie pasują. Co gorsza, kapitalny finał rozgrywa się praktycznie w przyczynowo-skutkowym oderwaniu od reszty filmu.

Nie zmienia to jednak faktu, iż „Mark of the Vampire” intryguje o wiele bardziej, niż niejedna współczesna produkcja grozy. Składa się na to kilka przyczyn. Dla mnie największą zaletą filmu Browning są miejsca, w których rozgrywają się poszczególne wydarzenia. Dzisiaj panorama z mocno zdewastowanym zamkiem czy ujęcie w pełnej krasie ukazujące jego zapuszczone wnętrza zapewne wzbudzałyby uśmiech politowania. Rozświetlone bladym światłem księżyca cmentarze i zasnute mgielnymi tumanami nagrobki mogłyby wywołać śmiech. Ale w „Mark of the Vampire” statyczne, biało-czarne ujęcia wnętrz i plenerów zachwycają niezaprzeczalnym urokiem. Mają w sobie coś szczególnego, co zamiast niezamierzonego komizmu, kreuje mocno oddziałujący na wyobraźnię klimat rodem z popularnych na przełomie XVIII i XIX wieku powieści gotyckich.

Wielu krytyków (a także fanów) piszących o horrorach, zbywając kilkoma słowami ich fabularne idiotyzmy i warsztatowe niedociągnięcia, deliberują nad pozornie nieistotnymi drobiazgami. Dla miłośników danego gatunku bowiem „diabeł tkwi w szczegółach”. Również w filmie Toda Browninga owe niby mało ważne imponderabilia odgrywają ogromną, w moim przekonaniu, rolę. Przede wszystkim warto zwrócić uwagę na jedną ze scen, w której wampirzyca Luna, niby ogromny nietoperz, w największej z zamkowych komnat wznosi się nad bohaterami. Nawet dzisiaj to ujęcie wygląda niesamowicie. W 1935 roku praca nad nim trwała 3 tygodnie! Innym wartym uwagi szczegółem są pojawiające się w „Mark of the Vampire” zwierzęta. Oprócz robactwa w filmie Browninga mamy do czynienia z prawdziwymi, „ściągniętymi” z Ameryki Południowej nietoperzami oraz dydelfem północnym „robiącym” za europejskiego szczura. Trudno nie zwrócić uwagi także na specyficzną grę występujących w filmie aktorów. Widać w niej teatralne naleciałości charakterystyczne w epoce kina niemego. Jednak w horrorze takim jak „Mark of the Vampire”, gdzie czarnymi charakterami są wampiry, zaś ich oponent to zbzikowany doktor wzorowany na Van Helsingu, ten rodzaj ekspresji sprawdza się znakomicie. Wystarczy popatrzeć na Belę Lugosiego albo partnerującą mu Carroll Borland, by o tym się przekonać.

Jednak największą zaletą filmu jest jego zakończenie. Ostatnie sceny wyjaśniają nam, iż cała historia z wampirami jest tylko maskaradą wymyśloną przez inspektora Neumanna. W role krwiopijców wcielili się aktorzy wynajęci przez policjanta. Zaś cały fortel miał być pułapką zastawioną na prawdziwego mordercę Karella Borotyna. Jak ów „twist” można interpretować dzisiaj? Jest to w pewnym sensie żonglowanie elementami konwencji (przypominam, mamy rok 1935), bowiem tak spuentowany „Mark of the Vampire” zamiast horrorem okazuje się być filmem detektywistycznym. Może chciano odejść od tradycyjnego konstruowania kina grozy po to, by pokazać, iż gatunkiem można się także bawić. Nawet w poczynaniach reżysera było coś z maskarady. Aktorzy grający w filmie Browninga do samego końca nie wiedzieli, jakie będzie jego zakończenie. Reżyser cały czas wymagał od nich takiego sposobu ekspresji, jakby od początku do końca mieli grać w horrorze.

Miłośników filmowych staroci nie muszę zachęcać do obejrzenia „Mark of the Vampire”, wielu z nich zapewne doskonale zna tę pozycję. Dla innych dzieło Browninga może być doskonałą odskocznią od współczesnego kina grozy - pustego, nijakiego, często kręconego tylko i włącznie z nastawieniem komercyjnym.

Screeny

HO, MARK OF THE VAMPIRE HO, MARK OF THE VAMPIRE HO, MARK OF THE VAMPIRE HO, MARK OF THE VAMPIRE HO, MARK OF THE VAMPIRE HO, MARK OF THE VAMPIRE HO, MARK OF THE VAMPIRE HO, MARK OF THE VAMPIRE HO, MARK OF THE VAMPIRE HO, MARK OF THE VAMPIRE HO, MARK OF THE VAMPIRE HO, MARK OF THE VAMPIRE HO, MARK OF THE VAMPIRE

Zaloguj się aby móc oddać swój głos na film.
Plusy:

+ film pomimo swoich lat ogląda się znakomicie
+ oddziałujące na wyobraźnię zdjęcia
+ kilka zapadających w pamięć ujęć
+ aktorzy – zwłaszcza wampiryczna para
+ kapitalne zakończenie
+ pomysłowość twórców
+ mnóstwo świetnej zabawy

Minusy:

- przez cenzorskie zabiegi MGM czasami film może wydać się nielogiczny

Na forum:

Podyskutuj o filmie tutaj: Forum HO

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -