Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Poster:MY SOUL TO TAKE

MY SOUL TO TAKE

Zbaw mnie ode złego

ocena:5
Rok prod.:2010
Reżyser:Wes Craven
Kraj prod.:USA
Obsada:Max Thieriot, John Magaro, Emily Meade, Paulina Olszynski, Zena Grey
Autor recenzji:Ireneusz Gajek
Ocena autora:5
Ocena użytkowników:4.5
Głosów:4
Inne oceny redakcji:

Od kilku, a może nawet kilkunastu lat Wes Craven próbuje odzyskać miano „mistrza horroru”. Na przełomie XX i XXI wieku, kręcąc „Music of the Heart” oraz jeden z epizodów „Paris, je t'aime” może nawet świadomie chciał od niego odstąpić, szybko jednak zorientował się, iż tak naprawdę „jest skazany” na horror. Trudno jednak „Cursed” uznać za triumfalny powrót mistrza, trochę lepszy „Red Eye” nie do końca mieścił się w konwencji grozy. Na kolejny horror Craven swoim fanom kazał czekać aż pięć lat. Mogłoby się wydawać, iż mają do dyspozycji tyle czasu, stary wyga przygotuje prawdziwą bombę. Śmiem jednak twierdzić, iż „My Soul To Take”, niczym ostatnia płyta Guns N' Roses, to zaledwie petarda tylko na chwilę zwracająca uwagę postronnych.

W swoim najnowszym filmie twórca „A Nightmare on Elm Street” wrócił do formuły teen slashera czyniąc bohaterami filmu grupę siedmiorga nastolatków. Co roku, w ramach świętowania urodzin, dzieciaki z niewielkiego Riverton w formie obrzędu-zabawy wspominają rok, w którym zabito seryjnego mordercę, Abla Plenkova. Niczym w Polsce marzannę, młodzi Amerykanie co roku „zabijają” kukłę psychopaty. Wierzą bowiem, iż w ten sposób dadzą odpór legendzie, która mówi, iż w noc śmierci Plenkova jego dusza znalazła się w ciałach siedmiorga urodzonym w tym czasie dzieci. Tego roku jednak, na skutek interwencji policji, kukła mordercy nie została „zgładzona”. Niedługo po tym w tajemniczych okolicznościach ginie pierwszy z „naznaczonych” nastolatków.

Dlaczego Craven po raz kolejny pokusił się o horror, w którym na plan pierwszy wysuwa się rzeczywistość zdominowana przez amerykańskich nastolatków? Trudno jednoznacznie odpowiedzieć na to pytanie. Dwa teen slashery przyniosły reżyserowi ogromny sukces. Może więc we własnym mniemaniu Craven w tej konwencji czuje się najpewniej i stąd pomysł realizacji zarówno „My Soul To Take” jak i czwartej odsłony „Scream”. Poza tym horror w Stanach Zjednoczonych ciągle jest postrzegany jak żyła złota, a głównymi „sponsorami” tychże produkcji są właśnie kilkunastoletni widzowie. Okazuje się także, iż zamaskowany zwyrodnialec szlachtujący fikuśnym nożem amerykańską dziatwę ciągle jest motywem elektryzującym niejednego fana horroru. Wreszcie Craven również w swoim najnowszym obrazie, tak jak zrobił to chociażby w „A Nightmare on Elm Street”, pragnął pokazać, jak skończyć się może brak porozumienia rodziców ze swymi dorastającymi pociechami. Wszak bowiem to ich pokolenie ponosi odpowiedzialność za to, co dzieje się obecnie w Riverton. Nie tylko nie zapobiegli morderstwom, choć niektórzy doskonali zdawali sobie sprawę z zaburzeń Plenkova, to na dodatek z scenie przejazdu do szpitala dali mu się wymknąć. I co najgorsze, pozwolili, traktując to zapewne jako dziecięce fanaberie, na stworzenie mitu krwawego mordercy, który w każdej chwili może wrócić i powziąć srogą zemstę. Z filmu dość jasno wynika, iż świat dorosłych, czyli rodzice i szkoła, nie interesuje się potrzebami dorastającej młodzieży Riverton. Jakikolwiek uczynek byłby ich udziałem, dobry lub zły, zawsze spotkają się albo z niechęcią, albo z obojętnością.

Nie zawsze jednak szczytne idee filmowców przekładają się na jakość filmu. I tak jest w przypadku „My Soul To Take”. Najnowszy film Cravena to obraz co najwyżej przeciętny – bardzo długi, momentami przeraźliwie nudny, chwilami także, za sprawą osobliwego (w sensie negatywnym) poczucia humoru, balansujący na granicy dziwaczności i kuriozum. Trudno bowiem przełknąć to, iż emocjonujący w swym zamyśle slasher na długie minuty zamienia się w coś, co można nazwać „Beverly Hills, 90210 na prowincji”. Długie gadki bohaterów szybko nużą, zaś roztrząsanie ich problemów szkolno-sercowych rodzi irytację. Jest również w filmie Cravena kilka scen, które zamiast budować kontekst obyczajowy, nie do końca chyba zgodnie z intencją twórców śmieszą, np. wszystkie ujęcia obrazujące działanie gangu Fang. Wreszcie „My Soul To Take” rozczarowuje jako horror. Po niezłym, efektownym i zajmującym początku, można było spodziewać się czegoś naprawdę interesującego. Z czasem jednak zamiast misternie budowanego napięcia i przysłowiowych „flaków” dostajemy mało ciekawą rozprawę na temat niezwykle trudnego życia współczesnego amerykańskiego nastolatka.

Ktoś może krzyknąć, iż filmu Cravena nie należy rozpatrywać w kontekście krwawego widowiska zrobionego na poważnie. „My Soul To Take” to bowiem obraz mający być kolejną wariacją na temat „zamaskowany przychlast morduje rozerotyzowaną, dorastającą amerykańską dziatwę”. Nie trzeba być wielkim znawcą kina grozy, by ów fakt dostrzec. Rzecz w tym, iż film Cravena ani nie jest formalną błyskotką mogącą stanowić kwintesencję doskonałej rozrywki (np. „Anthony Zimmer”), ani też jako przykład postmodernistycznej zabawy nie ilustruje nowych odczytań wykorzystywanych po wielokroć motywów czy schematów fabularnych.

Czym więc jest najnowszy film autora „The Hills Have Eyes”? Kolejnym średnio udanym horrorem mającym zarobić trochę kasy i przypomnieć fanom, iż Wes Craven jeszcze żyje.

Screeny

HO, MY SOUL TO TAKE HO, MY SOUL TO TAKE HO, MY SOUL TO TAKE HO, MY SOUL TO TAKE HO, MY SOUL TO TAKE HO, MY SOUL TO TAKE HO, MY SOUL TO TAKE

Zaloguj się aby móc oddać swój głos na film.
Plusy:

+ niezły początek
+ kilka interesujących ujęć i scen
+ intencje zrobienia horroru z przesłaniem, …

Minusy:

- … z których nic nie wyszło
- słaba historia
- film nudzi
- czasami śmieszy
- jest za długi

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -